Reklama

Prezydent Rzeszowa: Chcielibyśmy inwestować więcej, ale ograniczają nas limity zadłużenia

W przypadku Rzeszowa dług wzrósł, ale wszystkie potężne inwestycje w mieście mają taki montaż finansowy, że nasz wkład własny to najwyżej 50 proc. inwestycji, a drugie 50 proc. zdobywamy z zewnątrz – mówi Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa.

Publikacja: 18.01.2026 10:03

Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa

Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa

Foto: Grzegorz Bukała / UM Rzeszów

Po intensywnych opadach śniegu przed paroma dniami Rzeszów stanął w gigantycznych korkach, MPK się spóźniało, a ratusz apelował do mieszkańców o... wyrozumiałość. Miasto nie było przygotowane na aż tak poważną sytuację?

Miasto było przygotowane. Wszystkie 70 samochodów do odśnieżania ruszyło do pracy. Odśnieżaliśmy jednocześnie drogi, chodniki, przystanki, których mamy 700 w mieście. Wszyscy musimy pamiętać, że kiedy non stop pada, nie da się odśnieżyć wszystkiego na bieżąco, choć oczywiście to cały czas jest robione. Miasto oczywiście stara się jak najszybciej doprowadzić do tego, żeby drogi były czarne, żeby większość chodników oraz przystanków była odśnieżona, ale nie jest to fizycznie możliwe w czasie intensywnych opadów. Więc w takiej sytuacji nie chodzi o przygotowanie, tylko o skalę zjawiska pogodowego. Dzień po opadach wszystko było już pod kontrolą.

Gdyby tak obfite opady jeszcze się powtórzyły, kolejna akcja będzie lepsza? Czy jednak na pogodę nie ma mocnych?

Na tak intensywne opady nie ma siły. Musimy się przyzwyczaić do takich zawirowań klimatycznych. Mogą i zapewne będą one coraz częściej bardzo gwałtowne. Zarówno opady śniegu, jak też deszczu. Poza tym musimy też być mentalnie gotowi, że gdy przez 48 godzin pada intensywnie śnieg, to drogi nie będą cały czas czarne, bo po prostu nie jest to fizycznie możliwe.

W Rzeszowie prowadzone są już szkolenia dla mieszkańców z zakresu ochrony cywilnej? Czy miasto dopiero o tym myśli?

Jako miasto najpierw opracowaliśmy program systemu ochrony cywilnej. Jest on oparty przede wszystkim na punktach pomocy mieszkańcom, które chcemy organizować w filiach Rzeszowskiego Domu Kultury, czy innych placówkach miejskich. Chcemy korzystać z pomocy straży pożarnej, zarówno jednostek zawodowych, jak i ochotników. W mieście mamy 12 jednostek OSP. Wykorzystamy do tego cały system łączności, zarządzania kryzysowego, no i oczywiście szkoleń. Te szkolenia dopiero u nas ruszają. Na razie przeszkoleni zostali urzędnicy, którzy mają odpowiadać za organizację systemu. A lada moment ruszą szkolenia na szerszą skalę, także dla mieszkańców. W Rzeszowie zamierzamy współpracować z organizacjami pozarządowymi.

A miasto będzie korzystać z doświadczeń Ukrainy podczas tych szkoleń? Będą przekazywane rzeczy, które tam się sprawdziły?

Tak. Zdecydowanie tak. Już podczas zeszłorocznego Kongresu Bezpieczeństwa Polski, który organizowaliśmy w Rzeszowie, zaprosiliśmy partnerów z samorządów ukraińskich. I czerpiemy od nich wiedzę, co się sprawdza w sytuacjach kryzysowych. Trzeba też podkreślić, że mówimy o szkoleniach z obrony cywilnej i ochrony ludności – to nie chodzi tylko o takie ekstremalne sytuacje jak wojna na Ukrainie, ale o sytuacje związane z różnymi zagrożeniami, w tym także tymi klimatycznymi, gwałtownymi zjawiskami, czy kryzysami o znacznie szerszym spektrum. W tej warstwie sprawdzenia się w ekstremalnie trudnych sytuacjach już mamy kontakt i wiedzę od przyjaciół z Ukrainy. To jest akurat zaleta Rzeszowa i jego położenia, ale też efekt naszej współpracy z wieloma miastami ukraińskimi.

Czytaj więcej

Olgierd Geblewicz: Trzeba wspierać firmy w przemyśle obronnym
Reklama
Reklama

Rzeszów dostał ponad 18 mln zł z programu ochrony ludności i obrony cywilnej w zeszłym roku. Miasto już zakupiło zapowiadany sprzęt ratowniczy i medyczny oraz doposażyło bazy kryzysowe i magazyny energii, co zapowiadano kilka miesięcy temu?

Wydaliśmy wszystko, co do złotówki. Co prawda te pieniądze trzeba było rozdysponować w dosyć krótkim czasie, a wcześniej przygotować postępowania przetargowe, rozwiązać wiele problemów, które przy tych postępowaniach się pojawiały. A dodatkowo, w tym samym, zresztą dość krótkim czasie cały kraj też kupował podobny sprzęt. Wszystkie samorządy. Więc to nie było łatwe. Nam się akurat udało. Wydaliśmy wszystko, co do złotówki i jesteśmy zadowoleni z tego powodu. Dzięki temu udało się wyposażyć miasto w wiele sztuk przydatnego sprzętu, jak chociażby mobilne ujęcie do uzdatniania wody, czy generatory, w które wyposażymy nasze jednostki, żeby tworzyć punkty pomocy mieszkańcom.

A wie pan, ile schronów, miejsc ukrycia i doraźnego schronienia jest w Rzeszowie?

Nadal je przeglądamy wspólnie ze strażą miejską i nadzorem budowlanym. Przeznaczyłem część miejskich środków na zatrudnienie dodatkowych osób w powiatowym nadzorze budowlanym, po to, żebyśmy szybciej dokonali takiego przeglądu. Jesteśmy w tym już bardzo zaawansowani. W Rzeszowie generalnie jest nieźle, bo mamy sporo miejsc i tych historycznych, i tych związanych z nowym budownictwem deweloperskim, które nadają się na miejsca doraźnego schronienia. Wymagają tylko dodatkowych prac czy małej modernizacji. Oczywiście jest jeszcze bardzo dużo pracy przed nami. Mówimy o tych miejscach, które już są i będziemy je modernizować czy dostosowywać, ale też będziemy budować nowe i do tego się przygotowujemy.

Budowa Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki w Rzeszowie przekroczyła półmetek. Tam też będą takie miejsca, czy z racji tego, że inwestycja jest już w toku, nie da się już nic tam zrobić?

Na razie oczywiście tego nie przewidujemy, bo projekt Centrum był gotowy dużo wcześniej, zanim poznaliśmy wytyczne i parametry dla schronów czy miejsc schronienia, ale będziemy pracować nad tym, żeby w kolejnych etapach takie miejsca się tam pojawiały. Myślimy o tym, żeby parking podziemny miał podwójne przeznaczenie, czyli z jednej strony w normalnym czasie służył mieszkańcom jako parking podziemny, a w czasie kryzysu jako miejsce schronienia.

A przy takich inwestycjach jak rozbudowa Szkoły Podstawowej nr 21 przy ul. Miodowej, rozbudowa IX Liceum Ogólnokształcącego, czy remont budynku III Liceum Ogólnokształcącego – też szuka się takich rozwiązań?

Zdecydowanie tak. Już w zeszłym roku powiedziałem, że wszystkie nowe koncepcje budynków publicznych będziemy wyposażać w elementy schronów. I takie pierwsze miejsce schronienia w XXI wieku wybudowane przez samorząd, chyba jedno z pierwszych w Polsce, będzie właśnie w Rzeszowie.  Lada dzień nastąpi symboliczne wbicie łopaty pod to miejsce schronienia – pod IX Liceum Ogólnokształcącym w Rzeszowie. To będzie taka infrastruktura „dual-use”, czyli podwójnego zastosowania. Na czas pokoju będzie służyła ona szkole, a na czas kryzysu – będzie miejscem schronienia.

Czytaj więcej

Prezydent Gdańska: W programie ochrony ludności kluczowa jest edukacja mieszkańców

Zmieńmy temat. Dopiero pod koniec grudnia radni Rzeszowa przyjęli budżet na ten rok Dochody miasta rekordowe, blisko 2,7 mld zł, ale wydatki na oświatę również rekordowe – 1,1 mld zł. W ostatnich latach mocno poszybowały w górę. Dlaczego?

To wszystko wiąże się przede wszystkim z kosztami utrzymania szkół związanymi z energią, ogrzewaniem, czy także normalnymi kosztami utrzymania placówek. To też oczywiście wiąże się także z rosnącymi kosztami zatrudnienia, bo przecież i pracownicy oświaty i nauczyciele dostają podwyżki. Ich pensje rosną, więc i nasze koszty rosną. W związku z tym naturalne jest, że całość potrzeb i kosztów utrzymania oświaty w samorządach rośnie gwałtownie.

Reklama
Reklama

Na inwestycje w tym roku zarezerwowano ponad 400 mln zł. A pięć lat temu było to ok. 350 mln zł. Inwestycje nie rosną tak szybko, jak dochody, czy wydatki na choćby wspomnianą edukację. Dlaczego tak się dzieje, panie prezydencie?

No rzeczywiście nie rosną. Większość samorządów dużych miast, takich jak Rzeszów, ma limity możliwości zadłużania się na inwestycje. Jest oczywiste, że chcielibyśmy więcej pożyczyć lub otrzymać i więcej inwestować, ale robimy tyle, na ile nas stać. To jest o tyle ważne, że te limity zadłużeniowe powodują, że nie możemy pożyczyć czy zadłużyć się na tyle, ile byśmy chcieli wydać na inwestycje. Akurat pożyczanie na inwestycje nie jest złe, bo jeśli się pożycza i inwestuje, to wiadomo, że będzie zwrot tych wydatków w rozwoju gospodarczym czy w podatkach.

Ale polskie prawo stawia barierę, jeśli chodzi o limity zadłużenia, więc nie możemy tego zadłużenia zwiększać. A przecież np. na miejsca schronienia warto byłoby, żeby pożyczki czy obligacje na wykonanie tej infrastruktury nie wliczały się w limity zadłużenia samorządów. Mam nadzieję, że to uda się nam to przeprowadzić w najbliższym czasie na szczeblu europejskim i krajowym.

Pięć lat temu deficyt miasta sięgał 132 mln zł, w tym roku ma być na podobnym poziomie, niespełna 137 mln zł. Ale z kolei prognozowany dług na koniec 2026 r. ma sięgać już ok. 1,59 mld zł, gdy pięć lat temu wynosił 941 mln zł. Szybko rośnie. Co to oznacza dla miasta?

To oznacza, że możemy ten deficyt na tym stałym poziomie utrzymywać, ale nie możemy go zwiększać, bo nasze zadłużenie rośnie. W przypadku Rzeszowa dług wzrósł, ale trzeba też zwrócić uwagę, że wszystkie te potężne inwestycje w mieście mają taki montaż finansowy, że nasz wkład własny to najwyżej 50 proc. inwestycji, a drugie 50 proc. zdobywamy z zewnątrz. To jest duży plus, ale oczywiście wymaga od nas pożyczenia tych środków. A w Rzeszowie realizujemy jednocześnie cztery największe inwestycje w historii. To jest Wisłokostrada za 200 mln zł, stadion za kolejne 200 mln zł, czy też połączenie ulic Krakowskiej z Warszawską, za ok. 300 mln zł. Wielkie inwestycje w oczyszczalnie i w ujęcia wody to kolejne 250 mln zł. Kolejny duży wydatek to nowe autobusy za 100 mln zł. To są bardzo potężne inwestycje realizowane jednocześnie.

Czytaj więcej

Tadeusz Truskolaski: Sytuacja finansowa dużych miast się poprawiła

Czy wydawanie kolejnych serii obligacji komunalnych to jest droga, która pozwala miastu inwestować, czy po prostu miasto nie ma innego wyjścia?

Tak, to jest taka droga, która pozwala nam na inwestycje, ale szukamy też innych rozwiązań. Mówię tu o spółkach celowych i partnerstwie publiczno-prywatnym. To są narzędzia, z których chcemy coraz częściej korzystać.

Niemal cztery lata od wybuchu wojny w Ukrainie wielu obywateli tego kraju nadal mieszka w Rzeszowie, czy raczej pojechali gdzieś dalej albo wrócili do siebie?

Sytuacja jest dynamiczna. Obywateli Ukrainy jest teraz nieco mniej niż w 2022 r., ale nadal to spora liczba. Szacujemy, że to 10–15 proc. całej populacji miasta, czyli między 20 a 25 tysiącami osób. Sytuacja jest dynamiczna, bo i na Ukrainie wszystko szybko się zmienia. A my jesteśmy takim regionem, gdzie Ukraińcy często się zatrzymują, raz na dłużej, raz na krócej, raz wracają, raz wyjeżdżają dalej. Co jest bardzo ważne, ci, którzy zostają u nas na dłużej, są bardzo aktywni na rynku pracy.

Reklama
Reklama

A ci Ukraińcy, którzy są już w Rzeszowie, zostaną tu raczej na stałe, czy część jednak wyjedzie albo wróci do siebie, gdy konflikt się zakończy?

To zależy od wielu indywidualnych czynników. Wiele osób ma u nas stabilną, często dobrą pracę, co daje im niezależność finansową i możliwość wspierania rodzin w Ukrainie. Gdy dochodzi do tego stabilizacja życiowa – zwłaszcza wybór szkoły przez dzieci – można przypuszczać, że większość, przynajmniej w naszym mieście i regionie, zdecyduje się zostać tu na stałe.

 

 

Okiem samorządowca
Olgierd Geblewicz: Trzeba wspierać firmy w przemyśle obronnym
Okiem samorządowca
Tadeusz Truskolaski: Sytuacja finansowa dużych miast się poprawiła
Okiem samorządowca
Marszałek Małopolski: Bezpieczeństwo kluczowe dla rozwoju regionu
Okiem samorządowca
Prezydent Konina: Elektrownia jądrowa przestawiłaby miasto na nową drogę rozwoju
Okiem samorządowca
Burmistrz Zakopanego: Chcę, by miasto było prestiżowym kurortem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama