Piłka niezręczna

Piłkarze ręczni z Olsztyna nie dostają regularnie pensji, pojawiło się nawet widmo upadku klubu, a mimo to drużyna utrzymuje się w czołówce pierwszej ligi.

Publikacja: 08.03.2017 23:00

Niewiele brakowało, by w minionym sezonie Warmia awansowała do Superligi.

Niewiele brakowało, by w minionym sezonie Warmia awansowała do Superligi.

Foto: Fotorzepa, Dorota Kowalska

Klub ze stolicy Warmii i Mazur przypomina dziś starą, dziurawą łódź, która wprawdzie jeszcze płynie, ale tylko dlatego, że załoga na bieżąco wylewa wodę z pokładu. Wygląda na to, że Warmia Traveland dokończy tegoroczne rozgrywki pierwszej ligi, ale jej problemy finansowe nie znikną, dopóki nie znajdzie się poważny sponsor. A tego jak na razie nie widać na horyzoncie.

O pogłębiających się problemach finansowych klubu z Olsztyna mówiło się już od miesięcy, ale dopiero w styczniu działacze zaczęli otwarcie przyznawać, że pojawiła się realna groźba wycofania drużyny z rozgrywek. – To, że finanse w naszym klubie są dużym problemem, nie jest żadną nowością. Była o nich mowa już przed rokiem, kiedy nie udało się nam awansować do ligi zawodowej. Niestety, wycofał się też jeden ze sponsorów, a nie udało się nam pozyskać kolejnego. Negocjowaliśmy wprawdzie z jedną ze spółek Skarbu Państwa, ale niestety jej zarząd został odwołany i temat upadł. Szkoda, bo byliśmy dosłownie za pięć dwunasta, ustalaliśmy już praktycznie treść umowy sponsorskiej – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Stanisław Tunkiewicz, prezes Warmii Traveland.

Piłkarze: żadnych renegocjacji nie będzie

Klub zamknął ubiegły rok ze stratą ok. 80 tys. zł. Jesienią zaczęły się poślizgi z wypłatami dla zawodników, pojawiły się również zaległości względem ośrodka sportu i rekreacji za wynajem hali Urania od miasta. Aby ratować sytuację, władze klubu zwróciły się nawet do… zawodników, aby zmniejszyć ich pensje. – Po prostu nie chcieliśmy pogłębiać naszego długu, tylko stopniowo, małymi kroczkami z niego wychodzić. Propozycja była taka, że w przypadku znalezienia sponsora wszystko później chłopakom wyrównamy. Musieliśmy wyjść z taką propozycją, ponieważ pamiętajmy, że dla nas jedynymi kosztami są hala, zawodnicy, trenerzy plus wyjazdy i wyżywanie. Więc gdzie jeszcze ten klub ma zejść z kosztów? – rozkłada ręce Tunkiewicz.

Reakcja zawodników była oczywista – tematu nie zamierzali nawet podejmować.

– To było po prostu niepoważne, potraktowano nas jak 15-latków. Podpisujemy na początku sezonu wiążące umowy, umawiamy się na konkretne warunki, dlatego nie zgodziliśmy się na żadne renegocjacje. Nie ma czegoś takiego. Tym bardziej że gdyby kibice usłyszeli, jakie kwoty chłopaki tu zarabiają, byłby to śmiech na sali w porównaniu z wynagrodzeniem piłkarzy czy siatkarzy. Tutaj nikt nie zarabia kokosów – komentuje Marcin Malewski, jeden z czołowych zawodników drużyny, a od niedawna również grający asystent trenera Giennadija Kamielina.

Prezes Tunkiewicz przyznaje, że większość zawodników zarabia na boisku nawet sporo mniej niż 2 tys. złotych, dlatego muszą łączyć sport z normalną, codzienną pracą. Jak dowiedzieliśmy się, na konta piłkarzy nie wpłynęły jeszcze pensje z grudnia (rozmawialiśmy z nimi w ostatnich dniach lutego – red.). Kiedy skończą się poślizgi? Nie wiadomo. Budżet klubu podreperowały na szczęście nieco pieniądze z miasta oraz od władz województwa. – Wsparcie miasta wyniosło 70 tys. zł i te środki już do nas trafiły, chłopaki otrzymali część zaległych pieniędzy. Ale nie zapominajmy, że jednym z naszych głównych sponsorów jest Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, a to też miasto. Czekamy jeszcze natomiast na wsparcie z urzędu marszałkowskiego, które wyniesie ponad 80 tys. zł – mówi Tunkiewicz.

I dodaje: – Robimy co możemy, zwróciliśmy się też do naszych sponsorów o zaliczki, żeby z wyprzedzeniem przekazali pieniądze zaplanowane dla nas na przyszły miesiąc. Szykujemy więc dla chłopaków kolejną wypłatę, żeby zaległości nie rosły. Z naszego punktu widzenia wierzymy, że dokończymy ten sezon. Natomiast oczywiście zawodnicy, zgodnie z regulaminem związku, jeżeli mają opóźnione wynagrodzenia o ponad dwa miesiące, mogą stać się wolnymi zawodnikami. I takie niebezpieczeństwo rzeczywiście istnieje. Na szczęście jednak jak na razie z tego nie korzystają, cierpliwie czekają. Zdecydowana większość zawodników ma w klubie umowy do końca maja.

„Kontuzje? Masakra, że aż głowa boli”

Można gdybać, co by było, gdyby w ubiegłym sezonie Warmii udało się awansować do Superligi. Drużyna bardzo długo zajmowała pierwsze miejsce w pierwszoligowej tabeli, wydawało się, że utrzyma je do końca, ale w ostatnich kolejkach zaliczyła kilka zaskakujących wpadek i dosłownie na ostatniej prostej dała się wyprzedzić rywalom z Meble Wójcik Elbląg. Gorsza końcówka skazała ich na grę w barażach, w których ostatecznie okazali się słabsi od Pogoni Szczecin.

– Nie jestem przekonany, czy awans zapewniłby nam dużego sponsora. Pukaliśmy praktycznie do wszystkich olsztyńskich firm, które mogłyby nam pomóc. I część z nich faktycznie nam pomaga, ale takich przedsiębiorstw, które byłoby stać na wyłożenie ponad 100 tys. zł rocznie, w Olsztynie po prostu nie ma. Dlatego nawet gdyby była wymarzona liga zawodowa, to bez udziału obu samorządów funkcjonowanie w takiej lidze byłoby bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe – twierdzi prezes.

Mimo porażki w ubiegłorocznych barażach Warmia miała jednak szansę zagrać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Warunkiem było wykupienie tzw. dzikiej karty. Niestety, mimo deklaracji wsparcia ze strony władz Olsztyna działaczom nie udało się dopiąć budżetu z innych źródeł. Marzenia o Superlidze trzeba było więc odłożyć.

Chociaż atmosfera wokół klubu jest dziś gęsta, to w trwającym sezonie na boisku na razie raczej tego nie widać. W ostatniej kolejce Warmia pokonała Grunwald Poznań 30:27 i po 18 kolejkach zajmuje z dorobkiem 26 pkt drugie miejsce w tabeli, której przewodzi Spójnia Gdynia. Drużynie udało się również awansować do ćwierćfinału Pucharu Polski. Stało się to po dramatycznym meczu przeciwko Kancelarii Andrysiak Stali Gorzów, który olsztynianie wygrali po dogrywce 33:32. W kolejnej rundzie zmierzą się z występującą w Superlidze Gwardią Opole.

– Cieszę się, że przy tych problemach mamy drużynę. Nie jest to zlepek indywidualności, ale drużyna. To ludzie, którzy lubią ze sobą być nie tylko na treningu i meczu, ale też poza halą – podkreśla Tunkiewicz.

Marcin Malewski mówi: – Na szczęście do tej pory jakoś udaje się nam trzymać na boku te problemy finansowe, nie ma aż tak wielu rozmów na ten temat. Oczywiście czasami padną w szatni jakieś stwierdzenia w stylu: „po co tak się napinać, skoro nam nie płacą”, ale wiadomo, każdy przecież myśli o przyszłości swojej i swojej rodziny. Mimo to każdy z nas jest charakternym chłopakiem i jak już wychodzimy na parkiet, to staramy się zachowywać jak profesjonaliści i wykonywać swoją robotę. My po prostu chcemy wygrywać za wszelką cenę mecze. Wydaje nam się, że w tej chwili wykonujemy swoją pracę w 150 proc.

I dodaje: – Szkoda tylko jednego. W tym sezonie mamy wręcz tragedię z kontuzjami. To jest taka masakra, że aż głowa boli. Ostatnio na treningu było osiem osób. To nawet nie wiadomo, co na takim treningu w ogóle robić. Tym bardziej świetnym wynikiem jest nasze drugie miejsce. Naprawdę nie wiem, jaki jeszcze zespół trzymałby się tak wysoko z takimi problemami, jakie my mamy.

Sportowym celem, jaki przed sezonem postawił zawodnikom zarząd klubu, są miejsca 3–5. – Nie ma parcia na awans. Z wiadomych względów… – mówią piłkarze.

Klub ze stolicy Warmii i Mazur przypomina dziś starą, dziurawą łódź, która wprawdzie jeszcze płynie, ale tylko dlatego, że załoga na bieżąco wylewa wodę z pokładu. Wygląda na to, że Warmia Traveland dokończy tegoroczne rozgrywki pierwszej ligi, ale jej problemy finansowe nie znikną, dopóki nie znajdzie się poważny sponsor. A tego jak na razie nie widać na horyzoncie.

O pogłębiających się problemach finansowych klubu z Olsztyna mówiło się już od miesięcy, ale dopiero w styczniu działacze zaczęli otwarcie przyznawać, że pojawiła się realna groźba wycofania drużyny z rozgrywek. – To, że finanse w naszym klubie są dużym problemem, nie jest żadną nowością. Była o nich mowa już przed rokiem, kiedy nie udało się nam awansować do ligi zawodowej. Niestety, wycofał się też jeden ze sponsorów, a nie udało się nam pozyskać kolejnego. Negocjowaliśmy wprawdzie z jedną ze spółek Skarbu Państwa, ale niestety jej zarząd został odwołany i temat upadł. Szkoda, bo byliśmy dosłownie za pięć dwunasta, ustalaliśmy już praktycznie treść umowy sponsorskiej – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Stanisław Tunkiewicz, prezes Warmii Traveland.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej