Zawsze staramy się być krok do przodu

Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa.
materiały prasowe

Polityki nie mam dość, bo ja się nigdy polityką nie zajmowałem. Działalność samorządowa to nie jest działalność polityczna – mówi Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa.

„Rzeczpospolita”: Zdecydował się pan?

Jacek Majchrowski: Jeszcze nie. Dałem sobie czas przemyśleć sprawę w długi weekend majowy. Zrobię sobie taką analizę SWOT.

W kontakcie z rodziną.

Tak, choć – może to źle zabrzmi – ja zawsze w tych sprawach sam decydowałem. Gdybym zawsze brał pod uwagę stanowisko żony, to nigdy nie mógłbym startować w wyborach prezydenckich.

A nie ma pan już dość polityki, jak Hanna Gronkiewicz-Waltz czy Rafał Dutkiewicz? Nie widzi pan u siebie syndromu wypalenia?

Polityki nie mam dość, bo ja się nigdy polityką nie zajmowałem. Zawsze uważałem, że działalność samorządowa to nie jest działalność polityczna, co nie oznacza, że człowiek nie jest wplątany w politykę – chociażby kluby radnych są z partii politycznych.

Wie pani, nie tylko prezydent może być wypalony, zmęczony, ale i ludzie mogą być nim zmęczeni. Znam studenta, który mówi, że on nie zna innego prezydenta Krakowa, bo od kiedy pamięta, ja już byłem na tym stanowisku.

A jakie są argumenty za tym, by poświęcił pan kolejne pięć lat życia na działalność publiczną?

Zawsze można powiedzieć, że takim argumentem jest chęć dokończenia tego, co się zaczęło, pewnych wizji, projektów. Ale zawsze będzie coś do dokończenia, to niekończąca się historia. Dla mnie to priorytetowy argument. Mnie cieszy i z tego jestem dumny, że ludzie, którzy przez kilka lat nie byli w Krakowie, wracając, nie poznają miasta. Po prostu.

Odpada argument finansowy, bo PiS chce zmniejszyć wynagrodzenia w samorządach o 20 proc.

PiS ma taki zamiar i muszę powiedzieć, że to uważam za strasznie populistyczne i strasznie szkodliwe działanie, bo to wprowadzi raczej negatywną selekcję w samorządach. Poza tym powinna być sprawiedliwa równowaga odpowiedzialności do wynagrodzenia. Prezesi spółek Skarbu Państwa mają np. niższe budżety niż niejeden samorząd. Ostatnio się dowiedziałem, że Polska Grupa Zbrojeniowa ma mniej więcej takie obroty jak miasto Kraków – 5,5 mld zł, my mamy budżet 5 mld zł, więc niewiele mniej. A różnica jest taka, że ja dostaję na rękę 8 tys. zł, a prezes spółki wielokrotnie więcej.

Ale jako najbogatszy samorządowiec w Polsce, świetnie zarabiający na pracy naukowej – mniej więcej dwie trzecie pańskich rocznych dochodów stanowi wynagrodzenie za pracę na UJ i Krakowskiej Akademii, którą pan zakładał – to nie wizją wielkich pieniędzy w samorządzie kierował się pan, chcąc zostać prezydentem.

Ja jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że pracuję na uczelni.

Pan już w ogóle nie musi pracować…

Dlatego od 1 października będę na emeryturze na uniwersytecie.

A co z emeryturą polityczną?

Jeden z moich poprzedników po półtora roku zrezygnował z urzędowania i wrócił do adwokatury, bo tam więcej jednak zarabiał. Dla niektórych 8 tys. zł to jest bardzo dużo, dla niektórych mniej. Trzeba pamiętać, że z racji sprawowanej funkcji mam też dodatkowe wydatki, np. wspieram fundacje czy działania charytatywne wyłącznie z własnej kieszeni. Poza tym nie wypada, żeby prezydent chodził w obszarpanej marynarce…

Nie ma pan wysokiego funduszu reprezentacyjnego, jak chociażby słynny szef gabinetu politycznego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza?

Nie mam żadnego funduszu. Mało tego. Skandaliczne są rozwiązania prawne dla miast na prawach powiatu, gdzie prezydent jest starostą. W każdym powiecie jest starosta i są gminy. Pieniądze, które zarabia burmistrz czy wójt, są czasami takie same jak moje, ja za starostowanie nie dostaję ani złotówki. Czy to fair? Psychicznie komfortowe to nie jest. Nie biję się o pieniądze, ale uważam, że jest to niemoralne.

Co zaproponuje pan mieszkańcom na najbliższe pięć lat, jeśli zechce pan powalczyć o reelekcję?

Trudno mi powiedzieć, z jakim programem wyjdę. Będę na pewno kontynuował to, co już zacząłem – kierunek polepszania standardów życia w mieście. Zawsze chciałem się skupić na bardzo drobnych, lokalnych potrzebach, ale wiem, że muszę zakończyć rzeczy fundamentalne, czyli np. skomunikowanie północy Krakowa – modernizacja 29 Listopada, Igołomskiej, tramwaj do Górki Narodowej. Ale też Trasa Łagiewnicka – to są miliony złotych. Inaczej Kraków się zatka już na wjeździe.

Wyjątkowo długo się pan zastanawia nad ogłoszeniem decyzji o starcie lub rezygnacji. Wstrzymuje to potencjalnych kandydatów, a do wyborów zostało pół roku. Pan ma tę komfortową sytuację, że nie musi się reklamować i może taką decyzję ogłosić nawet w sierpniu.

Niekoniecznie. Proszę wziąć pod uwagę, jakie emocje podczas wyborów u nas panują. Co z tego, że prezydent wybudował linie tramwajowe, szkoły czy centra kongresowe, skoro wyborca ma mu za złe, że na działce obok jego domu postawiono blok.

Mój problem jest najważniejszy. To ludzkie. Słyszałam, że skłania się pan do odejścia, ale nie ma sukcesora, by zostawić miasto w dobrych rękach. Prezydent Katowic tak zrobił, dzięki czemu mało znany kandydat Marcin Krupa został prezydentem. Taki scenariusz jest możliwy w Krakowie?

Teoretycznie tak.

A gdyby jednak zdecydował się pan kandydować, to z kim chciałby pan powalczyć o fotel?

Ja zawsze biorę to, co Bóg daje.

Walka z Małgorzatą Wassermann będzie pełna fajerwerków. Wszystko wskazuje na to, że jeśli pan nie zrezygnuje, to PiS wystawi żelaznego kandydata, silną osobowość. Kraków jest mimo wszystko dość konserwatywny, w końcu PiS coś tu ma do powiedzenia.

To łatka. Jakby pani prześledziła historię Krakowa, to zobaczyłaby, że bardzo dużo prezydentów i czołowych polityków nie było konserwatystami.

Ale Małopolska jest konserwatywna – tu zawsze wygrywają kandydaci prawicy, a Kraków ma ogromną rzeszę ludzi napływowych.

Tak, ale Kraków jest otwarty i tu nigdy nie sprawdzają się prognozy dla całej Małopolski.

Jeśli miarą sukcesu samorządowca jest poziom satysfakcji mieszkańców, to jak by pan ocenił te ostatnie 16 lat?

Robimy badania satysfakcji mieszkańców, które wypadają bardzo dobrze, w tym roku wyszło nam, że ponad 80 procent jest zadowolonych z życia w mieście i wysoko ocenia usługi komunalne.

Z czego mieszkańcy są najbardziej zadowoleni?

Doceniają duże inwestycje komunikacyjne, transportowe – drogi, węzły, obwodnice, linie tramwajowe i komunikację miejską. Jej jakość. Jako pierwsze miasto w Polsce uruchomiliśmy całą linię autobusów elektrycznych. Od dwóch lat robimy ogromne inwestycje w tabor. Dość powiedzieć, że od września tego roku Kraków będzie miał w 100 proc. ekologiczną komunikację publiczną, spełniające co najmniej normy Euro 5, ale także Euro 6, autobusy hybrydowe i elektryczne.

Pierwsze i jedyne miasto w Polsce.

Zawsze staramy się być krok do przodu.

Jak z całkowitą likwidacją pieców węglowych. Nie zdecydowało się na to żadne inne miasto w kraju. A także rząd.

Właśnie. Tylko w ubiegłym roku w Krakowie zlikwidowaliśmy ponad 6 tysięcy pieców za 78 mln zł. Żadne miasto nie może się porównywać pod tym względem z Krakowem. To ostatni rok wymiany pieców. Od 2019 roku w naszym mieście, jako jedynym w Polsce, będzie obowiązywał całkowity zakaz palenia węglem. Stawiamy też na zieleń, zgodnie z sugestią mieszkańców. Generalnie chodzi nam o poprawianie komfortu życia mieszkańców, a oni – jak wynika z badań – to dostrzegają i doceniają.

Trzy lata temu na zieleń miasto wydało 25 mln zł,w tym roku już 130 mln zł, pięć razy więcej. To ma być przeciwwaga dla smogu?

Też. W tych środkach zabukowaliśmy pieniądze na zakup działek, które możemy przeznaczyć na skwery i parki. Dzięki temu powstaje m.in. ogromny park Zakrzówek.

Kraków, jako jedno z nielicznych miast w Polsce, nie ma problemu depopulacji. Raczej pojawia się odmienny problem – ciasnoty i wysokich cen za nieruchomości.

Nam przybywa mieszkańców w dwojaki sposób: nie musimy płacić za drugie dziecko, by się szybciej urodziło, bo same się rodzą bez zachęt. Poza tym ludzie napływają, bo chcą tu mieszkać. Stąd się biorą zarzuty, że u nas, w Krakowie, co jest ewenementem w Polsce, kupuje się dziurę w ziemi – tak wielki jest popyt na mieszkanie tutaj.

Rządowe Mieszkanie+ trochę ten popyt zaspokoi. Przynajmniej w teorii.

Na razie to etap bardzo wstępny – ogłoszono konkurs architektoniczny. Mieszkanie+ może być dla nas dużym problemem. BGK kupił 18 hektarów, ma, z tego, co wiemy, podpisaną umowę wstępną do ponad 30 hektarów, a nawet słyszę, że dokupi teren do 70 hektarów. Więc wybudują Miasto+, jak Olkusz. W samym Krakowie.

I co w tym złego, skoro jest deficyt mieszkań w mieście?

Tu jest szkopuł. My mamy taką zasadę, a BGK nie bardzo chce się z tym pogodzić, że inwestor musi też zbudować układ komunikacyjny. Co więcej, powinien też uczestniczyć w budowaniu infrastruktury społecznej – szkoły, przedszkola itd. Docelowo będzie tam mieszkać kilkadziesiąt tysięcy ludzi. A inwestor chce budować wyłącznie mieszkania, bez żadnej infrastruktury. Czekamy z niepokojem na specustawę mieszkaniową, która przewiduje, że to wojewoda, a nie prezydent, będzie decydował o budowie osiedla. To jest zabranie dużej części władzy samorządom i na to zgodzić się nie możemy. Przecież to od władz miasta mieszkańcy wymagają, by zadbano o planowanie przestrzenne, by osiedle było dobrze skomunikowane ze wszystkim potrzebnymi usługami. Jak jest korek, to nie piszą o tym do premiera, tylko do prezydenta miasta, więc dlaczego to rząd ma decydować o inwestycjach mieszkaniowych? Kto inny podejmuje decyzje, kto inny zbiera cięgi? Tak duże osiedla muszą mieć pełną infrastrukturę, także miejsca pod szkołę czy przedszkole.

„Rzeczpospolita” pisała niedawno, że resort inwestycji i rozwoju chce jednak wycofać się z tych założeń i przywrócić możliwość, by to gminy miały wpływ na to, co i jak buduje się na ich terenie. Mają o tym decydować rady gmin. To dobra propozycja czy raczej pożywka dla grup nacisku i patologii?

Wydaje się, że to jedyne słuszne rozwiązanie. Sprawy związane z planowaniem przestrzennym powinny być bezwzględnie przypisane do gminy i samorządu.

Kraków bije własne rekordy, jeśli chodzi o turystykę: 12 mln osób w ubiegłym roku odwiedziło miasto, które liczy niespełna 770 tys. mieszkańców. Czy powoli pojawia się tu syndrom barceloński: wyższe ceny mieszkań, zakorkowane drogi?

Jeszcze nie mamy tego problemu. Ale jeśli chodzi o turystów, to przestawiamy się na jakość. Widzimy dobrą zmianę – coraz mniej mamy turystów, którzy przylatują zabalować w weekend na całego. Stawiamy na turystykę kongresową, biznesową, pielgrzymkową. Bardzo dużo dobrego w tej kwestii zrobiło wybudowanie Tauron Areny i Centrum Kongresowego ICE – te miejsca kumulują tego typu turystykę. Dla wielu organizatorów kongresów sam fakt, że mogą zaprosić swoich gości do Krakowa – miasta zabytków, ale i miasta z olbrzymią ofertą kulturalną – jest dodatkowym argumentem, by swoje wydarzenie organizować właśnie w Krakowie. Dlatego Centrum Kongresowe ICE ma kalendarz wypełniony wiele lat do przodu. Co więcej, oferta kulturalna i edukacyjna powoduje, że chętnie się tu osiedlają zagraniczne firmy. Ci ludzie chcą tu pracować, bo wiedzą, że mogą posłać dziecko do szkoły angielskiej i coś ciekawego zrobić wieczorem. Obcokrajowcy bardzo na to zwracają uwagę.

W tym tygodniu w Krakowie odbywa się IV Europejski Kongres Samorządów pod hasłem „Samorząd strategią dla przyszłości”. To ważne wydarzenie dla miasta?

Europejski Kongres Samorządów jest potwierdzeniem roli Krakowa jako miasta lidera na wielu polach, poczynając od nauki i środowiska akademickiego, poprzez biznes, a na samorządzie kończąc. Tych osiągnięć nie byłoby bez mieszkańców. To potwierdzenie siły naszego miasta, ambicji jego mieszkańców, ich otwartości. Dzięki nim Kraków to nie tylko współczesna metropolia, ale przede wszystkim ośrodek wyznaczający trendy.

Jeśli już mówimy o przyszłości, to Kraków powraca do sprawy budowy metra – 5 mln zł wyda urząd na studium wykonalności.

Ja jestem sceptyczny wobec tego pomysłu, ale mieszkańcy w referendum tak zdecydowali, więc go realizuję. Badania w studium wykonalności dadzą nam dopiero odpowiedź, czy powinniśmy mówić o metrze czy premetrze, jak powinna przebiegać trasa i w jakiej technologii powinna być zbudowana, jak to zorganizować finansowo. Biorąc pod uwagę, że mamy rozbudowaną sieć tramwajową, ważne jest, by trasy się nie dublowały. Teraz budowana jest też szybka kolej aglomeracyjna, więc tym bardziej trzeba odpowiedzieć na pytanie o metro i jego funkcjonalność. Mało kto chce brać pod uwagę olbrzymie koszty utrzymania metra w przyszłości. Mniej więcej wiem, jak to wygląda w Warszawie. Idąca przez zaledwie część miasta nitka metra będzie nas kosztowała ok. 100 mln zł rocznie.

Żeby metro miało sens, muszą być odpowiednie potoki mieszkańców. Musimy sprawdzić, czy są, na jakiej trasie, jak np. Ursynów w Warszawie.

Na pewno Kraków będzie potrzebował tuneli pod ścisłym centrum, ale mogą być w pierwszej fazie tunele dla tramwajów, a nie metra.

Jak zmiany w prawie samorządowym zmienią rzeczywistość w gminach?

Bardzo. I nie będą to zmiany dobre. Proszę wziąć pod uwagę sytuację wójta czy burmistrza małego miasta, który nie dość, że będzie miał niewielką pensję, to jeszcze świadomość, że praktycznie po dziesięciu latach tej służby nie będzie mógł pracować w swojej gminie, bo jako decydent „czegoś dotykał”, musiał podjąć jakąś trudną, niepopularną decyzję, które nie przysporzyła mu przyjaciół. W efekcie będzie musiał szukać pracy poza gminą. Czy to pani zdaniem służy rozwojowi? Ma sens?

Poza tym dla mnie rzeczą niebezpieczną jest coś, na co nikt nie zwraca uwagi. Gdy był dyskutowany kodeks wyborczy, to wszyscy się zastanawiali nad liczbą kadencji, a obok została uchwalona ustawa o społecznym oddziaływaniu mieszkańców i tam są takie zapisy, że prezydent będzie miał dwa absolutoria. Jedno absolutorium finansowe, a drugie ma być oceną rady, czy dobrze się sprawował czy nie. I jeśli ma dwie negatywne oceny, to może być rozpisane referendum w sprawie odwołania go ze stanowiska.

Taki zapis został uchwalony?

Tak. I sytuacja jest taka, że prezydent czy wójt bez względu na to, z jakiej jest opcji, będzie musiał iść na pasku rady. Ale jeśli referendum się nie uda – to rozwiązuje się radę. To broń obosieczna.

Wyprawka szkolna dla każdego ucznia – prezent od rządu. Dobry pomysł?

My otrzymujemy kilka takich prezentów od rządu, np. ubiegłoroczne podwyżki wrześniowe dla nauczycieli, które okazały się kwietniowe, więc musieliśmy je jakoś sami sfinansować awansem. Rząd jest dobry cudzymi pieniędzmi. Obietnice to zawsze jedna sprawa, a ich realizacja druga. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praniu.

Afera reprywatyzacyjna nadaje ton kampanii wyborczej na prezydenta Warszawy. Pana zdaniem podobnie ma być w Krakowie, bo na blogu napisał pan: „Wiemy, że w Krakowie także dochodziło do przejęć kamienic przez – mówiąc wprost – oszustów i było to zjawisko na dużą skalę”.

Kraków nie ma problemu z dziką reprywatyzacją i odpowiedzialnością urzędników miejskich, ale odzyskiwanie nieruchomości przez byłych właścicieli i spadkobierców jest zmorą i w naszym mieście.

Wczoraj odrzucono naszą kasację od wyroku zwracającego byłym właścicielom budynek, w którym mieści się wydział kultury urzędu miasta, naprzeciwko naszej siedziby przy ul. Wszystkich Świętych 11. Najpierw będziemy musieli porozmawiać z właścicielem, być może wynajmować pomieszczenia i poszukać czegoś innego.

Na blogu napisał pan, że sprawa kamienicy przy ul. Wszystkich Świętych 11 jest szczególnie bulwersująca, ponieważ właściciele mieli od lat 50. olbrzymie zaległości podatkowe, co zakończyło się wpisaniem do ksiąg wieczystych hipoteki przymusowej. „W 1978 r. Urząd Dzielnicowy Kraków-Śródmieście wyremontował kamienicę za ponad 16 mln zł, dwa lata później przejął na własność Skarbu Państwa tę nieruchomość, przyznając właścicielom odszkodowanie”.

Niestety, to prawda. Jesteśmy jako miasto tak samo poszkodowani jak właściciele kamienic wyrokami sądów.

Dlatego jest pan za ustawą reprywatyzacyjną.

Uważam, że ustawa powinna zostać napisana, ale nie ot tak, pod publiczkę, ale w sposób profesjonalny i konkretny. Do tego jednak są potrzebni fachowcy. Mam wiele uwag do ustawy przedstawionej przez ministra sprawiedliwości.

Jest pełna kontrowersyjnych zapisów, np. że tylko obywatele polscy będą mogli skorzystać z odszkodowań.

Jeśli chodzi o obywateli niepolskich, to chciałbym przypomnieć, że Polska zawarła 15 układów indemnizacyjnych, które pozwoliły wypłacać cudzoziemcom odszkodowanie za mienie pozostawione w Polsce. A zapłata częściowa? Większość budynków miała kredyty, hipoteki i nie była tak naprawdę w pełni własnością tamtych ludzi. Więc jeśli państwo odbudowało dom od podstaw, to dlaczego mam go teraz oddawać? Jacek Majchrowski – prezydent Krakowa od 2002 r., 30 listopada 2014 r. wybrany na czwartą kadencję. Profesor zwyczajny nauk prawnych, historyk doktryn politycznych i prawnych. Znawca II Rzeczypospolitej. Był zastępcą przewodniczącego Trybunału Stanu (w latach 2001-2005), do listopada 2011 r. – sędzia Trybunału Stanu. Urodził się w 1947 r. w Sosnowcu.

Mogą Ci się również spodobać

Internet silniejszy niż pandemia

Dzięki internetowi, mediom społecznościowym, streamingowi oraz VOD kultura nie padła do końca ofiarą pandemii, ...

Gotyk w remoncie

Montaż ogrzewania podłogowego, remont stropów, sklepień, organów, czy wreszcie żmudna rekonstrukcja XVI-wiecznego obrazu – ...

Toksyczne obwarzanki: trudna walka metropolii ze smogiem

W walce o czystsze powietrze w dużych miastach trzeba zwrócić większą uwagę na sąsiednie ...

Hybrydowa podróż

Dwa pociągi hybrydowe, elektryczno – spalinowe kupił samorząd Województwa Zachodniopomorskiego. To pierwszy region w ...

Płatny postój nie działa jak trzeba

Złe oznaczenie stref może być podstawą podważenia legalności dochodów miast z tytułu opłat za ...

Jak na nowo wymyślić regiony

Bieżąca sytuacja i zadania oraz propozycje dróg rozwoju samorządu regionalnego były tematem debaty ekspertów ...