Władza czasami może pomóc

Anna Cieślak-Wróblewska
Fotorzepa, Ryszard Waniek Ryszard Waniek

Łódź ma ogromny problem. Demograficzny. Miasto już się wyludnia, a w kolejnych latach ma być jeszcze gorzej.

Jak wynika z prognoz przedstawianych przez Główny Urząd Statystyczny, przez każde dziesięć lat ubywać będzie po ok. 60 tys. osób. W efekcie w 2050 r. Łódź ma liczyć 484 tys. mieszkańców, czyli ok. 230 tys. mniej niż obecnie.

Co można z tym fantem zrobić? Sceptycy mogą powiedzieć, że niewiele. Bo w Polsce liczba ludności po prostu ma się kurczyć. Rodzi się u nas za mało dzieci, by następowała naturalna zastępowalność pokoleń. Ale mimo to można, a nawet trzeba stawić czoła tym tendencjom. Przecież nikt nie chce, by Polaków było coraz mniej. W praktyce obowiązek ten leży po stronie władzy, bo kto inny mógłby wziąć na swoje barki walkę z ogólnoeuropejskimi trendami? To także obowiązek władz samorządowych. Na szczęście świadomi samorządowcy doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Łódź należy na szczęście do tego grona, choć zadanie jest tu podwójnie trudne. Problemem nie jest bowiem tylko niska dzietność, ale też słaby wizerunek miasta jako miejsca atrakcyjnego do życia. I tak, o ile Warszawa przyciąga ludzi jak magnes, o tyle Łódź często ich zniechęca.

Dlatego władze miasta robią wszystko, by ten wizerunek zmienić. Oczywiście nie chodzi o kampanię promocyjną, po tytułem „Jak świetna jest Łódź”, ale o realne przedsięwzięcia, które będą dotykać wszystkich sfer życia mieszkańców. Począwszy do opieki nad najmłodszymi i oferty edukacyjnej poprzez poprawę infrastruktury miejskiej po ubogacenie życia towarzyskiego.

Jednym z kluczowych elementów jest też rynek pracy, co Łódź dostrzegła już kilka lat temu. Stąd starania władz o przyciągnięcie inwestorów, którzy nadaliby gospodarce miasta nowy wymiar i pozwolili nabrać wiatr w żagle. Stąd też różne programy, m.in. ten o wdzięcznej nazwie „Młodzi w Łodzi”, który pomaga młodym ludziom zdobywać pierwsze zawodowe szlify w atrakcyjnych firmach. Program okazuje się szczególnie udany, bo jak pokazują cykliczne badania oceny jego efektywności, odsetek młodych ludzi rozważających opuszczenie miasta po studiach systematycznie maleje.

Takie inicjatywny podejmowane przez samorządowe władze mogą cieszyć szczególnie. Nie zawsze bowiem „wolna ręka rynku” załatwia wszystkie problemy podaży i popytu. Czasami trzeba tej równowadze rynkowej delikatnie pomóc. Przemyślana współpraca strony publicznej ze stroną prywatną może przynieść obopólne korzyści. Zyskują przedsiębiorstwa, bo dzięki udziałowi w programie łatwiej im znaleźć odpowiednich ludzi. Zyskują też młodzi ludzie, którzy w trudnym czasie początku kariery zawodowej, nie czują, że są zdani jedynie sami na siebie.

Mogą Ci się również spodobać

Nadmorskie gminy chcą wsparcia. „Plaże zimą to były Krupówki”

Jeżeli ma być pomoc państwa dla firm i samorządów, które są dotknięte zimowym lockdownem ...

Wizytówka miasta na ratuszowej wieży

Mają kilkaset, a czasem zaledwie kilka lat. Zegary na miejskich ratuszach. Nie tylko odmierzają ...

Włocławek zmienia się i pięknieje

Zapraszamy do odwiedzania Włocławka – miasta o wspaniałej bogatej historii, z której rodzą się ...

Hakerski atak na małopolski urząd. Zostają… listy i telefon

Cyberprzestępcy sparaliżowali działanie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego. Choć do ataku doszło w poniedziałek, systemy ...

„Partie lubią zajmować się same sobą”. Nic dziwnego, że wyrastają im rywale

Rząd nie powinien bać się samorządów – mówi Cezary Przybylski, marszałek województwa dolnośląskiego. Czy ...

Prezydent Torunia: Najważniejsi inwestorzy nie rozmawiają o koszcie siły roboczej

Firma to nie tylko produkcja. To pracownicy, którzy po ośmiu godzinach pracy szukają aktywności ...