Panie prezydencie, na co dzień nie jeździ pan rowerem?

Oczywiście, że jeżdżę rowerem na co dzień. To moja ulubiona forma relaksu, a Grudziądz temu sprzyja. Ma coraz więcej ścieżek rowerowych.

Miał pan okazję przejechać się już Flisakiem, czyli rowerem miejskim? Jak się sprawdza?

Miałem okazję. Sprawdza się doskonale. Mam nadzieję, że rower przyjmie się wśród mieszkańców, ale i turystów odwiedzających nasze miasto.

Mogą się oni przejechać na przykład Wiślaną Trasą Rowerową czy tą nad nasze jeziora, np. do Rudnika. I w ten sposób uzupełnić swój pobyt w Grudziądzu.

Pytam o to, bo Miejski System Rowerowy uruchomiono w Grudziądzu niedawno po raz pierwszy. Jak duży to system? Ile kosztuje on miasto? I dlaczego władzom Grudziądza na nim zależało?

Zależało nam na tym, żeby miejskie rowery były uzupełnieniem naszego transportu publicznego. To też była inicjatywa radnych, aby Grudziądz dołączył do tych miast, gdzie taka oferta jest dostępna.

Czytaj więcej

Nowe inwestycje w budowę dróg rowerowych z finansowym wsparciem UE

Zabezpieczyliśmy środki w budżecie, wyłoniliśmy wykonawcę na dwa lata. Na razie system będzie funkcjonował w sezonie. Traktujemy go testowo. Sprawdzimy, jaka będzie jego popularność, jakie będą też uwagi mieszkańców czy turystów. I będziemy ten system modyfikować.

Ile jest stacji i rowerów w tym systemie?

Mamy 130 rowerów i 30 stacji bazowych.

W mieście jest odpowiednia infrastruktura dla rowerzystów? Buduje się kolejne ścieżki rowerowe?

Aktualnie powstaje ścieżka w kierunku miejscowości położonych w gminie wiejskiej Grudziądz, na tereny zielone. Budujemy też kolejną ścieżkę wzdłuż ulicy Dębowej, lada moment będziemy rozpisywali przetarg.

Liczymy też na bardzo ważną rzecz, a mianowicie na wybudowanie bezpieczniejszej ścieżki rowerowej wzdłuż mostu drogowo-kolejowego im. Bronisława Malinowskiego, który wyprowadzi bezpiecznie rowerzystów do miejscowości Grupa, przez Dragacz. Tam też są tereny rekreacyjne. Ta inwestycja będzie realizowana przez PKP.

Ile zabytkowych spichlerzy jest w Grudziądzu? Wszystkie służą mieszkańcom, czy niektóre muszą zostać wyremontowane?

Spichlerze to nasza perełka. Konsekwentnie odkupujemy je od właścicieli prywatnych i wprowadzamy tam nowe życie. Część spichlerzy należy do Muzeum im. ks. dra Władysława Łęgi. W jednym ze zrewitalizowanych budynków znajduje się jego oddział: Muzeum Handlu Wiślanego FLIS.

W tej chwili rozstrzygamy przetarg na rewitalizację kolejnych dwóch spichlerzy z pięknym tarasem, który połączy aż cztery takie obiekty. Będzie taką ekspozycją widokową na błonia nadwiślańskie, na Wisłę.

Czytaj więcej

Specustawa: plaster na kulejące inwestycje

Zrewitalizowaliśmy Spichlerz 57, gdzie swoją siedzibę mają organizacje pozarządowe. Prowadzona jest tam kawiarenka przez osoby z niepełnosprawnościami, to rozpoznawalna wizytówka Grudziądza, a my chcemy też te osoby aktywizować.

Mamy też spichlerze, które udostępniliśmy lokalnym artystom, w sezonie przedstawiają oni tam swoje prace, m.in. obrazy. Chcemy, żeby cała ulica Spichrzowa tętniła życiem.

Grudziądz to nie tylko piękne zabytki i Wisła, ale też jeziora. Dużo ich jest w mieście? Co miasto robi, by zachęcać do spędzania czasu nad wodą?

Mamy dwa piękne jeziora. Większe to Jezioro Wielkie Rudnickie. W ostatnich latach zainwestowaliśmy w dojazd do niego. Zbudowaliśmy bezpieczne ścieżki rowerowe, które doprowadzają do naszej plaży miejskiej. Zmodernizowaliśmy w tym miejscu istniejący pomost, ale będziemy budować też nowe. Cały ośrodek jest zadbany. Są atrakcje dla dzieci.

A drugie jezioro – Tarpieńskie – w ostatnich latach także zyskało nowoczesną infrastrukturę, czyli zaplecze socjalne i gastronomiczne. Można tam też wypożyczyć sprzęt.

W tym roku również i tam będzie budowany pomost. To będzie dodatkowa atrakcja. Oba kąpieliska są strzeżone, a więc są bezpieczne. Zachęcamy odwiedzających do skorzystania z tej oferty.

Czy w Jeziorze Wielkim Rudnickim jest niski stan wody z powodu upałów?

Nie, jezioro to nie ma niskiego stanu wody. Nie jest tam źle, choć niski stan wody mamy zdecydowanie w Wiśle. Borykamy się z tym. Na Wiśle pływa katamaran. Stan wody jest bardzo niski, co nie zdarzało się w latach poprzednich. I to nie jest dobre.

Czytaj więcej

Rekordowa susza w Polsce i Europie. Kryzys klimatyczny pokazał nowe oblicze

Jednak elektrownia gazowo-parowa w Grudziądzu nie ucierpiała chyba z powodu niskiego stanu wody w Wiśle?

Nie, nie ucierpiała, choć oczywiście jej całe chłodzenie jest zasilane wodą z Wisły. To nowoczesne systemy i nie słyszałem o problemach. A trzeba pamiętać, że ta elektrownia gazowo-parowa to największa inwestycja realizowana w Grudziądzu od kilkudziesięciu lat.

Miesiąc temu osiągnęła ona ważny etap swojego rozruchu, bo energia wyprodukowana przez pierwszy blok po raz pierwszy została dostarczona do Krajowej Sieci Elektroenergetycznej. Co ta elektrownia poza podatkami daje miastu?

Przede wszystkim jednak podatki. To szacunkowo będzie ponad 20 milionów zł rocznie samego podatku od nieruchomości. W tej chwili budowany jest drugi blok, więc to będą kolejne wpływy podatkowe po latach 2029-2030, gdy już zakończy się ta budowa. Poza tym elektrownia to miejsca pracy. Przy samej budowie jest zatrudnionych kilkaset osób.

Wielu z nich jest spoza Grudziądza, bo to są wysokiej klasy specjaliści, którzy jednak mieszkają czasowo w mieście, korzystają z naszych usług. Taka inwestycja to też jest szansa dla firm podwykonawczych z Grudziądza i okolic.

Po oddaniu tego pierwszego bloku zatrudnienie znalazło tam ok. 100 osób o wysokich kwalifikacjach. Energa wybudowała w dużym stopniu cały układ drogowy wokół elektrowni.

To była inwestycja za ponad 20 mln zł. A w ramach budowy drugiego bloku elektrowni ten układ zostanie jeszcze rozbudowany. Posiadanie takiego partnera, jakim jest spółka grupy Orlen, to jest prestiż dla miasta. Jesteśmy w tej chwili silnym ośrodkiem na mapie energetycznej Polski.

A co też ważne, Energa – a w zasadzie cała grupa Orlen – stała się partnerem wydarzeń o charakterze kulturalnym. Chociażby Energa Magic Lights – festiwal światła, to cykliczna impreza, która odbywa się w Grudziądzu i ściąga do naszego miasta dziesiątki tysięcy ludzi. Taka impreza nie byłaby możliwa do zrealizowania przez samo miasto bez takiego partnera. Korzyści dla miasta są więc bardzo duże.

Jedna z największych w tym roku inwestycji w Grudziądzu to projekt „Zróbmy klimat” – adaptacja do zmian klimatu poprzez rozwój bazy edukacyjnej oraz błękitno-zielonej infrastruktury. Ma kosztować ok. 76 mln zł, z czego większość to dofinansowanie unijne. Co to za projekt? Co da mieszkańcom?

To bardzo fajny projekt, można popatrzeć na niego w kilku obszarach. To pierwsza taka gigantyczna dotacja dla miasta. Znaleźliśmy się w grupie kilkunastu miast, które uzyskały tak wysokie dofinansowanie.

Co to daje miastu? Po pierwsze, rewitalizację terenów zielonych. Będzie to budowa Centrum Edukacji Przyrodniczej, rozbudowa Centrum Edukacji Ekologicznej, budowa ścieżki rowerowej, która zepnie centrum miasta z terenami nad jeziorem Tarpno. Dodatkowo dochodzi rewitalizacja dwóch parków podworskich: w Tarpnie i na Kuntersztynie.

Ale ten projekt jest daleko szerszy. To na przykład poszukiwanie miasta partnerskiego w Szwajcarii, współpraca z innymi miastami, także z gminami – wiejską Grudziądz oraz Dragacz – to wymiana doświadczeń, budowanie więzi. Nigdy wcześniej nie realizowaliśmy tak złożonego i wielowątkowego projektu. Jesteśmy więc dumni i cieszymy się, że teraz taki projekt możemy realizować.

Ok. 11 mln zł miasto ma dostać w tym roku z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej, m.in. na rozbudowę i modernizację budowli ochronnych i baz magazynowych. Dużo jest już w mieście schronów i miejsc ukrycia doraźnego? Jakie są plany w tym zakresie?

Mamy tu dość konkretne plany. Mamy już pozwolenie na budowę miejsca ukrycia z funkcją miejsc postojowych, czyli parkingu podziemnego. Powstanie tam ponad 100 miejsc postojowych i miejsc ukrycia dla około 1,5 tysiąca osób. 8 milionów z tego funduszu chcielibyśmy wydać na rozpoczęcie budowy. Całość tej inwestycji to ok. 30 mln zł.

Czytaj więcej

Nie wszystkie syreny alarmowe działają. Ale będą zmiany w systemie

Będziemy też budowali magazyn zabezpieczający na terenie szpitala. W mieście mamy szpital strategiczny, a taki magazyn to jest kolejna inwestycja za ok. 2,5 mln zł. Przygotowujemy też dokumentację modernizacji schronów, które posiadamy. W pierwszej kolejności dla pięciu starych i zaniedbanych, ale też stawiamy na te duże miejsca ukrycia, bo jest ono inwestycją strategiczną.

Z tego programu miasto będzie organizować szkolenia dla mieszkańców dotyczące reagowania w sytuacjach kryzysowych. Czy takie szkolenia pokażą, jak się zachować w sytuacjach kryzysowych, choćby przy olbrzymich upałach czy trąbach powietrznych?

Jako prezydent miasta wraz z innymi samorządowcami przeszedłem takie szkolenie w Akademii Pożarniczej w Warszawie. Potem robiliśmy szkolenia dla naszych urzędników, dla dyrektorów jednostek, szkół. Teraz chcemy szkolić mieszkańców. Mam nadzieję, że będzie zainteresowanie. Będziemy promowali te szkolenia.

Przez lata Regionalny Szpital Specjalistyczny im. dr. Władysława Biegańskiego w Grudziądzu – jak pan wspomniał: szpital strategiczny – był najbardziej zadłużoną lecznicą w Polsce, z długiem w wysokości ok. pół miliarda zł. Nadal jest tak zadłużony?

Nasz szpital jest jednym z największych szpitali w województwie. Jego przychody w zeszłym roku wyniosły 670 milionów zł. To świadczy o tym, jak wielka jest to placówka, jak duże ma znaczenie. Podczas pandemii był to szpital jednoimienny, a więc spełnił funkcję strategiczną. Placówka ma wszystkie atrybuty szpitala strategicznego. To gigantyczne podziemia, które mogą służyć ewentualnie jako miejsca ukrycia w sytuacji kryzysowej.

Finansowa sytuacja szpitala przez ostatnie lata o tyle się zmieniła, że placówka bilansuje się na działalności operacyjnej. W 2025 r. zysk z niej wyniósł około 8,7 mln zł. Problemem szpitala jest konieczność restrukturyzacji zadłużenia. A to, co nas zabija, to bardzo wysokie koszty finansowe, które tylko w zeszłym roku wyniosły ponad 45 mln zł. My chcielibyśmy refinansować ten historyczny dług w jakimś dużym stopniu na nisko oprocentowaną pożyczkę.

Czytaj więcej

Pieniądze na SOR i izby przyjęć będą zależne od liczby pacjentów dowożonych przez karetki. NFZ zmienia zasady liczenia ryczałtu

Ale niestety, a mówię to z ubolewaniem, polski system bankowy na ten moment nie ma żadnej oferty dla takich szpitali jak nasz. Zapowiadane od wielu lat, zarówno przez wcześniejszy rząd Zjednoczonej Prawicy, ale i obecny, reformy niestety nie zostały wdrożone.

Nie oczekujemy jakiegoś specjalnego traktowania, nie chodzi nawet o oddłużenie, jeżeli tego nie ma w strategii rządu. Ale chodzi o to, żeby móc zrefinansować jego działalność, czyli obniżyć koszty finansowe. Żeby szpital był finansowany na zbliżonych warunkach do tych, na jakich finansowany jest samorząd. Powinna być zdecydowanie niższa marża, niż to jest w przypadku instytucji pozabankowych, które teraz w większości obsługują polską służbę zdrowia.