Dobra edukacja przyciąga młodych ludzi

Żłobki, przedszkola i markowe szkoły ułatwiają rodzicom decyzję o powiększeniu rodziny – uważa profesor Uniwersytetu Łódzkiego.

Publikacja: 05.03.2018 05:00

Prof. Piotr Szukalski.

Prof. Piotr Szukalski.

Foto: Newsweek/Forum, Krzysztof Jarczewski

Rz: Jak ocenia pan profesor aktualną sytuację demograficzną?

Prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego: Wszystko zależy od tego, z której strony się spojrzy. Jeśli weźmiemy pod uwagę długość życia, to z pewnością nie jest źle, bo powoli się ona wydłuża. Ale kiedy weźmiemy pod uwagę migracje, to są w Polsce obszary, gdzie sytuacja jest dobra, ale są też takie, gdzie jest zła, a nawet bardzo zła.

Czy możemy podać przykłady takich regionów?

Z pewnością możemy stwierdzić, że wygranymi obszarami są województwa małopolskie i pomorskie. Tam mieszkańców przybywa i są oni relatywnie młodzi. Myślę, że te regiony na skutek wewnętrznych migracji ludności zyskały.

Przegranymi są z pewnością regiony południowo-zachodnie: województwa śląskie, dolnośląskie i opolskie. To dość mocno wydrenowane z ludzi obszary. Tym bardziej że migracje z tych terenów rozpoczęły się już w latach 80 XX w. Ostatnie dziesięciolecie to czas szybkiej ucieczki ludności ze wschodniej części kraju.

Na sytuację demograficzną kraju mają wpływ także urodzenia. Jak pokazują raporty GUS, w 2017 r. w Polsce przyszło na świat 15 tys. dzieci więcej niż w poprzednim roku.

Tu znów są regiony wygrane i przegrane. W długim okresie więcej dzieci rodzi się w województwach pomorskim i małopolskim. Z kolei na Opolszczyźnie, Śląsku, Dolnym Śląsku i w Łódzkiem rodzi się ich mniej. Bardzo dobrze na tym tle wygląda w ostatnich latach Warszawa, gdzie odnotowuje się najwyższą dzietność w trakcie ostatniego trzydziestolecia. Wyższą nawet niż na wsi, gdzie dotąd rodziło się relatywnie więcej dzieci niż w miastach. A przecież tradycyjnie w największych miastach ludzie decydowali się na mniej liczne potomstwo niż na wsi.

Z reguły więcej dzieci przychodziło na świat w województwach położonych na wschodniej ścianie Polski.

To się zmienia od paru lat. We wschodnich województwach obniżony poziom dzietności można zauważyć już od 2010 r., apogeum przypada na lata 2014–2015. Na wsiach w tym regionie współczynnik dzietności (czyli statystycznie liczba dzieci przypadających na jedną kobietę) jest ostatnio niższy niż w Warszawie. To efekt wzmożonych migracji, które miały miejsce w tej części Polski po 2004 roku. Ale także tego, że w demografii obserwujemy okresy spadków i wzniesień, odzwierciedlające logikę zmian długookresowych. Stolica była w takim dołku już wiele lat wcześniej i dlatego widać teraz odbicie. Z kolei regiony wschodnie swój dołek osiągnęły właśnie teraz.

Skąd się wzięło w Warszawie to odbicie? Czy jest to efekt wzrostu zamożności, stabilnej sytuacji na rynku pracy i lepszego dostępu do żłobków i przedszkoli?

Z pewnością też, ale to także skutek polityki miasta, która umożliwia dostęp właśnie do żłobków i przedszkoli przede wszystkim mieszkańcom stolicy. To powoduje, że wiele osób, które – zanim pojawiło się w ich życiu dziecko – nie myślały o formalizowaniu pobytu, teraz właśnie to robi. Takie zachowania mogą mieć efekt statystyczny.

Czy prowadzenie polityki demograficznej to sprawa rządu czy samorządu?

Samorządy z pewnością mogą mieć ogromny wpływ na jej kształtowanie. Mam na myśli przede wszystkim ułatwiony dostęp do żłobków i przedszkoli, ale też dostęp do dobrej i taniej edukacji na poziomie powszechnym oraz do atrakcyjnych zajęć pozalekcyjnych dla dzieci. Edukacja dzieci to ogromne koszty i większość potencjalnych rodziców, zanim podejmie decyzję o powiększeniu rodziny, rozważa, czy będzie ich stać na wykształcenie dzieci. Wsparcie ze strony samorządu może im ułatwić podjęcie decyzji na tak.

Problemem jest z pewnością polityka mieszkaniowa. Gminy nie mają możliwości ani pieniędzy, by wszystkim rodzicom z co najmniej dwójką czy trójką dzieci zapewnić dostęp do taniego lokum. Dlatego wsparcie rodzin w zakresie polityki mieszkaniowej nie powinno być przerzucane na stronę samorządową.

A do kogo powinno należeć wsparcie osób borykających się z problemem niepłodności, których nie stać na finansowanie procedury in vitro?

Zdecydowanie do rządu. Programy polityki zdrowotnej nie powinny leżeć w gestii samorządów ze względu na ich zróżnicowaną sytuację finansową. Niestety, w obecnej sytuacji politycznej jest to jedyne wyjście.

Rz: Jak ocenia pan profesor aktualną sytuację demograficzną?

Prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego: Wszystko zależy od tego, z której strony się spojrzy. Jeśli weźmiemy pod uwagę długość życia, to z pewnością nie jest źle, bo powoli się ona wydłuża. Ale kiedy weźmiemy pod uwagę migracje, to są w Polsce obszary, gdzie sytuacja jest dobra, ale są też takie, gdzie jest zła, a nawet bardzo zła.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?