Dylemat na lata

Nie sposób dyskutować z pozytywnymi efektami wykorzystania funduszy unijnych, które od kilkunastu lat wspierają rozwój polskiej gospodarki.

Publikacja: 14.01.2019 10:00

Autostrady, nowe tory, szybkie pociągi, nowoczesna komunikacja w miastach. Do tego ogromne inwestycje prywatnych przedsiębiorstw, tworzące setki tysięcy nowych miejsc pracy. Dzięki hojnej polityce spójności Polska wyraźnie zmniejszyła dystans dzielący nas od zachodu Europy, a sprawne wykorzystanie miliardów płynących z Brukseli jest niewątpliwą zasługą kolejnych rządów.

Jednak polityka spójności miała również zasypywać różnice w rozwoju poszczególnych polskich regionów. Miał zanikać podział na Polskę A i B, a termin „ściana wschodnia” stracić pejoratywne znaczenie. Na tym polu kolejne rządy poniosły spektakularną klęskę.

Jak piszemy w dzisiejszym „Temacie tygodnia”, >R4-7, regionalne rozwarstwienie nie tylko się utrzymuje, ale wręcz powiększa. Najkrócej mówiąc, bogaci stają się jeszcze bogatsi. I nawet jeśli nie dzieje się tak bezpośrednio dzięki strumieniowi funduszy unijnych, ich dotychczasowe wykorzystanie nie jest w stanie zmienić tego stanu rzeczy.

To prawda, że do biednych regionów trafia więcej dotacji na głowę mieszkańca. To prawda, że wschodnie województwa korzystają już od 2004 roku ze specjalnych programów, niedostępnych dla beneficjentów z innych regionów. Mimo to to bogaci – Mazowsze, Pomorze, Wielkopolska czy Śląsk – wykorzystują najwięcej unijnych funduszy. Robią to również bardziej efektywnie. Nie jest to zresztą zarzut wymierzony w mniej rozwinięte regiony, raczej stwierdzenie faktu. Nie sposób np. zrealizować dużego projektu badawczego w miejscu, które nie dysponuje odpowiednim zapleczem. W dużych aglomeracjach, będących lokomotywami bardziej rozwiniętych regionów, samo zabieganie o dotację jest o niebo prostsze. Firmy i inne instytucje mogą tam przebierać w doświadczonych specjalistach, którzy projekt poprowadzą od początku do końca. Najczęściej z sukcesem.

Fundusze wydawane bardziej efektywnie przynoszą z kolei większe korzyści całej gospodarce. Ich skupienie na rozwiniętych obszarach owocuje bardziej innowacyjnymi projektami, z dość banalnego powodu – przyziemne problemy, związane choćby z tworzeniem podstawowej infrastruktury, zostały tam rozwiązane już wcześniej.

Czy stawiać zatem na rozwój jak najbardziej efektywny, czy w większym stopniu zrównoważony? I jak dużą część tego rozwoju, jako kraj, jesteśmy gotowi poświęcić w imię wydźwignięcia na wyższy poziom zapóźnionych regionów? A może rozwarstwienie nie jest wcale takie złe?

To jeden z najważniejszych dylematów, z którymi będą musiały zmierzyć się władze centralne i samorządowe. Nie tylko w trakcie tego roku, ale też wielu kolejnych.

Autostrady, nowe tory, szybkie pociągi, nowoczesna komunikacja w miastach. Do tego ogromne inwestycje prywatnych przedsiębiorstw, tworzące setki tysięcy nowych miejsc pracy. Dzięki hojnej polityce spójności Polska wyraźnie zmniejszyła dystans dzielący nas od zachodu Europy, a sprawne wykorzystanie miliardów płynących z Brukseli jest niewątpliwą zasługą kolejnych rządów.

Jednak polityka spójności miała również zasypywać różnice w rozwoju poszczególnych polskich regionów. Miał zanikać podział na Polskę A i B, a termin „ściana wschodnia” stracić pejoratywne znaczenie. Na tym polu kolejne rządy poniosły spektakularną klęskę.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy