Śnieg oszczędził Port Chopina

Obecnie po zakupie nowego sprzętu oczyszczanie 3,6 km pasa startowego trwa 15–20 minut
Fotorzepa, Radek Pasterski

Śnieżyce zdezorganizowały funkcjonowanie lotnisk europejskich. Ucierpiały londyńskie Heathrow i niemieckie – we Frankfurcie i Monachium.

Lotnisko Chopina na razie nie ucierpiało z powodu śnieżyc. Stołeczny port z powodu ataku zimy po raz ostatni został zamknięte w 2013 roku. – Wstrzymaliśmy wtedy operacje lotnicze dwukrotnie, za każdym razem po godzinie – wspomina Marek Walczak, kierownik działu utrzymania lotniska. – W tym czasie największe europejskie porty zamykały się nawet przez kilka dni. My zazwyczaj dajemy sobie radę, nawet jeśli pada bardzo intensywnie. Mamy świadomość, że każda minuta, w czasie której samoloty nie mogą lądować albo startować, oznacza wymierne straty i dla portu, i dla przewoźników.

Do utrzymania jest blisko 700 ha powierzchni oraz ponad 15 km nawierzchni pasów startowych i dróg kołowania. Do tego 100 ha nawierzchni płyt postojowych dla blisko 100 samolotów. Jest to możliwe dzięki dziesięciu zestawom do odśnieżania Overaasen i kilkudziesięciu maszynom pomocniczym. O przygotowanie portu do normalnego funkcjonowania nawet w najtrudniejszych warunkach dba zespół 100 pracowników lotniska.

Przez całą dobę (niektóre loty odbywają się również nocą bądź nad ranem) na lotnisku dyżurują ekipy kierowców specjalistycznego sprzętu. – Naszym standardem jest wyjazd sprzętu z bazy w ciągu kilku minut od rozpoczęcia opadów śniegu – mówi Marek Walczak.

Tegoroczna zima w centralnej Polsce jest łagodna i przyjazna dla lotnictwa. W poprzednim sezonie zimowym śnieg padał przez 25 dni, a przez 63 dni temperatura wahała się w okolicach zera. Wtedy łączny koszt utrzymania lotniska wyniósł 5,8 mln zł. Znacznie bardziej uciążliwy był sezon 2013/2014. Wtedy śnieg padał od 27 października do 5 kwietnia. A koszty utrzymania lotniska wyniosły 16,3 mln zł.

Ważna ekologia

Do odladzania stosowane są środki chemiczne nieszkodliwe ani dla środowiska, ani dla metalowych części podwozia samolotów. Dlatego zamiast szkodliwego mocznika stosuje przede wszystkim płyn wytwarzany na bazie mrówczanu potasu.

– To środek kilkakrotnie droższy, ale z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że daje się go w pełni utylizować, więc nie szkodzimy środowisku naturalnemu – mówi Walczak. Lotnisku udało się również rozwiązać problem szkodliwego glikolu, czyli środka do odladzania skrzydeł samolotów przed startem.

– Na płytach, gdzie przeprowadzane są operacje odladzania, są specjalne instalacje wyłapujące resztki płynu z glikolem. Taki zanieczyszczony płyn przekazywany jest zewnętrznej firmie do utylizacji – wyjaśnia Witold Piechota, kierownik lotniskowego działu ochrony środowiska.

Największe ilości środków do odladzania zużywa się nie podczas siarczystych mrozów, ale wówczas, gdy temperatura spada z kilku stopni powyżej zera do np. minus 2 stopni, a potem znów wraca na poziom powyżej zera. Takim wahaniom temperatury towarzyszą zazwyczaj obfite opady śniegu bądź marznącej mżawki. Jakich środków powinno się wtedy używać? – Nie ma reguły. Czasami sypkich, czasami płynnych. Najczęściej „czytamy” z powietrza, siły wiatru, z ruchów rtęci w termometrach – tłumaczy Wojciech Łoboda, kierownik utrzymania nawierzchni na Lotnisku Chopina. Ilość zużytych środków i ich rodzaj mają ogromne znaczenie. Są kosztowne, a średnio podczas „normalnej” zimy zużywa się ich tylko do odladzania nawierzchni ok. 1,5 tys. ton.

Wystarczy jeden przejazd

Stołeczny port zainwestował znaczne kwoty w sprzęt do utrzymania płyty w odpowiednim stanie. Do walki ze śniegiem służą potężne zestawy firmy Overaasen z ciągnikiem Mercedesa i zamontowanym pługiem o szerokości 6,8 m. Ten sam ciągnik ma zamontowaną gigantyczną oczyszczarkę o szerokości 5,5 m i dmuchawę, która wysusza nawierzchnię. Zanim Lotnisko Chopina zdecydowało się na tę inwestycję, używało maszyn o wydajności mniejszej o połowę: trzeba było dwóch przejazdów ośmiu maszyn. Dzisiaj wystarczy jeden przejazd, a oczyszczenie pasa startowego o długości 3,6 km trwa 15–20 minut.

– Najważniejsze są oczywiście pasy startowe, bo po nich samoloty poruszają się z ogromną prędkością – mówi Wojciech Łoboda. – Pilot musi mieć pewność, że nawierzchnia jest w idealnym stanie, bo inaczej nie wyląduje i pasażerowie będą mieli kłopot. Czasami przy intensywnych opadach pas pozostaje w gotowości tylko pół godziny. Wtedy odśnieżarki ruszają do akcji, a samoloty czekają w powietrzu na sygnał do lądowania. I tak bez przerwy przez cały okres opadów.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, d.walewska@rp.pl

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Unia Europejska idzie na wojnę z dezinformacją

Rozwój social mediów doprowadził do kryzysu w dziennikarstwie tradycyjnym, które jest bardziej odpowiedzialne. Media ...

Są pieniądze na walkę ze smogiem

Po dwóch latach starań województwo zachodniopomorskie wprowadza swój własny program antysmogowy. Prawie 40 mln ...

Rynek w Jaworznie

Drogi w Jaworznie nie zbierają ofiar w ludziach

Przebudowali drogi i ludzie przestali ginąć. Dziś biegli ds. wypadków drogowych przyjeżdżają do Jaworzna, ...

Ile PIT dla samorządów w 2020 roku

W przyszłym roku gminy, miasta, powiaty i województwa dostać mają 56,7 mld zł z ...

Jak sfinansować biznes

Zachodniopomorski Dzień Instrumentów Finansowych. Finansowanie nowych technologii i wsparcie dla startupów – to główne ...

Usuwanie azbestu, czyli eternit na wieki wieków

W konstrukcjach polskich domów pozostają miliony ton azbestu, który – zgodnie z prawem – ...