Drogę wyznaczyła starsza siostra

Aleksandra Rudzińska, 23 lata. Zawodniczka KW Kotłownia Lublin. Wspina się od 2007 roku. Trzykrotna mistrzyni świata juniorów. Srebrna medalistka mistrzostw Europy seniorów (2013) i brązowa medalistka mistrzostw świata seniorów (2014).
Oborzyński Photography

Mamy bardzo utalentowanych zawodników. Rosji nie przeskoczymy, ale jesteśmy w czołówce – mówi Aleksandra Rudzińska, mistrzyni Polski we wspinaczce sportowej, dyscyplinie, która zadebiutuje na igrzyskach w Tokio.

Rz: Proponuję pani podróż w przyszłość…

Aleksandra Rudzińska: OK (śmiech).

Za trzy lata o tej porze może się pani przygotowywać do olimpijskiego startu. Kiedy zaczynała pani przygodę ze wspinaczką, pewnie nie spodziewała się takiej szansy?

Marzenia i ciche nadzieje zawsze były. Temat włączenia naszej dyscypliny do igrzysk przewijał się od około pięciu lat. Teraz wreszcie się udało.

Jak to się stało, że dziewczyna z Lublina zakochała się we wspinaczce?

Drogę wyznaczyła moja starsza siostra. Jeździła na zawody, przywoziła puchary, patrzyłam na nią z podziwem. W szkolę mieliśmy ściankę, w pierwszej klasie gimnazjum postanowiłam pójść i spróbować swoich sił. I tak już bawię się od dziesięciu lat.

A siostra nadal się wspina?

Tak, tylko głównie w skałkach i w konkurencji bouldering. Postawiła bardziej na naturę. Ale był okres, w którym rywalizowałyśmy na zawodach, m.in. mistrzostwach Polski w czasówkach.

Z jakim efektem?

Wtedy wygrałam, ale był to dość trudny pojedynek. Z jednej strony radość, bo choć byłam jeszcze juniorką, zdobyłam medal seniorskich mistrzostw Polski, z drugiej smutek – bo odebrałam go własnej siostrze.

Mam nadzieję, że wasze relacje nie ucierpiały…

Nie, każda z nas poszła w swoją stronę. I nie musimy przeżywać już takich rozterek (śmiech).

Wspinała się pani kiedyś w górach?

Nigdy, jedynie po nich chodziłam. Wspinanie w górach to zupełnie coś innego niż startowanie w zawodach czy też wspinanie się na sztucznych ściankach wspinaczkowych. W górach potrzebujemy przede wszystkim dużo więcej specjalistycznego sprzętu i trochę innych umiejętności niż na ściance. Ponoć do wspinania w górach trzeba dorosnąć.

Wcześniej trenowała pani pływanie. Ciężko było się przestawić na nową dyscyplinę czy może doświadczenia z basenu pani pomogły?

Pływaniem zajmowałam się wyczynowo przez sześć lat i sądzę, że przyspieszyło to mój rozwój wspinaczkowy. Ta koordynacja i płynność ruchu jest też bardzo ceniona w czasówkach, czyli konkurencji, w której się specjalizuję.

W wywiadach podkreśla pani, że trening jest dla pani relaksem i odskocznią od codzienności. Ale wiadomo, że stoją za tym godziny spędzone na siłowni i litry wylanego potu. Jak wyglądają przygotowania do zawodów?

Mój typowy tydzień to są przynajmniej trzy–cztery treningi na siłowni. To wszystko jest uzupełniane ścianą wspinaczkową. Do tego dochodzą treningi biegowe oraz plyometryczne, które są zbliżone do tych, jakie wykonują sprinterzy na 100 m.

Trenujecie na takich samych ściankach, na jakich rozgrywane są zawody. Nic nie jest w stanie was zaskoczyć…

Gdy zaczynałam starty, obowiązywał jeszcze format klasyczny (na każdych zawodach inna droga), bardziej zbliżony do pierwotnego wspinania. Obecny format jest łatwiejszy do odbioru dla widza. Może sam ocenić, czy ktoś robi postęp, czy cała konkurencja idzie do przodu, porównywać wyniki zawodników.

Wybrała sobie pani niewdzięczną konkurencję, która nie wybacza błędów…

Rzeczywiście, szczęście jest tu bardziej potrzebne niż w pozostałych konkurencjach. Można się świetnie przygotować, a jedna pomyłka zniweczy cały wysiłek. System pucharowy jest bezwzględny.

O zwycięstwie decydują często ułamki sekund. Słyszałem, że nasz mistrz świata Marcin Dzieński przegrał kiedyś o jedną tysięczną sekundy. Doznała pani kiedyś równie bolesnej porażki?

Kiedyś przegrałam w Pucharze Europy o jedną setną. Natomiast w tamtym roku, podczas Pucharu Świata w Chinach, pokonałam koleżankę z kadry Klaudię Buczek o dwie setne. To była najmniejsza przewaga, jaką wypracowałam nad przeciwnikiem.

Co decyduje o sukcesie: silne ręce, szybkie nogi, mocna psychika?

Wszystko po równo. Zawodów na czas niestety nie wygra się jedynie świetnym przygotowaniem fizycznym. Myślę, że w czasówkach bardzo ważne jest doświadczenie, ponieważ to starty w zawodach pomagają nam pracować nad naszą psychiką.

A sprzęt ma wpływ na wynik?

To kwestia indywidualna. Każdy dobiera sobie sam buty czy uprząż tak, by było mu wygodnie. Moim zdaniem to elementy, które nie mają aż takiego znaczenia.

Widziałem na YouTubie, jak bije pani rekord Europy w Chamonix. Przypominało to bardziej sprint albo lot niż wspinanie.

Od tego czasu minęło już sześć lat. Świat poszedł bardzo do przodu. Moja aktualna życiówka wynosi 8,01 s. To też rekord Polski. A rekord świata kobiet wynosi dziś 7,38. Wielu ludzi, widząc naszą konkurencję po raz pierwszy, przyrównuje nas do małp lub jakichś innych zwierząt i rzeczywiście, patrząc z boku, można tak to odbierać, zwłaszcza obserwując rywalizację mężczyzn.

Sukcesy odnoszą także pani koleżanki i koledzy z kadry: Anna Brożek, Patrycja Chudziak, Klaudia Buczek. Chyba każdy słyszał o Edycie Ropek, a wspomniany Marcin Dzieński to mistrz świata. Można powiedzieć, że staliśmy się potęgą w tym sporcie?

Mamy bardzo utalentowanych seniorów i juniorów, a na koncie dużo medali Pucharu Świata i mistrzostw świata. Rosji niestety nie przeskoczymy. To największa potęga. Ale cały czas jesteśmy w czołówce.

Poza Rosjanami kto jest jeszcze mocny?

W tym momencie Francuzi i Ukraińcy.

Ile osób w Polsce zajmuje się zawodowo wspinaczką sportową?

Ciężko powiedzieć. To jest jednak bardziej sport rekreacyjny, w zawodach może wystartować każdy.

Marcin Dzieński w jednym z wywiadów powiedział, że trzeba wygrywać wszystko, by to się opłacało. Za mistrzostwo świata dostał od federacji 3,5 tys. euro, tyle samo wynosi nagroda za zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata.

Nie da się z tego wyżyć. Każdy z nas musi łączyć treningi z normalną pracą. Niestety, nie jestem już studentką, nie mogę liczyć na stypendium. Studiowałam na Politechnice Lubelskiej zarządzanie i inżynierię produkcji, ale nie pracuję w swoim zawodzie. Jestem trenerem personalnym na siłowni w Lublinie i prowadzę zajęcia z dziećmi w szkole prywatnej „Skrzydła”.

Poza czasówkami trenuje pani wciąż prowadzenie i bouldering?

Tylko poza sezonem, w okresie zimowym w ramach odpoczynku. Będąc sportowcem wyczynowym, ciężko się skupić na innych konkurencjach, ponieważ sezon jest zazwyczaj bardzo długi i wyczerpujący. Często jest tak, że pierwsze zawody w sezonie mamy w kwietniu, a ostatnie dopiero w październiku, więc tak naprawdę nie ma zbyt wiele czasu na przyjemności. Osobiście preferuję bouldering, sprawia mi to dużo przyjemności i z pewnością gdy skończę już starty w czasówkach, będę chciała się skupić na tej konkurencji.

Na igrzyskach w Tokio wspinaczka ma być właśnie w formacie łączonym, co spotkało się ze sporą krytyką zawodników, m.in. mistrza świata w prowadzeniu, Czecha Adama Ondry.

Dla nas, osób specjalizujących się w czasówkach, będzie to największe wyzwanie, bo jesteśmy najbardziej oderwani od pozostałych konkurencji. W tak krótkim czasie do igrzysk mamy małe szanse nadrobić to, co nasi rywale wypracowali przez lata. Każdy, kto orientuje się choć trochę we wspinaniu, wie, jak bardzo te trzy konkurencje się od siebie różnią. Myślę, że każdy z zawodników, marząc o olimpiadzie, wyobrażał sobie, że wystartuje w swojej konkurencji.

Wiadomo już, jak będzie można zdobyć kwalifikację olimpijską?

Na igrzyskach wystartuje tylko 20 zawodników i zawodniczek, więc dostać się będzie naprawdę ciężko. Szczegółów jeszcze nie ma. Ale według wstępnych założeń kwalifikacje wywalczą m.in. mistrzowie świata w formacie łączonym oraz złoci medaliści w poszczególnych konkurencjach. Chodzi o to, żeby nikt nie poczuł się pokrzywdzony.

Wcześniej, bo już w przyszłym miesiącu, wystartuje pani we Wrocławiu w The World Games, czyli igrzyskach sportów nieolimpijskich. To będzie znakomita okazja, by pokazać polskiej publiczności, jak widowiskową konkurencją jest wspinaczka na czas.

Myślę, że The World Games będzie w ogóle świetną okazją do promocji naszego sportu, nie tylko czasówek, ale wszystkich trzech konkurencji, bo niewiele osób w Polsce wie, czym tak naprawdę jest wspinanie i jak to wszystko wygląda. No i po raz pierwszy w historii w Polsce wspinanie będzie pokazywane na żywo w telewizji, co też na pewno dobrze wpłynie na promocję naszego sportu.

Jaki cel pani sobie stawia?

Moim marzeniem jest podium. Cztery lata temu zajęłam niestety czwarte miejsce. Chciałabym teraz dokończyć to, co się nie udało.

Konkurencje

– Wspinaczka na czas – dwóch zawodników zabezpieczonych liną próbuje pokonać jak najszybciej 15-metrową ścianę. Tor z uchwytami jest zawsze taki sam.

– Prowadzenie – zawodnicy wspinają się na trudnej technicznie ścianie, prowadząc linę z dolną asekuracją i wpinając ją na punkty asekuracyjne. Wygrywa ten, kto dojdzie dalej.

– Bouldering – zawodnicy rywalizują na niskich kilkumetrowych konstrukcjach (maks. 5 m) o wysokim kącie nachylenia. Nie są zabezpieczeni liną, a upadki amortyzują materace. O wyniku decyduje liczba ukończonych prób na kilku krótkich drogach.

Mogą Ci się również spodobać

Szczecińskie Dni Morza

Szczecin na wakacje: zielone miasto tętniące życiem

Weekend jest zwyczajnie za krótki, by zobaczyć wszystkie szczecińskie perełki. Jednocześnie na tyle długi, ...

Prognoza będzie krótsza

Dokument, który pomaga w wieloletnim planowaniu gospodarki finansowej samorządów terytorialnych, ma mieć o 20 ...

Śmieci pod czujnym okiem gminy

Władze samorządowe będą musiały same określić zasady kontroli segregacji odpadów. Wcześniej planował to zrobić ...

Jezioro Malta w Poznaniu / fot. AdobeStock

Przybywa bezpiecznych kąpielisk

Polska doszła do ładu z unijną dyrektywą oraz ustawą o prawie wodnym. Dzięki temu ...

Jak pomóc komunalnym dłużnikom

Wrocław wprowadził abolicję dla dłużników z czynszówek. W innych miastach też mogą oni liczyć ...

Miejskie krany jak zdroje

Samorządy zachęcają do picia kranówki zamiast wody pakowanej w plastikowe butelki. Mają argumenty ekologiczne ...