Panie marszałku, ilu turystów wchodzi rocznie na najwyższy szczyt Sudetów – Śnieżkę?

Bardzo dużo. Na pewno blisko miliona.

Pytam o to, bo po latach oczekiwań Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – IMGW PIB ogłosił przetarg na przebudowę Wysokogórskiego Obserwatorium Meteorologicznego na Śnieżce. Samorząd województwa też o to zabiegał?

Oczywiście. Instytut Meteorologii bezpośrednio podlega pod Ministerstwo Infrastruktury. Jeszcze jak pracowałem w ministerstwie, ten temat był często poruszany, aby zmodernizować ten obiekt. Wysokogórskie Obserwatorium na Śnieżce to piękne miejsce z historią, ale nie do końca efektywnie wykorzystane, bo lata świetności już ma za sobą. To się powinno wkrótce zmienić.

Jakieś duże inwestycje turystyczne są w tym roku realizowane przez samorząd województwa, zwłaszcza ze środków unijnych?

Dużo jest takich inwestycji. Mamy podpisanych kilka tysięcy umów – z samorządami, z naszymi jednostkami podległymi, które aplikowały o środki europejskie. Ostatnio rozdawano środki z Ministerstwa Kultury z programu FEnIKS, po kilkadziesiąt milionów złotych. Pieniądze otrzymał choćby Zamek Książ na rewaloryzację czy modernizację parku, a także Kamieniec Ząbkowicki na odnowienie Pałacu Marianny Orańskiej. To są olbrzymie środki europejskie, które trafiają do samorządów za pośrednictwem ministerstw, ale też z KPO.

Jeżeli chodzi o nasze projekty, to gama możliwości jest bardzo duża. Z jednej strony przekazujemy dotacje dla przedsiębiorców z branży turystycznej, z drugiej strony dla gmin – na uatrakcyjnienie Dolnego Śląska, czyli praktyczne rozwiązania, jak ścieżki i trasy rowerowe. To służy turystyce.

A nasze sztandarowe projekty to odbudowa linii kolejowych i zakupy taboru. To daje turystom możliwość jeszcze lepszego zwiedzania Dolnego Śląska.

Czytaj więcej

Kolejne regiony powołują własnych, samorządowych przewoźników kolejowych

Ale jakieś bardzo spektakularne projekty będą realizowane ze środków europejskich albo samorządu województwa, jeśli chodzi o rozwój turystyki?

Na pewno program „Poznaj Dolny Śląsk”. W ubiegłym roku inne województwa chwaliły się bonem turystycznym, a my przeznaczyliśmy trzy miliony złotych dla dzieci szkolnych z terenów zalanych podczas powodzi w 2024 r. Program cieszył się bardzo dużym powodzeniem. W tym roku program będzie skierowany do wszystkich dolnośląskich obiektów. To inspiruje i zachęca, żeby w pierwszej kolejności wybierać to, co mamy najpiękniejsze na Dolnym Śląsku.

Wspominał pan już o regionalnych kolejach, a jeszcze w tym roku Koleje Dolnośląskie dzięki środkom unijnym będą miały nowe składy. Jest zapotrzebowanie na pociągi regionalne?

Odbudowujemy linie kolejowe. W ciągu ostatnich piętnastu lat, do ubiegłego roku odbudowanych zostało 78 kilometrów tras kolejowych. Mamy ambitny plan, żeby w najbliższych trzech latach dołożyć kolejne 220 kilometrów i zamknąć kadencję z wynikiem 300 kilometrów. Prowadzimy dialog z sąsiednimi województwami – lubuskim i opolskim, aby wydłużyć nasze połączenia, a to oznacza potrzebę dodatkowego taboru, zarówno spalinowego, jak i elektrycznego.

Rekordowa dotacja – 618 mln zł z Ministerstwa Infrastruktury, ze środków KPO – nie byłaby możliwa bez decyzji z 2024 r. o zakupie nowego taboru. To pozwoliło przekierować te środki na nowy tabor elektryczny dla Kolei Dolnośląskich. Wszystkie odbudowy i rewitalizacje linii realizujemy w oparciu o środki europejskie.

Te nowe składy będą jeździć z Legnicy do Cottbus w Brandenburgii. To będzie jedyne międzynarodowe połączenie tego przewoźnika?

Koleje Dolnośląskie rozwijają kilka kierunków połączeń międzynarodowych. Na południu kursują regularnie do Czech przez Harrachov w stronę Liberca, Trutnova i Lichkova. Na zachodzie obsługują ruch do Niemiec do Görlitz, skąd można udać się do Drezna. Od grudnia 2026 r. oferta ma się wzmocnić dzięki regularnym połączeniom z Legnicy do Cottbus, które będą jednym z głównych międzynarodowych korytarzy naszego przewoźnika.

Dziesięć lat – tyle czasu nie jeżdżą już pociągi z Jeleniej Góry do Lwówka Śląskiego. O modernizacji tej trasy mówi się od lat. Czy już wiadomo, kiedy fizycznie może ruszyć ta modernizacja i kiedy wrócą tam pociągi?

Do Lwówka Śląskiego odbudowujemy linie biegnące z dwóch kierunków. Od strony Legnicy już rozpoczęliśmy prace, na które w umowie wykonawca ma dwa lata. Od Jeleniej Góry prowadzimy prace przygotowawcze, następnie będziemy trasę rewitalizować. Obie linie przebiegają przez tereny o niezwykłych walorach turystycznych. W bliskiej przyszłości kolej wróci do Lwówka Śląskiego.

Czytaj więcej

Nowoczesne pociągi w regionach. Komfort i ekologia dzięki unijnemu wsparciu

A jakie inne regionalne połączenia mają szansę wrócić na mapę?

Nasz program odbudowy kolei „Dolny Śląsk na dobrych torach” jest ambitny i niespotykany w skali kraju. Rewitalizujemy obecnie m.in. linie do Lądka-Zdroju, Stronia Śląskiego, Srebrnej Góry, Kowar, Kamiennej Góry. Przywracamy kolej z myślą o Dolnoślązakach.

Zmieńmy trochę temat. Do części samorządów w regionie Wałbrzycha trafiają środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Czy skutecznie modernizują one lokalną gospodarkę?

Na pewno uzupełniają zaległości. Kilka dni temu zorganizowaliśmy konferencje w gminie Świebodzice czy w gminie Strzegom, gdzie pokazywaliśmy dobre przykłady wykorzystywania środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, które trafiają do wspólnot. To są konkretne środki na termomodernizację i wymianę źródeł ciepła. Normalnie nie byłoby stać mieszkańców czy wspólnot mieszkaniowych z udziałem gmin, żeby to zrobić. A zyskują obniżenie rachunków za prąd i czystsze powietrze.

A trzeba to robić przez to, że borykaliśmy się z problemami społecznymi i ekonomicznymi po zamknięciu kopalni na tamtym obszarze. Dzisiaj każde dodatkowe środki, jak ponad 550 mln euro z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji przeznaczone dla regionu wałbrzyskiego, pozwalają nam nadrabiać zaległości.

Choć na Dolnym Śląsku obowiązuje zakaz używania kopciuchów, to jak wynika z danych Polskiego Alarmu Smogowego, w regionie wciąż jest ich ponad 100 tys. Samorząd województwa ma jakieś narzędzia, by to zmieniać, czy to tylko rola gmin?

To niekoniecznie tylko rola gmin. My, dystrybuując środki europejskie na ten cel z Funduszy Europejskich dla Dolnego Śląska i z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, angażujemy się w ten proces. Analizujemy możliwość takiej bezpośredniej dopłaty do wymiany kopciuchów i niekoniecznie dużego programu Czyste Powietrze, który jest realizowany przez WFOŚ. Jako samorząd województwa nie chcemy się dublować, ale mamy swój pomysł i będziemy go chcieli w jakiś sposób wdrożyć.

Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej jest adresowany głównie do miast i gmin, ale też, choć w mniejszym stopniu, do samorządów województw. Na czym się skupia Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, jeśli chodzi o ten obszar?

Jako samorząd województwa też jesteśmy beneficjentem tych środków i wydaliśmy je w całości. To, co przykuwało naszą uwagę, to sprzęt medyczny dla dolnośląskich szpitali specjalistycznych. A dodatkowo też adaptacja pomieszczeń podpiwniczonych budynków szpitali.

Oprócz tego, że jesteśmy beneficjentem środków rządowych na ten cel, to za chwilę będziemy dysponentem środków europejskich na poziomie blisko 100 mln zł. Będą przeznaczone na wsparcie samorządów i instytucji okołosamorządowych. Mamy ustalenie z panią wojewodą, że będziemy się koncentrować na miękkich rzeczach, czyli na szkoleniach z kwalifikowanej pierwszej pomocy dla strażaków ochotników, harcerzy, pracowników administracji samorządowej, sołtysów czy kół gospodyń wiejskich.

Na spotkaniach z samorządowcami mówimy, żeby przy aplikowaniu o środki z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej starali się kupować majątkowe elementy, a nasze środki będą dedykowane elementom miękkim, takim jak szkolenia. Naszym celem jest to, aby na Dolnym Śląsku każdy mieszkaniec województwa potrafił udzielić kwalifikowanej pierwszej pomocy, nie tylko strażacy, nauczyciele czy urzędnicy, ale wszyscy. Jednak, żeby dojść do takiego celu, to najpierw takie umiejętności muszą posiąść kluczowe osoby, które mają wiedzę i autorytet w swoim środowisku, które mogą do tego przekonać innych. W ubiegłym roku – jako pilotaż – uruchomiliśmy kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy dla strażaków ochotników. Przeszkoliliśmy prawie 1000 strażaków, którzy mają już certyfikaty ratowników.

Uruchomiliśmy też kursy z obsługi statków powietrznych zakończone certyfikatem Urzędu Lotnictwa Cywilnego dla trzech druhów z każdej jednostki, z każdego powiatu. Uruchomiliśmy zawody strzeleckie na poziomie powiatowym, a finalnie wojewódzkie o puchar Marszałka Województwa Dolnośląskiego. Więc szereg takich dobrych programów w obszarze bezpieczeństwa zostało przez nas uruchomionych.

Czytaj więcej

Samorządy sięgają po miliony na bezpieczeństwo. Wnioski o pieniądze nie tylko na schrony

Niedawno gościł pan dyrektorów szpitali z obwodu dniepropetrowskiego w Ukrainie. Co po tym spotkaniu – pana zdaniem – trzeba wdrożyć w dolnośląskich szpitalach, by dawały radę w sytuacjach kryzysowych? W co trzeba zainwestować?

Byli u nas przedstawiciele specjalistycznych oddziałów z naszego partnerskiego obwodu w Ukrainie. Byli to m.in. pracownicy Wojewódzkiego Szpitala Klinicznego im. Miecznikowa z Dniepra, który przyjmuje ok. stu pacjentów każdego dnia, stu żołnierzy z frontu z najcięższymi ranami. Byli też przedstawiciele szpitala pediatrycznego, blisko frontu, gdzie ratuje się ranne dzieci, ale też odbierane są cały czas porody.

Ale jak ich doświadczenia przenieść do polskich szpitali?

W pierwszej kolejności chcieliśmy pokazać naszym dyrektorom i osobom odpowiedzialnym, jak wygląda medycyna w sytuacjach kryzysowych. Chcieliśmy im pokazać, jak wyglądają wojenne realia, jak wygląda sytuacja w Ukrainie, żeby mogli się do tego odnieść i popatrzeć z innej perspektywy na organizację służby zdrowia. Lepiej teraz, a nie później – nie daj Boże – w sytuacji kryzysowej. To był taki pierwszy kontakt, żeby nie wyważać otwartych drzwi, skoro można skorzystać z tego, co inni przerabiają, i to od ponad czterech lat. Liczymy oczywiście, że może nigdy tego nie będziemy musieli wykorzystać.

A po drugie, o czym rozmawiamy, aby zachęcić młodych chirurgów, ale też innych lekarzy do tego, żeby udali się na przykład na tygodniowy staż do tych szpitali, których przedstawicieli w kwietniu gościliśmy. Wiem, że ukraińskie placówki położone są od 50 do 100 kilometrów od linii frontu, ale delegacja Dolnego Śląska, w której sam uczestniczyłem miesiąc temu, pokazała, że jest to możliwe.

Dla takich młodych lekarzy może to być szansa na gigantyczne doświadczenie medyczne. Przedstawiciele środowiska medycznego z różnych krajów mówią, że takiej mnogości, liczby i różnorodności przypadków medycznych, jakie są dzisiaj w Ukrainie, nie ma nigdzie na świecie. Warto więc, żeby nasi lekarze, nasi fachowcy skorzystali z tego doświadczenia, bo dzisiaj to my od dłuższego już czasu pomagamy Ukrainie, czy to przekazując sprzęt medyczny bądź inne wsparcie sięgające dziesiątek milionów złotych. Nasi partnerzy z Ukrainy mogą nam nie tylko podziękować, ale też przekazać nam wiedzę, którą można zdobyć właśnie na takim wyjeździe.