Są trasy dla mistrzów, są drogi dla rodzin

Polacy coraz chętniej ruszają rowerem na Wschód. Ostrzegają się wzajemnie przed stanem dróg, ale niektórymi są zachwyceni.

Publikacja: 06.08.2018 09:25

Są trasy dla mistrzów,  są drogi dla rodzin

Foto: AdobeStock

Rower jest najlepszy do zwiedzania regionów, uważa wielu. Jeśli weźmiemy pod uwagę jednak, że w Europie są setki tysięcy tras rowerowych, wybór zaczyna być wyzwaniem – który region, i dlaczego ten, i po co. Dlatego poszliśmy na skróty i zapytaliśmy czytelników o trasy, które polecają. I to był strzał w dziesiątkę, bo spłynęły do nas trasy i te oczywiste, jak najlepsza na miesiąc miodowy trasa Route du Vin po winnicach Alzacji, czy wpisana na listę Unesco trasa przez Spreewald, i te dość zaskakujące, jak przez Ukrainę i Rumunię do Europy, i te zupełnie nieznane, jak pętla na pograniczu polsko-czeskim.

Z panną młodą

W podróż poślubną alzackim szlakiem winnym wybrał się nasz redakcyjny kolega i zdjęcia, które przywiózł, przekonałyby każdego nie tylko do podróży do Francji, ale być może nawet do ślubu.

Otwarty już w 1953 r. szlak to jedna z najstarszych tego typu tras we Francji. Oferuje unikalne połączenie dwóch przyjemności, podróży rowerem przez winnice i testowanie ofert tychże winnic. Co więcej, jest to oferta dostępna cały rok. Szlak rozciąga się na odcinku 170 km, z północy na południe, przejeżdża się przez 70 wiosek i ufortyfikowane miasta.

Popularna trasa to 250-kilometrowa pętla, która zaczyna się w okolicach Strasburga, wiedzie przez Miluzę, Guebwiller, Riquewihr i Obernai, z metą w Strasburgu. Można pokonać ją w dwa dni, ale można także spędzić na rowerze tydzień, zwiedzając po drodze malownicze do granicy kiczu okolice Renu. Gdy wyjedziemy ze Strasburga, miniemy Ebermuster, który słynie z barokowego kościoła, w okolicach Miluzy przejedziemy przez wioski z domkami szachulcowymi. W Ottmarsheim trzeba zajechać do bazyliki z XII wieku. Powodem, dla którego nie warto się spieszyć, są słynne winnice okolicy Riquewihr. Sama ta miejscowość nie zmieniła się od XVI wieku.

To trasa dla sybarytów, rower jest tu jedynie wymówką do przemierzania wysadzonych cisami dróg, zwiedzania średniowiecznych miast położonych na wzgórzach i zasiadania do kolejnych dań kuchni alzackiej. A ponieważ są wakacje, znaleźliśmy takich miejsc i tras więcej.

Z Wiednia do Budapesztu

Ta bardzo popularna trasa w Polsce „przejeżdża” przez stolice trzech sąsiedzkich krajów. Licząca 303 km trasa startuje z Wiednia, prowadzi następnie przez Słowację i Budapeszt, a kończy się w stolicy Węgier. Jej główna atrakcja to Dunaj, który jest swego rodzaju przewodnikiem tej wycieczki, jednak trasa oddala się czasem od rzeki, by poprowadzić przez zabytkowe miasta. Jej główne atrakcje to Brama Hainburska, zamki w Devinie i Bratysławie, katedra w Ostrzychomiu, wreszcie, tuż przed samym Budapesztem, tak zwane kolano Dunaju .

To dobra trasa na wypady rodzinne, redakcji zachwalali ją zaprzyjaźnieni turyści na granicy emerytury. Miłośnicy mniejszego wysiłku mają możliwość przejechania jej rowerem elektrycznym.

Z Przemyśla do Stambułu

Para polskich podróżników planowała wybrać się rowerami do Norwegii, ale w wyniku nieoczekiwanego splotu okoliczności wybrali się na rowerach do… Stambułu. Są w połowie półtoramiesięcznej podróży, minęli już Ukrainę, redakcja rozmawiała z nimi, gdy dojechali do Bukaresztu, do Turcji chcą dojechać przez Bułgarię. Na bieżąco dzielą się wrażeniami z podróży na swoim profilu na Facebooku „Los Locos Ciclistas”.

Trasa prowadzi głównie szlakami Euro Velo, wyruszyli z Przemyśla, następnie minęli Lwów, ukraińskie Karpaty ze wsią Toruń, Sapanta, Satu Mare, Targu Mures, Sighisoara, Transfogarska, Bukareszt. Następne będą Konstanca i Warna.

Podróżnicy wrażenia z trasy mają mocno mieszane. – Ukraina to niesamowita przygoda, chociaż dla cyklisty ogromne wyzwanie – mówi Łukasz. – Trochę świata już zwiedziliśmy i jednomyślnie stwierdzamy, iż Ukraina wylądowała na szczycie niechlubnego rankingu najgorszych dróg na świecie. Mają bezapelacyjnie pierwsze miejsce i to z wyróżnieniem – podkreśla.

Do tej surowej oceny mogło się przyczynić na przykład połamanie ramy i konieczność jej spawania po drodze. Mogli liczyć jednak na pomoc ludzi, jak przyznają, uczynnych i życzliwych. – Ukraina to jak „powrót do przeszłości”. W sklepach liczydła, samochody które pamiętają czasy naszych dziadków (łada, gaz, kamaz). Wszystko to pomieszane z najnowszymi smartfonami i eleganckimi limuzynami z najwyższej światowej półki. Jakby świat nie pozwalał Ukrainie zatrzymać się w czasie – opisuje Łukasz.

Mocno zaskoczył ich następny kraj, tym razem bardzo pozytywnie. Po doświadczeniach z ukraińskich nawierzchni, nie mieli dobrych przeczuć, a tymczasem… – Powiem szczerze, jeśli ktokolwiek ma wyrobione jakiekolwiek stereotypy na temat Rumunii, zwłaszcza te negatywne, to niech najlepiej zapomni o nich bezzwłocznie i przyjeżdża czym prędzej poznać ten kraj i jego wspaniałych mieszkańców – mówi podróżnik. – Drogi, jakich się nie spodziewaliśmy. Wszędzie nowy asfalt gładki jak stół, gdy zobaczyliśmy go po przekroczeniu granicy, śpiewaliśmy ze szczęścia. Nienaganna przyroda oraz przepiękne góry czynią ten kraj idealnym dla cyklistów. No i najważniejsze – Transfogarska! Królowa europejskich dróg. Wyzwanie dla każdego prawdziwego cyklisty!

Droga Transfogarska nazywana jest pozycją obowiązkową dla rowerzystów w Rumunii. Liczy 92 kilometry, prowadzi krętymi drogami na wysokość 2034 m, a widoki, zdaniem świadków, zapierają dech w piersiach. Uwaga, nie jest to trasa całoroczna – tunel przebijający się przez góry jest otwarty, zależnie od pogody, jedynie od maja do października. Droga przecina góry Fogarskie i jest nazywana jedną z najbardziej malowniczych tras w Europie, przynajmniej za taką uznał ją Jeremy Clarkson, który ze swoją ekipą filmową poświęcił jej jeden z odcinków swojego programu „Top Gear”.

Czeskie atrakcje

Przez Czechy prowadzi kilka bardzo znanych szlaków rowerowych, jak na przykład odcinek Euro Velo, jednak ten kraj ma znacznie więcej do zaoferowania. Polscy turyści powinni zwrócić uwagę na krainę geograficzną Broumovsko, która sąsiaduje przez granicę z Dolnym Śląskiem. Świetnie zorganizowany, z własnym przejrzystym serwisem internetowym, oferuje trasy zarówno na jednodniowe wycieczki, jak i poważne wielodniowe wyprawy przez tereny obszaru chronionego, narodowego rezerwatu przyrody Ściany Broumova i Skały Aderszpachu i Teplic. Trasa z Polic nad Metui liczy 56 kilometrów i zahacza o polskie nadgraniczne miasteczko Radków, rezerwaty przyrody z formacjami skalnymi i punktami widokowymi są po obu stronach granicy państwowej.

Trasa rowerowa prowadzi głównie po spokojnych bocznych ulicach i drogach leśnych. Po opuszczeniu Polic przejeżdżamy przez Suchý Důl, mijamy Hlavňov, jedziemy drogą pod wzniesieniem Ścian Broumova z widokami na Kotlinę Broumovską. Warto się zatrzymać w samym Broumowie, który słynie ze średniowiecznego browaru. Dojeżdżamy potem do mikroskopijnej miejscowości Božanov, przekraczamy turystyczne przejście graniczne do Polski przez widowiskową przełęcz. Dojeżdżamy do Radkowa, założonego w tym samym czasie co Wrocław, potem jedziemy przez Karłów, Machowską Drogą, przez Machov i Bělý z powrotem do Polic.

Wytrawni zawodnicy mogą wybrać bardzo trudną trasę, na której we wrześniu odbywa się jeden z najtrudniejszych maratonów rowerów górskich w Republice Czeskiej. Chodzi naturalnie o liczącą 123 km trasę Rallye Sudety. Trasa maratonu wielokrotnie się krzyżuje – prowadzi z Teplic, nad Metují przez Aderszpach, Zdonov, Bukową górę, Vernéřovice, Amerikę pod Křinicami, Ostas.

Warto zauważyć, że te okolice są wyjątkowo przyjazne rowerzystom, dobrze przygotowana jest infrastruktura turystyczna, po drodze mnóstwo jest knajpek, lasów, ale niestety także i dość ostrych podjazdów. W ten region warto więc przyjechać, będąc dobrze przygotowanym kondycyjnie.

Po rezerwatach i pałacach Brandenburgii

Jeden z najbardziej płaskich landów Niemiec oferuje rewelacyjne trasy rowerowe we wszystkich kierunkach. Warte szczególnego zainteresowania są dwie. Jedna, która prowadzi przez rezerwat przyrody wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Na trasie są zabytkowe pałace.

Druga trasa „wyrusza” z Berlina i kończy się w Danii. Spreewald reklamuje mocno liczącą 260 km wyprawę szlakiem rowerowym ogórka. – Niesamowite ścieżki po płaskim terenie przez zabytkowe parki – opisuje Ewa, która zwiedzała ten region z przyjaciółmi. Spreewald nazywany jest niemiecką Wenecją, czy Wenecją Brandenburgii. Miejscową atrakcją jest gęsta sieć kanałów, po których pływają niemieckie wersje gondoli, czyli drewniane łódki odpychane kijami.

Popularne rozwiązanie to pętle wyruszające i kończące się w Cottbus. Szlak ogórkowy rozciąga się od tego miasteczka przez rezerwat Spreewaldu i miejscowości Burg, Luebbenau, Luebben, aż do Schlepzig. Pozycją obowiązkową jest zwiedzanie pałacu w Branic, którego rozległy teren parku można także zwiedzać rowerem. Druga trasa ma 700 km i łączy Berlin z Kopenhagą. Została podzielona na trzy odrębne odcinki, prowadzi przez Brandenburgię, Meklemburgię Vorpommern, dalej czeka nas krótka podróż przez morze i już jesteśmy w Danii i Kopenhadze.

Kolejna na naszej liście świetnie zorganizowana trasa, dzięki własnemu portalowi w internecie zaplanowanie jej kolejnych odcinków jest bardzo proste. Trasa rusza z Berlina, prowadzi ponad 150 km przez Brandenburgię, Oranienburg do Fuerstebnergu. Co ważne, na wybrane odcinki trasy dość łatwo dostać się pociągiem, dzięki czemu jest osiągalna nawet z Warszawy.

Z polskiej stolicy do niemieckiej jedzie pociąg przewożący rowery, stamtąd, jeśli nie chcemy wyjeżdżać z samego Berlina, można przesiąść się w kolej podmiejską. Trasa przez Brandenburgię pozwala odkryć Niemcy wyjątkowo malownicze: drogi prowadzą przez łąki i wrzosowiska, po drodze mijamy wiele zabytkowych kościołów i zamków.

Dwukrotnie dłuższy jest odcinek przez Meklemburgię. Tutaj atrakcją będzie mozaika 320 małych jezior, barokowe miasto Neustrelitz z zamkowym ogrodem i oranżerią. Dalej zaczyna się park narodowy Müritz z największym niemieckim jeziorem o tej samej nazwie. Dalej leży miasteczko o znajomo wyglądającej nazwie Krakow am See, skąd prowadzi droga do Güstrow, gdzie można oglądać renesansową królewską rezydencję. Podróż kończy się w porcie morskim w hanzeatyckim mieście Rostock, skąd statkiem można przepłynąć na duński odcinek trasy.

A tu z kolei mamy 320 kilometrów szlaku z metą w Kopenhadze. Drogi podzielone są na 10 połączonych ze sobą krajoznawczych odcinków, które liczą od 18 do 44 kilometrów. Wszystkie odcinki można obejrzeć na dość przyjaznym dla użytkowników serwisie. Mają wyjątkowo barwne nazwy, jak na przykład 42-kilometrowy Klif pełen dramatów. Trasy te zostały zaplanowane od początku do końca, z przystankami i noclegami, to oferta także dla rodzin z dziećmi. Specjalnie dla takiej klienteli zostały wyznaczone trasy o nazwach Słodka wycieczka, Rodzinne odkrycia czy Radość na pedałach.

Trasę można także pokonać bez zaliczania krajoznawczych pętli po drodze, została ona wyznaczona wzdłuż nabrzeża i wiedzie z Gedser przez Nykobing, stamtąd 65 kilometrów do Stege, następnie odcinek 70 km do Rodvig. Następnie jedziemy na Koge, ostatnim etapem jest 55-kilometrowa finiszowa trasa do Kopenhagi. – Niezależnie od tego, czy Kopenhaga jest punktem wyjściowym, czy ostatnim przystankiem na trasie, można spędzić kilka dni w muzeach, galeriach, rejsach po kanałach – piszą przewodnicy i zachwalają Kopenhagę jako wyjątkowo przyjazne dla rowerzystów miasto.

Opinia

Maciej Kawecki , inżynier mieszkający w Berlinie

Przejechaliśmy z żoną odcinek trasy łączącej Berlin z Kopenhagą. Przejechaliśmy trasę z Oranienburga do Fuerstenberg/Havel. Jednego dnia pokonaliśmy 70 km, co zajęło nam siedem godzin, nieco dłużej, niż planowaliśmy. To wygodny odcinek, bo z Berlina do Oranienburga można dotrzeć Sbahnem, czyli kolejką miejską. Dalej prowadzi asfaltowa ścieżka przez las wzdłuż kanału, tylko dla rowerów. Po drodze minęliśmy malowniczą miejscowość Zdenick z otwieranym mostem. Dojechaliśmy do jeziora Stechlin, które jest też bazą nurkową, dzięki głębokości dochodzącej do 70 m.

Po drodze mijaliśmy Szwedów i Duńczyków, ale co ciekawe – nikogo z Polski, ta trasa jest chyba u nas nieznana. Szczególnie podobało mi się, jak była przygotowana infrastruktura; wzdłuż drogi stoją ponumerowane słupki, które ułatwiają kontrolowanie trasy. To była przyjemna wycieczka, trasa jest przez większość czasu płaska, dopiero pod koniec pojawiają się niegroźne pagórki. Na pewno tam wrócimy, ale na krótsze odcinki, tak by przejechała je moja kilkuletnia córka.

Rower jest najlepszy do zwiedzania regionów, uważa wielu. Jeśli weźmiemy pod uwagę jednak, że w Europie są setki tysięcy tras rowerowych, wybór zaczyna być wyzwaniem – który region, i dlaczego ten, i po co. Dlatego poszliśmy na skróty i zapytaliśmy czytelników o trasy, które polecają. I to był strzał w dziesiątkę, bo spłynęły do nas trasy i te oczywiste, jak najlepsza na miesiąc miodowy trasa Route du Vin po winnicach Alzacji, czy wpisana na listę Unesco trasa przez Spreewald, i te dość zaskakujące, jak przez Ukrainę i Rumunię do Europy, i te zupełnie nieznane, jak pętla na pograniczu polsko-czeskim.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?