Sprawa pomnika wraca jak bumerang

Agata Łukaszewicz
Waniek Ryszard

Pomnik Czynu Rewolucyjnego noszący też nazwę pomnika Walk Rewolucyjnych dotyczy walk toczonych na Rzeszowszczyźnie. Postawiono go wiele lat temu w centrum Rzeszowa.

Od samego początku wzbudzał liczne kontrowersje i różne skojarzenia. W stylizowanych liściach lauru jedni widzieli ośle uszy, inni mieli bardziej nieprzyzwoite skojarzenia. Faktem jest, że do dzisiaj, niemal raz na rok, zwłaszcza na wiosnę, pomnik przeżywa ciężkie chwile. Najczęściej za sprawą prawicy, która chce pomnik zburzyć, bo kojarzy jej się nie z historią miasta, lecz z komunizmem. Tak też jest i w tym roku. Jest wniosek, jest dyskusja. Jak się skończy, nie wie nikt.

Co o niej myślę?

Jestem rodowitą rzeszowianką, więc sprawa nie jest mi obojętna, choć urody pomnika nie doceniam. Ale już przed laty, kiedy wyjeżdżałam na wakacje daleko od domu, znajomi, których poznawałam, nawet jeśli nie wiedzieli, gdzie leży Rzeszów i co to za miasto, pytali mnie, czy to u nas jest „ten” pomnik. Z istnieniem pomnika jestem więc całkiem pogodzona. Podobnie zresztą jak 90 proc. mieszkańców tego pięknego miasta. Dali temu dowód całkiem niedawno, biorąc udział w sondzie przeprowadzonej wśród mieszkańców Rzeszowa.

Wynik? Znakomita większość nie wyobraża sobie, by pomnik Czynu Rewolucyjnego zniknął z krajobrazu Rzeszowa.

Przeciwne wyburzaniu pomnika jest też miasto. Zgadzam się z urzędnikami, którzy twierdzą, że pomnik wrósł w krajobraz i że to symbol czasów, nawet tych złych. Można go zresztą wykorzystać edukacyjnie. I tu pojawiają się już nawet konkretne pomysły. Można obudować pomnik gablotami, informacjami o tym, jak czyny rewolucyjne faktycznie w historii Polski wyglądały, ile przyniosły tragedii, ile ofiar, jako pamięć o tych tragicznych czasach. I niech pomnik, który sam jest historią, uczy innych historii.

Mimo dobrych pomysłów atmosfera wokół pomnika będzie na pewno coraz bardziej gorąca. Bo może ci, którzy obecnie sprawują władzę, nie będą słuchać większości. A to staje się coraz bardziej prawdopodobne.

Wystarczy posłuchać Łukasza Kamińskiego, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który proponuje usunięcie ponad 500 pomników żołnierzy Armii Czerwonej. W ślad za jego słowami głos zabierają lokalni działacze, którym fakt, że pomnik w Rzeszowie cały czas stoi na placu, leży na sercu. To zresztą doskonały temat na wywołanie medialnego zainteresowania. Ostatnio, tuż po wezwaniu, do burzenia pomnika w Rzeszowie pojawiły się nie tylko lokalne media, ale i największe telewizje. Sukces więc murowany.

Mogą Ci się również spodobać

Trzeba odpartyjnić samorząd

Po 17 latach prezydentury zdecydowałem, że będę startował do Senatu – mówi Wadim Tyszkiewicz, ...

Rowerowy boom w całym kraju

Blisko sto miast ma już systemy rowerów publicznych. Rekordy popularności biją pojazdy elektryczne. To ...

Dietrich, Gershwin i Kozidrak

Teatry zapraszają na muzyczne spektakle. 6–9 czerwca, Szczecin Teatr Współczesny, „Być jak Beata” Wokalistka ...

Dziesiątki milionów złotych na nowe parki. Które miasta wydają najwięcej?

Nie tylko bloki rosną w miastach niczym grzyby po deszczu. Część samorządów inwestuje w ...

Opryski szkodzą nie tylko komarom

Duże miasta raczej niechętnie zlecają opryski przeciwko komarom i kleszczom, w mniejszych takie zabiegi ...

Przyszłość średnich miast: kogo czeka degradacja, a kogo sukces?

Pomoc zewnętrzna przyda się wszystkim miejscowościom średniej wielkości, ale dla niektórych to być albo ...