Wychować i sprzedać

Jagiellonia Białystok ma dobrą rękę do bramkarzy. Wychowankiem miejscowej szkółki jest zwycięzca młodzieżowej Ligi Mistrzów Bartłomiej Żynel.

Publikacja: 19.06.2017 22:00

Za transfer Bartłomieja Żynela do juniorskiej FC Salzburg białostocka Jagiellonia otrzymała 100 tys.

Za transfer Bartłomieja Żynela do juniorskiej FC Salzburg białostocka Jagiellonia otrzymała 100 tys. euro.

Foto: PAP/EPA

Kiedy pod koniec kwietnia FC Salzburg, juniorska filia klubu Red Bull Salzburg, wygrywał Młodzieżową Ligę Mistrzów, Piotr Grzybko nie spał przez całą noc. Najpierw oglądał mecz, potem wysyłał gratulacje do Bartka Żynela, przyjmował wiadomości z gratulacjami. Nie mógł spać, włączył sobie powtórkę jedną, drugą. Tak trenerowi z Akademii Piłkarskiej Jagiellonii Białystok upłynęła noc z 24 na 25 kwietnia. Położył się nad ranem, choć nadal ze wzruszenia nie mógł zasnąć.

Urodził się bramkarzem

– Dla Bartka ja i Tomek Kulhawik byliśmy jak rodzice. Znamy go od pieluch. Prawie uczyliśmy go wiązać buty. Też się z nami związał. W Białymstoku opiekowała się nim głównie babcia, a jego drugim domem było zawsze boisko. Tam czuł się najlepiej – opowiada „Rzeczpospolitej” Piotr Grzybko. Na pierwszy trening Bartek przyszedł, mając osiem lat. Od zawsze chciał być bramkarzem. Jeśliby zresztą sam tej pozycji nie wybrał, zrobiliby to za niego trenerzy Grzybko i Kulhawik.

Mówią o nim, że był ulepiony z innej gliny. Poruszał się inaczej niż rówieśnicy, do tego zwinny, gibki, wygimnastykowany. – Urodził się bramkarzem – mówią szkoleniowcy. Wyróżniał się też dojrzałością. Wiedział, do czego chce w życiu dojść. Nie marzył jak dziecko, ale jak dorosły jasno wytyczył sobie ścieżkę kariery. Ta przedwczesna dorosłość sprawiała, że był naturalnym liderem drużyny Jagiellonii z rocznika 1998.

W turniejach juniorów o mistrzostwo Polski Żynel wybierany był na najlepszego bramkarza. Takie wyróżnienia nie mogły pozostać niezauważone. Młodzieżowe rozgrywki to także w Polsce piłkarski bazar. Zjeżdżają na takie turnieje trenerzy, skauci, menedżerowie. Jeśli ktoś się wyróżnia, dostaje propozycje testów. Nastoletni bramkarz Jagiellonii miał kilka ofert – z Arsenalu, Liverpoolu, Red Bull Salzburg. Trenerzy, którzy wiedzieli, że nie zatrzymają wychowanka, doradzili mu tylko, żeby nie zaczynał w wielkich klubach. Konkurencja nawet na poziomie juniorów jest tak ogromna, że łatwo można wypaść z obiegu. Za transfer 16-letniego bramkarza do Red Bull Salzburg Jagiellonia otrzymała 100 tys. euro, szkoleniowcy satysfakcję. Żynel podpisał trzyletni kontrakt.

Red Bull jest klubem skrojonym na miarę piłkarzy, którzy stopniowo chcą wejść do zawodowego futbolu. Koncern, który sponsoruje również wicemistrza Niemiec RB Lipsk, wybiera wyselekcjonowanych piłkarzy z całego świata i szkoli ich według wypracowanego systemu. W szkółce RB wymaga się dużo, ale dostaje się wsparcie i opiekę na najwyższym poziomie. Nie rzuca się też zawodników na głęboką wodę. Żynel został wypożyczony do filialnego – występującego w austriackiej II lidze – klubu RB Salzburg FC Liefering. W maju zadebiutował w pierwszym zespole w meczu z Wattens.

W drużynie juniorów grał dla FC Salzburg i to w niej osiągnął życiowy sukces – wygrał młodzieżową Ligę Mistrzów. Austriacy pokonali wielkie kluby – Manchester City, Paris Saint-Germain, Atletico Madryt, w półfinale Barcelonę. W decydującym meczu Salzburg wygrał w Nyonie z Benfiką Lizbona 2:1. W 90. minucie interwencja wychowanka Jagielonii uratowała Austriaków od dogrywki. We wszystkich spotkaniach Żynel puścił tylko cztery bramki.

Być jak Dudek

Na zgrupowania drużyn młodzieżowych Jagielonii wyjeżdżał trenować ze starszymi piłkarzami. Często ćwiczył z Bartłomiejem Drągowskim. Na rozgrywanych obecnie w Polsce mistrzostwach Europy do lat 21 Drągowski jest pierwszym bramkarzem reprezentacji. Grywał w kadrze we wszystkich rocznikach – od 15-latka do 20-latka. Trener MOSP Białystok Zenon Szalecki wspomina, że na jeden z pierwszych treningów Drągowski przyszedł w koszulce Jerzego Dudka. Chciał grać jak reprezentant kraju i zwycięzca Ligi Mistrzów z Liverpoolem.

Gdy na turnieju selekcjonującym zawodników do drużyny MOSP trener, chwaląc go za występ, poprosił o telefon do rodziców, ten z wrażenia nie mógł sobie przypomnieć numeru. Dobre warunki fizyczne zapewniły mu szybki rozwój. Szybko dostał propozycje z Lecha Poznań i Legii Warszawa, prezes Jagiellonii obiecał rodzicom, występy w pierwszym składzie. Ojciec, były piłkarz Jagi i Siarki Tarnobrzeg, uznał to za najlepsze rozwiązanie – żeby syn został w rodzinnym mieście i grał dla ukochanego klubu – Jagiellonii. To była właściwa decyzja.

Drągowski zadebiutował w ekstraklasie, mając 17 lat. Występował regularnie, także – przez jeden sezon – w europejskich pucharach. W ubiegłym roku został sprzedany do Fiorentiny. We Włoszech łatwo nie jest. Zagrał tylko w jednym spotkaniu Serie A, na co dzień występuje w młodzieżowej drużynie w lidze juniorów Primavera. Dla 20-letniego piłkarza nie jest to idealne rozwiązanie. Sportowcom czas ucieka szybciej.

Grzegorza Sandomierskiego z Żynelem łączy Jagiellonia, a z Drągowskim Jagiellonia i MOSP. Od obu bramkarzy jest o blisko dziesięć lat starszy. Jako jedyny z nich zagrał w pierwszej reprezentacji. W MOSP Białystok prowadził go Mirosław Dymek. – Grzesiek przyszedł i chciał grać w polu. Był napastnikiem. Gdy wyrósł, postawiłem go na bramce i od razu doskonale się ustawiał – opowiada Dymek.

W 2006 roku Sandomierski zdobył z MOSP Jagiellonia srebrny medal mistrzostw Polski juniorów, dwa lata później zadebiutował w ekstraklasie. Za jego transfer do Genk w 2011 roku klub z Podlasia zarobił 3,2 miliona euro. Nie był to najlepszy wybór dla samego zawodnika. W Belgii nie zagrał żadnego spotkania. Wypożyczany tu i ówdzie, wrócił do Polski. Spadł z ligi z Zawiszą Bydgoszcz, dziś broni w Cracovii.

Indywidualiści pod okiem fachowców

Nie tak dawno mówiło się o szkole bramkarzy Legii, ale Artur Boruc, Łukasz Fabiański, Wojciech Szczęsny przyszli na Łazienkowską z innych klubów. Boruc z Pogoni Siedlce, Fabiański z Szamotuł, a Szczęsny z Agrykoli. Wyszukał ich, a później doszkolił Krzysztof Dowhań.

W Białymstoku nie ma jednego fachowca tej klasy co Dowhań czy Adam Dawidziuk w Szamotułach, ale jest kilku pracujących w młodzieżowej filii Jagiellonii MOSP czy w samej Jagiellonii. Liczyło się też wsparcie rodziców, jak u Drągowskiego, którego ojciec jest jego agentem, bądź niesamowita ambicja – jak u Żynela, ale kluczowi byli szkoleniowcy.

– Trener, który dostrzeże w chłopaku talent do bronienia, będzie próbował go przekonać do innych zajęć i osobnych treningów, gdyż bramkarza kształtuje się inaczej niż piłkarza z pola, przez pracę indywidualną. Ci wszyscy chłopcy mieli szczęście, że trafili na szkoleniowców, którzy im się poświęcili, ale oni również chcieli się poświęcić dla piłki – tłumaczy Mirosław Dymek.

Paradoksalnie, w drużynie Jagiellonii, która właśnie sięgnęła po wicemistrzostwo Polski, pierwszym bramkarzem był Słowak Marian Kelemen. W kadrze znajduje się wychowanek Krzysztof Karpieszuk, o rok starszy od Drągowskiego i dwa od Żynela, ale na trzeciej, czwartej pozycji w bramkarskiej hierarchii. Klub taki jak Jagiellonia nie ma szans zachować najbardziej utalentowanych zawodników, jeśli zgłosi się po nich bogacz z Zachodu, ale wychowanie takich piłkarzy, jak Żynel, Drągowski czy Sandomierski, jest przynajmniej okazją do zarobku. Najważniejsze, by produkcja trwała.

Kiedy pod koniec kwietnia FC Salzburg, juniorska filia klubu Red Bull Salzburg, wygrywał Młodzieżową Ligę Mistrzów, Piotr Grzybko nie spał przez całą noc. Najpierw oglądał mecz, potem wysyłał gratulacje do Bartka Żynela, przyjmował wiadomości z gratulacjami. Nie mógł spać, włączył sobie powtórkę jedną, drugą. Tak trenerowi z Akademii Piłkarskiej Jagiellonii Białystok upłynęła noc z 24 na 25 kwietnia. Położył się nad ranem, choć nadal ze wzruszenia nie mógł zasnąć.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Mity i fakty – Samochody elektryczne nie są ekologiczne
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej