Polityka spójności zabierana regionom

Komitet Regionów to instytucja doradcza UE, która reprezentuje wszystkie regiony UE
European Union 2016/Patrick Mascart

Nowy budżet zmniejsza środki na politykę spójności. Do lobbingu na rzecz zmiany jego struktury włączyły się już europejskie regiony.

Polskie regiony mają trzy sposoby, żeby spowodować korzystne dla siebie zmiany w wieloletnim unijnym budżecie na lata 2021–2027. Po pierwsze, lobbować w polskim rządzie. Po drugie, poprzez polskich eurodeputowanych. Bo choć Parlament Europejski nie decyduje o wielkości budżetu, to ma potem równorzędną z unijną Radą rolę w decydowaniu o przepisach określających zasady wydawania pieniędzy z polityki spójności. Wreszcie, po trzecie, i to najbardziej oczywista oficjalna ścieżka, poprzez Komitet Regionów. To instytucja doradcza UE, zapisana w unijnych traktatach. Komisja Europejska ma obowiązek jej wysłuchać, nie musi oczywiście brać pod uwagę jej opinii. Ale ważne jest to, że KR reprezentuje wszystkie regiony UE: zarówno z krajów beneficjentów netto, jak i z krajów płatników netto. I nawet jeśli polityka spójności, czy ta część polityki rolnej, która jest przeznaczona na rozwój obszarów wiejskich, nie jest priorytetem danego rządu, to regiony z tego kraju mogą być nią zainteresowane.

Zagrożenia dla polityki spójności w nowym budżecie wynikają przede wszystkim z wyjścia Wielkiej Brytanii z UE i nowych unijnych priorytetów, takich jak imigracja, polityka obronna, polityka bezpieczeństwa. Regiony dość szybko zorientowały się, że cięcia będą dotyczyły polityki spójności. Dlatego w październiku 2017 r. Komitet Regionów zainicjował tzw. Sojusz na rzecz Spójności, żeby naciskać na Komisję Europejską na etapie pisania projektu budżetu. Poza Komitetem Regionów sygnatariuszami Sojuszu są 4 tysiące osób indywidualnych i władze lokalne reprezentujące 80 procent ludności UE: 100 regionów, 70 miast i gmin, 50 stowarzyszeń władz regionalnych i lokalnych, 30 stowarzyszeń sektorowych w UE oraz 40 posłów do Parlamentu Europejskiego. A także liczne organizacje gromadzące podmioty lokalne.

W marcu, czyli na dwa miesiące przed prezentacją projektu budżetu przez Komisję Europejską, Sojusz przekazał oficjalny apel o zachowanie silnej polityki spójności, a konkretnie o to, aby stanowiła ona przynajmniej 1/3 budżetu. Sprawozdawcą opinii w KR stanowiącej podstawę tego apelu był Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego. – Pamiętajmy, że polityka spójności to nie tylko prowzrostowe inwestycje w regionach, ale także narzędzie, które z pewnością pomoże Europie odpowiedzieć na wyzwania i szanse związane m.in. z globalizacją, migracjami, transformacją cyfrową, mobilnością czy zmianami klimatu – podkreślał Struk w swojej opinii zatytułowanej „Koszty i zagrożenia związane z brakiem spójności: strategiczna wartość polityki spójności dla realizacji celów Traktatu i sprostania nowym wyzwaniom stojącym przed europejskimi regionami”.

To dobra argumentacja: przedstawianie polityki spójności nie jako tradycyjnego instrumentu służącego wyłącznie finansowaniu dróg w Europie Wschodniej, ale nowoczesnej polityki, która może skutecznie zająć się nowymi priorytetami UE, jak migracja, klimat, społeczeństwo cyfrowe. Na razie można powiedzieć, że ofensywa regionów przyniosła pewien sukces, bo polityka spójności ma wynieść dokładnie 1/3 unijnego budżetu. Ale chodzi nie tylko o wielkość, lecz też o jej strukturę, która budzi wątpliwości regionów, bo może im znacząco utrudnić sięganie po pieniądze oraz ograniczyć ich kompetencje, przesuwając decyzje na poziom stolic państw członkowskich oraz samej Brukseli.

– Silna pokusa ponownej centralizacji polityki spójności zagraża samej jej istocie – ocenił Karl-Heinz Lambertz, przewodniczący KR. Lambertz jest szefem niemieckojęzycznej wspólnoty w Belgii, a więc kraju, który jest płatnikiem netto do budżetu UE. Lambertz zwraca też uwagę na poważne zagrożenie, jakim jest propozycja połączenia tzw. semestru europejskiego z polityką spójności. Czyli uzależnienie wypłacanych środków od tego, czy dany kraje wypełnia zalecenia makroekonomiczne KE. To stwarza duże niebezpieczeństwo z dwóch powodów. Po pierwsze, regiony nie mają wpływu na politykę makroekonomiczną rządu.

Po drugie, cele z semestru europejskiego mogą być sensowne z punktu widzenia stabilności makroekonomicznej, ale wcale nie muszą prowadzić do zmniejszania się różnic w poziomie zamożności między regionami. A to zawsze było celem polityki spójności.

Trudno może być uzyskać poparcie rządów państw członkowskich dla zmiany tej warunkowości, bo mogą być one zainteresowane większą centralizacją funduszy. Ale sojusznikiem regionów w tej sprawie może być PE. Jego członkowie odpowiadają bowiem przed lokalnymi społecznościami, bardziej zainteresowanymi unijnymi funduszami na finansowanie lokalnych inwestycji niż osiąganiem stabilności makroekonomicznej.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Piotr Beczała zaśpiewa w Rzeszowie

Tenor jest gościem festiwalu w Łańcucie. Andrzej Seweryn gra Godunowa w Teatrze Polskim w ...

Większe potrzeby, mniejsze budżety

Władze lokalne staną przed dylematem - jak się rozwijać przy ograniczonych finansach. Ucierpieć mogą ...

Zarobki w poszczególnych regionach Polski. Pogłębia się przepaść między bogatymi a biednymi

Informacje o wynagrodzeniach w regionach wydają się nieco rozczarowujące. Bo płace najszybciej rosną tam, ...

Odpady nie dają o sobie zapomnieć

Niektóre regionalne izby obrachunkowe kwestionują podwyżki opłat za śmieci, jeżeli w ślad za tym ...

Na pomoc pszczołom, czyli mniej koszenia w miastach

Zamiast wymuskanych trawników - kwietne łąki. Samorządy zakładają je, by nie tylko cieszyły oczy ...

Mocny impuls dla lokalnych kolei. Tam, gdzie na torach było pusto, może wrócić życie

Samorządy województw będą mogły realizować przewozy kolejowe dalej niż do najbliższej stacji za granicą ...