Pomuchel ma głos

Ubiegłoroczna edycja Festiwalu Pomuchla przyciągnęła tłumy gości.
materiały prasowe

Ryby to jeden z kulinarnych symboli Pomorza. Ich poławianie i przerabianie ma tutaj długie tradycje.

4 grudnia już po raz 18. swoje święto w Łebie obchodził będzie pomuchel, w innych regionach Polski znany jako dorsz.

– Festiwal Pomuchla to impreza o długiej tradycji, jedna z najważniejszych, obok Święta Łeby organizowanego w sezonie letnim – mówi Michał Sałata, asystent burmistrza Łeby ds. Kultury i Sportu.

Wydarzenie, jak podkreślają organizatorzy, to przede wszystkim duży konkurs kulinarny, podczas którego prezentowane będą potrawy z dorsza przygotowane w kategoriach kuchni domowej i restauracyjnej.

Specjały na liście

Michał Sałata zwraca uwagę, że Festiwal Pomuchla stał się imprezą prestiżową i dołączył już do grona wydarzeń znanych w województwie. A tych na Pomorzu nie brakuje. Szczególne miejsce zajmują tam wydarzenia właśnie spod znaku ryb, jednego z kulinarnych i gospodarczych symboli regionu.

Wśród nich jest Dzień Ryby w Gdańsku. Podczas tegorocznej imprezy można było m.in. kupić świeże i wędzone ryby prosto od rybaków, a także posmakować dania z ryb.

Swoje rybne eventy mają także m.in. Hel, gdzie rybołówstwo istniało już 2,5 tys. lat przed naszą erą, a także Ustka. Z kolei w Gdyni odbył się w tym roku Kongres Rybny. Spotkali się tam przedstawiciele zakładów przetwórstwa rybnego, hodowców ryb, organizacje rybaków morskich oraz naukowcy i dostawcy technologii.

Wiele dań z ryb goszczących na pomorskich stołach ma długą tradycję. Odzwierciedleniem tego, jak zaznacza Małgorzata Pisarewicz, rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, jest Lista Produktów Tradycyjnych prowadzona przez Ministerstwo Rolnictwa we współpracy z marszałkami województw. Pomorskie może pochwalić się wpisaniem na nie 19 specjałów z ryb. Przypada na nie niemal co dziesiąty produkt z Pomorza, który do tej pory trafił do rejestru resortu rolnictwa. Są to m.in. klopsiki z pomuchla po kaszubsku, surowy łosoś bałtycki solony, ikra smażona z Kaszub, kaszubska jajecznica na węgorzu czy sielawa wędzona.

– Aktualne trendy pokazują, iż sięganie do tradycji, w szczególności w zakresie kulinariów, jest najbardziej poszukiwane właśnie przez konsumentów – mówi Małgorzata Pisarewicz. – Wśród wnioskujących o wpis na listę przeważającą część stanowią gospodarstwa agroturystyczne, które w swojej ofercie kulinarnej posiadają m.in. tradycyjne produkty czy potrawy z ryb. Również widoczne są zmiany w branży gastronomicznej. Szefowie kuchni, także pomorskich restauracji, szukają inspiracji kulinarnych sięgając do przepisów zakorzenionych w pomorskich tradycjach – dodaje.

W 2015 r. na Pomorzu przeprowadzony został projekt unijny Kuchnia z ikrą. Przygotowały go Stowarzyszenie Północnokaszubska Lokalna Grupa Rybacka oraz Lokalna Grupa Rybacka Kaszuby.

– Głównym założeniem projektu było pokazanie uczniom kształcącym się w zawodach gastronomicznych „drogi” ryby od wody, poprzez przetwórnię, aż do kuchni – wyjaśnia rzeczniczka UMWP.

Kuchnia z ikrą otrzymała nagrodę Najlepszego Projektu w Europie przyznaną podczas konferencji Sailing Towards 2020 w Brukseli.

Pstrągi królują

Ryby i potrawy z ryb pojawiają się nie tylko na talerzach, ale także w wielu ludowych opowieściach i legendach.

– Zwyczaje związane z połowem ryb zachowały się również w tradycyjnych strojach i w tańcach rybackich. Dla przykładu w tradycyjnej ludowej kulturze materialnej Kaszub każdemu gospodarzowi, którego ziemia graniczyła z wodami, przysługiwało prawo łowienia ryb na własne potrzeby – wyjaśnia Małgorzata Pisarewicz. – Rybołówstwem zajmowali się wszyscy Kaszubi. Stosowali oni różne metody łowienia przy użyciu wielu przyrządów, dobieranych w zależności od rodzaju wód, gatunku ryb, pór roku, a nawet pór dnia. Dokumenty pisane i przekazy ustne mówią o wielkiej obfitości ryb w kaszubskich rzekach i jeziorach – dodaje.

Na terenie Pomorskiego znajduje się ponad 2 tys. jezior. To, jak zaznaczają w Urzędzie Marszałkowskim, więcej niż ma ich Warmińsko-Mazurskie (ten region może jednak pochwalić się większą powierzchnią akwenów). W oparciu o jeziora w województwie pomorskim funkcjonuje 321 obwodów rybackich. Do tego trzeba dodać produkcję ryb w ramach akwakultury, czyli hodowle m.in. karpi i pstrągów.

– Województwo pomorskie jest potentatem w produkcji pstrągów. Mamy zatem istotną ofertą kulinarną nie tylko dla konsumentów z tego regionu – mówi Małgorzata Pisarewicz. – Nie możemy zapomnieć także o możliwościach wzbogacania naszego menu o ryby morskie, takie jak śledź, dorsz, szprot i łosoś – dodaje.

Szanse na zjedzenie w nadmorskiej restauracji ryb złowionych przez polskich rybaków są dziś jednak niewielkie.

W 2015 r. do sprzedaży na rynku polskim trafiło w sumie nieco ponad 479 tys. ton ryb, licząc w ich tzw. masie żywej. Z tego tylko blisko 100 tys. ton pochodziło z krajowych połowów na Bałtyku – wynika z danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ).

Poza unijną czołówką

Wyjątkiem są flądry i szproty, które niemal w całości trafiają na krajowy rynek. Flądry odławia się jednak 10-13 tys. ton rocznie, co stanowi ok. 10 proc. rocznych połowów bałtyckich naszego kraju. Znacznie większe, bo sięgające 50 proc. udziały mają w nich szproty. Te jednak przerabiamy później głównie na konserwy. Podobnie dzieje się ze złowionymi przez nas śledziami.

– Krajowy surowiec przeznaczony do konsumpcji stanowi nie więcej niż 20 proc. całości śledzi sprzedawanych w Polsce. Reszta to ryby z Norwegii czy z Islandii – mówi Krzysztof Hryszko z IERiGŻ. – Ze względu na malejące zasoby na krajowy rynek trafia też niewiele dorszy bałtyckich – dodaje.

W 2016 r. przeciętny Polak zje 12,6 kg ryb, o ok. 1 proc. więcej niż w 2015 roku – szacuje IERiGŻ. Jeszcze w 2014 r. ich spożycie per capita wynosiło 13,45 kg. W ostatniej dekadzie spożycie ryb tylko raz przekroczyło 14,7 kg na osobę. Było to w 2008 r. Jednak nawet wtedy przeciętny mieszkaniec naszego kraju zjadł o około 10 kg ryb mniej niż statystyczny obywatel Unii Europejskiej.

Ich spożycie we Wspólnocie windują m.in. Hiszpanie, Portugalczycy, Francuzi czy Szwedzi. Podobne ilości ryb jak my jedzą natomiast Czesi, Austriacy, a niewiele więcej Niemcy.

– O spożyciu ryb w różnych krajach decydują tradycje kulinarne. W przypadku polskich konsumentów kluczowym czynnikiem decydującym o ich zakupie są ceny – wyjaśnia Krzysztof Hryszko. – Tymczasem ryby należą do najdroższych źródeł białka. Co więcej, ich ceny w ostatnim czasie wzrosły – dodaje.

Głównie z tego powodu w 2016 r. do 0,85 kg może spaść przeciętne spożycie łososi w Polsce. W 2015 r. wynosiło 1,06 kg. Ulubioną rybą Polaków pozostaje mintaj. Jego średnie spożycie sięgnie w tym roku 2,8 kg, Kolejne miejsca zajmą śledzie i dorsze. Zjemy ich odpowiednio 2,45 i 1,15 kg per capita.

Mogą Ci się również spodobać

Czas na elektroniczne listy polecone

Urzędy będą wysyłać pisma tylko elektronicznie, ale przesyłki tradycyjne nie znikną od razu. Tradycyjne ...

Samorządowcy po wyborach: sukces mimo przegranej

Choć wielu samorządowców opowiedziało się po stronie opozycji, wybory parlamentarne wygrała partia rządząca.

Biblioteki niczym galerie kultury

Można w nich nie tylko wypożyczać i przeglądać książki w różnej postaci, czy skorzystać ...

Burmistrz obawiał się konfliktów społecznych

Negatywna opinia gminy o lokalizacji lądowiska musi być oparta na dowodach i dokumentach. Spółka ...

Potrzeba więcej pieniędzy na śmieci

Gmin nie stać na usuwanie składowisk odpadów, gdy uchyla się od tego ich posiadacz, ...

Wejście do stacji Targówek Mieszkaniowy

Warszawskie metro coraz dłuższe

Na warszawskim Targówku są już gotowe nowe stacje metra. Na Woli trwa ich wykańczanie. ...