Historia nie lubi filcowych kapci

Spektakl „Szaberplac. Moja miłość” będzie miał premierę pod szyldem Scena Na Strychu Teatru Współczesnego
Teatr Współczesny, Natalia Kabanow

Kiedy niemal dwie dekady temu trafiłam w Amsterdamie do piwnego muzeum Heinekena, nie mogłam wyjść z podziwu, że zwiedzanie i poznawanie historii można połączyć z rozrywką.

Wychowana w czasach, gdy polskie muzea kojarzyły się z filcowymi kapciami i paniami surowo spoglądającymi na zwiedzających, placówki tego typu kojarzyłam głównie z nudą i powagą. Dziś w Polsce już dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że atrakcją może być nie tylko zbiór zabytkowych naczyń, mebli czy obrazów. Zaczęliśmy szukać czegoś więcej, niż suchych faktów, czego dowodem jest duża popularność historycznych festynów, jak ten cyklicznie organizowany w skansenie w Biskupinie. Strzałem w dziesiątkę okazały się także rekonstrukcje historyczne z różnych epok. W efekcie trudno jest o rocznicę czy imprezę nawiązującą do przeszłości, na której nie pojawiliby się rycerze czy ułani.

Historię można poznawać także poprzez zabawę, zapach i smak. Tak właśnie dzieje się w Żywym Muzeum Piernika w Toruniu, mieście, które od lat promuje się hasłem „gotyk na dotyk”. Prowadzący piernikowe muzeum udowodnili, że możliwość przygotowania własnego piernika według tradycyjnej receptury to spora atrakcja dla gości. Świadczą o tym tłumy, które odwiedziły muzeum podczas 10 lat jego istnienia. W pierwszym roku działania było ich 34 tys. W 2015 r. już niemal pięć razy więcej.

Interaktywnych muzeów i centrum rozrywki jest w Polsce coraz więcej. Poznań doczekał się Rogalowego Muzeum (można poznać tam historię zarejestrowanego przez Komisję Europejską rogala świętomarcińskiego), a śląskie Radzionkowo Muzeum Chleba.

Sporo w muzea zainwestowały również browary, co procentuje dużą liczbą turystów. W tym roku mija 10. rocznica otwarcia Muzeum Browaru Żywiec. Przez ten czas odwiedziło je ponad 850 tys. osób. Swoje browary w Tychach i Poznaniu otworzyła dla gości także Kompania Piwowarska. Tyskie Browarium, które rocznie odwiedza od 35 do 38 tys. osób, jako pierwszy obiekt turystyczny wprowadziło zwiedzanie w gwarze śląskiej.

Muzea tego typu to nie tylko promocja marki, ale także miast i regionów. Wśród gości żywieckiego muzeum pojawili się już m.in. turyści z Australii, Nowej Zelandii, Japonii czy Argentyny.

O tym, jak sukces rynkowy połączyć z hitem turystycznym, światu pokazali Szkoci tworząc szlak destylarni otwartych dla gości. W Polsce, która jest największym producentem wódki w Unii Europejskiej, mimo ambitnych planów nie udało się stworzyć podobnej atrakcji (a szkoda, bo z pewnością przyciągnęłaby nie tylko miłośników mocnych trunków). Producenci zamiast myśleć o wspólnej promocji, walczą zaciekle o udziały rynkowe. Ochoty, by pomóc branży, nie mają także kolejne rządy. >R5, R7

Mogą Ci się również spodobać

Ekologom trudniej będzie blokować inwestycje?

Organizacje ekologiczne, aby wziąć udział w postępowaniu związanym z przedsięwzięciem mogącym wpływać na środowisko, ...

Nowelizacja zapobiegnie zamieszaniu w budżetach

Obecne zasady ustalania wpłat do budżetu państwa i ich podział w przypadku samorządów województw nie ...

Frankiewicz: Premier powtarza, że samorządy mają góry pieniędzy. To kłamstwo

Wiele samorządów mających zerową nadwyżkę operacyjną przeżywa problemy z opracowaniem budżetów - mówi Zygmunt ...

Mazowsze inwestuje w szpitale

Przyszłe i obecne mamy oraz ich dzieci otrzymają opiekę zdrowotną na najwyższym poziomie. W ...

Nie tak łatwo z zieloną energią

Dotychczasowe doświadczenia lokalnych władz z fotowoltaiką nie pozostawiają wątpliwości: warto inwestować w panele, ale ...

Woda: towar na wagę złota

Coraz więcej regionów odczuwa niedostatek wody, więc zachęca do jej oszczędzania i dotuje „łapanie ...