Urzędnicy pod napięciem

Łza niekłamanego wzruszenia spłynęła po moim licu, gdy usłyszałem zapowiedź wprowadzenia rekompensat dla indywidualnych odbiorców energii elektrycznej.

Publikacja: 03.12.2018 13:00

Rekompensaty mają złagodzić – a być może nawet zniwelować – podwyżki cen energii elektrycznej dla indywidualnych odbiorców. A podwyżki zapowiadają się imponujące. Dotkną oczywiście również samorządów. Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich twierdzi, że średnio podwyżka energii dla samorządów przekroczy 60 procent.

Bardziej precyzyjne informacje przedstawiły władze Rzeszowa. Wiadomo już, że podwyżka cen energii elektrycznej sięgnie 68 proc. Rzeszów ma około stu budynków wykorzystywanych do celów oświatowych oraz cztery domy pomocy społecznej. W 2017 roku za energię zużytą do funkcjonowania tylko tych obiektów miasto zapłaciło 2,6 mln zł, rachunek za przyszły rok, jeśli zapowiadana przez PGE podwyżka wejdzie w życie, przekroczy 4 mln zł.

Może jednak – jak żartowano sobie w grudniu 1970 roku, gdy Władysław Gomułka zafundował Polsce swoją słynną „regulację cen” – spadną ceny lokomotyw? Nie, nie lokomotyw. Czasy mamy inne, więc spadają ceny banków. Już wkrótce jeden z nich będzie można kupić za złotówkę.

Spadają też, to już piszę całkiem serio, ceny firm energetycznych. Podczas gdy ceny ich produktu szybują w przestworzach, to ceny akcji notowanych na giełdzie spółek energetycznych szorują po dnie. Ewenement. Ale najwidoczniej inwestorzy nie wierzą, że odpowiedzialne za funkcjonowanie tego rynku Ministerstwo Energii potrafi wykoncypować jakieś wyjście z tego zaklętego kręgu.

System rekompensat mamy sprawdzony i opanowany jak nikt na świecie, może tylko z wyjątkiem ekonomistów byłego Związku Sowieckiego. Peerelowskie władze, wprowadzając podwyżki cen, z reguły opatrywały to całym programem rekompensat, a do perfekcji w tym zbożnym i bez wątpienia twórczym dziele doszły w epoce Jaruzelskiego. U jej kresu, po Okrągłym Stole, przeszły nawet na wyższy poziom, wprowadzając – wymuszoną zresztą przez opozycję – indeksację płac.

Zapowiedź wprowadzenia rekompensat wywołała u mnie inne jeszcze peerelowskie reminiscencje. Przypomniał mi się artykuł z maja 1982 r. zamieszczony w „Kobiecie i Życie” pod tytułem „Świński dramat”. Jeden z najpopularniejszych wówczas tygodników informował w tym tekście o dramatycznej próbie podjętej przez urzędników kilku resortów wyjścia z tzw. świńskiego dołka. W Peerelu „świński dołek” towarzyszył nam zawsze, ale bywały momenty (bywały często), że dołek się pogłębiał i wówczas haki w sklepach zwanych „masarniczymi (dzisiaj mięsnymi), lśniły jeszcze bardziej. „Przez cały ubiegły rok w Ministerstwie Rolnictwa, Przemysłu Spożywczego i Skupu i w likwidowanym właśnie Centralnym Zarządzie Państwowych Przedsiębiorstw Gospodarki Rolnej odbywały się spotkania i narady – pisała dziennikarka. – Zastanawiano się na nich, jak wyżywić świnie bez paszy”. Niestety, trzoda chlewna zdawała się zupełnie nie przejmować wysiłkami urzędników i ich, z pewnością nowatorskim, pomysłem wyżywienia bez paszy. Ich trud – urzędników, nie świń – nie został nagrodzony. Ale będą próbowali do końca dekady. Z równie mizernym skutkiem. Urzędniczym wysiłkom nie poddawały się także karpie. Przed świętami Bożego Narodzenia w 1983 roku w prasie pełno było reportaży o hodowli tej ryby. Konkluzja dla wszystkich smutna – karpi będzie zbyt mało. I to mimo to, a może właśnie dlatego, że problemem zajmowały się aż dwa ministerstwa. Oczywiście nie było to winą pracowitych i światłych urzędników, ani tym bardziej systemu. Propagandyści przekonywali Polaków, że winne było ciepłe lato, tylko że minie kilka lat i karpi nadal nie będzie. Ich kupno do końca lat 80. będzie przypominało polowanie na yeti – ktoś widział, ale nikt nie złapał. Inna komisja, tym razem wspierana przez węgierskich specjalistów (wtedy też rządząca partia próbowała wzorować się na Węgrzech!), rozpoczęła w 1982 r. żmudne prace nad wysokością marż w handlu. Eksperci pochylili się nad problemem z troską i bezprzykładnym zaangażowaniem. Ale marże pozostawały równie śnięte jak karpie.

Oczywiście, dzisiaj nie grozi nam ani „świński dołek”, ani brak karpia. Wzrost cen energii dla firm ich nie zabije, a co najwyżej obniży konkurencyjność polskiej gospodarki. Samorządy też jakoś sobie poradzą – będzie mniej inwestycji, ale uliczne latarnie będą się świeciły, a uczniowie, nawet ci chadzający do szkoły dzięki pani minister Zalewskiej na drugą zmianę, nie będą się uczyły przy świeczkach.

Będzie tak przynajmniej do chwili, gdy nie pozwolimy centralnym władzom ingerować w mechanizmy rynkowe. I nie pozwolimy, aby polityka brała górę nad rynkiem. Bo przecież gwałtowny wzrost cen energii elektrycznej w Polsce nie jest wynikiem bożego dopustu, a jedynie efektem próby chronienia, z czysto politycznych przyczyn, polskiego górnictwa. To dlatego obecna władza w praktyce zabiła cały sektor alternatywnych źródeł energii.

W tym roku w Niemczech elektrownie wiatrowe, słoneczne, wodne, na biomasę i biogaz dostarczyły do krajowego systemu więcej mocy, niż wyniosło zapotrzebowanie całego kraju.

– Niezależny dziennikarz, autor biografii Edwarda Gierka, Wojciecha Jaruzelskiego i Władysława Gomułki pt. „Gomułka. Dyktatura ciemniaków”.

Rekompensaty mają złagodzić – a być może nawet zniwelować – podwyżki cen energii elektrycznej dla indywidualnych odbiorców. A podwyżki zapowiadają się imponujące. Dotkną oczywiście również samorządów. Andrzej Porawski ze Związku Miast Polskich twierdzi, że średnio podwyżka energii dla samorządów przekroczy 60 procent.

Bardziej precyzyjne informacje przedstawiły władze Rzeszowa. Wiadomo już, że podwyżka cen energii elektrycznej sięgnie 68 proc. Rzeszów ma około stu budynków wykorzystywanych do celów oświatowych oraz cztery domy pomocy społecznej. W 2017 roku za energię zużytą do funkcjonowania tylko tych obiektów miasto zapłaciło 2,6 mln zł, rachunek za przyszły rok, jeśli zapowiadana przez PGE podwyżka wejdzie w życie, przekroczy 4 mln zł.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Archiwum
Innowacje wkraczają na miejskie przejścia dla pieszych