99 pomysłów na rozwój miasta

Arkadiusz Chęciński jest od lat związany z samorządem Sosnowca. Był radnym z ramienia Platformy Obywatelskiej, wiceprzewodniczącym oraz przewodniczącym rady miejskiej, zastępcą prezydenta, członkiem zarządu województwa śląskiego, a od 2014 r. prezydentem. W 2018 r. został wybrany na drugą kadencję
materiały prasowe

Nie chcemy być wrzucani do jednego worka o nazwie Śląsk, a jednocześnie skupiamy się na współpracy w naszym regionie, bo to nam przynosi największe korzyści – mówi Arkadiusz Chęciński, prezydent zagłębiowskiego Sosnowca.

Pana program działań inwestycyjnych na nową kadencję liczy 99 pozycji. Dlaczego nie okrągła liczba, np. 100?

Arkadiusz Chęciński: Specjalnie wybrałem liczbę 99, by zachęcić mieszkańców do szukania tego setnego projektu, który byłby bardzo ważny z ich punktu widzenia. Chciałbym, by mój plan działań był żywy, współtworzony przez mieszkańców, by się zmieniał wraz ze zmieniającymi się potrzebami, był dopasowany do tego, co się dzieje w Polsce, w naszym regionie, w naszym mieście. Gdyby liczył 100 pozycji, to pewnie nie byłoby to już tak frapujące…

A może dystansuje się pan od trendu, gdy w 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości każdy przedstawiał jakiś projekt z setką w tytule?

Nie, w żadnym wypadku, to nie ma nic wspólnego z obchodami 100-lecia niepodległej Polski. Tak jak mówiłem, chodziło o zaangażowanie mieszkańców. I oczywiście nie chodzi o znalezienie jednego, setnego projektu, chcemy realizować ich jak najwięcej. A czy ostatecznie będzie ich 100 czy więcej, to już inna sprawa. W każdym samorządzie projekty inwestycyjne są realizowane na poziomie ok. 70 proc., bo pozostałe się nie udają czy to ze względów ekonomicznych, formalnych, czy innych. Mój program jest po prostu otwarty na nowe propozycje.

Policzył pan, ile to wszystko będzie kosztować?

Część rzeczy dotyczy bieżących spraw, część projektów jest możliwych do wykonania w przyszłości. Nie liczyliśmy dokładnie kosztów, bo to niemożliwe, m.in. ze względu na sytuację na rynku usług budowlanych, gdzie akurat w ostatnim czasie ceny dynamicznie rosną. Najważniejsze jest jednak to, że jeżeli sytuacja gospodarcza naszego kraju nie zmieni się drastycznie, to wszystkie te inwestycje są możliwe do zrealizowania, ponieważ są dostosowane do naszych możliwości finansowych. W Sosnowcu przeznaczamy na inwestycje ok. 200 mln zł rocznie, mój program jest więc możliwy do realizacji w ciągu pięciu lat. Wśród tych 99 projektów są i takie, które kosztują np. 100 tys. zł, ale są i znacznie droższe. Przykładowo droga krajowa 94 to koszt rzędu ok. 100 mln zł, a Zagłębiowski Park Sportowy (ZPS) – ok. 200 mln zł.

Szczególnie ciekawy jest ten park, bo opozycja wyliczyła, że kosztować będzie aż 400 mln zł. Czy miasto na to stać?

Nie wiem, skąd mają takie szacunki. My mamy projekt i kosztorys tej inwestycji opiewający na ponad 200 mln zł. Zdajemy sobie sprawę, że koszty na rynku budowlanym stale rosną, ale nawet biorąc to uwagę, ZPS w żadnym z wariantów nie kosztuje 400 mln zł.

Ta inwestycja wzbudza wiele kontrowersji w mieście, jest pan zdeterminowany, by ją zrealizować?

Zależy mi na tym projekcie, bo Sosnowiec jest jednym z największych miast w Polsce, ma prawie 200 tys. mieszkańców, a dziś nie ma ani jednego obiektu sportowo-rekreacyjnego, którego mieszkańcy nie musieliby się wstydzić. Lodowisko zostało wybudowane w latach 70. i obecnie jest w fatalnym stanie. Hale sportowe mają co najmniej 40 lat, stadion piłkarski ma ponad 60 lat – nie przystoi to takiemu miastu jak Sosnowiec. Nasi piłkarze nie mają gdzie trenować, nie mówiąc o organizacji większych imprez, koncertów itp. Podam może taki przykład – pomysłodawcami i producentami musicalu o Janie Pawle II „Karol” są ludzie z Sosnowca. Ale jego premiera miała miejsce w Krakowie. Na moje pytanie, dlaczego nie u nas, usłyszałem: chętnie, ale gdzie? Chciałbym to zmienić. Zagłębiowski Park Sosnowski nie jest żadną inwestycją pomnikową, tylko tym, co w mieście już dawno powinno być. Myślę, że po prostu na to zasługujemy.

To skąd te protesty nie tylko polityków, ale też mieszkańców?

Nie ma protestów, jest dyskusja. Projekt może nie podoba się tym politykom, którzy nie mają pojęcia, że tego typu inwestycje przyczyniają się do rozwoju miasta, takiego wizerunkowego rozwoju, który może przyciągać kolejne inwestycje, miejsca pracy i docelowo przynieść oszczędności. Bo tak naprawdę koszty utrzymania starych obiektów są ogromne. A taka inwestycje podnosi jakość życia mieszkańców, co jest naszym podstawowym celem. Zresztą, jak można sądzić po wyniku wyborów, mieszkańcy najlepiej to rozumieją. Inna sprawa, że każda inwestycja w każdym mieście ma swoje plusy i minusy, o których można dyskutować.

W wielu miastach najważniejsze inwestycje dotyczą transportu, czy to budowy dróg czy komunikacji miejskiej. W pana programie takie projekty nie są eksponowane, dlaczego?

Takie projekty oczywiście są. W ciągu kilku tygodni rusza największa w historii sosnowieckiego samorządu przebudowa skrzyżowania DK 94 i ulicy Długosza. Kończymy projektowanie swojej części zadania związanego z budową nowego węzła z drogą ekspresową S1. Mamy też modernizację i rozbudowę wielu miejskich dróg. Ale przede wszystkim chcemy postawić na zrównoważony rozwój. Stąd obok tych dużych projektów w programie znalazło się sporo ważnych, bardziej społecznych, takich jak miejsce dla każdego dziecka w żłobku, modernizacja sosnowieckiej oświaty, budowa małej sceny dla Teatru Zagłębie, wspomaganie uczniów klas maturalnych poprzez współpracę z Uniwersytetem Śląskim, wsparcie służby zdrowia, budowa nowych boisk przy szkołach i wiele, wiele innych. Drogi oczywiście są potrzebne, by miasto mogło dobrze funkcjonować, ale uważam, że potrzebny jest zrównoważony rozwój w każdej dziedzinie.

Czy nie odnosi pan wrażenia, że ludzie nie oczekują już, że samorząd tylko wybuduje drogę czy równy chodnik, tylko chcą, żeby tą ulicą – mówiąc symbolicznie – można było jeszcze gdzieś dojechać. Na przykład do jakiegoś atrakcyjnego miejsca, gdzie można twórczo spędzić czas?

Z naszych obserwacji i doświadczeń wynika, że te oczekiwania się zmieniają, ale wciąż dla mieszkańców najważniejsze są te przysłowiowe drogi. Chcemy wszędzie dojechać szybko i wygodnie, na co dzień korzystamy z infrastruktury transportowej, więc to jest coś, co wciąż najbardziej leży mieszkańcom na sercu. W badaniach potrzeb mieszkańców to właśnie drogi były wymieniane na pierwszym miejscu. Takie sprawy jak oświata, żłobki, pomoc społeczna znalazły się stosunkowo nisko. Było to dla nas niemałym zaskoczeniem. Ucieszyła nas za to bardzo mocno eksponowana potrzeba walki o czyste powietrze. Co prawda podejrzewam, że wynika to w dużej mierze nie tyle z uświadomionych oczekiwań mieszkańców, ile z pewnego nacisku medialnego. Bardzo dużo się o tym mówi, pisze, wszyscy podkreślają wagę czystego powietrza, zajmują się tym rząd, organizacje pozarządowe itp. Nie mówię, że to nie jest ważne, bo jest bardzo ważne, ale wydaje mi się, że ponieważ z mediów ludzie korzystają codziennie, to na pytanie, jakie są priorytetowe potrzeby, podświadomie wskazują właśnie walkę z niską emisją.

Dobrze, że mowa o czystym powietrzu, bo Sosnowiec należy do 40 najbardziej zanieczyszczonych miast w całej Unii Europejskiej. Co robicie, by to zmienić?

Co do pierwszej części pytania, to warto chyba podkreślić, że poziom zanieczyszczenia w Sosnowcu jest podobny do zanieczyszczenia każdego innego miasta w naszym regionie. Nie wszystkie miasta aglomeracji zagłębiowsko-śląskiej są w tym rankingu UE, ale nie dlatego, że mają czystsze powietrze, tylko dlatego, że nie mają czujników. Trudno uwierzyć, że Ruda Śląska czy Chorzów mają czystsze powietrze niż Zabrze, Sosnowiec, Katowice czy Dąbrowa Górnicza, skoro są położone między nami. Co do drugiej części, oczywiście robimy wiele. Bardzo mocno stawiamy na wymianę tzw. kopciuchów, czyli starych, nieefektywnych piecy grzewczych. Dopłaty z budżetu miasta na ten cel zwiększyły się z kilkuset tysięcy rocznie, gdy rozpoczynaliśmy kadencję, do ok. 3 mln zł w 2018 r. Dzięki zwiększonym dopłatom w ostatnich dwóch latach zlikwidowaliśmy prawie 1300 palenisk węglowych. We wcześniejszych latach likwidowaliśmy zdecydowanie mniej. Ale bez wsparcia państwa, mądrych, przemyślanych programów rządowych ta walka jest nierówna i jeszcze długo jej nie wygramy. Tu są potrzebne miliardy złotych. Miasto jest w stanie wydać miliony, i to robimy, ale potrzeba znacznie więcej. Ja dziś takich programów nie widzę.

No jak pan nie widzi, skoro jest program „Czyste powietrze”, czyli dotacje dla gospodarstw domowych na wymianę pieców i termomodernizację domów jednorodzinnych. Do tego unijne środki na walkę z niską emisją dla miast czy program dla Śląska z budżetem na 50 mld zł. To nie wystarczy?

Kiedy wczytamy się w te programy, to okaże się, że niewiele osób może z nich korzystać. Wszystko fajnie wygląda w przekazie medialnym, cały czas się operuje miliardami, które jednak nie są możliwe do wykorzystania.

Co pan ma na myśli, mówiąc, że może z nich korzystać niewiele osób?

Chodzi mi o program „Czyste powietrze”, w którym wysokość dopłat jest uzależniona od wysokości dochodu na osobę w gospodarstwie domowym. Najwyższe dopłaty uzyskują rodziny, w których dochód na osobę nie przekracza bodajże 600 zł. Ale proszę znaleźć rodzinę, która ma 600 zł na osobę i myśli o wymianie pieca. Biedne gospodarstwa domowe zastanawiają się, jak przetrwać od pierwszego do pierwszego, a nie myślą o ekologii i zdrowym trybie życia.

Ale to dosyć logiczne, że właśnie dla najbiedniejszych dotacja pokrywa wymianę w prawie 100 proc. To powinno ich zachęcić do takich działań.

Jak już mówiłem, nie sądzę, by ich priorytetem była dbałość o czyste powietrze. A przede wszystkim, co im da wymiana pieca, jeśli nie mają pieniędzy na wysokiej jakości surowiec do ogrzewania? Przy ubóstwie energetycznym działania państwa powinny być znacznie szersze. Sam program dotacji na modernizację źródeł ogrzewania moim zdaniem w ogóle nie powinien mieć kryteriów dochodowych. Wszyscy powinni mieść takie same dopłaty, bo to nie jest program socjalny, tylko program walki z niską emisję, a „kopciuchy” trują powietrze tak samo, niezależnie czy są w bardziej czy mniej zamożnym domu.

Z powyższych powodów moim zdaniem program „Czyste powietrze” nie będzie masowo wykorzystywany, prawdopodobnie chętnych będziemy liczyć w tysiącach, a nie w milionach. Tworzymy jakieś skomplikowane programy, a tak naprawdę Polaków można by zachęcić do korzystania z bardziej ekologicznych źródeł, obniżając ceny gazu i energii elektrycznej dla tych osób, które wykorzystują je do ogrzewania domów. Szkoda, że nikt tego nie robi.

Czy gospodarka Sosnowca jest uzależniona od węgla?

Bezpośrednio nie, bo w Sosnowcu nie ma ani jednej kopalni. Ale jeszcze dużo mieszkańców pracuje w kopalniach miast ościennych. Węgiel wciąż jest istotny na Śląsku, ale przede wszystkim od węgla uzależniona jest cała polska energetyka, więc także nasza, i każdego innego miasta czy gminy w Polsce.

Czy popiera pan pomysły rządu, by produkować energię w oparciu o węgiel jeszcze przez dekady?

Przy obecnym rozwoju gospodarczym i technologicznym gospodarstwa domowe, czy to zamieszkujące domy jednorodzinne czy wielorodzinne, powinny odejść jak najszybciej od opalania węglem. To nie będzie z żadną szkodą dla górnictwa. Wręcz przeciwnie, bo większość tego węgla, który jest spalany w domach, pochodzi z eksportu. Jeśli chodzi o przemysł ciężki, w tym elektrownie, to od dawna powinien być wdrażany plan odchodzenia od czarnego złota. Ale w kontekście kilkudziesięciu lat! Były prezydent Słupska Robert Biedroń mówi o 2030 r. jako dacie docelowej, Tak krótki termin, dziesięć lat, jest po prostu niemożliwy, tylko ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia na ten temat, może opowiadać takie rzeczy.

Jeśli nie dziesięć lat, to ile?

Nie jestem ekspertem, mogę opierać się tylko na tym, czego dowiem się od fachowców, a tu mowa o minimum 30 latach. Ale najważniejsze, byśmy w ogóle mieli program, z jasno sprecyzowanym celem odejścia od gospodarki węglowej, ścieżką, jak to zrobić i ile to będzie kosztować. Ważne jest też pokazanie ludziom, którzy pracują dziś w górnictwie, w jaki sposób ich miejsca pracy będę zastępowane innymi. Bo przecież do wytwarzania energii elektrycznej w inny sposób też będą potrzebni ludzie.

Zresztą takie procesy są konieczne nie tylko ze względu na zmiany klimatyczne, ale także na wyczerpujące się złoża węgla. Obecne łatwo dostępne – to znaczy relatywnie łatwo dostępne, bo tak naprawdę wydobywanie tego surowca jest bardzo trudne – złoża są na wyczerpaniu, za 30 lat się skończą, a kolejne pokłady są jeszcze trudniejsze do eksploatacji, jeszcze bardziej niebezpieczne dla ludzi i środowiska. Dlatego potrzebujemy dobrego, wieloletniego programu.

Wróćmy do Sosnowca. Jako jedno z niewielu miast w Polsce jesteście 100-procentowym właścicielem klubu piłkarskiego Zagłębie Sosnowiec. Ale chcecie sprzedać część udziałów. Dlaczego?

Chcemy znaleźć partnera. Marka Zagłębie jest zbyt cenna, by ją sprzedać w całości. Chcemy mieć dobrego współwłaściciela, który wsparłby klub swoimi środkami i pomysłami na jego funkcjonowanie. Uważamy, że miasta nie powinny w 100 proc. zajmować się sportem zawodowym. Mogą wspierać kluby, wspierać sport wśród młodzieży, ale w zawodowstwie warto mieć dobrego partnera.

Są chętni? Bo przypadek Wisły Kraków pokazuje, że inwestorzy prywatni nie garną się do klubów piłkarskich.

Nie należy porównywać obecnej sytuacji obu klubów. Zainteresowani zainwestowaniem w nasz klub pojawiają się, natomiast my bardzo dokładnie każdego prześwietlamy, ponieważ zależy nam na stabilnej sytuacji Zagłębia nie tylko teraz, ale i w kolejnych latach. Cenimy sobie wszystkich sponsorów i z każdym potencjalnym chętnie porozmawiamy.

Na koniec zapytam o markę Sosnowca. Czy widzi pan pewien problem w tym, że miasta w całej Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii praktycznie zlewają się w jedno wielkie miasto?

Rzeczywiście jest tak, że jak wjedzie się w tereny zurbanizowane w Dąbrowie Górniczej, a wyjedzie z Gliwicach, to nawet można nie zauważyć, że się przejechało przez kilka miast. Ale każde z tych miast jest inne, ma swoją tożsamość, dbamy, by każdy o tym wiedział. I myślę, że marka Sosnowiec jest dosyć dobrze znana. Zresztą całe województwo śląskie składa się z bardzo wielu bardzo różnych podregionów. Bo mamy tu i Częstochowę, i Bielsko-Białą, którym daleko do węgla. Sama metropolia jest podzielona na dwa podregiony, czyli Górny Śląsk i Zagłębie, które różnią się historią, tradycją czy nawet odcieniami regionalnego języka. Każdy z nas czuje więc swoją odrębność, nie chcemy być wrzucani do jednego worka o nazwie Śląsk, a jednocześnie skupiamy się na współpracy, to bo nam przynosi największe korzyści.

Mogą Ci się również spodobać

Wpływy z PIT: spustoszenie w lokalnych budżetach

Samorządowcy zaczynają planować budżety na 2020 rok. I z przerażeniem liczą, jak zapełnić lukę ...

Polacy myją częściej ręce? Dane temu przeczą

Miejskie przedsiębiorstwa wodociągowe nie zauważają większego poboru wody w marcu – w porównaniu z ...

Powstaje Morskie Centrum Nauki Dlaczego płynie jacht

Przecięty na pół jacht, symulator sztormu czy nawigacji, stanowiska wyjaśniające halsowanie jachtu czy też ...

Poznańska Arena do remontu

Kolejny z obiektów, w których pokolenia widzów przeżywały uniesienia, przejdzie modernizację. Arena zmieni się, ...

Więcej odpadów poza systemem

Nawet cztery razy więcej będą musieli płacić mieszkańcy za śmieci zmieszane niż osoby, które ...