Urzędy przyjazne dla wszystkich

W niewielu urzędach nie ma żadnych barier dla osób z niepełnosprawnościami
shutterstock

Podjazdy dla wózków inwalidzkich, urzędnicy posługujący się językiem migowym, a także tabliczki w Braille’u mają być standardem w każdym magistracie. Oporni zapłacą kary.

W urzędach mają być ułatwienia dla niepełnosprawnych. Rząd pracuje nad projektem w tej sprawie. Samorządy krytykują jednak przedstawione propozycje. Uważają, że ich realizacja będzie kosztować krocie. Suchej nitki nie zostawiają również na pomyśle wprowadzenia certyfikatów dostępności.

Wszyscy chcą godnie żyć

Chodzi o projekt ustawy o dostępności. Jego cel jest szczytny: poprawienie jakości życia osobom z niepełnosprawnościami. Szacuje się, że żyje ich w Polsce ok. 5 mln. Rząd chce, by także załatwianie spraw w urzędzie było dla nich o wiele prostsze aniżeli dziś. Stąd propozycje zmian.

– Dostępność ma być tym, czym dla samochodu jest koło, a nie skórzana tapicerka. Innymi słowy ma być oczywistością, a nie luksusowym dodatkiem. W tym kierunku idzie też ustawa o dostępności. Nie mamy wątpliwości, że zmiany będą ewolucyjne. Zmiana świadomości nie jest kwestią jednego roku. Wszystkie teorie zarządzania mówią, że najsłabszym ogniwem w procesach jest człowiek. Ale człowiek może być też sprężyną, która nakręca zmianę – mówi Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju.

Projekt przewiduje, że wszystkie urzędy, w tym miejskie i gminne, będą musiały raz na cztery lata poddawać się odpłatnej certyfikacji spełniania warunków dostępności architektonicznej oraz cyfrowej. A to oznacza, że wcześniej władze samorządowe muszą swoje budynki oraz strony internetowe dostosować do potrzeb niepełnosprawnych. Każdy urząd będzie musiał mieć też koordynatora ds. dostępności.

Pierwszy certyfikat będą miały obowiązek uzyskać do 31 stycznia 2022 r. Wysokość opłat za certyfikację ma określać rozporządzenie do ustawy o dostępności. Tym urzędom, które zapomną o certyfikatach, grożą kary pieniężne. W przypadku braku certyfikacji dostępności strony internetowej grzywna ma wynieść 10 tys. zł. W przypadku braku dostępności architektonicznej kara zostanie naliczona według wzoru z prawa budowlanego.

Kary będzie nakładać Państwowy Fundusz Osób Niepełnosprawnych (PFRON). Do prezesa tego funduszu będą mogli się również skarżyć niepełnosprawni, jeżeli dojdą do wniosku, że urząd nie jest dostosowany do ich potrzeb.

Prezes PFRON będzie mógł następnie nakazać np. wójtowi czy burmistrzowi zapewnienie dostępności do urzędu lub strony internetowej. Wskaże też sposób, w jaki ma to nastąpić. Jeżeli urząd nie podporządkuje się decyzji prezesa PFRON, wówczas ten ostatni nałoży grzywnę.

Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju postanowiło dać przykład i zaczęło zmiany od siebie. Na recepcji głównej oraz największej sali konferencyjnej pojawił się system z pętlą indukcyjną oraz piktogramy przed wejściem na recepcję i salę konferencyjną. Z myślą o osobach niesłyszących uruchomiło na stronie internetowej usługę wideomigacza.

MiR posiada również wydzielone miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych, platformę przyschodową, windy dostosowane do przewozu osób z trudnościami w poruszaniu się, wyposażone w przyciski z oznaczeniami w alfabecie Braille’a oraz powiadomienia głosowe, a także toalety spełniające kryteria dostępności.

Zbędna biurokracja

Samorządom projekt się podoba. Ale widzą też jego słabe punkty.

– Certyfikaty nie są kompletnie do niczego potrzebne. Będzie to jedynie dodatkowe źródło dochodu dla firm certyfikujących – uważa Grzegorz Kubalski, wicedyrektor biura Związku Powiatów Polskich.

Przy okazji wytyka Ministerstwu Inwestycji i Rozwoju niedociągnięcia w projekcie ustawy o dostępności.

– Nic nie mówi o wysokości opłat za certyfikaty. W ocenie skutków regulacji projekt zawiera jedynie informację, że obecnie średni koszt certyfikatu w wypadku stron internetowych wynosi 4 tys. zł, a budynków – 12 tys. zł. Biorąc pod uwagę liczbę budynków samorządowych oraz liczbę prowadzonych stron internetowych, w grę wchodzą olbrzymie, wręcz miliardowe koszty – uważa Grzegorz Kubalski.

I dodaje: – W tej chwili powiat legionowski rozważa utworzenie mobilnego punktu obsługi klienta. Urzędnicy będą jeździć do seniorów powyżej 75. roku życia oraz niepełnosprawnych. Prawdopodobnie punkt ruszy w przyszłym roku. Jak ustawa o mobilności wejdzie w życie, może się okazać, że nie otrzymamy certyfikatu, bo posiadamy mobilny punkt obsługi petentów. Przecież to absurd – twierdzi Grzegorz Kubalski.

Inni samorządowcy również uważają, że certyfikaty są zbędne, a koszty z nimi związane zbyt duże. Głównie chodzi o likwidowanie barier architektonicznych.

Wysokie koszty

– Małe gminy nie będą w stanie dostosować swoich budynków do potrzeb osób z różnymi niepełnosprawnościami. Jest to zbyt kosztowne. Często również po prostu niemożliwe – mówi Jan Golba, burmistrz Muszyny oraz prezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP.

– Obecnie urzędy nie są dostosowane do potrzeb wszystkich niepełnosprawnych. Zdarzają się wprawdzie udogodnienia, ale jedynie dla poruszających się na wózkach – przyznaje Jan Golba.

Burmistrz podkreśla, że samorządy nie są obojętne na los niepełnosprawnych. Wielu starych budynków nie da się jednak zwyczajnie dostosować do potrzeb niepełnosprawnych. Trzeba byłoby je zburzyć i postawić od nowa. A tego przecież nikt nie zrobi. Poza tym oznaczało by to dodatkowe, wysokie koszty.

Podobnego zdania jest Krzysztof Lewandowski, wiceprezydent Zabrza. – Nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy ubiegać się o certyfikat. Lepiej te pieniądze wydać na udogodnienia dla niepełnosprawnych – twierdzi.

– W urzędzie miejskim mamy podjazdy dla wózków inwalidzkich. Na sali obsługi klienta znajduje się monitor, dzięki któremu głuchoniemy łączy się z osobą posługująca się językiem migowym. Są również tabliczki i informacje w Braille’u – dodaje Lewandowski.

Nowe stanowisko: koordynator ds. dostępności

Samorządowcom nie podoba się również, że będą musieli zatrudniać koordynatora ds. dostępności.

– Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju doszło chyba do wniosku, że pracownicy samorządowi pracują za darmo, bo koszty ich zatrudnienia nie zostały ani oszacowane, ani ujęte w ocenie skutków regulacji.

Pominięto również wszelkie koszty administracyjne, jakie będą musiały zostać poniesione, żeby wdrożyć ustawę w życie – mówi rozgoryczony Grzegorz Kubalski. – Ministerstwo wyliczyło za to bardzo dokładnie swoje koszty związane z zatrudnieniem dodatkowych osób. Mianowicie chodzi o osiem etatów, które wyceniło na 5,2 mln zł w perspektywie 10 lat od dnia wejścia w życie ustawy o dostępności – dodaje. ©?

Mogą Ci się również spodobać

Fundusze na remonty zabytków

1,6 mln zł zaplanowano w tym roku w budżecie Pomorza Zachodniego na dofinansowanie remontów ...

Krótka kołdra utrudnia rozwój kultury

Coraz więcej środków przeznacza się na działalność muzeów i teatrów. Ciągle jednak jest ich ...

Przybywa pasiek na miejskich dachach

Kraków jest pierwszym miastem w Polsce, które zdecydowało się założyć własny zespół domów dla ...

Biurowce: lokalne rynki ścigają Warszawę

W głównych ośrodkach regionalnych jest już prawie tyle biur, ile w Warszawie. A do ...

Jeśli rodzić, to najlepiej w Gliwicach

Zakończyła się ponad czteromiesięczna modernizacja bloku porodowego w Szpitalu Wielospecjalistycznym w Gliwicach. Efekt jest ...

Magazyn energii powstanie na poczcie

Wspólne badania i budowa instalacji fotowoltaicznych na terenie sortowni Poczty Polskiej w Lublinie – będą ...