Premetro w Poznaniu potrzebne natychmiast

Tadeusz Zysk
PAP

Tadeusz Zysk. Współwłaściciel wydawnictwa Zysk i Spółka, kandydat na prezydenta Poznania popierany przez PiS.

Rz: Jak biznesmenowi podoba się polityka? Kampania wyborcza jest cięższa, inna niż pan sobie wyobrażał?

Tadeusz Zysk: Jest to dla mnie bardzo ciekawe, nowe doświadczenie. Choć muszę przyznać, że poznańska kampania wyborcza jest moim zdaniem odmienna niż w innych wielkich miastach, trochę spokojniejsza, mniej brutalna.

Kandydaci nie obrzucają się błotem?

Jeśli się spieramy, to na merytoryczne argumenty, choć spory są ostre. Obserwuję, że oprócz posiadania dobrego programu trzeba też umieć przekonać mieszkańców, że ten program się zrealizuje. Co robię.

Sondaże dla Poznania pokazują, że najprawdopodobniej wejdzie pan do II tury razem z obecnym prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem. Jak pan ocenia swoje szanse na wygranie II tury?

Ciekawe, że od samego początku, z małymi wyjątkiem, prezydent Jaśkowiak nie wygrywa w I turze, jego poparcie waha się od ponad 30 do ponad 40 proc. Ja mam ponad 25 proc., co nie oznacza, że to rozstrzyga wyniki w II turze. Obecny prezydent ma bardzo duży negatywny elektorat jak na kogoś, kto w 2014 r. wygrał wybory na fali potrzeby fundamentalnych zmian w Poznaniu. Bardzo charakterystyczne dla poznaniaków jest to, że decyzje podejmują w ostatniej chwili. W 2014 r. Ryszard Grobelny, ówczesny prezydent, miał w sondażu na dwa dni przed wyborami powyżej 40 proc., kandydat PO Jacek Jaśkowiak i kandydat PiS Tadeusz Dziuba po 14–15 proc. Wyniki I tury pokazały, że w ciągu kilku dni poparcie dla Grobelnego spadło do 28 proc., a kontrkandydaci dostali odpowiednio 23 i 21 proc. W II turze stało się coś jeszcze dziwniejszego. Jaśkowiak uzyskał prawie dwie trzecie głosów, a urzędujący prezydent poniósł spektakularną porażkę. To była polityczna rewolucja, bo poznaniacy potrafią podejmować racjonalne, ale i odważne decyzje.

Czyli wierzy pan w swoją wygraną?

Oczywiście, inaczej bym nie startował.

Zapowiada pan m.in. budowę szybkiej podziemnej linii tramwajowej, 20 tys. mieszkań społecznych…

To jest 1000 mieszkań rocznie – tyle obiecał Jaśkowiak, choć tej obietnicy nie dotrzymał, bo przez cztery lata wybudował mniej niż 400 lokali! A moim zdaniem taki cel – 1000 mieszkań rocznie – jest absolutnie możliwy. Według ekspertów niedobór mieszkań na rynku w Poznaniu jest ogromny, to nawet 20 tys., a w wersji minimum 10 tys. lokali. Czysto socjalnych lokali potrzeba ok. 2600. Dziś trzeba dokonywać trudnych wyborów pomiędzy samotną matką z czwórką dzieci a rodziną z osobą niepełnosprawną itp. Trzeba z tym skończyć. Potrzeby są bardzo duże, szczególnie w kontekście miasta, które było do tej pory symbolem dostatku, gospodarności, przedsiębiorczości i rekordowo niskiego bezrobocia.

O co chodzi z tą podziemną linią tramwajową? Idzie pan w ślady kandydatów PiS z innych wielkich miast, którzy obiecują mieszkańcom jakieś niewiarygodne kilometry metra?

W Poznaniu chodzi o tzw. premetro, czyli schowanie linii tramwajowych na pewnych odcinkach w tunelu. To nie jest science fiction, tylko dokończenie tego, co w Poznaniu zaczęło już w latach 80. Wówczas ruszyła budowa Poznańskiego Szybkiego Tramwaju, zwanego Pestką, który jest właśnie rodzajem premetra, bo część tras przebiega w specjalnych wykopach. Projekt nie został jednak dokończony, dopiero po transformacji udało się dociągnąć linie do Dworca Głównego. Ale trasy na południe, która ma już zarezerwowane miejsce w poznańskich korytarzach transportowych, nie udało się zrobić do dziś. To trzeba koniecznie zrealizować. Z takich miejscowości jak Luboń, Puszczykowo, Mosina czy z węzła Dębina na autostradzie wjeżdża do Poznania mnóstwo samochodów, tworząc gigantyczne korki. Kluczowa jest też budowa linii wschód-zachód, przebiegająca przez śródmieście. To nie żaden kosmiczny projekt, jak mówi opozycja. Premetro to tramwaj z bezkolizyjnymi połączeniami, wjeżdżający w tunele, w Poznaniu potrzebny on jest natychmiast. Poznaniacy dzięki niemu zyskają szybsze przemieszczanie się, oszczędność czasu dojazdu, np. do pracy, oraz czystsze powietrze.

A koszt takiego przedsięwzięcia?

Koszty budowy premetra eksperci szacują na kwotę zbliżoną do budowy miejskiego stadionu przy Bułgarskiej. Poznań zatem na to stać. Zaznaczę, że możliwe jest zdobycie dofinansowania z UE do 85 proc. kosztów budowy. Budowa premetra nie rozwiąże oczywiście wszystkich potrzeb transportowych Poznania. Bardzo pilny okazuje się problem braku wiaduktów nad trasami kolejowymi. Ostatnio uruchomiono w ramach współpracy z gminami ościennymi Poznańską Kolej Metropolitalną, przygotowujemy się do kolei obwodowej. To dobry pomysł. Okazuje się, że mieszkańcy Wielkopolski z tych połączeń bardzo chętnie korzystają i częstotliwość ruchu pociągów będzie zwiększana. Jednak zapomniano, że te trasy kolejowe szatkują miasto na części i potrzebne są wiadukty nad nimi. Rozmawiałem ostatnio z mieszkańcami Starołęki, którym obiecano wiadukt w latach 50. Do dziś go oczywiście nie ma, a oni boją się, że zostaną odcięci od miasta, bo szlaban na torowisku będzie wkrótce zamknięty nie przez jedną czwartą doby jak obecnie, ale przez jedną trzecią doby czy nawet dłużej. Należałby więc wybudować sześć, siedem wiaduktów. To nie jest prosta rzecz, ale trzeba zacząć, jestem przygotowany do podjęcia się tego zadania. Musi nastąpić koniec szkiców pomysłów i koncepcji na papierze, czas na realizację!

Rząd PiS mówi – damy samorządom na drogi 6 mld zł rocznie, ale tylko gminom, miastom na prawach powiatu czyli Poznaniowi już nie. Czy to pana nie boli?

Przede wszystkim mobilizuje do myślenia, jak inaczej wszystko zorganizować. Mamy fundusze unijne, można zachęcać do współpracy i partycypacji gminy ościenne i firmy, które skorzystają na budowie premetra. Pod Poznaniem mamy ogromne firmy np. Amazon, Volkswagen, gdzie codziennie do pracy dojeżdża tysiące osób. Wydaje mi się, że jako społeczeństwo dojrzeliśmy już do dobrego partnerstwa publiczno-prywatnego.

Jak ocenia pan cztery lata pracy swojego głównego oponenta, prezydenta Jaśkowiaka?

To zadziwiające historia. Jak już mówiłem, Jaśkowiak doszedł do władzy na fali potrzeby zmian w Poznaniu. Został obdarzony ogromnym zaufaniem, ale myślę, że ostatecznie rozczarował poznaniaków. Jednym z głównych zarzutów, jakie stawiano Ryszardowi Grobelnemu, był brak kontaktu z mieszkańcami, realizowanie inwestycji, których mieszkańcy nie uważali za priorytetowe. Myślę, że dziś główny zarzut wobec Jaśkowiaka jest podobny – nie słucha radnych i mieszkańców. Liczę, że poznaniacy nie będą chcieli dać mu drugiej szansy.

Mogą Ci się również spodobać

Dobry klimat do współpracy, współpraca dla dobra klimatu

Szkoła Liderów Miast to program kształcenia miejskich liderów w zakresie umiejętności przywódczych, komunikacji, planowania ...

„Carmen” śpiewana w katedrze. Tak próbuje się ocalić niedobitki wakacyjnych imprez

Pomimo ograniczeń artyści tworzą letnią ofertę dla Polaków, którzy w większości spędzą wakacje w ...

Regionalna kasa na działalność stoczniową

24 firmy z Pomorza Zachodniego sięgnęły po środki unijne wspierające działalność w przemyśle stoczniowym. ...

Rząd obiecał otwarcie placówek. Samorządy: nie tak prędko

Choć rząd zapowiedział otwarcie żłobków i przedszkoli już w przyszłym tygodniu, to samorządy są ...

Ranking Samorządów 2019: rekordowe wydatki na ochronę środowiska

W 2018 r. samorządy przeznaczyły na ochronę natury aż 17,6 mld zł. Najwięcej pochłonęło ...

Problemy PBS Sanok: Albo rekompensaty, albo zapłacą mieszkańcy

Kiedy pieniądze gmin wyparowały z kont banku PBS, rząd uruchomił instrumenty płynnościowe. Ale to ...