Szef wylęgarni talentów

Właśnie minęła 110. rocznica urodzin Floriana Krygiera, piłkarskiego szkoleniowca, działacza, społecznika. Jego imieniem nazwany został stadion Pogoni Szczecin.

Publikacja: 23.03.2017 22:00

Szef wylęgarni talentów

Foto: materiały prasowe

Szczecinianom znany jest z licznych graffiti umieszczonych w miejskim pejzażu. Na jednym z nich widnieje portret starszego pana w kapeluszu patrzącego refleksyjnym wzrokiem. „Florian Krygier 17 marca 1907 – 31 marca 2006. Dziękujemy za Pogoń” – napisali twórcy malowidła.

W książce, której autorem był sam Florian Krygier, „50 lat piłki nożnej w MKS Pogoń Szczecin 1948–1998″ karykatura przedstawia pana Floriana już w starszym wieku jako przywódcę stada morskiego ptactwa. Jako opierzony ptak, ale w korkach na nogach i piłką między nogami maszeruje po boisku na ul. Karłowicza, doglądając piskląt karnie ćwiczących zagrania piłką. Podpis: „Szef wylęgarni talentów piłkarskich Pogoni”.

Florian Krygier to legenda Pogoni, dzięki niemu w piłkę grały tysiące chłopców, dzięki niemu szczeciński klub po raz pierwszy w 1958 roku wywalczył – w niespotykanym stylu – awans do I ligi (dzisiejszej ekstraklasy).

Od 0:3 do 3:3

Trenerem pierwszej drużyny został w połowie 1956 roku. Zadanie było oczywiste. Miał wydźwignąć klub do najwyższej klasy rozgrywkowej, najlepiej na dziesięciolecie istnienia Pogoni w 1958 roku. Jak sam stwierdził później w wypowiedziach i artykułach, miało to znaczenie sportowe i propagandowe. Awans zespołu z leżącego na Ziemiach Odzyskanych do I ligi miał świadczyć o tym, że „Szczecin chce być na stale związany z Macierzą i I ligą piłkarską. Trzeba to było zrobić ze względu na pokazanie innym regionom Polski i innym państwom, że Szczecin rozwija się pod każdym względem”. Wcześniej awans wywalczyli pięściarze, siatkarze, siatkarki. Rozwijały się inne sekcje. Piłkarze nie mieli prawa być gorsi.

Rok później prowadzony przez Krygiera zespół zajął drugie miejsce w klasie międzywojewódzkiej i awansował po barażach – nie przegrywając żadnego meczu – po raz pierwszy do II ligi. W grupie północnej tych rozgrywek Pogoń miała nabrać doświadczenia. Skok na I ligę był szykowany nie na jubileusz, ale za rok, może dwa. Tak to widział Krygier. Runda wiosenna poszła jednak doskonale, szczeciński zespół zakończył ją na pierwszej pozycji i „opinia publiczna domagała się awansu”.

Decydujący był przedostatni mecz sezonu. Pogoń podejmowała wicelidera – Śląsk Wrocław. Była niepokonana, miała trzy punkty przewagi. „Szczecin doprawdy oszalał. Marynarze, portowcy, stoczniowcy, urzędnicy, żołnierze, studenci, starzy, młodzi, kobiety, dzieci – wszyscy walą na mecz” – pisał reporter „Sportowca”. Spotkanie oglądało 25 tys. widzów. Piłkarze Śląska robili jednak w Szczecinie, co chcieli. W 64. minucie prowadzili 3:0. „Straciłem wszystkie nadzieje. Nie chciałem wierzyć, że w tej sytuacji można się jeszcze uratować” – mówił Krygier na łamach „Kuriera Szczecińskiego”. W niespełna pół godziny szczecinianie wrócili jednak do gry. Strzelili trzy gole i mieli już pewność awansu. „Duża buźka za ambicję i wolę zwycięstwa” – podsumował ten występ „Głos Szczeciński”. W ostatniej kolejce Pogoń pokonała jeszcze Polonię Gdańsk 4:1 i bez porażki zakończyła rozgrywki. W nagrodę zespół pojechał do ukraińskiej części ZSRR na tournée.

Przedwojenna szkoła

Krygier po tym sukcesie jednak zrezygnował ze stanowiska. Uznał, że awans był ogromnym osiągnięciem, ale jeszcze na wyrost, że ten zespół nie daje szans na wielkie rezultaty w I lidze. Nie widział możliwości rywalizacji z najlepszymi, dopóki Pogoń nie dochowa się rzeszy własnych piłkarzy. Chciał poświęcić się wyłącznie pracy z młodzieżą. Miał jeszcze krótki – nieudany – epizod pracy z pierwszoligowym zespołem w 1960 roku, ale zajął się tym, co naprawdę go pociągało – szkoleniem.

Do tej pracy miał solidne podstawy. Przed wojną ukończył wychowanie fizyczne na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, później zapisał się na organizowany przy PZPN kurs instruktora piłki nożnej. Jego pasją była też starożytność i zamierzał poświęcić się studiom klasycznym, ale nie był w stanie ich sfinansować. Skupił się więc na sporcie. Pierwszy klub, który prowadził, to CWKS Gryf Toruń. Był z nim bardzo bliski awansu do I ligi. Wojna przerwała tę pracę. Walczył nad Bzurą, dostał się do niewoli. W oflagu był więziony do końca wojny.

Po wojnie pracę zawodową w porcie gdańskim łączył z piłkarską pasją. Sam stworzył w Gdańsku klub Carbonia, w którym chciał od podstaw szkolić młodych zawodników. Przeniesiony do Szczecina dzieło to kontynuował na Pomorzu Zachodnim.

Awansując z Pogonią do I ligi, działał trochę wbrew własnej filozofii. Uważał, że najpierw trzeba wychowywać, a potem zbierać tego owoce. Po odejściu od pierwszego zespołu wpadł na pomysł stworzenia ligi trampkarzy. Na początku liczyła osiem siedmioosobowych zespołów. W innych miastach nazywało się to turniejem dzikich drużyn. Liga Krygiera gromadziła głównie zawodników ze Szczecina, dopiero w drugiej kolejności z regionu.

Równocześnie prowadził drużyny trampkarzy starszych. Przekazywał ich potem trenerowi juniorów Zbigniewowi Ryziewiczowi. Taką drogą przeszli piłkarze, którzy w 1965 roku wywalczyli wicemistrzostwo Polski juniorów – Jerzy Jatczak, Zbigniew Łowkis, Zbigniew Kozłowski, Zbigniew Czepan. Gwiazdą drużyny był Zenon Kasztelan. W barwach Pogoni rozegrał ponad 700 spotkań, sześciokrotnie wystąpił w reprezentacji Polski prowadzonej przez Kazimierza Górskiego. Strzelił jedną bramkę, w meczu towarzyskim ze Stanami Zjednoczonymi. Później wyjechał do Austrii. Wicemistrzowie Polski juniorów tworzyli trzon drużyny, która wróciła później do ekstraklasy. System szkolenia opracowany przez Krygiera zdawał egzamin.

Statystyk i gospodarz

Nigdy, nawet po przejściu na emeryturę w 1972 roku, nie odsunął się od Pogoni. Żył piłką nożną, żył szczecińskim klubem. Jak na miłośnika filologii klasycznej przystało, imponował dokładnością i sumiennością. Gromadził statystyki, odnotowywał każdy fakt z życia klubu i przebieg kariery młodych piłkarzy. Świadectwem tego jest monografia „50 lat piłki nożnej MKS Pogoń”, ale nie tylko. – Kiedy rozgrywałem setny mecz w barwach Pogoni, od pana Floriana dostałem piłkę. Nie dość, że zapisał na niej każdy mój występ w barwach Pogoni, nawet w trampkarzach młodszych i starszych oraz juniorach, to odnotował jeszcze nawet moje kontuzje. Ta piłka nadal stoi w mojej gablocie, jako jedna z najcenniejszych pamiątek – opowiada „Rzeczpospolitej” Radosław Majdan, były bramkarz reprezentacji Polski.

Krygier miał tę wiedzę dzięki stałemu kontaktowi ze wszystkimi trenerami Pogoni. Wprowadził zwyczaj, by młodzi piłkarze rozgrywali krótkie mecze w przerwie ligowych występów seniorów, wysyłał też trampkarzy z pierwszą drużyną na sparingi do Niemiec. Często przychodził na stadion, na którym czuł się jak gospodarz. – Grałem w seniorskiej Pogoni, pan Florian miał już ponad 90 lat i kiedy schodziłem z treningu, on przychodził i malował słupki bramek. Był oddany klubowi całkowicie, jest prawdziwą legendą Pogoni – mówi Majdan.

Florian Krygier marł w wieku 99 lat 30 marca 2006 roku. Dwa lata wcześniej miejski stadion Pogoni otrzymał jego imię. Niedawno Rada Miejska zmieniła nazwę Autostrady Poznańskiej na ulicę Floriana Krygiera. Na trwałe przeszedł do historii Szczecina.

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej