Można naprawdę dobrze zjeść

W im mniejszej miejscowości Dolnego Śląska zatrzymamy się na posiłek, tym większą mamy gwarancję, że będzie to prawdziwa uczta składająca się z regionalnych potraw.

Publikacja: 29.06.2017 21:30

Charakterystycznymi elementem dolnośląskiej kuchni są ryby, głównie karp, oraz grzyby.

Charakterystycznymi elementem dolnośląskiej kuchni są ryby, głównie karp, oraz grzyby.

Foto: Restauracja Ratuszowa-Jawor

Jeśli ktoś wybiera się samochodem z Warszawy na Dolny Śląsk, niech weźmie ze sobą kanapki. To jazda jak przez kulinarną pustynię. Oczywiście, jeśli nie bierze się pod uwagę restauracji McDonald’s.

O przydrożnej kuchni regionalnej, tak kiedyś mocno obecnej, można zapomnieć. Warto się jednak przegłodzić. A w nagłych wypadkach można z powodzeniem ratować się kanapkami z bufetów na stacji Orlenu. Ciekawe, że im dalej od Warszawy, tym są smaczniejsze.

Sam Wrocław i jego kuchnia zostały już dokładnie opisane. To miasto było Europejską Stolicą Kultury 2016. Kuchenny aspekt kultury okazał się wtedy tak ważny, że po zakończeniu tego programu powstała nawet „Wrocławska książka kucharska”. Tyle że Wrocław, tak samo jak inne polskie miasta wojewódzkie, zwłaszcza te atrakcyjne turystycznie, jest już bardzo umiędzynarodowiony. Prawdziwym skarbem są dania kuchni regionalnej.

Z wody i lasu

Na Dolnym Śląsku można się najeść, rozkoszując się kuchnią bogatą w to wszystko, co oferuje okolica. Mamy więc gwarancję świeżości produktów, bo ich droga z miejsca produkcji na nasz talerz jest możliwie najkrótsza. Kolejna zaleta takiej kulinarnej podróży to ceny. W niewielkich knajpkach w regionie zjemy znacznie taniej niż w dużym mieście. Są grzyby z miejscowych lasów, gdzie rokrocznie organizowane są konkursy grzybobrania. Są ryby z milickich stawów, zaliczanych do najstarszych hodowli w Europie. Smak milickiego karpia wcale nie jest najlepszy w grudniu, kiedy Polacy zaczynają przygotowywać potrawy wigilijne, ale jest smaczny przez cały rok, nawet latem ryby nie czuć błotem. Nowe technologie hodowli spowodowały, że w zbiornikach znajduje się cały czas natleniana woda. A karp wędzony, mało znany w innych regionach Polski, to prawdziwe przeżycie dla podniebienia.

Oprócz karpi są jeszcze inne ryby słodkowodne – sum, tołpyga, jesiotr, szczupaki, okonie i karasie.

Po próbkę rybnego menu warto się przejechać do Karczmy Rybnej w Rudzie Żmigrodzkiej, w słynnej Dolinie Baryczy. Oczywiście jest tutaj miejsce dla wędkarzy, którzy sami chcieliby złapać rybę, którą potem zjedzą. Zanim jednak się na to zdecydują, warto spojrzeć w menu, w którym naturalnie króluje karp. Na wywarze z tej ryby, która nadaje mu słodyczy, gotuje się tutaj zupy rybne. Wędzony w olchowym drewnie karp jest dostępny jedynie w soboty i niedziele, kiedy jest najwięcej gości, z których wielu przyjeżdża tutaj specjalnie na obiad.

W tym wydaniu danie to zdobyło I miejsce w konkursie „Europa na widelcu”, który odbywał się latem zeszłego roku we Wrocławiu. Karp z Karczmy Rybnej wygrał w kategorii ryba na najlepszy smak Dolnego Śląska.

Sam karp w karczmie występuje w kilkunastu odmianach: po barycku z cebulką w panierce z mąki pszennej i kukurydzianej, spod grzybka, czyli w sosie z kurek w śmietanie, również jako „złota rybka”, czyli smażony w migdałach. We wszystkich wersjach ryba kosztuje od 6 do 8 zł za 100 gram.

Jest jeszcze sandacz (14 zł za 100 gram) w wersji w panierce orkiszowej bądź z pieca, dania z dorsza i łososia.

Wyzwanie przed Jaworem

Swoją wielką próbę przeszła restauracja, która organizowała przyjęcie z okazji symbolicznego wmurowania kamienia węgielnego pod fabrykę silników Mercedesa w Jaworze. Wyzwanie było ogromne, bo na uroczystość zjechali się goście z obu stron granicy, politycy i biznesmeni z Warszawy. Kucharze, którzy sprostali temu zadaniu, umiejętnie połączyli smaki kuchni regionalnej i zachodnioeuropejskiej. Kopytka z szałwią i bazylią były najlepszym tego dowodem.

W samym Jaworze, ale także w innych miejscowościach, będzie teraz rósł popyt na usługi hotelowo-restauracyjne. Inwestycja Mercedesa, która pociągnie za sobą napływ pracowników, spowoduje, że populacja Jawora wzrośnie, nawet gdy kolejne ekipy pracujące przy tej inwestycji będą się zmieniać. Potem będzie tutaj praca przynajmniej dla 500 osób. Będzie więc o kogo walczyć.

Zresztą już jest. Uczestnicy uroczystości w Jaworze, która odbywała się w szczerym polu, bo fabryka Mercedesa zajmie tutaj przynajmniej 50 hektarów, umawiali się na jej kontynuację w restauracji Ratuszowa na rynku miasta. Nie ma się co dziwić. Na przystawkę można tam zamówić domowy pasztet z gęsich i kaczych wątróbek z chrzanem i żurawiną. Razem z pieczywem to wydatek 12 zł. Za schab z kością z sosem borowikowym (właśnie się pojawiły już tegoroczne) z puree kartoflanym, specjalnością kuchni – kiszoną kapustą duszoną w białym winie zapłacimy 29 zł. Jest też coś dla wegetarian – grillowany ser kozi z burakami, szpinakiem, żurawiną, robiącym karierę w polskiej kuchni pęczakiem i kiełkami za 24 zł.

Jest również oferta z szeroko pojętej kuchni zagranicznej, nieśmiertelna i wszechobecna już w polskich restauracjach pizza, tajskie czerwone curry z ryżem czy szaszłyk z sosem mango – jalapeno, chilli i czosnkiem.

Słynne trunki

Do tego np. rzemieślnicze piwo z lokalnego browaru Lech, Lwówek Książęcy, najróżniejsze piwa rzemieślnicze. I duży wybór lokalnych win białych i czerwonych za 70–90 zł za butelkę bądź 12–19 zł za kieliszek. No i oczywiście nowa polska specjalność, czyli lokalne cydry (warto sięgnąć po JAPKO z Doliny Baryczy), które powinny dobrze smakować także z tegorocznych zbiorów jabłek, bo Dolny Śląsk tylko minimalnie został dotknięty falą wiosennych przymrozków.

Podobne wyzwanie, jakie już odczuwają restauracje w Jaworze, czeka także restauratorów z okolic Środy Śląskiej, gdzie swoje centrum serwisowania silników lotniczych wspólnie budują niemiecka Lufthansa i amerykański General Electric. – Bardzo lubię żurek i pierogi – mówi Frank Wagner, dyrektor Lufthansa Group na Polskę.

Oczywiście żurek i pierogi dostaniemy na Dolnym Śląsku wszędzie, ale z pewnością warto skusić się także na lokalne smaki. Chociaż, prawdę mówiąc, trochę niepokoi fakt, że restauracje w tej chwili najbardziej poszukują kucharzy wyspecjalizowanych we włoskiej kuchni. Czyli będzie znowu pizza?

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: d.walewska@rp.pl

Jeśli ktoś wybiera się samochodem z Warszawy na Dolny Śląsk, niech weźmie ze sobą kanapki. To jazda jak przez kulinarną pustynię. Oczywiście, jeśli nie bierze się pod uwagę restauracji McDonald’s.

O przydrożnej kuchni regionalnej, tak kiedyś mocno obecnej, można zapomnieć. Warto się jednak przegłodzić. A w nagłych wypadkach można z powodzeniem ratować się kanapkami z bufetów na stacji Orlenu. Ciekawe, że im dalej od Warszawy, tym są smaczniejsze.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej