Obalić „chiński mur”

Wojciech Romański
Fotorzepa / Waniek Ryszard

Budowa autostrady daje impulsy rozwojowe nie tylko na poziomie krajowym, ale i regionalnym. Jest tylko jeden problem – żeby ten mechanizm zadziałał, trasa musi być w wygodny sposób dostępna dla wszystkich, a nie pełnić rolę korytarza tranzytowego. Bo wtedy ci, którzy znajdą się za jej płotem nie tylko nic nie zyskują, ale tracą.

I tak to wygląda w przypadku lubuskiego odcinka autostrady A2, na którym brakuje jeszcze dwóch istotnych, zapisanych w umowie koncesyjnej węzłów Łagów i Myszęcin. Tyle, że formalnie mogą one powstać nawet w okolicach 2030 r.

Niby ze od strony koncesjonariusza sprawa jest jasna – ich budowa ma bezpośredni związek z określonym natężeniem ruchu na trasie, a takiego, który by to uzasadniał, jeszcze nie odnotowano. Padają także argumenty, że do gmin, które walczą o obiecane zjazdy, można przecież dojechać korzystając z tych, które już są, ale z punktu widzenia potencjalnych inwestorów to akurat jest słaby argument. Bo skoro mają zjechać gdzie indziej, to można i gdzie indziej zainwestować. Prosta logika.

W sprawę zaangażował się samorząd województwa, gminy, lokalni posłowie, ba, nawet jeden z lokalnych przedsiębiorców zadeklarował, że dołoży część pieniędzy niezbędnych do budowy jednego z węzłów. Region, który mimo dogodnego położenia, boryka się z problemem bezrobocia, potrzebuje każdego impulsu mogącego zwiększyć inwestycje i zapewniającego nowe miejsca pracy.

Gdyby w grę wchodziła trasa zbudowana i zarządzana przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, sprawa zapewne byłaby prostsza. Tu jednak mamy do czynienia z drogą zbudowaną w systemie koncesyjnym, z której państwo „korzysta” płacąc koncesjonariuszowi opłatę za tzw. dostępność. Ponieważ zapisy umów są ściśle strzeżoną tajemnicą, nie do końca wiadomo, czy – bazując wyłącznie na ich zapisach – da się przyspieszyć budowę tych węzłów.

Ale w grę wchodzi także interes publiczny. Rozwój lokalnych firm, zmniejszanie bezrobocia, otwieranie nowych terenów inwestycyjnych, poprawa dostępności miejsc, które mogą być atrakcyjne dla biznesu. Wydaje się, że resort infrastruktury w porozumieniu z koncesjonariuszem, czyli Autostradą Wielkopolską II oraz lokalnymi samorządami powinny móc wypracować takie porozumienie w tej sprawie, w której każdy byłby wygrany. Bo choć sytuacja jest nietypowa (np. z punktu widzenia koncesjonariusza opóźnianie budowy węzłów oznacza niższe koszty eksploatacji trasy), to jednak korzyści są oczywiste. Inaczej autostrada będzie dzielącym region chińskim murem, a nie narzędziem służącym rozwojowi.

Mogą Ci się również spodobać

Trudniej będzie podrobić dowód i prawo jazdy

Dzięki odpowiedniemu rejestrowi łatwiej będzie potwierdzić autentyczność np. dokumentów, które trafiają na biurka urzędników. ...

Zabiorą samorząd do Sejmu

Na Wiejskiej pojawi się rekordowa liczba polityków ze szczebla lokalnego. Deklarują, że zadbają o ...

Okazja! Bilet katowicki za 119 zł

119 złotych miesięcznie – tylko tyle trzeba zapłacić za „bilet katowicki”, by na terenie ...

Rok zielonych inwestycji we Wrocławiu

Zarząd Zieleni Miejskiej we Wrocławiu podsumowuje 2019 rok. Ma się czym pochwalić. Powstało 19 ...

Szykuje się rewolucja w przepisach budowlanych

Starostwa będą ustalać strony postępowania o wydanie pozwolenia na budowę na nowych zasadach. Szykują ...

Miody rządzą na Pomorzu

Po dziesięciu latach pracy i mieszkania w dużym mieście 
wraz z mężem zdecydowaliśmy się ...