Lubiąż – polski Eskurial

Niemal trzykrotnie większy od Wawelu, znacznie piękniejszy od Malborka.

Publikacja: 25.08.2016 23:00

Sala Książęca – najbardziej reprezentacyjna i jedna z nielicznych odrestaurowanych sal w Lubiążu.

Sala Książęca – najbardziej reprezentacyjna i jedna z nielicznych odrestaurowanych sal w Lubiążu.

Foto: Fotorzepa/Dariusz Krupa

Europejska perła baroku, nazywana przez cudzoziemców polskim Eskurialem pozostaje jednym z najbardziej niedocenionych zabytków, mimo, że jest mocno zakorzeniony w polskiej historii i tradycji.

Ten imponujący diament Dolnego Śląska ma niezwykle barwną historię. Mógłby być znaczącym obiektem tegorocznych obchodów 1050 lecia chrześcijaństwa w Polsce, ale w XX wieku bywał też przedmiotem zainteresowania nazistów, a Armia Czerwona niemiłosiernie go dewastując osadziła tu szpital psychiatryczny. Gościli tu m.in. Hitler i Machael Jackson.

Ambicje Bolesława

Porównanie do hiszpańskiego Eskurialu nasuwa się samo. W skład zespołu klasztornego wchodzą Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zbudowana na gruzach romańskiego kościoła z XII wieku, klasztor, Pałac Opatów z przełomu XVII i XVIII wieku, kościół św. Jakuba, oraz zabudowania gospodarcze. Dane statystyczne mówią same za siebie ponad 600 okien, powierzchnia dachu – 2,5 hektara, a długość fasady 223 metry. Rozmach budowli usytuowanej ok. 50 km od Wrocławia robi wrażenie nawet dziś, gdy do przywrócenia dawnego piękna jej daleko. Gdyby znajdowała się w Warszawie przyćmiłaby bez trudu Zamek Królewski, a nawet stała konkurencją dla Wersalu.

Historia tego miejsca rozpoczyna się od 1150 roku, gdy swój klasztor założyli tu benedyktyni. Po ich wyjeździe książę śląski Bolesław I Wysoki sprowadza tu cystersów z Turyngii. Informuje o tym dokument z 1175 roku, mówiący, że w Lubiążu książę Śląska zakłada i uposaża klasztor cystersów. W ciągu wieków, dzięki nadaniom zarówno książęcym jak i prywatnym, klasztor stał się jednym z większych posiadaczy ziemskich na Śląsku, a jednocześnie ważnym ośrodkiem kultury i piśmiennictwa średniowiecza. Tu powstała m.in. XII-wieczna: „Kronika książąt polskich”, „Roczniki lubiąskie” czy „Katalog biskupów wrocławskich”. Rozwój opactwa zakłócają wojny husyckie w latach 30. XV wieku.

Po wojnie trzydziestoletniej, w XVII wieku rozpoczyna się długi, bo ponad stuletni okres odbudowy, rozkwitu gospodarczego i kulturalnego fundacji klasztornej. W latach 1681 – 1739 dzięki ogromnej zamożności klasztoru powstają nowe obiekty: pałac, klasztor, browar, piekarnia, szpital i wiele innych zabudowań gospodarczych. W tym czasie wnętrze kościoła Najświętszej Marii Panny zyskuje wspaniały barokowy wystrój i wyposażenie. Budowany w latach 16811699 monumentalny Pałac Opata liczył ponad 300 sal z bogatym wystrojem wnętrz. A wraz z kościołem i klasztorem tworzy ogromny kompleks należący do największych tego typu w Europie środkowej.

Wnętrza wypełniają znakomite płótna m.in. wybitnego malarza śląskiego Michaela Willmanna, który w czasie studiów w Amsterdamie nie krył fascynacji dziełami Rembrandta, Rubensa i van Dycka. Sprowadzony do Lubiąża spędził tu resztę życia. Sławę przyniósł mu tworzony przez wiele lat, rozpoczęty w 1661 roku cykl „Męczeństwa apostołów”, przeznaczony do kościoła klasztornego. Owe gigantycznych rozmiarów dzieła przedstawiały sceny malowane w niezwykle ekspresyjny sposób, za pomocą specyficznej maniery podpatrzonej u Rembrandta.

W pierwszej połowie XVIII w. zbudowano fasadę kościoła, kruchtę i dwie wieże z barokowymi hełmami. Felix Anton Scheffler wykonał polichromie i większość fresków letniego refektarza, Christian Bentum ozdobił bibliotekę klasztorną i wykonał plafon w Sali Książęcej, głównej sali reprezentacyjnej pałacu, a Franz Mangoldt ozdobił zespołem posągów ogród opacki oraz wyrzeźbił szereg dzieł do Sali Książęcej.

Walka z katolicyzmem

Okres świetności lubiąskiego klasztoru kończy się wraz z przejściem Śląska pod panowanie pruskie w 1740 roku. Klasztor boleśnie odczuwa ciężar fiskalnej polityki Fryderyka II wrogo nastawionego do katolickiego kleru. W roku 1810 nastąpiła sekularyzacja opactwa. Po 650 latach zakon Cystersów w Lubiążu przestaje istnieć. Zabrano i wywieziono z klasztoru i pałacu niemal 500 płócien, 63 dzieła Michała Willmanna i wiele cennych rzeźb, monet i instrumentów muzycznych.

Budynki klasztorne wykorzystano jako szpital, a kościół św. Jakuba zamieniono najpierw na arsenał, a następnie przekazano gminie ewangelickiej. Od 1823 roku klasztor zaadaptowano na szpital dla umysłowo chorych pacjentów z rodzin arystokratycznych, zaś budynki gospodarcze, mieszkalne i pałac stały się własnością państwowej stadniny koni.

Od Hitlera do Jacksona

Od czasów II wojny światowej klasztor w Lubiążu kryje wiele mrocznych tajemnic. W 1936 roku odwiedził go Hitler, a kilka lat później, jak mówi jedna z hipotez, w klasztornych lochach Niemcy zatrudniając więźniów uruchomili produkcję części do rakiet V1 i V2, inne źródła podają, że mieściła się tu też filia Telefunkena, pracująca nad produkcją tranzystora. Wielkiego spustoszenia dokonali też idący na Zachód Rosjanie. Szukając skarbów w klasztorze zniszczyli i sprofanowali trumny Piastów Śląskich, porozrzucali mumie uniemożliwiając ich późniejszą identyfikację, a wojska sowieckie stacjonujące tu do 1948 roku urządziły kolejny szpital psychiatryczny dla czerwonoarmistów.

Od 1950 roku cały ten ogromny kompleks praktycznie nie miał gospodarza. Wykorzystywany był częściowo przez Dom Książki i Muzeum Narodowe we Wrocławiu na magazyny. Brak mecenasa sprawił, że obiekty uległy procesowi dekapitalizacji i grabieży. Mimo zainteresowania Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wciąż brakowało środków na dokończenie prac zabezpieczających przed dalszym niszczeniem.

Kiedy władze państwowe umywają ręce ratunkiem okazało się powołanie w 1989 roku Fundacji Lubiąż. Jako główny – statutowy – cel swojej swej działalności wyznaczyła sobie remont całego zabytkowego zespołu obiektów, jego adaptację do nowych potrzeb i przywrócenie mu dawnej świetności.

W 1996 roku odwiedził ten obiekt Michael Jackson. I choć oglądał go z zachwytem i troską nie pozostawił na jego renowację nawet części swej pokaźnej niegdyś fortuny. Fundacja kierowana obecnie przez Piotra Maciejewskiego musi więc liczyć głównie na siebie. Do 2000 roku zakończono wymianę dachu całego kompleksu. Dziś można zwiedzać imponującą dwukondygnacyjną Salę Książęcą o powierzchni ponad 400 m˛ i wysokości 13,4 m. Znajdują się tu rzeźby wrocławskiego mistrza Józefa Mangoldta oraz plafon i malowidła ścienne malarza Christiana Bentuma. W sali uważanej za jeden z najwybitniejszych zabytków śląskiego baroku odbywają się koncerty Wratislavia Cantans.

W 2005 roku udostępniono zwiedzającym po renowacji Refektarz Opata oraz Refektarz Letni. Trwają skomplikowane prace konserwatorskie nad ostatnią wielką salą reprezentacyjną pałacu Biblioteką Opata. Udostępniono także dawny kościół Najświętszej Marii Panny niestety, z ubogim wyposażeniem. Fundacja ma wiele planów i w ich realizacje wkłada wiele serca i wysiłku.

– Problem Lubiąża jest dramatyczny uważa Paweł Skrzywanek, jeden z członków Fundacji. – Pięciu fascynatów, tworzących dziś fundację mimo największych starań nie jest w stanie uratować jednego z najważniejszych zabytków Europy. To jest zadanie dla Skarbu Państwa.

Pałac w Lubiążu bez odpowiedniej polityki państwa po prostu nie przetrwa. A przecież jest nie tylko perłą naszej architektury, polskim Eskurialem, ale też piastowskim bastionem chrześcijaństwa i jednym z najcenniejszych przykładów narodowego dziedzictwa. Warto przypomnieć o tym choćby stosownym politykom, dla których dotarcie z Warszawy jest znacznie trudniejsze niż dla turystów z całego świata.

Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Materiał Promocyjny
Naukowa Fundacja Polpharmy ogłasza start XXIII edycji Konkursu o Grant Fundacji
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej