Wsola, czyli kosmos pisarza

Post Image
Post Image
Witold Gombrowicz zaczął przyjeżdżać do Wsoli gdy miał 20 lat i gościł tu wielokrotnie do 1939 roku.
Post Image
Witold Gombrowicz zaczął przyjeżdżać do Wsoli gdy miał 20 lat i gościł tu wielokrotnie do 1939 roku.
Post Image
Witold Gombrowicz zaczął przyjeżdżać do Wsoli gdy miał 20 lat i gościł tu wielokrotnie do 1939 roku.
Post Image
Witold Gombrowicz zaczął przyjeżdżać do Wsoli gdy miał 20 lat i gościł tu wielokrotnie do 1939 roku.
Post Image
Witold Gombrowicz zaczął przyjeżdżać do Wsoli gdy miał 20 lat i gościł tu wielokrotnie do 1939 roku.
Post Image
Witold Gombrowicz zaczął przyjeżdżać do Wsoli gdy miał 20 lat i gościł tu wielokrotnie do 1939 roku.

„Zajrzyj do Gombrowicza” to wezwanie czy zaproszenie widać z daleka, gdy jedzie się z Warszawy, 10 kilometrów przed Radomiem.

Warto się zatrzymać  i obejrzeć w dawnym pałacu we Wsoli jedyne w Polsce muzeum autora „Ferdydurke”, „Pornografii”, „Transatlantyku”…

Wewnątrz, zaraz za drzwiami ukrytymi pod neoklasycyzującymi kolumnami, zwraca uwagę wielkie zdjęcie, pokazujące to samo wejście do pałacu w latach 20. Na kamiennym lwie z prawej strony siedzi młody Witold Gombrowicz, a po drugiej stronie schodów właściciele posiadłości – jego starszy brat Jerzy z żoną Oleną (Aleksandrą) z Pruszaków. Witold zaczął przyjeżdżać do Wsoli w 1924 roku, gdy miał lat 20. Bywał tu wielokrotnie do 1939 roku; przyjeżdżał na święta, wakacje, w czasach studenckich i później. W niedalekich Bartodziejach odwiedzał Krystynę Janowską, młodzieńczą miłość, z którą grywał w tenisa. Gdy wiejska okolica go znudziła, jechał do Radomia.

Pałac zbudował w 1914 roku ziemianin Jakub  Grobicki, a potem sprzedał ciotce Oleny, która pozwoliła zamieszkać w nim młodej parze po ślubie. Na własność Jerzy i Aleksandra kupili go w 1929 roku.

Jerzy lubił towarzystwo (zapraszał m.in. Wieniawę-Długoszowskiego), ale nie był dobrym gospodarzem. Na początku posiadłość liczyła ponad 600 ha, stopniowo jednak się kurczyła, bo jej właściciel często popadał w długi i musiał licytować ziemię. Dziś przy pałacu pozostało 66 ha.

– Muzeum, oddział Muzeum Literatury w Warszawie, otwarto 10 października 2009 roku z udziałem Rity Gombrowicz, a decyzja o jego utworzeniu zapadła w 2005 – opowiada nam jego kierownik Tomasz Tyczyński. Przez kilkadziesiąt powojennych lat mieściły się tu placówki opieki społecznej. Po ich wyprowadzce starania o umieszczenie ekspozycji gombrowiczowskiej podjęło środowisko radomskie z inicjatywy Róży Domańskiej, prowadzącej księgarnię im. Gombrowicza, i ówczesny dyrektor Muzeum Literatury Janusz Odrowąż-Pieniążek. Finansowo wsparł je urząd marszałkowski i Ministerstwo Kultury. Autorką scenariusza ekspozycji „JA, Witold Gombrowicz” jest Jolanta Pol, a projektu graficznego Adam Orlewicz.

W pałacu lwy i drzwi, stiuki klasycystyczno secesyjne, balustrady oraz podłogi ze słynnej radomskiej fabryki Marywil pamiętają przedwojennych właścicieli.

– Nasze muzeum współuczestniczy w Międzynarodowym Festiwalu Gombrowiczowskim, odbywającym się co dwa lata – dodaje Tomasz Tyczyński. – A od ubiegłego roku organizujemy festiwal „Opętani literaturą” z nagrodą za debiut, a właściwie pierwszą lub drugą książkę (w obecnej, drugiej edycji mamy 90 zgłoszeń). Przypominamy, że Gombrowicz wydał przed wojną dwie książki: „Pamiętnik z okresu dojrzewania” w 1933 i „Ferdydurke” w 1937 (datowane przez „Rój” na 1938 r.).

Gęby jak z „Ferdydurke”

Zaraz przy wejściu po prawej stronie znajduje się pokój gościnny, który zajmował  Witold. Było to niekrępujące dla niego i pozostałych mieszkańców, bo wracał  późno i pisał zwykle nocami. Najprawdopodobniej tu powstawały „Ferdydurke” i opowiadania.

We współczesnym muzeum pokój zamienił się w kawiarnię Ferdydurke. Na ścianie wielkie fotograficzne tableau skomponowano ze zdjęć Gombrowicza, od dziecka do młodzieńczych wizerunków.

Na wszystkich ścianach wypisano mnóstwo cytatów z „Ferdydurke” (w których przewija  się  „gęba” i „pupa” – kluczowe określenia różnych manipulacji), ale także z rozmów z Dominique de Roux i „Dzienników”. Z tych ostatnich pochodzi m.in. ten: „ Przed wojna »Ferdydurke« uchodziła za bełkot szaleństwa, gdyż w dobie radosnej twórczości i mocarstwowego zrywu zanadto psuła paradę. Dziś, gdy Gęba i Pupa dotkliwie dały się we znaki narodowi, została podniesiona do rangi satyry i krytyki całą gębą…”.

Dalej na parterze przebudowane pokoje reprezentacyjne tworzą dużą muzealną przestrzeń, zwana Salą Polską, z ekspozycją opowiadającą historię rodziny Gombrowiczów. Jako gimnazjalista Gombrowicz tak bardzo zainteresował się historią swojej rodziny, sięgającą XVI wieku, że nawet samodzielnie zaczął ją opracowywać, o czym przypomina własnoręcznie odrysowane przez niego drzewo genealogiczne.

– W kwestiach literackich Witold radził się najstarszego brata Janusza, gdyż miał zaufanie do jego gustu literackiego – opowiada Anna Spólna, specjalista do spraw edukacji i nauki. – Pierwszą swą powieść pokazał właśnie jemu, a on kazał mu jej nikomu więcej nie pokazywać i spalić. Po wojnie Janusz został reprezentantem praw autorskich Gombrowicza na Polskę. Jak postąpić, radził się Jerzego, do którego żywił respekt. Przed wyjazdem do Argentyny pytał go, czy to nie będzie dezercja, jeśli nie zdąży wrócić do kraju, gdy wybuchnie wojna. Na co Jerzy odpisał chorowitemu bratu, że do jego wyjazdu nie będzie zastrzeżeń natury patriotycznej. A najbardziej serdeczny kontakt Witold miał z Ireną.

Biograficzne noty, towarzyszące ekspozycji, pochodzą z kalendarium, spisanego przez samego pisarza pod koniec życia. Przypominają, że studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Bez entuzjazmu, pod przymusem, bo ojciec obiecał mu pieniądze na utrzymanie pod tym warunkiem. Specjalnie do nauki się nie przykładał i jak anegdotycznie opowiadał, wysyłał czasem na zajęcia swojego służącego, ale dyplom obronił w 1927. Radomska palestra nie przyjęła jego kandydatury na aplikanta adwokata, lecz i on nie widział w tym życiowego powołania.

Emigrant bez bagażu

Kolorowy witraż nad klatką schodową ociepla biel ścian, pod nim dwa fotele z mieszkania w Vence, które podarowała Rita Gombrowicz, i mnóstwo innych pamiątek ulokowanych pod ścianami. Jest tu  m.in. autentyczna waliza, z którą pisarz opuścił Polskę 29 lipca 1939 roku i potem podróżował z nią przez lata emigracji. W kolekcji osobistych pamiątek znalazły się również pióro i maszyna do pisania oraz sfatygowana podkładka, której używał, gdy pisał odręcznie; fajka, filiżanka z ulubionej kawiarni La Fragata w Buenos Aires, laska, którą podpierał się w Vence, gdy był już bardzo schorowany. A także  szachy, w które namiętnie grywał; w Buenos Aires w Cafe Rex nawet na pieniądze… Jest nawet zestaw świętych figurek, produkowanych przez przyjaciół Marię i Karola Świeczewskich na wtryskarce do plastiku, którą Gombrowicz zakupił w 1959 roku za niemieckie i włoskie wydanie „Ferdydurke”.

Na szczycie schodów drzwi prowadzą prosto do sali argentyńsko-europejskiej. Do Argentyny Gombrowicz popłynął na transatlantyku „Chrobry”.  Miał 200 dolarów w kieszeni i wspomnianą  jedną walizkę. Miała to być wycieczka, tymczasem w Argentynie został do 1963 roku.

W Argentynie przy pomocy przyjaciół w latach 40. przetłumaczył „Ferdydurke” na hiszpański, ale pieniądze z wydania nie zapewniały utrzymania. Musiał więc w końcu przystać na posadę w Banku Polskim. Jak skarżył się, został urzędniczkiem, zmuszonym do urzędolenia przez siedem godzin. „Prawdziwe życie oddalało się ode mnie jak morze w czasie odpływu” – pisał w „Dzienniku”. Mimo to w tym czasie stworzył „Transatlantyk” i „Pornografię”.

W 1963 dostał zaproszenie Fundacji Forda na wyjazd do Berlina, co zawdzięczał przede wszystkim pomocy Konstantego Jeleńskiego. Tak wrócił do Europy, gdzie jego sława rosła, także dzięki dramaturgicznym sukcesom – premierze „Ślubu” w 1964 roku w Teatrze Recamier w Paryżu w reżyserii Argentyńczyka Jorgego Lavelliego i rok później „Iwony, księżniczki Burgunda” w Sztokholmie w reżyserii Ala Sjoberga.

Po pobycie w Berlinie Gombrowicz pojechał do domu pracy twórczej w byłym opactwie cysterskim Royamount pod Paryżem, gdzie spotkał Ritę Labrosse. Oboje zamieszkali w Vence pod Niceą.

Ostatni pokój muzeum pełni rolę biblioteki z książkami Gombrowicza w różnych językach i wszystkim, co o nim napisano. Na jednej ze ścian znajduje się seria sześciu obrazów z motywem ukrzyżowania, namalowanych przez Kazimierza Głaza, które wisiały w mieszkaniu pisarza w Vence. Gombrowicz nieustannie je przewieszał, bo intrygowała go gra światła na ciemnej powierzchni płócien.

Przy oknie stoi luneta, skierowana na drzewo nad stawem, z instalacją odwołującą się do jego ostatniej powieści „Kosmos” – kwintesencji poglądów pisarza, wydanej przez Instytut Literacki w Paryżu w 1965.

Przez Wsolę odbywamy więc wielką podróż z Gombrowiczem po różnych literackich wątkach i miejscach na świecie. Obecnie muzeum we Wsoli współtworzy program otwieranego we wrześniu muzeum w Vence.

Mogą Ci się również spodobać

Płace na stanowiskach kierowniczych wymagają rewizji

Projekt Stworzenie uczciwego i stabilnego systemu wynagradzanie może przyczynić się do zwiększenia zainteresowania pracą ...

Wybrzeże ugina się pod turystycznymi inwestycjami

Współpracę administracji morskiej z samorządem terytorialnym trzeba poprawić. Egzekucja przepisów porządkowych obowiązujących na polskich ...

Dekomunizacja nie znika z wokand sądowych

Samorządy dalej walczą z przymusową zmianą nazw ulic i placów. Nie chcą z tabliczek ...

W ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych powstają m.in. węzły przesiadkowe

Projekty w ramach ZIT realizowane są zgodnie z prawem, ale wolno

Opóźnienia w przygotowaniu i realizacji zintegrowanych inwestycji terytorialnych powodują zwłokę w wykorzystaniu funduszy europejskich ...

Rower miejski w Katowicach

Katowiczanie pokochali rowery miejskie

Z 22 nowych stacji rowerów miejskich mogą od czerwca korzystać mieszańcy Katowic. Łącznie w ...

Gabinet dentystyczny poza zasięgiem wielu szkół

Obowiązki, jakie nakłada na samorządy ustawa o opiece zdrowotnej nad uczniami, znacznie przekraczają możliwości ...