Panie prezydencie, Katowice cały czas się wymyślają na nowo, to już wiemy. Ale nowe miasto na Śląsku – to trochę chyba przesada. O co chodzi?
To nie jest przesada. To jest wyzwanie i cel – dla mnie, jako prezydenta, ale także wielu mieszkańców Katowic i całego regionu. Proszę spojrzeć na liczby. Katowice są postrzegane w Polsce i Europie jako silny ośrodek miejski, ale gdy przyjrzymy się bliżej, widać, że nasz potencjał ma swoje ograniczenia. Miasto według statystyk liczy niespełna 280 tysięcy mieszkańców. Wśród największych polskich miast zajmujemy dopiero jedenaste miejsce. Jeśli jednak spojrzymy na Katowice w kontekście całej metropolii, czternastu miast na prawach powiatu, obraz się zmienia. Stalibyśmy się drugim najludniejszym miastem w Polsce. I to jest właśnie kierunek, w którym zmierzamy.
Jak duże byłoby to nowe miasto?
Optymalnym rozwiązaniem byłoby przekształcenie całej Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii w jedno duże miasto liczące ponad dwa miliony mieszkańców. To byłoby najprostsze zarówno pod względem prawnym, jak i decyzyjnym. Politycznie jest to jednak scenariusz najtrudniejszy, bo wymagałby przekonania wszystkich włodarzy i mieszkańców poszczególnych miast, bo przecież takie rozwiązanie nie powinno być narzucane siłą, ale być możliwością dla wszystkich chętnych.
Dlatego bardziej realną drogą jest stopniowa integracja. Zaczęliśmy od tak zwanego podregionu katowickiego: Katowic, Rudy Śląskiej, Chorzowa, Świętochłowic, Siemianowic Śląskich i Mysłowic. Te sześć miast jest już „po słowie” i wspólnie zastanawiamy się, w jaki sposób moglibyśmy się dalej konsolidować.
Wspólnym mianownikiem jest demografia. Wszystkie te miasta mierzą się ze starzeniem się mieszkańców i depopulacją. Widać wyraźnie, że nowych mieszkańców przyciągają przede wszystkim duże ośrodki, bo duże miasto ma większe możliwości rozwoju i oferuje szersze perspektywy. Tak rośnie Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław czy Gdańsk. My również chcemy znaleźć się w tym gronie.
Czytaj więcej
Algorytmy, które stosuje minister finansów, są często dostosowywane do możliwości budżetu państwa w danym roku. A jako samorządy bardzo mocno wisim...