Na Ukraińców trzeba się otworzyć

Na Pomorzu pracuje już tak wielu przybyszów zza wschodniej granicy, że w niektórych firmach niezbędni są specjaliści od zarządzania kadrami mówiący po rosyjsku lub ukraińsku.

Publikacja: 13.02.2017 22:00

Trójmiejskie stocznie zatrudniają cudzoziemców głównie do prostych prac.

Trójmiejskie stocznie zatrudniają cudzoziemców głównie do prostych prac.

Foto: Bloomberg News

Chcąc nie chcąc, najbardziej do Ukraińców muszą przyzwyczaić się mieszkańcy Trójmiasta. Bo to właśnie do pomorskiej stolicy i najbliższych okolic przyjeżdża najwięcej pracowników z zagranicy – 81 proc. wszystkich przyjeżdżających na Pomorze.

– Rzeczywiście, u nas jest ich dosyć sporo – zauważa Bogdan Łapa, zastępca starosty powiatu kartuskiego. Pracodawcy z tego powiatu w 2016 r. złożyli aż 7,9 tys. oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom. Dla porównania, w samych Kartuzach mieszka raptem 14 tys. osób.

Bez większych napięć

– Oczywiście cały powiat jest większy, liczy prawie 130 tys. mieszkańców, ale obecność Ukraińców jest zauważalna, chociażby w centrach handlowych – przyznaje starosta.

Jak wyjaśnia, powiat kartuski, szczególnie gmina Żukowo, to wrota do Trójmiasta. Rozwija się więc dynamicznie wraz ze wzrostem stolicy. – Szybko przybywa nam przedsiębiorstw, rośnie rynek pracy. Pod względem stopy bezrobocia w całym województwie zajmujemy drugie miejsce, za Trójmiastem. Nic dziwnego, że firmom, zwłaszcza budowlanym, brakuje rąk do pracy i sięgają po pracowników z zagranicy – mówi wicestarosta.

Jednak jego zdaniem zwiększona liczba cudzoziemców w powiecie nie powoduje żadnych napięć i konfliktów społecznych.

– Społeczność kaszubska, ze względu na swoje doświadczenie, jest dosyć tolerancyjna, u nas nie sprawdzają się mity o wrogości wobec cudzoziemców – zauważa starosta Łapa.

– Zresztą sami jeszcze niedawno emigrowaliśmy za chlebem, trudno teraz mieć o to pretensje do mieszkańców zza naszej wschodniej granicy – dodaje.

Rozwój instytucji

Najwięcej Ukraińców pracuje i mieszka w Gdańsku i powiecie gdańskim (w 2016 r. pracodawcy ściągnęli tam aż 32 tys. obywateli tego kraju). Dlatego miasto coraz bardziej otwiera się na obcokrajowców.

W Gdańskim Urzędzie Pracy od sierpnia działa np. specjalny referat ds. zatrudnienia cudzoziemców. Ma on pomagać zarówno pracodawcom w poszukiwaniu pracowników z zagranicy, jak i samym cudzoziemcom. Pośrednictwo i poradnictwo zawodowe prowadzone jest w językach ukraińskim i rosyjskim.

Przy prezydencie miasta Gdańska powstała zaś Rada Imigrantów, która ma pomóc kształtować długofalową politykę imigracyjną miasta, w tym strategię przyjmowania uchodźców, przede wszystkim ze wschodu.

Ale prezydent Paweł Adamowicz zwraca uwagę także na imigrantów zarobkowych. Podkreśla, że tak jak Polacy w Wielkiej Brytanii, Ukraińcy szukają w Polsce „możliwości życia, normalności” i nie można ich traktować jak obcych.

W Gdańsku najwięcej cudzoziemców zatrudnianych jest w przetwórstwie przemysłowym, budownictwie, a także przez agencje pracy.

– Praktycznie nie ma budowy, na której nie pracowałby Ukrainiec, sporo jest ich w stoczniach, a w sezonie – w gastronomii czy hotelarstwie – wylicza Sylwia Dymnicka-Iwaniuk, kierownik referatu ds. zatrudnienia cudzoziemców w GUP.

– Większość ofert dotyczy prac prostych, wspomagających. Ale mamy też firmy, które coraz bardziej uświadamiają sobie potrzebę zatrudniania obcokrajowców jako specjalistów, np. do zarządzania kadrami, bo pracuje u nich tak dużo osób mówiących w języku ukraińskim – dodaje kierownik.

Ściślejsze kontrole

W pomorskich urzędach zmniejszyły się też obawy o konsekwencje gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na cudzoziemców. Rok temu, gdy nagle ich popyt wzrósł trzykrotnie, obawiano się przede wszystkim o legalność ich zatrudnienia. W urzędach pracy pojawiało się sporo dziwnych oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom, które wydawały się mało realne. Przykładowo, jednoosobowa firma usługowa chciała zatrudniać 40 osób do prac prostych w przemyśle. Ryzyko, że dzięki takim „zaproszeniem” Ukraińcy wjeżdżają do Polski, ale potem nie wiadomo co się z nimi dzieje, było bardzo duże.

– Wydaje się, że takich oświadczeń wydawanych dla pozoru jest trochę mniej – komentuje Milena Piotrowicz-Miksa, doradca klienta instytucjonalnego w PUP Gdynia. – Ale z jednej strony wzrosła świadomość samych pracodawców, którzy częściej zgłaszają, że pracownik w końcu nie dotarł do pracy. Z drugiej zaś – zacieśnia się współpraca ze Strażą Graniczną, która kontroluje legalność zatrudnienia – mówi Piotrowicz-Miksa.

– W 2016 r. nasi funkcjonariusze przeprowadzili w województwie pomorskim 216 kontroli legalności zatrudnienia i powierzania pracy cudzoziemcom. Naruszenia przepisów ujawniono wobec 851 cudzoziemców i 153 pracodawców – potwierdza kpt. Andrzej Juźwiak, rzecznik komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku. W 2015 r. liczba kontroli była podobna (213), ale naruszenie przepisów stwierdzono wobec znacznie mniejszej liczby osób – 375 cudzoziemców i 100 pracodawców.

– Konsekwencje nielegalnego wykonywania pracy dla cudzoziemca to decyzja o zobowiązaniu do powrotu z równoczesnym unieważnieniem wizy, z kolei dla pracodawcy – wniosek do sądu o ukaranie w związku z popełnionym wykroczeniem.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.cieslak@rp.pl

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej