Geniusze swoich pokoleń

Justin Bieber, jedna z największych gwiazd pop zaśpiewa 11 listopada w Tauron Arenie Kraków. Tymczasem 22 listopada ICE Kraków będzie można posłuchać francuskiego klasyka Michela Legranda.

Publikacja: 09.10.2016 22:00

Justin Bieber do tej pory sprzedał 100 milionów albumów i rywalizuje z Adele.

Justin Bieber do tej pory sprzedał 100 milionów albumów i rywalizuje z Adele.

Foto: materiały prasowe

Justin Bieber to 22-letni wokalista, który na listach przebojów depcze po piętach największej obecnie gwieździe muzyki pop, czyli Adele, a w generalnej klasyfikacji nawet ją wyprzedza. Do tej pory sprzedał 100 milionów albumów.

Debiutował w 2009 roku płytą „My World” i był pierwszym artystą, który aż siedem piosenek z debiutanckiej płyty umieścił w gorącej setce „Billboardu”. W listopadzie 2015 roku wydał czwartą studyjną płytę „Purpose” i gdyby nie gigantyczna sprzedaż najnowszego krążka Adele „25″, Kanadyjczyk mógłby się pochwalić sporym sukcesem, ponieważ tylko w pierwszym tygodniu rozeszło się ponad pół miliona egzemplarzy jego płyty. Single zanotowały sprzedaż 50 mln egzemplarzy. Do tego trzeba doliczyć 10 miliardów odsłon w serwisie wideo Vevo.

Szczery jak Justin

Najnowsza płyta cieszy się, jak poprzednie, powodzeniem u nastolatek, ale też nie jest przykładem odcinania kuponów od wcześniejszych osiągnięć. Bieber szukał nowej muzycznej drogi dlatego nawiązał współpracę ze Skrillexem, niezwykle radykalnym przedstawicielem muzyki elektronicznej. Bieber nie kalkuje również jako autor tekstów. Pisze o tym, co akurat go dręczy i niepokoi, a są to przede wszystkim niepokoje miłosne. O tym zaś dziewczyny kochają słuchać od zawsze. Jednocześnie imponuje szczerością, jeśli chodzi o poglądy. Nie kryje, że wiele czasu poświęca na modlitwę, a Boga uznaje za praprzyczynę swojej obecności na Ziemi. Dał temu wyraz w wideo „#iPledge”, podkreślając także fakt niewinności chrześcijańskiej wiary.

Nie ukrywa, że lubi dziewczęta, ale w wywiadzie dla „Rolling Stone” powiedział, że nie oznacza to „by musiał iść do łóżka z kim popadnie”. Nie jest też propagatorem aborcji, nie chce jednak nikogo osądzać, kto jej dokonał, ponieważ nigdy nie znalazł się w sytuacji, kiedy aborcja musiałaby być dyskutowana nawet jako ostateczność. Uważa, że w kwestiach seksualnych każdy odpowiada za siebie, co przy życzliwości dla mniejszości seksualnych, nie oznacza, że stał się wojownikiem w ich sprawie. Wszystkie te deklaracje Kanadyjczyka sprawiają, że jest artystą, na którego koncert rodzice mogą wysłać swoje córki ze spokojem. Gorzej jest z nadziejami na zamążpójście. Co prawda wygasł już romans Justina z Seleną Gomez, jednak ostatnio pojawiła się u boku gwiazdora niejako Sofia Richie, której osiemnaste urodziny świętowali razem w Meksyku. Kontakt z Bieberem może być więc tylko koncertowy.

Żydowski producent

Zabawne były początki kariery Justina. Na jego wideo w YouTube trafił poszukiwacz talentów Scooter Braun, pracujący dla So So Def Recordings. Odnalazł nastolatka podczas występu w jego katolickiej szkole i skontaktował się z mamą Justina, Malette. Ta w związku z żydowskim pochodzeniem producenta powiedziała: „Boże najdroższy, oddam ci mojego synka, ale ześlij mi przedstawiciela chrześcijańskiej firmy płytowej!”. Czy tylko się przekomarzała czy mówiła prawdę nie wiadomo. Rada kościoła namówiła ją jednak, żeby wysłała syna na próbne nagrania. Tak trzynastolatek trafił do Atlanty do studia nagraniowego. A już w 2011 roku magazyn „Forbes” umieścił Biebera na drugim miejscu listy najlepiej opłacanych postaci show-biznesu poniżej 30 roku życia. Zarobił w rok 53 miliony dolarów.

Z kolei w 2012 roku był na trzeciej pozycji zestawienia najbardziej wpływowych postaci show-biznesu z rocznym dochodem w wysokości 55 milionów dolarów. Bo Bieber to także biznesman. W związku z trasą koncertową do sprzedaży trafiły ubrania sygnowane marką najnowszego tournée Justina Biebera, wyprodukowane przez amerykańską markę Urban Outfitters. W skład ekskluzywnej kolekcji wchodzą bluza z kapturem, bawełniane koszulki z krótkim oraz długim rękawem, czapka z daszkiem oraz kurtka typu coach. Premierowe pokazy kolekcji odbyły się 5 sierpnia w Nowym Jorku, Londynie oraz Los Angeles.

Tylko w amerykańskiej odsłonie trasy „Purpose World Tour” udział wzięło blisko milion fanów. Europejska część rozpoczęła się 8 września w islandzkim Kópavogur. Krakowski koncert Kanadyjczyka poprzedzi The Knocks, nadzieja muzyki elektronicznej.

Klasyczny jazzman

Tymczasem 20 listopada zawita do Krakowa Michel Legrand. Zdobywca trzech Oscarów oraz pięciu statuetek Grammy, kompozytor, dyrygent, aranżer i pianista przyjedzie z okazji tournee zorganizowanego w jego 85 urodziny. Wystąpi z towarzyszeniem orkiestry symfonicznej.

Dorobku muzycznego Legranda nie da się przeliczyć. Skomponował muzykę do ponad 200 musicali, filmów iseriali. Jego nagrania uświetniły filmy takich artystów jak Jean-Luc Godard, Richard Brooks, Claude Lelouch, Clint Eastwood, Robert Altmanm, Joseph Losey. Do Oscara nominowano go trzynastokrotnie, a ostatecznie zdobył prestiżową nagrodę za muzykę do „Sprawy Thomasa Crowna” i „Lata roku 1942″ oraz za piosenkę do filmu „Yentl” śpiewaną przez Barbrę Streisand.

– Już kiedy byłem małym chłopcem, chciałem żyć całkowicie otoczony muzyką powiedział. – To marzenie nie było trudne do zrealizowania. Urodził się w rodzinie o armeńskich korzeniach, a jego ojciec był wziętym francuskim kompozytorem i dyrygentem znanym m. in. z przeboju „Irma la douce”. Mama również pochodziła z muzycznej rodziny.

Miał ledwie 22 lat, gdy wydał debiutancki album „I Love Paris”, który osiągnął rekordowy wynik sprzedaży pośród płyt z muzyką instrumentalną. Jego siłą było zawsze to, że fantastycznie poruszał się zarówno w materii jazzowej, jak i klasycznej, wirtuozersko grając na fortepianie. Nie ma się czemu dziwić: ukończył ze świetnymi notami Konserwatorium Paryskie, gdzie jego profesorką była Nadia Boulanger, która wykształciła również Astora Piazzolę i Philipa Glassa.

Legrand swoją karierę rozpoczął w latach 50. Uwagę krytyków zwrócił na siebie jednak dopiero na początku lat 60. muzyką do „Loli” oraz komedii muzycznej „Kobieta jest kobietą”. Zachwycił muzyką do filmów „Wichrowe wzgórza” oraz „Parasolki z Cherbourga” nagrodzoną Złotą Palmą na festiwalu w Cannes. W twórczości artysty można odnaleźć także polski akcent – jest autorem kompozycji do filmu Andrzeja Wajdy „Miłość w Niemczech”. Ale przecież nie ograniczał się do filmu. Współpracował z takimi sławami jazzu jak Miles Davis, John Coltrane, Bill Evans, Phil Woods, Ben Webster, Hank Jones i Artem Farmer. Co ciekawe, nawiązywał kontakty z amerykańskimi jazzmanami nie tylko w Paryżu, dokąd przyjeżdżali. W 1958 roku wyprawił się do Ameryki. Już jako dojrzały artysty był dobrych duchem i opiekunem francuskiego skrzypka jazzowego Stephane’a Grapellego. To on zaaranżował słynny hit „C’est si bon” Henri Bettiego. Pośród wielu jego przebojów, „Watch What Happens”, „The Summer Knows” i „You Must Believe in Spring” stało się jazzowymi standardami.

– Teraz moim marzeniem jest to, aby nie przegapić czegokolwiek powiedział Legrand przed tournee. – Właśnie dlatego nigdy nie ograniczałem się do jednego gatunku muzycznego. Kocham grać, prowadzić orkiestrę, śpiewać i pisać w każdym stylu. Podejmuję się tych wszystkich aktywności natychmiast, na poważnie, z całego serca i z głębokim zaangażowaniem.

Pomimo wielkich, pozostaje skromnym człowiekiem.

– Nie rozumiem idei bramek, które ograniczają nam dostęp do ludzi, realizowania wyników jak w firmie finansowej czy zdobywania goli na muzycznym poletku mówi Legrand. – Jestem artystą, a nie politykiem.

Drugi koncert Legranda odbędzie się 22 listopada na warszawskim Torwarze.

Justin Bieber to 22-letni wokalista, który na listach przebojów depcze po piętach największej obecnie gwieździe muzyki pop, czyli Adele, a w generalnej klasyfikacji nawet ją wyprzedza. Do tej pory sprzedał 100 milionów albumów.

Debiutował w 2009 roku płytą „My World” i był pierwszym artystą, który aż siedem piosenek z debiutanckiej płyty umieścił w gorącej setce „Billboardu”. W listopadzie 2015 roku wydał czwartą studyjną płytę „Purpose” i gdyby nie gigantyczna sprzedaż najnowszego krążka Adele „25″, Kanadyjczyk mógłby się pochwalić sporym sukcesem, ponieważ tylko w pierwszym tygodniu rozeszło się ponad pół miliona egzemplarzy jego płyty. Single zanotowały sprzedaż 50 mln egzemplarzy. Do tego trzeba doliczyć 10 miliardów odsłon w serwisie wideo Vevo.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej