Wprowadzenia bezwzględnego zakazu grodzeń w mieście i dopuszczenie umieszczania bannerów i billboardów na pustych ścianach mieszkalnych budynków prywatnych to jedne z najczęściej wskazywanych uwag do projektu uchwały krajobrazowej miasta Krakowa. Wpłynęło ich w sumie 92.
– Mieszkańcy Krakowa w zdecydowanej większości wskazali, że chcą, by z przestrzeni publicznej zostały usunięte reklamy, a ewentualna możliwość lokalizacji nowych nośników reklamowych została poddana ścisłej regulacji. W opinii mieszkańców istotnym problemem komunikacyjnym, utrudniającym korzystanie z przestrzeni, są ogrodzenia powstające dookoła wielorodzinnych budynków mieszkalnych – mówi wiceprezydent Elżbieta Koterba.
Doświadczenie innych miast – Łodzi czy Opola, których podobne uchwały krajobrazowe zostały uchylone przez wojewódzkie sądy administracyjne – pokazuje, że usuwanie z miast reklam i grodzeń budzi ogromne kontrowersje.
– Nie jesteśmy przeciwni porządkowaniu przestrzeni publicznej z reklam, które szpecą miasta. Jesteśmy za tym, by było ich mniej, ale by wszystko było oparte na sprawiedliwych zasadach – wskazuje Lech Kaczoń, prezes Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej, której członkowie brali udział w konsultacjach społecznych projektu w Krakowie.
Walka toczy się bowiem o ogromne pieniądze. Według wyliczeń Izby w 2016 r. rynek reklamy w Polsce był wart 8,3 mld zł netto i był większy o 3 proc., czyli blisko ćwierć miliarda złotych, a Kraków jest liderem wśród miast m.in. w billboardach citylight.
Władze Krakowa przyznają, że niewykluczone jest, iż „mniejsza podaż przestrzeni publicznej możliwej do wykorzystania jako powierzchnia reklamowa spowoduje w przyszłości wzrost cen reklam”. – Możliwe również, że część przedsiębiorców, którzy dotychczas wykorzystywali darmową reklamę i zaśmiecali przestrzeń publiczną, zmuszonych będzie poszukać nowych form reklamy i środków dotarcia do klientów – mówi Maciej Grzyb, dyrektor biura prasowego miasta Krakowa.
Jak jednak podkreśla, istotne jest, że dzięki uchwale miasto zyska skuteczne narzędzie do walki z nielegalnymi i szpecącymi miasto reklamami.
Także deweloperzy przyglądają się przygotowanym przepisom. – Z naszych obserwacji, również jako administratora, wynika, że ewentualne grodzenie osiedli nie jest trendem, lecz potrzebą poczucia bezpieczeństwa – ocenia Mateusz Legutko, dyrektor ds. inwestycji i rozwoju w spółce Inter-Bud Developer z Krakowa.
Spółka liczy, że regulacje zawarte w projekcie uchwały krajobrazowej, a dotyczące m.in. realizacji ogrodzeń na nowo powstałych osiedlach, „uwzględniać będą potrzeby tam mieszkających”. Także spółka Megapolis z dużą uwagą obserwuje dyskusję w zakresie grodzenia osiedli, a „wszelkie głosy stara się uwzględnić w planowanych inwestycjach”. Adam Stefanowicz, dyrektor sprzedaży w Megapolis, przyznaje, że „kwestia grodzenia inwestycji przewija się bardzo często w rozmowach z naszymi klientami – i tu przeważają głosy na »tak«, i to wyraźnie”.
– Postawiliśmy sobie wyzwanie polegające na połączeniu oczekiwań klientów w zakresie grodzenia z dbałością o wpisanie inwestycji w istniejącą strukturę zabudowy i zapewnieniem swobodnego poruszania się pomiędzy nią – dodaje Stefanowicz.
Ireneusz Raś, szef stowarzyszenia Tak, Kraków! i poseł PO, przyznaje, że mieszkańcy stawiają płoty ze względu na bezpieczeństwo i parkingi, których jest za mało w mieście. – Państwo powinno te sprawy wziąć w swoje ręce, by to poczucie bezpieczeństwa wzmóc. Są do tego nowe, inteligentne rozwiązania, a państwo, nie miasto czy jego mieszkańcy, powinno je sfinansować – dodaje Raś.