Reklama

Prezydent Katowic: Chcemy stworzyć milionowe miasto

Katowice chcą rozpocząć proces łączenia miast w ramach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. – Jeśli się uda, powstanie ponadmilionowy organizm miejski, który mógłby stać się drugim pod względem wielkości miastem w Polsce – mówi prezydent Katowic Marcin Krupa.
Marcin Krupa, prezydent Katowic

Marcin Krupa, prezydent Katowic

Foto: UM Katowice

Panie prezydencie, Katowice cały czas się wymyślają na nowo, to już wiemy. Ale nowe miasto na Śląsku – to trochę chyba przesada. O co chodzi?

To nie jest przesada. To jest wyzwanie i cel – dla mnie, jako prezydenta, ale także wielu mieszkańców Katowic i całego regionu. Proszę spojrzeć na liczby. Katowice są postrzegane w Polsce i Europie jako silny ośrodek miejski, ale gdy przyjrzymy się bliżej, widać, że nasz potencjał ma swoje ograniczenia. Miasto według statystyk liczy niespełna 280 tysięcy mieszkańców. Wśród największych polskich miast zajmujemy dopiero jedenaste miejsce. Jeśli jednak spojrzymy na Katowice w kontekście całej metropolii, czternastu miast na prawach powiatu, obraz się zmienia. Stalibyśmy się drugim najludniejszym miastem w Polsce. I to jest właśnie kierunek, w którym zmierzamy.

Jak duże byłoby to nowe miasto?

Optymalnym rozwiązaniem byłoby przekształcenie całej Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii w jedno duże miasto liczące ponad dwa miliony mieszkańców. To byłoby najprostsze zarówno pod względem prawnym, jak i decyzyjnym. Politycznie jest to jednak scenariusz najtrudniejszy, bo wymagałby przekonania wszystkich włodarzy i mieszkańców poszczególnych miast, bo przecież takie rozwiązanie nie powinno być narzucane siłą, ale być możliwością dla wszystkich chętnych.

Dlatego bardziej realną drogą jest stopniowa integracja. Zaczęliśmy od tak zwanego podregionu katowickiego: Katowic, Rudy Śląskiej, Chorzowa, Świętochłowic, Siemianowic Śląskich i Mysłowic. Te sześć miast jest już „po słowie” i wspólnie zastanawiamy się, w jaki sposób moglibyśmy się dalej konsolidować.

Wspólnym mianownikiem jest demografia. Wszystkie te miasta mierzą się ze starzeniem się mieszkańców i depopulacją. Widać wyraźnie, że nowych mieszkańców przyciągają przede wszystkim duże ośrodki, bo duże miasto ma większe możliwości rozwoju i oferuje szersze perspektywy. Tak rośnie Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław czy Gdańsk. My również chcemy znaleźć się w tym gronie.

Czytaj więcej

Prezydent Szczecina: Finanse samorządowe wcale nie są stabilne
Reklama
Reklama

Czy tak dużym organizmem miejskim da się w praktyce sprawnie zarządzać?

Przykłady moich koleżanek i kolegów, którzy zarządzają największymi polskimi miastami dowodzą tego, że jak najbardziej jest to możliwe. Kluczowe pytanie dotyczy tego, jaki wariant współpracy wybierzemy. Na pewno rozważany będzie model warszawski – choć gdy mówię o tym w Warszawie, od razu słyszę, że nie jest to optymalna struktura do zarządzania.

Niezależnie od wybranego modelu zacieśnienie współpracy pozwoli nam skuteczniej odpowiadać na zapotrzebowanie mieszkańców w obszarach np. zdrowia, kultury czy sportu i rekreacji. Przykładowo – dziś w niewielkiej odległości od siebie – ale już w różnych miastach – funkcjonują placówki zapewniające te same usługi. Z kolei w wielu innych miejscach ich brakuje. Kiedyś tak było z komunikacją publiczną, że obok siebie jechały tą samą trasą tramwaj i autobus – podczas gdy kilometr dalej mieszkańcy zdani byli wyłącznie na swoje nogi lub samochody. Całe szczęście w obszarze transportu udało się wiele rzeczy w ramach GZM polepszyć, co dowodzi tego, że zarządzanie większym organizmem przynosi realne korzyści dla mieszkańców.

Na pewno ważnym tematem będzie szkolnictwo, bo dla większości miast wydatki w tej kategorii stanowią jedną trzecią budżetu. Tak też jest w Katowicach. Na zadania związane z edukacją w tym roku wydamy ponad 1,4 miliarda złotych, przy łącznych wydatkach miasta na poziomie 4,3 miliarda zł. Duża sieć szkół, przy dobrze rozwiniętym transporcie publicznym, pozwala dużo efektywniej wydawać pieniądze przy podniesieniu jakości edukacji. To też ułatwienie dla nauczycieli, którzy często pracują w więcej niż jednej placówce.

W takim modelu poszczególne części miasta zachowają swoją tożsamość, funkcjonując jak dzielnice w ramach jednego organizmu. A mieszkanki i mieszkańcy będą mieć dostęp do całej oferty – szkół, obiektów sportowych czy usług publicznych – niezależnie od tego, w której części takiego miasta by mieszkali.

Jak ta koncepcja miałaby zostać przeprowadzona politycznie? Czy będzie pan zabiegał o wsparcie rządu – premiera Donalda Tuska i właściwych ministrów?

Pierwsza kwestia jest taka, że musimy być do tego wewnętrznie przekonani. Premier Donald Tusk już wcześniej deklarował, że jeżeli samorządy się porozumieją, on pójdzie drogą, którą wspólnie wybierzemy. Kluczowa jest więc zgoda oddolna, po stronie samorządów. Jeśli osiągniemy konsensus i przedstawimy spójny projekt, realna szansa na jego realizację istnieje.

Warto też podkreślić, że prawnie dostępna jest prostsza ścieżka. Obowiązujące przepisy pozwalają na łączenie miast bez konieczności uchwalania specustawy. Taki proces można rozpocząć już dziś. Wymaga to jednak zgody nie tylko włodarzy, ale również mieszkańców, którzy muszą wypowiedzieć się w referendum.

Reklama
Reklama

Czy w praktyce oznacza to, że po porozumieniu włodarzy wystarczy referendum, by utworzyć nowe miasto – bez zmiany prawa?

Tak właśnie jest. Dlatego uważam, że ta kadencja jest kluczowa. Jeśli teraz nie podejmiemy odważnego kroku, kolejna realna szansa może pojawić się dopiero za osiem lat. Nowi włodarze będą musieli najpierw objąć urząd, oswoić się z funkcją, wykorzystać czas, który mają. To naturalny odruch. Dochodzi do tego kwestia dwukadencyjności. Osoba, która decyduje się na dwie kadencje w samorządzie, w praktyce wyłącza się ze swojego życia zawodowego na dziesięć lat. To ogromna przerwa. Gdyby pan wypadł ze swojej funkcji dziennikarskiej na dekadę i po tym czasie wrócił, zastałby pan kolegów w zupełnie innym miejscu.

Trudno wypaść z tej funkcji na miesiąc, a co dopiero na 10 lat.

W samorządzie mechanizm jest bardzo podobny. Istnieje ryzyko, że na takie stanowiska przyjdą osoby z politycznego nadania – z myślą, by „przetrwać kadencję”, a potem zobaczyć, co dalej. Taki projekt mógłby więc stać się elementem partyjnej gry, bo wiąże się z wieloma stanowiskami: dyrektorów, naczelników, prezesów spółek. Łatwo wówczas o pokusę podporządkowania takiego projektu logice partyjnej. Ja mogę powiedzieć, że po moim poprzedniku nie dokonywałem czystek. Oczywiście były odejścia na emeryturę, ale nie dokonywałem personalnej rewolucji. Obawiam się, że w przypadku tak dużego projektu mogłoby być inaczej, bo cele samorządowców – szczególnie tych bezpartyjnych – i partii politycznych nie zawsze są zbieżne.

Podsumowując: co dalej?

Dziś najszybszą ścieżką jest konsolidacja podregionu katowickiego bez potrzeby uchwalania nowej ustawy. Te sześć miast, które już ze sobą rozmawiają, może zdecydować o połączeniu w oparciu o obowiązujące przepisy. Niezbędne jest referendum w każdym z nich. Jeśli mieszkańcy powiedzą „tak”, proces może się rozpocząć. Wariant z powiatem metropolitalnym wymagałby ustawy, bo taka forma prawna obecnie w Polsce nie istnieje. To rozwiązanie trudniejsze legislacyjnie, ale dające inne możliwości – pozwalające objąć więcej gmin, nie tylko te, które zdecydują się na pełne połączenie. Realistycznie patrząc, w tej kadencji możemy wykonać jeden poważny krok: albo przeprowadzić referendum w podregionie katowickim, albo przygotować i złożyć w Sejmie konkretną propozycję ustawową. Realizacja obu scenariuszy jednocześnie byłaby już bardzo ambitnym zadaniem.

Czytaj więcej

Siła dialogu odpowiedzią na wyzwania gospodarcze i społeczne

Na ile rozwój metropolii i koncepcja „nowego miasta” wpisują się w strategię Katowic jako centrum regionu – miasta biznesu, spotkań i kongresów? Wkrótce odbędzie się Europejski Kongres Gospodarczy.

Połączenie się miast byłoby wrzuceniem szóstego biegu. Europejski Kongres Gospodarczy to dziś już polskie, a może nawet europejskie Davos. Po ostatniej edycji tego szwajcarskiego można powiedzieć, że trudno wskazać lepsze wydarzenie gospodarczo-ekonomiczne niż nasze. Rozwinęliśmy się bardzo mocno – nie tylko infrastrukturalnie, ale także pod względem jakości, liczby i rangi gości, którzy do Katowic przyjeżdżają.

Problem jest jednak bardzo konkretny. Do miasta zgłaszają się inwestorzy, którzy mówią, że szukają terenów o powierzchni kilkudziesięciu hektarów – na własne potrzeby, na rozbudowę, na kooperantów. A pamiętajmy, że duzi inwestorzy to nowe miejsca pracy dla mieszkańców i pokaźne wpływy do budżetu miasta z podatku od nieruchomości czy udziałów w PIT i CIT. A w Katowicach takich terenów właściwie już nie ma – są tuż obok – w ościennych miastach. Ale inwestor wtedy odpowiada, że to już nie Katowice. Przedstawiciel dużego światowego funduszu inwestycyjnego wprost tłumaczył nam, dlaczego wybiera Katowice, a nie inne miasto. Katowice można łatwo zidentyfikować, mają rozpoznawalną markę – są znane ze wspomnianego EKG czy globalnych wydarzeń ONZ, które organizowaliśmy – jak Szczyt Klimatyczny czy Światowe Forum Miejskie. Jeśli nie połączymy sił, to po prostu nie skorzystamy z wielu możliwości, które się pojawiają – i które już nigdy nie wrócą.

Reklama
Reklama

Europejski Kongres Gospodarczy to jednak nie tylko samo wydarzenie. To także Spodek, Międzynarodowe Centrum Kongresowe i cała infrastruktura eventowa, która buduje realny prestiż Katowic. Na ile ta infrastruktura zmienia pozycję miasta w oczach europejskich decydentów?

To jest fundament, na którym można budować kolejne piętra rozwoju. Międzynarodowe Centrum Kongresowe i Spodek to nie są jedynie obiekty do wynajęcia. To marka, która otwiera drzwi.

Kiedy przyjeżdża delegacja z Azji czy fundusz inwestycyjny ze Stanów Zjednoczonych, pierwsze, co widzą, to miasto zdolne do organizacji wydarzeń na światowym poziomie. Europejski Kongres Gospodarczy jest tego najlepszym przykładem: kilka tysięcy uczestników, premierzy, ministrowie, prezesi największych europejskich firm. Takie wydarzenia nie odbywają się w miejscach przypadkowych.

Dla inwestora, który rozważa ulokowanie centrum badawczego czy europejskiej siedziby firmy, marka miasta jest równie ważna jak dostępność gruntów. I tu Katowice mają realną przewagę, budowaną przez lata. Ta przewaga przekłada się na konkretne decyzje – firmy, które pojawiły się tutaj, bo ktoś poznał ich prezesów przy kawie w halach MCK.

Panie prezydencie, osią naszej rozmowy jest transformacja – nie tylko Katowic jako silnego centrum biznesu, ale miasta, które wchodzi w nowy wymiar technologiczny. Katowice, jak obserwuję, coraz mocniej stawiają na nowe technologie, w tym gaming i sektor cyfrowy. Jak ten kierunek ma wyglądać w praktyce?

 Jesteśmy w samym środku tej transformacji i właśnie o tym trzeba mówić uczciwie. To nie jest jednorazowy akt, ale proces, który trwa i wymaga stałej uwagi. Przeszliśmy od ośmiu kopalń do dwóch, ale te dwie wciąż funkcjonują. Nadal mamy hutnictwo i przemysł ciężki. Jednocześnie powstało trzydzieści tysięcy miejsc pracy w sektorze outsourcingu, powstaje hub gamingowy na terenie dawnego Wieczorka, działa laboratorium kosmiczne na Politechnice Śląskiej. Te elementy współistnieją – i to jest nasza siła, a nie słabość. Śląsk nie jest muzeum przemysłu, ale nie jest też Doliną Krzemową. I to dobrze. Siła regionu polega właśnie na umiejętności zachowania równowagi. Nie porzucamy starego z dnia na dzień, bo oznaczałoby to dramatyczne bezrobocie. Równocześnie konsekwentnie budujemy nowe. Jeśli ten proces się powiedzie – a uważam, że zmierzamy w dobrym kierunku – możemy stać się modelowym przykładem transformacji przemysłowej dla całej Europy.

I od razu chciałbym zapytać o transformację kopalni „Wujek”. Jak ten proces może przebiegać?

Kopalnia „Wujek” to osobny temat. To blisko sto hektarów terenu, wraz z budynkami wpisanymi do rejestru zabytków. Centrum Wolności i Solidarności pozostanie tam bez zmian – to dziedzictwo, którego nie można naruszyć. W grudniu ubiegłego roku ogłosiliśmy konkurs dla architektów i urbanistów, na zagospodarowanie tego olbrzymiego obszaru. Chcemy go rozstrzygnąć na końcu marca. Jednym z pomysłów, który szczególnie nas cieszy, jest ulokowanie tam filii Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Reklama
Reklama

Na ile pozyskanie filii Europejskiej Agencji Kosmicznej jest dziś priorytetem dla Katowic i całej metropolii?

To bardzo ważny temat. Oczywiście byłbym szczęśliwy, gdyby siedziba trafiła do Katowic, ale mówiąc szczerze, sama lokalizacja nie jest tu najistotniejsza. Najważniejsze, by znalazła się na terenie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Taka agencja to nie jest biuro z urzędnikami. To realna współpraca w obszarach, które są przyszłością gospodarki. Przeprowadziliśmy research na jednej z uczelni. Rektor wysłał do pracowników mail z pytaniem, kto zajmuje się tematyką związaną z kosmosem. Odpowiedziało tysiąc osób. To specjaliści od materiałów, chemii, dronów satelitarnych czy łazików marsjańskich. W regionie działają już firmy takie jak Flytronic czy Future Processing, działamy także z ICEYE – współzałożyciel tej firmy pochodzi zresztą z Katowic. Na Politechnice Śląskiej powstaje laboratorium badań materiałów kosmicznych o wartości ponad 200 milionów złotych. Decyzja Europejskiej Agencji Kosmicznej powinna zapaść w drugim kwartale tego roku.

Czytaj więcej

Prezydent Krakowa przedstawił korektę SCT. Obszar i normy się nie zmienią

Na koniec pytanie bardziej bieżące. Katowice stoją przed koniecznością wprowadzenia strefy czystego transportu. Obserwuje pan, co wydarzyło się w Krakowie po jej wprowadzeniu. Jakie wnioski z tego doświadczenia wyciągają Katowice?

Oczywiście obserwujemy, co się dzieje w innych miastach. Katowice ze względu na uregulowania unijne zostały zmuszone do wprowadzenia SCT. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że dyskusja o strefie w Katowicach zaczęła się od pomiarów prowadzonych w bezpośrednim sąsiedztwie autostrady A4 – czyli w miejscu o wyjątkowo dużym natężeniu ruchu tranzytowego. To rodzi pytania o reprezentatywność takich wskazań dla całego miasta. Zgodnie z przepisami strefy czystego transportu co do zasady nie obejmują dróg krajowych ani autostrad.

Po przeniesieniu punktu pomiarowego w głąb miasta sytuacja wygląda inaczej, ale niezależnie od tego trzeba patrzeć w przyszłość. W kolejnych latach normy jakości powietrza będą zaostrzane i wiele polskich miast stanie przed podobnym wyzwaniem. Dodatkowo mówimy o zobowiązaniach państwa wobec Unii Europejskiej i o środkach powiązanych z realizacją tych celów. Gdybyśmy odstąpili od wprowadzenia SCT – Polska prawdopodobnie nie otrzymałaby części środków z KPO. A skoro same Katowice są beneficjentem funduszy europejskich, to zaniechanie w tej sprawie byłoby strzeleniem sobie w kolano.

W związku z tym podjęliśmy decyzję, by projektowana SCT uwzględniała interes mieszkańców Katowic i metropolii i objęła wyłącznie nieznaczną część Śródmieścia. Nikt nie będzie musiał płacić i nikt nie będzie musiał zmieniać samochodu. Po ogłoszeniu naszych planów na początku marca otrzymaliśmy w zdecydowanej większości pozytywny feedback od mieszkańców. Oczywiście w Katowicach podejmujemy też równolegle szereg działań na rzecz poprawy jakości powietrza. W ostatnich latach powstały cztery nowe centra przesiadkowe, nowa linia tramwajowa, wprowadziliśmy strefę ograniczonej prędkości Tempo 30. W latach 2015-2025 przeznaczyliśmy ponad 94 mln zł na program dofinansowania do wymiany pieców, dzięki czemu zmodernizowano ponad 10 tys. źródeł ciepła.

Reklama
Reklama

Na koniec: gdybyśmy rozmawiali za dziesięć lat – jakie będą Katowice?

Moje marzenie jest takie, by Katowice stały się co najmniej milionowym miastem dzięki zacieśnieniu współpracy z naszymi sąsiadami. Jaką formę prawną to przyjmie – czy będzie to jedno miasto, powiat metropolitalny czy jeszcze inny model – dziś trudno przesądzić. Chciałbym jednak, aby było to miejsce o wysokiej jakości życia, które realnie napędza gospodarkę Polski i Europy. I żeby ludzie, którzy już tu są, chcieli tu zostać, a ci, którzy mogą przyjechać, mieli przekonanie, że warto właśnie tutaj budować swoją przyszłość.

Okiem samorządowca
Prezydent Szczecina: Finanse samorządowe wcale nie są stabilne
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Okiem samorządowca
Wojciech Saługa: Jeśli chcemy liczyć się w Europie, musimy zacieśniać współpracę
Okiem samorządowca
Prezydent Przemyśla: Zadania zlecone to bolączka praktycznie wszystkich miast
Okiem samorządowca
Prezydent Gdyni: Historia miasta pokazuje, że jako naród potrafimy dokonywać rzeczy niemożliwych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama