Aria dla atlety

W tym roku mija 50 lat od śmierci Zbyszka Cyganiewicza – legendarnego zapaśnika przedwojennej Polski, który urodził się w Jodłowej na Podkarpaciu.

Publikacja: 21.05.2017 22:30

Położona niedaleko Dębicy gmina słynie z czystego powietrza i przepięknych lasów. Znany piosenkarz Maciej Maleńczuk kilka lat temu wyprowadził się z Krakowa i osiadł właśnie w Jodłowej. Powiedział, że to „najpiękniejsze miejsce na ziemi”. Okoliczne lasy zapewniają nie tylko piękno i spokój. Dawno temu dawały także niespożyte siły.

„Od najwcześniejszej młodości uczyłem się żyć zgodnie z naturą. Las ze swoim tysiącem czarów, ze swym balsamicznym, ożywczym powietrzem był mi kolebką, był pierwszym towarzyszem mych dziecięcych zabaw” – wspominał w swojej autobiografii „Na ringach całego świata” Jan Stanisław Cyganiewicz, znany bardziej jako Zbyszko Cyganiewicz.

Pisał o lasach na Wisowej, szczycie Pogórza Ciężkowickiego. Tam jego ojciec pracował jako leśniczy. Tam Zbyszko wykonywał pierwsze ćwiczenia – rąbał drzewa, dźwigał wielkie słupy drewna, rzucał nimi. Stamtąd wyszedł w świat wielki siłacz, jeden z najlepszych i najsłynniejszych polskich zapaśników. Duma Jodłowej.

Długie lata walk

Dobrym zdrowiem cieszył się długo. Może właśnie dzięki dzieciństwu spędzonemu na Podkarpaciu, na łonie natury? Jeszcze mając 70 lat, w 1951 roku, złożył propozycję walki Primo Carnerze. Włoch był bokserem, ale zaczynał od zapasów, po zakończeniu kariery pięściarskiej przerzucił się na wrestling. Wielu specjalistów uważało go za człowieka mafii. Miał wygrywać tylko dlatego, że walki były ustawiane, a rywale zastraszani. Nie dysponował ani techniką, ani silnym ciosem. Nie miał także atutów jako zapaśnik czy wrestler. Zbyszko wiedział o tym. Chciał udowodnić, że młodszy od niego o 28 lat Włoch nic sobą nie reprezentuje. W Nowojorskim Związku Zapaśników złożył kaucję w wysokości 5 tys. dol. jako gwarancję, że na pewno przystąpi do walki. Był gotów. Nawet po zakończeniu kariery codziennie trenował, do tego pracował fizycznie, prowadził farmę. Nie zgnuśniał. Federacja uznała jednak, że Zbyszko jest za stary. Powołała się na przepis, że w walkach mogą uczestniczyć zawodnicy do 45. roku życia.

Cyganiewicz walczył dłużej, niż na to pozwał regulamin. Mając prawie 60 lat, pokonał w Buenos Aires Renato Gardiniego. Przekroczył już wtedy granicę tysiąca walk. O tym, jak dobrze się trzymał po sześćdziesiątce, można się przekonać, oglądając fragmenty filmu „Noc i miasto” z 1950 roku. Zagrał w nim rolę Wielkiego Gregoriusa – zapaśnika uprawiającego wolnoamerykankę (dyscyplinę podobną do dzisiejszego wrestlingu). Starszy pan z wystającym brzuchem porusza się żwawo na ringu, wciąż sprawnie zakłada chwyty, jest odporny na ciosy, a i sam potrafi solidnie przyłożyć. To tylko film, ale wciąż widać żywe, naturalne ruchy i wypracowane przez lata umiejętności sztuki walki.

Reżyser Jules Dassin wspominał, że długo szukał odtwórcy tej roli, nie chciał brać aktora i przyuczać go do zapasów, wolał sportowca. Znał Zbyszka, który w Stanach Zjednoczonych mimo zakończonej kariery wciąż się cieszył dużą popularnością, ale myślał, że stary mistrz już nie żyje. Znalazł go zaszytego gdzieś na farmie w Old Orchard Beach w stanie Maine. Widocznie miłość do natury pozostała polskiemu mistrzowi z czasów dzieciństwa spędzonego w Jodłowej. Dassin zapamiętał Cyganiewicza jako człowieka „pięknego, kulturalnego, poliglotę”.

Duch i ciało

Zbyszko był bowiem zaprzeczeniem współczesnego osiłka walczącego w klatce lub przepychającego ciężarówki, któremu jednak trudno przychodzi siłowanie się ze słowem. Rodzice dbali o jego wszechstronne wychowanie. „Mój rozwój fizyczny szedł w parze z rozwojem umysłowym” – wspominał. Ćwiczył, trenował, zaczął pierwsze występy, ale też gorliwie się uczył, najpierw w gimnazjach w Jaśle i Stanisławowie, potem w Krakowie. Po maturze rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ojciec naciskał, a gdy się okazało, że syn występuje jako zapaśnik w cyrku, wyrzekł się go. Wybaczył, gdy Zbyszko zaczął odnosić pierwsze sukcesy. Chęć do nauki pozostała mu na całe życie. Na sportowej emeryturze, na farmie w Old Orchard, uczył się języków. Podobno władał jedenastoma.

Na życie zarabiał jednak siłą mięśni. Gdy był u szczytu formy, przy wzroście 175 cm ważył 108–110 kg i świadkowie mówili, że nie miał wtedy ani grama tłuszczu. Jego obwód klatki piersiowej wynosił 129 cm, a bicepsu 51 cm (rozrósł się z czasem do 56 cm).

Nie był ciężarowcem ani kulturystą, wyrastał na zapaśnika. Liczyła się więc także dynamika. Zawdzięczał ją zajęciom ogólnorozwojowym, które w Towarzystwie Gimnastycznym Sokół prowadził Włodzimierz Świątkiewicz. Wielki wpływ na rozwój kariery Zbyszka miał Władysław Pytlasiński. Tuż przed zakończeniem kariery słynny w Europie na przełomie XIX i XX wieku zapaśniczy mistrz świata przyjechał do Krakowa. „Poszedłem do niego i zaprezentowałem bicepsy. Pytlas w mig ocenił moją wartość i otworzył przede mną świetną karierę zapaśniczą” – pisał w autobiografii. Zbyszko został sparingpartnerem mistrza.

Najbogatszy sportowiec II Rzeczypospolitej

Jego kariera zaczęła się, gdy jako nastoletni chłopak pokonywał starszych i silniejszych od siebie zawodników. W Stanisławowie (dziś Iwano-Frankowsk na Ukrainie) jeszcze jako gimnazjalista zmierzył się w pojedynku ze znanym wiedeńskim siłaczem Adolfem Spechtem. Gdyby wygrał, mógłby zarobić 1000 koron. Dyrektor miejscowego cyrku, gdzie walczono, ostrzegł młokosa, żeby się tylko bronił, bo „atleta może ci łatwo kości połamać”. Dla bezpieczeństwa miał walczyć tylko 10 minut, za występ obiecano mu 10 koron. Cyganiewicz wytrzymał pojedynek i miał walczyć następnego dnia, ale już 15 minut. Po półtorej minuty położył przeciwnika na łopatki. Wściekły dyrektor wyrzucił go za drzwi, obiecanych 1000 koron nie dał.

Po tej walce ojciec przywrócił go na rodzinne łono, a Pytlasiński dostrzegł w nim wielki talent. Tytuł mistrza świata Cyganiewicz zdobył w 1906 roku, pokonując uważanego za najsilniejszego człowieka globu Iwana Poddubnego. Przybrał przydomek Zbyszko na pamiątkę bohatera „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza.

Dalsze walki toczył w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych. Mistrzowskie tytuły w zapasach zdobywał za oceanem na początku lat 20. W 1925 roku w Filadelfii został najlepszym zawodnikiem na świecie w wolnoamerykance. Jego walki, niektóre trwające półtorej, inne dwie godziny, oglądało na żywo po kilkanaście tysięcy widzów. Pojedynek z Wielkim Gammą w Patiali w Indiach śledziło nawet 60 tys. osób. Zarabiał krocie. Prawdopodobnie był najbogatszym polskim sportowcem okresu przedwojennego. Amerykanie bardzo go szanowali. Zmarł w 1967 roku w USA, mając 87 lat. Przeszedł do legendy.

Pomnik w Jodłowej

Wicemistrz olimpijski z Moskwy Andrzej Supron twierdzi, że Zbyszko nie odnalazłby się we współczesnych zapasach, w których technika góruje nad siłą, ale wciąż świetnie nadawałby się do wrestlingu. – Zasługuje na nasz ogromny szacunek. To korzenie naszej dyscypliny. Jest Memoriał Pytlasińskiego, szkoda, że nie ma Memoriału Cyganiewicza – mówi „Rzeczpospolitej ” Supron. Filip Bajon, inspirując się w dosyć swobodny sposób biografią zapaśnika, nakręcił znakomity film „Aria dla atlety”. W 2010 roku pochodzący z Jodłowej poseł Jan Warzecha wygłosił w Sejmie przemówienie ku czci sportowca. Cztery lata temu w Jodłowej odsłonięto pomnik ku czci najsilniejszego i najsłynniejszego mieszkańca w historii tej gminy. W uroczystości uczestniczył m.in. olimpijczyk i mistrz świata w zapasach Józef Lipień. Nowe pokolenie zapaśników reprezentowali pochodzący z Jodłowej bracia Furgałowie. Jest pomysł, by w tej podkarpackiej miejscowości powstał ośrodek szkolenia zapaśniczego. W lasach na Wisowej młodzi zawodnicy z pewnością mogliby solidnie popracować nad siłą i wytrzymałością.

Położona niedaleko Dębicy gmina słynie z czystego powietrza i przepięknych lasów. Znany piosenkarz Maciej Maleńczuk kilka lat temu wyprowadził się z Krakowa i osiadł właśnie w Jodłowej. Powiedział, że to „najpiękniejsze miejsce na ziemi”. Okoliczne lasy zapewniają nie tylko piękno i spokój. Dawno temu dawały także niespożyte siły.

„Od najwcześniejszej młodości uczyłem się żyć zgodnie z naturą. Las ze swoim tysiącem czarów, ze swym balsamicznym, ożywczym powietrzem był mi kolebką, był pierwszym towarzyszem mych dziecięcych zabaw” – wspominał w swojej autobiografii „Na ringach całego świata” Jan Stanisław Cyganiewicz, znany bardziej jako Zbyszko Cyganiewicz.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży