Artyści ważniejsi niż biznes

Galeria Atlas Sztuki powstała w Łodzi w 2003 roku z inicjatywy Andrzeja Walczaka, współzałożyciela i współwłaściciela grupy Atlas.

Publikacja: 06.09.2016 22:00

Wystawa Romana Opałki zainagurowała 10 października 2003 roku działalność galerii Atlas Sztuki.

Wystawa Romana Opałki zainagurowała 10 października 2003 roku działalność galerii Atlas Sztuki.

Foto: Atlas Sztuki

Architekt z wykształcenia, z zamiłowania pasjonat malarstwa i fotografii, otworzył galerię  zabytkowym budynku zlokalizowanym na tyłach ulicy Piotrkowskiej. Powierzchnię wystawienniczą stanowią dwie symetryczne sale o powierzchni 400. metrów kwadratowych. Atlas Sztuki jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością.

– Chodziło o to, by była to przejrzysta, transparentna organizacja – wyjaśnia Jacek Michalak, wiceprezes zarządu Atlasa, prowadzący galerię Atlas Sztuki. – Chcieliśmy uniknąć zarzutów, że jest przykrywką dla jakichś niejasnych interesów. My prowadzimy działalność dla przyjemności, lubimy się dzielić sztuką.

W Atlasie Sztuki trwa właśnie 83. wystawa w jego historii. Przedstawia fotografie amerykańskiego artysty Roberta Rauschenberga, laureata głównej nagrody za malarstwo na Biennale w Wenecji w 1964 roku. Jest pierwszą tak znaczącą prezentacją tego artysty w Polsce. Na pierwszej wystawie w Atlasie Sztuki, która została otwarta 10 października 2003 roku, zaprezentowane zostały prace Romana Opałki.

– To wieloletnia fascynacja Andrzeja Walczaka, w dodatku obaj się znali – wyjaśnia Jacek Michalak. – Oczywiste było, że będzie bohaterem pierwszej wystawy w Atlasie Sztuki. Sam artysta rozrysował plan wystawy, precyzyjnie wszystko zaplanował, z wyjątkiem oświetlenia. Przyjeżdżał trzykrotnie przed otwarciem wystawy z Francji, w której mieszkał. Był wielkim mistrzem. Druga wystawa – Davida Lyncha – zdarzyła się jakby – przypadkiem. Wtedy był Camerimage w Łodzi, na którym pojawił się słynny reżyser David Lynch, więc postanowiliśmy zrobić w trybie pilnym wystawę jego prac. Okazało się, że był to dobry pomysł.

Dystans środowiska

Otwarcie galerii Atlas Sztuki środowisko przyjęło z dystansem. Podobnie, jak dziennikarze.

– Niektórzy przyznawali wprawdzie, że przyszły tłumy, ale raczej nie rozpieszczano nas prasowymi publikacjami – pamięta Jacek Michalak. – Nie wiedziano jak nas zdiagnozować, bo jednak w odróżnieniu od większości – nie mieliśmy zamiaru na sztuce zarabiać, tylko ją pokazywać. Tak więc z pierwszej wystawy nie pozostał żaden sensowny tekst, który opowiadałby o tym zdarzeniu – poza jednym w lokalnej prasie. Kiedy po dwóch latach działalności pojawiliśmy się w rankingu galerii „Polityki” – byliśmy na piątym miejscu – wtedy jeszcze osobno było zestawiane prywatne i państwowe galerie. Ale w następnych latach sytuowano nas już na miejscu pierwszym.

Galeria ma niekomercyjny charakter. Atlas Sztuki nie buduje swojej kolekcji. Każda wystawa jest nie tylko starannie przygotowana wystawienniczo, ale także towarzyszy jej katalog, którego najważniejszą częścią są teksty zamawiane u cenionych – nie tylko polskich – krytyków i historyków sztuki.

– Z propozycją pokazania prac zgłasza się do nas ogromna liczba artystów – miesięcznie dostajemy około 20 aplikacji – ujawnia Jacek Michalak. – Tak na przykład zdarzyło się z wystawą Elżbiety Janickiej – artystka przyszła i przekonała nas do swojego projektu. Czasem projekty przynoszą kuratorzy – na przykład Andrzej Turowski albo Bożena Czubak. Wiele wystaw jest efektem naszych prywatnych zainteresowań, ale są i takie, które pojawiały się w sposób nieoczekiwany, albo na zasadzie łańcuszka znajomości. Tak było choćby ostatnio, w przypadku wystawy Eriki Hoffmann, którą poznałem przez Katarzynę Kozyrę i wcale wtedy nie myślałem, że może zdarzyć się, że zechce wypożyczyć na wystawę u nas dwie prace Jean-Michela Basquiata o wartości, bagatela, 9 milionów euro.

Wiele odsłon

Niektóre z wystaw pokazanych w Atlasie Sztuki miały wiele różnych odsłon – tak w kraju, jak i za granicą. Projekt Wojtka Wilczyka „Niewinne oko nie istnieje” pokazany został w 25. różnych lokalizacjach, m.in. podczas Projektu Próżna w Warszawie w BWA w Zielonej Górze, w Gorzowie, Radomiu, a za granicą – w Kiszyniowie, Budapeszcie, w Witebsku, we Francji i Niemczech.

– Bardzo różnie się rozwijają takie projekty – często wędrują dzięki ludziom, którzy przy okazji projektu piszą teksty, na przykład. – opowiada Jacek Michalak. – Prezentacja Wojtka Wilczyka w Niemczech była możliwa dzięki korzystnemu splotowi okoliczności. Wiele lat temu poznałem dyrektorkę Kunstsammlungen Chemnitz Ingrid Mössinger która przyjechała do Łodzi – i przyszła też do Atlasu Sztuki. Była zainteresowana pokazaniem w Chemnitz projektu Christiana Tomaszewskiego, który wtedy prezentowaliśmy i tak rozpoczęła się nasza znajomość, która doprowadziła do prezentacji twórczości Christiana Tomaszewskiego i Wojciecha Wilczyka w Chemnitz oraz Jörga Immendorffa i Markusa Lüpertza w Łodzi.

– Kiedy przygotowywaliśmy wystawę „Mistrzowie i Pozytywy” Zbigniewa Libery – kontynuuje opowieść Jacek Michalak – zadzwonił do mnie Zbigniew Buski kierujący Państwową Galerią Sztuki w Sopocie, którego wtedy nie znałem i powiedział, że też chciałby ją pokazać. A potem jeszcze Wojciech Makowiecki z BWA w Poznaniu. Szybko powstało drugie wydanie katalogu z logo tych dwóch galerii i BWA Wrocław obok logo Atlasa. W sumie było aż 30. odsłon Pozytywów w różnych miastach. To cieszy, bo znaczy, że nasze wybory znajdują uznanie u zawodowców.

Wady i zalety

Oprócz sukcesów, zdarzały się i porażki.

– Bywało, że chciałem gdzieś pokazać wystawę. I nieraz się nie udawało – zwierza się Jacek Michalak. – Zdarzyły się też sytuacje, w których jedna ze znanych polskich galerii – wystawiająca w Polsce i zagranicą odmówiła współpracy z nami. Tak, jak widać, wygląda prowadzenie wielkiej polityki. Cierpią na tym artyści, którzy są czasami niewolnikami umów i kontraktów. No bo na końcu tego wszystkiego chodzi przecież o pieniądze….

– Jesteśmy na peryferiach biznesu zwanego sztuką, albo sztuki, którą można postrzegać jako jedną z gałęzi przemysłu. Mam ogromną przyjemność z prowadzenia Atlasu Sztuki, który jest ważną częścią mojego życia – uzasadnia Michalak. – Nie jestem z wykształcenia historykiem sztuki, ale chemikiem. Nie mam aspiracji, by zostać szefem Zachęty czy MSN-u. Coś widzę, coś czytam. Rzadko też dotykamy artystów nieznanych, albo mało znanych. Ale tak też się zdarza – na przykład Elżbieta Janicka, która od prezentacji u nas swojego projektu zaczęła dalej pokazywać – także w Zachęcie. Zorganizowaliśmy wystawę świetnej ale zapomnianej artystki Teresy Tyszkiewiczowej, dzięki wypożyczeniu jej prac z różnych muzeów polskich. W wielu muzeach jest dużo dobrych prac ale jest sporo inercji i marazmu. Pożyczaliśmy prace z mniejszych muzeów – w Bydgoszczy, Chełmie. Ale kiedy chciałem, żeby stworzyć dalej jakiś cykl współpracy, to chęci ze strony muzeów nie było – trochę ze wspomnianego już marazmu ale też i z powodu własnych aspiracji…

Poproszony o wymienienie szczególnie istotnych wystaw w Atlasie Sztuki Jacek Michalak wymienia jednym tchem: Romana Opałkę. Zbigniewa Liberę, Wojciecha Fangora, Zbigniewa Rybczyńskiego, Zofię Kulik, Stanisława Fijałkowskiego, Jerzego Nowosielskiego, Krzysztofa Wodiczko ale i grupowe jak np. prezentacja fragmentu Kolekcji Marxa we współpracy z Hamburger Bahnhof.

– Bardzo ciepło wspominam kilka wystaw z Józefem Robakowskim. Także Katarzynę Kozyra i jej „Szukając Jezusa” – wylicza Jacek Michalak. – Rozmawiamy zresztą już o jej kolejnej wystawie. Ale zdarzyli się i kłopotliwi, choć świetni, im wystawy nie zrobię. I to nie chodzi o skalę trudności, tylko przyjemność ze wspólnej pracy – bo ona jest bardzo ważna. Tak jak miała ona miejsce, w przypadku – najtrudniejszej w każdym wymiarze – wystawy z kolekcji Eriki Hoffmann. Ona sama jest nie tylko miłośniczką i znawczynią sztuki, ale i charyzmatyczną osobowością. Po raz pierwszy pokazała fragment swej imponującej kolekcji poza granicami ojczystych Niemiec. Dość powiedzieć, że wartość wypożyczonych na wystawę dzieł opiewała na ponad 17 milionów euro.

Do końca roku planowane są jeszcze trzy wystawy: 16 września odbędzie się wernisaż prac Stefana Gierowskiego, 21 października – utytułowanej irańskiej fotografki wojennej Newshy Tavakolian. Potem – zbiorowa wystawa związana z Warsztatem Formy Filmowej.

– Dzisiaj zdecydowanie więcej pokazujemy zagranicznych artystów niż polskich – mówi Jacek Michalak. – Za granicą dużo się dzieje, a my w wielu aspektach jesteśmy ciągle peryferiami. Poza tym z zagranicznymi artystami i kuratorami pracuje się często łatwiej. Szkoda tylko, że dziś sztuka współczesna nie ma najlepszego momentu. Widać to choćby po frekwencji. Przed kilku laty na każdej z naszych wystaw pojawiało się około czterech tysięcy widzów. Obecnie, mimo, że prezentujemy wiele naprawdę głośnych nazwisk, nieraz klasyków – zwykle nie przychodzi na nie więcej niż dwa i pół tysiąca widzów. Mam wrażenie, że dziś mniej ludzi jest zainteresowanych sztuką. Ale niezmiennie zapraszam wszystkich serdecznie. Niech przygoda ze sztuką trwa.

Architekt z wykształcenia, z zamiłowania pasjonat malarstwa i fotografii, otworzył galerię  zabytkowym budynku zlokalizowanym na tyłach ulicy Piotrkowskiej. Powierzchnię wystawienniczą stanowią dwie symetryczne sale o powierzchni 400. metrów kwadratowych. Atlas Sztuki jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością.

– Chodziło o to, by była to przejrzysta, transparentna organizacja – wyjaśnia Jacek Michalak, wiceprezes zarządu Atlasa, prowadzący galerię Atlas Sztuki. – Chcieliśmy uniknąć zarzutów, że jest przykrywką dla jakichś niejasnych interesów. My prowadzimy działalność dla przyjemności, lubimy się dzielić sztuką.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej
Materiał Promocyjny
CERT Orange Polska: internauci korzystają z naszej wiedzy