Z tego artykułu dowiesz się:
- Co dla lokalnych strategii rozwoju oznacza różnica w medianie zarobków mieszkańców i firm.
- Przed jakim dylematem stają samorządy: postawić na zamożnych mieszkańców czy na dużych inwestorów.
- Dlaczego nieprecyzyjne przepisy dotyczące podatku PIT osłabiają finanse lokalnych społeczności.
Tak wynika z comiesięcznych informacji na temat rozkładu wynagrodzeń w gospodarce narodowej, które przedstawia GUS. Znacznie więcej jest takich miejsc, w których płace mieszkańców są wyższe niż tych osób, które są zatrudnione lokalnie. Ale jest też kilkadziesiąt, w których jest odwrotnie. Najnowsze dane GUS dotyczą grudnia 2025 r. i po to, by różnice bardziej przystawały do rzeczywistej sytuacji, uwzględniliśmy medianę (czyli wartość dzielącą pensje na dwie równe części: połowa osób zarabia więcej, a połowa mniej), a nie przeciętną.
Janusz Szewczuk, doradca Związku Miast Polskich, zwraca uwagę na to, że taka sama nominalnie różnica w poziomie wynagrodzenia pomiędzy tym, ile zarabiają mieszkańcy, a ile płacą lokalne firmy (bez względu na to, która z nich jest wyższa, a która niższa) może być odzwierciedleniem różnych sytuacji na lokalnym rynku pracy oraz różnej kondycji finansowej samorządu lokalnego. – Ważna jest liczba mieszkańców, ale też miejsc pracy. Jeśli tych drugich jest więcej to oznacza, że miasteczko, czy miasto „przyciąga”, w konsekwencji rozwija się rynek na usługi, czy popyt konsumpcyjny. Jeśli powstają lokalne firmy to samorząd zyskuje na podatku od nieruchomości, rośnie udział w CIT – mówi ekspert.
Czytaj więcej
W Warszawie i w Poznaniu można zarobić znacząco więcej niż wynosi przeciętne wynagrodzenie w regionie. Najmniejsze różnice są w woj. łódzkim, podla...
Zwraca przy tym uwagę na to, że część samorządów swoje lokalne strategie bardziej dostosowuje do istniejącej sytuacji niż próbują z ich pomocą nią zarządzać, czy sterować: – Pytanie, czy mają pomysł na rozwój, czy też „płyną” z nurtem?
Szewczuk przypomina, że w ponad 600 miastach w zeszłym roku nie oddano żadnego mieszkania w budownictwie wielorodzinnym, w podobnej liczbie miast – nie zaczęto budowy żadnego mieszkania. – Deweloperzy uznali, że te lokalizacje nie mają perspektyw. Dla samorządu, rozwoju lokalnego i finansów nie jest to dobra wiadomość – uzupełnia Janusz Szewczuk.
Wielka firma sprzymierzeńcem rozwoju
W Piątnicy (woj. podlaskie) i w Połańcu (woj. świętokrzyskie) różnica była najwyższa na korzyść podmiotów gospodarczych mających na określonym terenie siedzibę – mediana wyniosła w nich ponad 5 tys. zł w porównaniu do mediany zarobków z lokalnych firm i instytucji. Tu liderami są gminy i powiaty na terenie których siedzibę mają krajowe lub nawet globalne przedsiębiorstwa. Zatrudniają pracowników mieszkających w danej gminie, ale też mają swoje odziały, czy dyrekcję w innych lokalizacjach – nie wszyscy pracownicy są więc mieszkańcami gminy, w której firma ma swoją siedzibę.
Krzysztof Ryszard Kozicki, wójt gminy Piątnica, podkreśla, że mleczarnia, która ma siedzibę na terenie gminy nie tylko zatrudniająca wielu mieszkańców, ale także nakręca koniunkturę przez współpracę z rolnikami. – Te powiązania biznesowe, potrzeby rozwojowe zakładu staramy się uwzględnić przy planowaniu infrastruktury.
Wysokie różnice w płacach na korzyść lokalnych podmiotów gospodarczych dotyczą także innego typu gmin: wiejskich i wiejsko-miejskich. Zwraca na to uwagę Agata Mróz, doradca z Zespołu Analiz Procesów Społecznych Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Jej zdaniem wysokie różnice w zarobkach pomiędzy pensjami oferowanymi przez lokalne firmy i instytucje a zarobkami mieszkańców w gminach wiejskich, czy miejsko-wiejskich (w części obszarów wiejskich) pokazują różnicę w dochodach, którymi dysponują pracownicy i tradycyjni rolnicy (ubezpieczeni w KRUS).
– Możemy przypuszczać, że dochody tych ostatnich są znacząco niższe niż pracowników, ale nie wiemy tego do końca, bo nie widać ich w danych, które obejmują osoby ubezpieczone w ZUS z tytułu zatrudnienia. Dodatkowo w tych gminach, w których firmy oferują znacznie wyższe pensje niż przeciętnie mają mieszkańcy, najprawdopodobniej pracuje sporo osób przyjezdnych – dodaje ekonomistka.
Potrzebne są zmiany w przepisach
Najwyższe różnice na korzyść płac wszystkich mieszkańców w porównaniu do zarobków oferowanych przez lokalne firmy i instytucje dotyczą zaś gmin „obwarzanków” wielkich miast. W grudniu najwyższa różnica (ponad 3 tys. zł) pomiędzy medianą zarobków mieszkańców w porównaniu z tymi, którzy pracowali w lokalnych firmach, dotyczyła: Lesznowoli, Piaseczna, Prażmowa, Konstancina-Jeziorny czy Piżmowa na Mazowszu, ale też Osielska w woj. kujawsko-pomorskim czy gmin Kocmyrzów-Luborzyca i Zielonki w Małopolsce.
Samorządowcy przyznają, że dla stabilności finansów lokalnych społeczności priorytetem jest to, by mieszkańcy byli ludźmi zamożnymi i by płacili podatek dochodowy tam, gdzie mieszkają. Zwykle dzieje się również tak, że jakaś część „nowych mieszkańców” to osoby, które prowadzą jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich przeprowadzka zwiększa liczbę podmiotów gospodarczych w gminie czy w powiecie.
Czytaj więcej
Prezydenci, burmistrzowie i wójtowie mogą w tym roku liczyć średnio na 5 proc. podwyżki, o ile zgodzi się na to rada miasta czy gminy. Czasem, gdy...
– Dla rozwoju małej gminy lepsze jest, gdy zamieszka na jej terenie pięciuset „średniaków”, którzy będą lokalnie szukali usług, którzy zwiększą zapotrzebowanie konsumenckie, niż kilkanaście megabogatych osób. Ważny jest „strumień” mieszkańców – uważa Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. Jego zdaniem podobny efekt może dotyczyć firm. – Nowa, świetna inwestycja biznesowa na rynku pracy z jednej strony da zatrudnienie mieszkańcom, ale z drugiej może blokować powstawanie małych firm przemysłowych, czy technologicznych. One nie będą konkurencyjne płacowo – dodaje ekonomista.
– Finanse samorządów lokalnych powinny opierać się na dochodach, które mają trwały charakter. Z tego względu bardziej stabilne są pieniądze uzyskane z podatku PIT – mówi Piotr Tomaszewski, skarbnik Bydgoszczy. Dodaje, że dochody uzyskane z CIT są dla samorządów ważne i niezbędne, choć częściej ulegają fluktuacji, właśnie ze względu na zmieniającą się liczbę i kondycję firm. W budżecie miasta dochody z podatku dochodowego PIT stanowią 45 proc.
Czy zachęcanie mieszkańców do płacenia podatku PIT w gminie ma sens?
Jego zdaniem potrzebne są przepisy, które w sposób rozsądny i uporządkowany wskażą zasady opłacania tego podatku. Zasada płacenia podatku PIT przez mieszkańców powinna opierać się na faktycznym miejscu zamieszkania i korzystania z infrastruktury miejskiej, ale też uwzględniać rzeczywiste sytuacje. – Te mogą być różnorodne począwszy od takiej, w której ktoś pracuje, wysyła dzieci do szkoły w mieście, a mieszka poza nim, a skończywszy na takiej, że 5 dni pracuje i mieszka np. w Warszawie, a dwa w Bydgoszczy – skarbnik zastanawia się nad tym, czy w takich sytuacjach podatek nie powinien być podzielony na dwie części i przekazany do dwóch samorządów lokalnych.
Czytaj więcej
W wielu polskich miastach brakuje kierowców komunikacji miejskiej. Przedstawiciele firm komunikacyjnych zapewniają jednak, że na razie nie ma zagro...
Przypomina przy tym, że samorządy nie mają dostępu do danych urzędów skarbowych, które pozwoliłyby na weryfikację informacji o liczbie mieszkańców. Dodatkową kwestią są także definicje mieszkańca, które stosuje GUS. – Powodują coraz większe rozbieżności między faktyczną liczbą mieszkańców, a tą, która jest podstawą do wyliczania wskaźników służących do przekazywania samorządom dochodów – dodaje Piotr Tomaszewski. Jego zdaniem miejsce płacenia podatku jest ważne, bo to „zapłata” z tytułu korzystania z usług miasta. Nie może tu być istotny sentyment i powinno to podlegać kontroli przez organy skarbowe.
Jest sceptyczny wobec różnego typu „promocji”, które stosują samorządy lokalne zachęcając mieszkańców do płacenia w określonym miejscu podatku dochodowego. – Czy w ten sposób zachęcamy ludzi do postępowania zgodnie z przepisami, czy też skłaniamy ich do ich omijania? – pyta samorządowiec.
Paweł Kownacki, wójt gminy Wieliszew (mazowieckie), przyznaje, że jego gmina skupia się na pozyskiwaniu mieszkańców, czyli na budownictwie mieszkaniowym, tym bardziej, że najbliższe duże zakłady pracy mają siedzibę w gminach ościennych (Legionowie czy Nowym Dworze). – Nie oznacza to, że wszystkie tereny są przeznaczone na budownictwo, bo potrzebna jest nam dywersyfikacja źródeł dochodów. Dodatkowo na terenach przeznaczonych pod zabudowę powstają zwykle miejsca pracy w usługach. Samorządowiec przyznaje, że zauważył pewne nowe zjawisko: – Coraz częściej spotykam się z sytuacją, że wśród nowych mieszkańców, z doświadczeniem zawodowym w korporacjach, są tacy, którzy chcą spróbować pracy w samorządach.