Na lodowej pustyni

Rozmowa | W Warszawie kiedyś trenowały czołowe łyżwiarki figurowe świata Anna Rechnio i Zuzanna Szwed. Dlaczego tak trudno wychować w stolicy ich następczynie, opowiada Ewa Jabłonowska-Kierzkowska, sekretarz generalny Polskiego Związku Łyżwiarstwa Figurowego.

Publikacja: 26.01.2016 17:34

Na lodowej pustyni

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Rz: Dziś nic nie słychać o tym, żeby w stolicy istniała taka dyscyplina jak łyżwiarstwo figurowe…

Ewa Jabłonowska-Kierzkowska: Na arenie międzynarodowej – tak jak w polskim łyżwiarstwie – przeżywamy regres. Ale jeśli zajrzeć do rankingów młodzieżowych, to Warszawa przoduje w kraju. Podtrzymujemy dobre warszawskie tradycje, szczególnie w kategorii solistek, choć mamy też kilku utalentowanych juniorów. Brakuje nam tylko dobrych par sportowych i tanecznych, ale w tych konkurencjach najbardziej odczuwamy problemy, jakie nękają naszą dyscyplinę w Warszawie – brak wolnych godzin na lodzie, by przeprowadzić dodatkowe treningi.

Kiedy o godzinie 13 zajrzałem na lodowisko Torwar II, było pusto…

To jest pewien paradoks, dzieci nie mogą trenować wtedy, kiedy na tafli jest pusto, bo się uczą. Problem polega na tym, że szkoły nie są w stanie dostosować się do harmonogramu lodowiska. Torwar II jest więc jedynym w Polsce, a może i na świecie, lodowiskiem, na którym szkolenie wyczynowe w godzinach 10–14 jest nierealne ze względu na brak koordynacji z zajęciami szkolnymi. Czasami wynajmują je szkoły na lekcje wychowania fizycznego lub uczelnie. Trudno jest zorganizować klasę z 20–25 zawodnikami w jednym wieku i to utrudnia powołanie klas sportowych dla łyżwiarzy.

Kiedy więc zawodnicy trenują?

Zaczynają z rano o 6, najpóźniej o 6.30. Potem szybko lecą do szkoły. Po południu jeszcze szybciej wychodzą ze szkoły i mają czas na lodowisku od 14 do 16, bo potem wchodzą hokeiści albo zaczyna działać ślizgawka. Wieczorem nie ma szans na trening na lodzie, bo są to droższe godziny komercyjne – lodowisko wynajmują firmy.

Wychodzi na to, że łyżwiarze w Warszawie ćwiczą za mało…

Junior młodszy powinien odbyć trzy godziny treningu dziennie, a już junior – cztery godziny. To nierealne w naszych warunkach. Problem jest jeszcze inny. Torwar to jedyne lodowisko w Warszawie, tutaj przyjeżdżają na treningi wszystkie kluby. Proszę sobie wyobrazić frekwencję w godzinach treningowych. Jak sensownie wtedy zaplanować trening? Na lodowisku jeżdżą równocześnie mistrz Polski i małe dzieci. Robi się niebezpiecznie, bo starsi poruszają się szybciej, skaczą, zupełnie inaczej się poruszają.

Może latem, wiosną można nadrobić stracony czas?

Nie można, ponieważ wtedy na Torwarze trwają remonty. W ubiegłym roku nie mogliśmy trenować od kwietnia do końca września. Strasznie skomplikowało nam to harmonogram szkolenia. Nie można było odpuścić treningów, bo pół roku przerwy w treningach w tak technicznej dyscyplinie, jaką jest łyżwiarstwo figurowe, niweczy całą wcześniejszą pracę. Brak treningów we wrześniu sprawia z kolei, że tracimy początek sezonu. Rodzice musieli jeździć z dziećmi do Łodzi, ponosić ogromne koszty, zawodnicy tracili szkołę. Co więcej, warszawscy trenerzy zaczęli rezygnować z pracy, bo przez pół roku nie dostawali pieniędzy. Oni utrzymują się ze składek rodziców, a kiedy nie ma zajęć spowodowanych modernizacją lub remontem, lodowiska nie mogą zarabiać. W tym roku grozi nam kolejne zamknięcie lodowiska w miesiącach kwiecień–wrzesień ze względu na przełączenie maszynowni. Jest to ogromna strata, ponieważ jest to okres nauki nowych elementów, układu nowych programów oraz przygotowania do startów międzynarodowych w sezonie, które rozpoczynają się już od sierpnia. Pytaliśmy się, czy nie można tych prac wykonać w krótszym czasie, i wiemy, że można. Liczymy na to, że nowy dyrektor Centralnego Ośrodka Sportu, do którego należy Torwar II, nam pomoże.

Kiedyś było lepiej, skoro udało się wychować Annę Rechnio i Zuzannę Szwed?

Nawet jeszcze niedawno wszystkie stołeczne związki łyżwiarskie – nasz, hokeja na lodzie, łyżwiarstwa szybkiego i curlingu – otrzymywały milion złotych dotacji na rok. Dziś ta kwota drastycznie spadła, a ceny wynajmu lodowiska poszły w górę. Owszem, mamy zniżki, ale do godziny 16. Z komercją nie jesteśmy w stanie konkurować. Ponadto dotacja z samorządu przekazywana była do federacji, a ta dzieliła pieniądze na kluby. Dziś środki dostają kluby i nie wiadomo, czy rozsądnie je dzielą.

W latach 80 i 90., w czasach Ani Rechnio i Zuzanny Szwed, też pieniędzy było więcej niż dziś. Trenerzy normalnie zarabiali, zawodnicy dostawali pieniądze na odżywki, dożywianie. Warunki do treningu obie nasze olimpijki miały dużo lepsze. Istniał Torwar I z małą taflą, która dziś funkcjonuje jako sala treningowa dla sportów walki. Zawodnicy mieli spokój, ale przede wszystkim gwarancję systematycznego treningu.

Obie zawodniczki wyjechały za granicę. Nie chciały trenować łyżwiarzy w rodzinnym mieście?

Zuzanna wyszła za mąż za amerykańskiego trenera i osiadła na stałe w Stanach Zjednoczonych. Jest tam trenerką i choreografką. Dla Ani nie było w Warszawie posady i pieniędzy, dla jej męża, który jest trenerem – także. Oboje wyemigrowali do Danii i tam pracują. Mają lepsze warunki, pensję i lodowisko, na którym trenują tylko łyżwiarze figurowi. Są bardzo zadowoleni. Trenerzy nam uciekają z Polski przede wszystkim do Skandynawii, a mamy kilku dobrych, chętnych do pracy, ale oni muszą się z czegoś utrzymać. Próbujemy jednak jakoś sobie radzić. Często zapraszamy do Polski na seminaria rosyjskich szkoleniowców, żeby młodzi instruktorzy nabywali wiedzę z najlepszych źródeł.

Porównywać warszawskich warunków do zagranicznych chyba nie ma sensu?

W Warszawie mamy jedno lodowisko, które – jak wspomniałam – dzielimy z hokeistami i firmami. W całej Polsce działa 13 lodowisk dla naszej dyscypliny. W Rosji, która jest mocarstwem łyżwiarskim, w samej Moskwie mają około 60 lodowisk. Każdy uznany trener ma lodowisko do swojej dyspozycji. Sami wysyłamy tam zawodników, nasze pary taneczne trenują w Odincewie na obrzeżach Moskwy. Ale też w małych Czechach i na Węgrzech jest dużo lepiej. W Czechach ze względu na tradycje hokejowe, ale Węgry? Po prostu od dawna dbają w tym kraju o sport. Cieszymy się, że w Warszawie zostanie wkrótce zadaszony tor łyżwiarski na Stegnach. Wewnątrz toru znajdą się dwa lodowiska dla nas, hokeistów, curlingowców i mieszkańców stolicy i to bardzo poprawi sytuację łyżwiarstwa figurowego. Nie będziemy musieli liczyć tylko na Torwar II.

Ile dzieci trenuje dziś łyżwiarstwo figurowe w Warszawie?

Co najmniej 200 zawodników w klubach, plus dwa razy tyle w szkółkach klubowych. Mamy trzy prężnie działające kluby – Figure Skating Academy Warsaw, MUKS Euro6 Warszawa i UKŁF Ochota –oraz dwa kluby, w których odbywają się zajęcia rekreacyjne: IKS Syrena oraz MUKS Walley-Plus Duo.

20–30 lat temu było ich więcej?

Sekcje rozpadały się, powstawały nowe i skupiały najlepszych zawodników. W różnych okresach działały łyżwiarskie sekcje w Legii, Warszawiance, Łączności, Ogniwie, a następnie w  Marymoncie.

W tamtych czasach jednak łyżwiarstwo figurowe było ogromnie popularne. Z zimowych dyscyplin olimpijskich zajmowało miejsce w pierwszej trójce, a dziś mocno osłabła jego pozycja. Czy nie jest to też przyczyna kłopotów, jakie przeżywacie także w Warszawie?

Wielkie szkody w spadku zainteresowania medialnego naszą dyscypliną wyrządził nowy system sędziowania. Kiedyś był bardziej klarowny. Widz mógł, siedząc na widowni albo przed telewizorem, sam się bawić w sędziowanie i porównywanie tego z werdyktem sędziowskim. W tej chwili jest to niemożliwe, zbyt skomplikowane. Międzynarodowa Unia Łyżwiarska stara się przybliżyć ten system kibicom, ale nie wychodzi to zbyt dobrze. Mimo to łyżwiarstwo utrzymało bardzo wysoki poziom, transmisje z mistrzowskich imprez są pokazywane na całym świecie. To jest wciąż piękna i szlachetna dyscyplina, którą warto się interesować.

Rz: Dziś nic nie słychać o tym, żeby w stolicy istniała taka dyscyplina jak łyżwiarstwo figurowe…

Ewa Jabłonowska-Kierzkowska: Na arenie międzynarodowej – tak jak w polskim łyżwiarstwie – przeżywamy regres. Ale jeśli zajrzeć do rankingów młodzieżowych, to Warszawa przoduje w kraju. Podtrzymujemy dobre warszawskie tradycje, szczególnie w kategorii solistek, choć mamy też kilku utalentowanych juniorów. Brakuje nam tylko dobrych par sportowych i tanecznych, ale w tych konkurencjach najbardziej odczuwamy problemy, jakie nękają naszą dyscyplinę w Warszawie – brak wolnych godzin na lodzie, by przeprowadzić dodatkowe treningi.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Archiwum
Znaleźć sposób na nierówną walkę z korkami
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Archiwum
W Kujawsko-Pomorskiem uczą się od gwiazd Doliny Krzemowej
Archiwum
O finansach samorządów na Europejskim Kongresie Samorządów
Archiwum
Pod hasłem #LubuskieChallenge – Łączy nas przyszłość
Archiwum
Nie można zapominać o ogrodach, bo dzięki nim żyje się lepiej