Podziemny rejs

Latem turyści wejdą do udrożnionego odcinka Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej w Zabrzu, a jesienią popłyną w niej łodziami.

Publikacja: 09.05.2017 23:30

Prace nad rewitalizacją Sztolni Królowa Luiza kosztowały ponad 200 mln złotych

Prace nad rewitalizacją Sztolni Królowa Luiza kosztowały ponad 200 mln złotych

Foto: Fotorzepa, Romek Koszowski

Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna to zbudowany w latach 1799–1863 podziemny kanał o długości 14,2 km, ciągnący się od Chorzowa do Zabrza. Służył do odwadniania okolicznych kopalni i transportu urobku.

Pierwsze pokłady węgla eksploatowane na Górnym Śląsku zalegały płytko, do 30 metrów, jednak schodząc głębiej, górnicy napotykali zagrożenie: wodę. Z początku czerpano ją do beczek opróżnianych później na powierzchni, następnie do użytku weszły pompy poruszane kieratami. Pojawienie się maszyn parowych ułatwiło zadanie, jednak urządzenia nie dość, że drogie, były też węglożerne. Stąd sztolnie, które rozwiązywały problem odwadniania na długo przed wynalazkiem Jamesa Watta. Budowa takiego korytarza zaczynała się od ujścia w najniższym punkcie okolicy i postępowała – niemal poziomo – w głąb wzniesień, na których znajdowały się kopalnie.

Budowę Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej rozpoczęto u wylotu, w dolinie Bytomki. Po 64 latach prac tunel doprowadzono na tereny kopalni Król w dzisiejszym Chorzowie (wówczas Królewskiej Hucie).

Pomnik uporu

Nierzadko sztolnia była obiektem „eksterytorialnym” – odwadniała kilka lub kilkanaście kopalni, których właściciele płacili za jej użytkowanie i utrzymanie. I to niemało, bo aż jedną dziewiątą dochodu. Stąd pochodzi termin „sztolnia dziedziczna” (niem. Erbstollen). – Polskie tłumaczenie nie wyjaśnia w pełni tego terminu – najprościej przyjąć, że oznacza on dużą sztolnię obsługującą wiele zakładów – mówi „Rz” Adam Frużyński, starszy kustosz Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu. – Z moich obliczeń wynika, że Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna, oprócz kopalni Król oraz Królowa Luiza, odwadniała jeszcze 11 innych.

– Była ogromnym przedsięwzięciem technologicznym, ale nie była wielkim sukcesem w kategoriach opłacalności – dodaje Andrzej Mitek z Muzeum Górnictwa Węglowego. – W chwili rozpoczęcia jej budowy nie było żadnej drogi transportu węgla w kierunku Gliwic (u wylotu sztolnia przechodziła w nieistniejący dziś Kanał Kłodnicki – red.), jednak w chwili otwarcia, po 64 latach, nie była już tak kluczowa. Do tego czasu utwardzono drogi i poprowadzono kolej, zatem transport węgla sztolnią szybko przestał być opłacalny.

– Można ją uznać za pomnik uporu urzędników, którzy koniecznie chcieli doprowadzić swój plan do końca – uważa Adam Frużyński, dodając, że krótko po uruchomieniu GKSD górnicy fedrowali już poniżej jej poziomu, zatem wodę i tak trzeba było pompować do góry.

W założeniu „kluczowa”, po kilku dekadach od otwarcia pełniła jedynie funkcje pomocnicze. W efekcie kolejne stulecie było przerwą w jej życiorysie – zamurowana u wylotu około roku 1950 pozostała jedynie w pamięci historyków. Dopiero pod koniec XX wieku zainteresowali się nią eksploratorzy.

Od szybu do szybu

Rewitalizacja obiektu rozpoczęła się w 2009 roku – zakładała dotarcie do historycznych, ponad 200-letnich fragmentów sztolni i podziemnych chodników kopalni Królowa Luiza („Sztolnia Królowa Luiza” to marka współczesna – obejmuje obiekty kopalni Królowa Luiza oraz Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej) i ich udostępnienie.

Pierwszym efektem prac było udrożnione dwóch szybów: Carnall i Wilhelmina.

W pobliżu szybu Carnall można dziś zwiedzać historyczne zabudowania dawnej kopalni Królowa Luiza: nadszybie, budynki 100-letniej parowej maszyny wyciągowej (odpowiadała za transport urobku i ludzi), łaźni łańcuszkowej (z charakterystycznymi hakami na łańcuchach, na których górnicy zostawiali odzież oraz rzeczy osobiste) i rozdzielni średniego napięcia oraz 31-metrową wieżę wyciągową, z której rozciąga się panorama Śląska.

Okolice szybu Wilhelmina to teraz naziemna strefa edukacyjna Park 12C – swego rodzaju centrum górniczej nauki i techniki, z popularną Bajtel Grubą, czyli działającą minikopalnią dla najmłodszych. Pod ziemią, w dawnych wyrobiskach kopalni Królowa Luiza, mieści się trasa turystyczna wraz z parkiem maszyn.

Skarby w mule

Proces udrażniania Głównej Kluczowej Sztolni Dziedzicznej ruszył w roku 2012. Przeszkodą okazały się ogromne ilości zalegającego mułu i słaba wentylacja, jednak udało się potwierdzić wcześniejsze przypuszczenia – sztolnia zachowała się w dobrym stanie.

Dziesiątki tysięcy ton mułu wybierano ręcznie, zatem na powierzchnię wyjechały setki tysięcy pełnych taczek. Odkrywano skarby – fragmenty drewnianych koryt, belki, żelazny wagonik na urobek, narzędzia górnicze i znakomicie zachowane stuletnie łodzie transportowe. To był jednak zaledwie pierwszy etap przystosowania GKSD do ruchu turystycznego. Trzeba było zabezpieczyć dwustuletnie wyrobiska, zainstalować systemy bezpieczeństwa i wentylacji, wreszcie zapanować nad wodą – bo sztolnia wciąż stanowi kanał odprowadzający wody gruntowe z centrum Zabrza.

W 2014 roku udrożniono 2,5-kilometrowy odcinek, stanowiący dobrą ilustrację całego obiektu – obejmuje chodniki, mijanki dla łodzi, miejsca dawnych portów (gdzie węgiel ładowano z wózków na barki), relikty niewielkich szybów, wreszcie pozostałości dawnego wylotu.

W najbliższych miesiącach nastąpi ciąg dalszy. – Na przełomie czerwca i lipca planujemy oddanie podziemnej trasy pomiędzy szybami Carnall i Wilhelmina – wtedy turyści po raz pierwszy wejdą do GKSD – zapowiada Andrzej Mitek.

– Jesienią planujemy otwarcie części sztolni, która pozostanie zalana i w której turyści pokonają ponadkilometrowy odcinek łodziami – do wylotu w centrum Zabrza. Zbudowano tam swego rodzaju basen portowy i nabrzeże, budynek przeznaczony do obsługi turystów także jest gotowy – wylicza przedstawiciel Muzeum.

Prace nad rewitalizacją Sztolni Królowa Luiza kosztowały ponad 200 mln złotych (największą cześć sfinansowano z funduszy Unii Europejskiej, dołożyło się też miasto, województwo oraz Ministerstwo Kultury).

Przedsięwzięcie osiągnęło cel, bo o udostępnieniu całej 14-kilometrowej trasy raczej nie może być mowy.

– Udrożniliśmy fragment od centrum Zabrza do okolic szybu Carnall, część wyrobisk kopalni Królowa Luiza i odkryty przy okazji chodnik w pokładzie węgla (510), który wykorzystano do połączenia sztolni z szybem Wilhelmina. Pozostała część nie nadaje się do eksploracji – podsumowuje Andrzej Mitek.

Główna Kluczowa Sztolnia Dziedziczna to zbudowany w latach 1799–1863 podziemny kanał o długości 14,2 km, ciągnący się od Chorzowa do Zabrza. Służył do odwadniania okolicznych kopalni i transportu urobku.

Pierwsze pokłady węgla eksploatowane na Górnym Śląsku zalegały płytko, do 30 metrów, jednak schodząc głębiej, górnicy napotykali zagrożenie: wodę. Z początku czerpano ją do beczek opróżnianych później na powierzchni, następnie do użytku weszły pompy poruszane kieratami. Pojawienie się maszyn parowych ułatwiło zadanie, jednak urządzenia nie dość, że drogie, były też węglożerne. Stąd sztolnie, które rozwiązywały problem odwadniania na długo przed wynalazkiem Jamesa Watta. Budowa takiego korytarza zaczynała się od ujścia w najniższym punkcie okolicy i postępowała – niemal poziomo – w głąb wzniesień, na których znajdowały się kopalnie.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży