Karpacka ostoja drapieżników

Trudne czasy wielkich polowań niedźwiedzie, wilki i rysie przetrwały w Bieszczadach.

Publikacja: 17.09.2017 23:00

Na Podkarpaciu żyje 90 proc. wszystkich polskich niedźwiedzi.

Na Podkarpaciu żyje 90 proc. wszystkich polskich niedźwiedzi.

Foto: Fotolia

Na początku lipca w lasach nadleśnictwa Bircza w pobliżu Przemyśla niedźwiedzica z dwoma młodymi zaatakowała drwala. Pilarz, opędzając się od podążającej za nim z rykiem napastniczki uruchomioną piłą motorową, szczęśliwie dotarł do samochodu. Gorzej skończyła się przygoda robotnika leśnego, który w marcu br. w lesie w pobliżu wsi Jałowe, kilka kilometrów od Ustrzyk Dolnych, znalazł się przypadkiem w pobliżu niedźwiedziej gawry. Rozjuszona niedźwiedzica potraktowała go pazurami i zębami – ofiarę ataku z poważnymi ranami nóg i rąk przewieziono śmigłowcem do szpitala w Sanoku. Podobne, mniej lub bardziej groźne, bliskie spotkania ludzi z niedźwiedziami zdarzają się na Podkarpaciu kilka lub kilkanaście razy w roku i stanowią stały temat lokalnej prasy i serwisów internetowych, jako swego rodzaju kronika kryminalna.

Turystyczna atrakcja

Największe europejskie drapieżniki – niedźwiedzie brunatne, wilki i rysie – są chlubą regionu. Wszystkie trzy gatunki, niegdyś spotykane lub nawet pospolite na terenie całej Polski, przetrwały czasy zagrażających im całkowitym wytępieniem polowań w XIX/XX w. jedynie w Bieszczadach. Dziś stanowią rodzaj atrakcji turystycznej. Szansa na spotkanie w lesie lub na górskim szlaku niedźwiedzia nie jest wielka, ale istnieje. W bieszczadzkich nadleśnictwach przy drogach przebiegających przez ostoje niedźwiedzi już przed wielu laty ustawiono znaki ostrzegawcze z ich podobizną. Turyści traktują je często nie jako ostrzeżenie, lecz informację, gdzie można, czasem nawet z okna samochodu, zobaczyć króla europejskich lasów.

Najgroźniejszy i największy drapieżnik Europy – dorosły samiec ma kłębie do 135 cm wysokości, nawet 250 cm „wzrostu”, czyli długości ciała, i może ważyć nawet 400 kg – na szczęście dla potencjalnych ofiar ceni urozmaicony jadłospis. Żywi się pędami roślin, grzybami, owocami leśnymi. Łowi ryby i łapie żaby. Buszuje na polach kukurydzy i owsa. Poluje na jelenie, łosie i dziki, a czasem atakuje bydło i owce nocujące na pastwiskach. W poszukiwaniu miodu pustoszy pasieki.

Pół wieku temu żyło w Bieszczadach tylko kilkanaście niedźwiedzi. Obecnie jest ich kilkakrotnie więcej. Ile dokładnie, nie wiadomo. Oceny bardzo się różnią. Według leśników na terenie woj. podkarpackiego liczba niedźwiedzi może sięgać nawet 200. Zdaniem naukowców, wykorzystujących do monitorowania niedźwiedziej populacji metody telemetryczne, ukryte kamery, fotopułapki i analizę śladów DNA, jest ich trzy razy mniej. Według uśrednionych z grubsza wyników owych badań w Bieszczadach i Górach Sanocko-Turczańskich żyje 60–70 osobników, a na Pogórzu Przemyskim i w Beskidzie Niskim ok. dziesięciu. Razem to niemal 90 proc. niedźwiedzi w kraju. Pozostałe mieszkają w Tatrach, nie licząc pojedynczych samotników, np. w Beskidzie Żywieckim. Tatrzańskie osobniki sprawiają znacznie więcej kłopotów niż bieszczadzkie, strasząc turystów i domagając się od nich jedzenia. To efekt tzw. synantropizacji, czyli dostosowania się gatunku do życia w środowisku przekształconym przez człowieka. Niedźwiedzie, odznaczające się inteligencją i „ekologicznym oportunizmem”, szybko uczą się szukać pożywienia np. w śmietnikach. W Bieszczadach takich potencjalnie niebezpiecznych osobników jest na razie niewiele. Wiadomo o pięciu niedźwiedziach, które, karmione przez turystów, zbliżają się do ośrodków wczasowych i dróg w okolicach Zalewu Solińskiego. Atakują człowieka, tylko gdy czują się zagrożone, w przypadku niespodziewanego spotkania, w pobliżu gawr czy ukrytych zapasów jedzenia. Zdarza się, że ludzie sami proszą się o nieszczęście. Kilka lat temu przedsiębiorczy turysta włożył głowę do gawry, a inny wjechał do niedźwiedziego legowiska na nartach.

Tajemniczy samotnik

Przeciwieństwem otwartego na świat i ciekawego nowinek niedźwiedzia jest ryś. Największy kot Europy, wielkości owczarka niemieckiego, to jeden z najbardziej tajemniczych polskich drapieżników. Prowadzi samotniczy, nocny tryb życia. Wędruje w ciszy i ciemnościach górskimi grzbietami, unikając dróg i przesiek. Bezszelestnie skrada się do swych ofiar, najczęściej saren. Jeden tylko powód może skłonić rysia do zbliżenia się do ludzkich domów – nieprzezwyciężone zamiłowanie do drobiu w kurnikach. Wysokie wymagania ekologiczne – stare lasy z bogatym podszyciem, z martwymi drzewami i wykrotami – sprawiają, że ryś od dawna jest i zapewne pozostanie gatunkiem zagrożonym. Obecnie w Polsce żyje ponad 250 rysiów, z czego prawie połowa w Karpatach.

Zła sława

Nie dostrzegając ich prawdziwej natury, w niedźwiedziach ludzie widzieli i często nadal widzą sympatyczne misie, przemierzające knieje w poszukiwaniu miodu. Wilki natomiast uważano zawsze za wcielone zło – krwiożercze, zagrażające ludziom leśne upiory. W rzeczywistości po II wojnie światowej nie zanotowano w Polsce przypadku ataku wilka na człowieka, a tylko 10 proc. wilków zamiast polować na jelenia, wybiera pasące się owce czy bydło. Mimo to tępiono je bezwzględnie. Za zabicie wilka na polowaniu lub otrucie strychniną czy luminalem płacono 1000, a potem 1200 zł premii. Od 1956 do 1971 r. na terenie byłego województwa rzeszowskiego zgładzono ponad 1100 wilków, co spowodowało zmniejszenie się ich liczby do 44 osobników.

Po wprowadzeniu całkowitej ochrony w 1998 r. karpacka populacja stopniowo się odradza. W lasach Podkarpacia żyje już zdaniem naukowców ok. 300 wilków, a według leśników – prawie 600. Mają one na sumieniu kilkadziesiąt ataków na owce, bydło i psy domowe rocznie. Czarna legenda wilków jest zatem wciąż żywa, choć mało kto widział je na wolności. I rzeczywiście ma pewne historyczne podstawy. Podczas wojen, gdy najłatwiej dostępnym pokarmem były ludzkie zwłoki na pobojowiskach, niektóre wilcze watahy nauczyły się atakować podróżnych. Zdarzało się, że zabijały kolejno konie, woźnicę i pasażerów, a na gościńcu pozostawał tylko powóz lub sanie.

Na początku lipca w lasach nadleśnictwa Bircza w pobliżu Przemyśla niedźwiedzica z dwoma młodymi zaatakowała drwala. Pilarz, opędzając się od podążającej za nim z rykiem napastniczki uruchomioną piłą motorową, szczęśliwie dotarł do samochodu. Gorzej skończyła się przygoda robotnika leśnego, który w marcu br. w lesie w pobliżu wsi Jałowe, kilka kilometrów od Ustrzyk Dolnych, znalazł się przypadkiem w pobliżu niedźwiedziej gawry. Rozjuszona niedźwiedzica potraktowała go pazurami i zębami – ofiarę ataku z poważnymi ranami nóg i rąk przewieziono śmigłowcem do szpitala w Sanoku. Podobne, mniej lub bardziej groźne, bliskie spotkania ludzi z niedźwiedziami zdarzają się na Podkarpaciu kilka lub kilkanaście razy w roku i stanowią stały temat lokalnej prasy i serwisów internetowych, jako swego rodzaju kronika kryminalna.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?