Brak podwyżek to straty dla energetyki

Miasta boją się dużego wzrostu cen prądu, bo to oznacza podwyżki cen usług dla mieszkańców
shutterstock

Sprzedawcy prądu nie zgadzają się z zarzutami samorządów, a gigantyczne podwyżki cen tłumaczą rosnącymi kosztami. Jednak regulator pogroził im palcem.

Ostatnie przetargi na dostawy energii elektrycznej dla gmin wywołały falę niezadowolenia wśród samorządowców i serię zarzutów wobec firm energetycznych. Na czoło wysunęły się władze Rzeszowa, które zwróciły się z pismem do premiera Mateusza Morawieckiego, informując o monopolistycznych praktykach stosowanych przez państwowe spółki i narzucaniu przez nich rażąco wygórowanych cen prądu. Przedstawiciele branży energetycznej zwracają jednak uwagę, że trudno mówić o monopolu w przypadku postępowania przetargowego, gdzie swoje oferty przedstawia zwykle kilku sprzedawców, a wygrywa najtańsza opcja.

Specjalne komórki

W przypadku wspomnianego Rzeszowa dwa przetargi na dostawy energii na 2019 r. – do budynków publicznych i na potrzeby oświetlenia ulicznego – wygrała firma PGE Obrót. W przypadku pierwszego przetargu cena okazała się o 68 proc. wyższa niż dotychczasowa, ale i tak była najniższa spośród zaoferowanych przez inne firmy. W ostatnich kilku miesiącach PGE Obrót wygrała kilka dużych przetargów i podpisała umowy, na mocy których zapewni energię m.in. w Krakowie, Warszawie, Lublinie, Częstochowie i częściowo także we Wrocławiu (oświetlenie uliczne). Z kolei Tauron wygrał przetargi m.in. w Gorzowie Wielkopolskim i we Wrocławiu (zasilanie budynków), a Enea w Olsztynie i Poznaniu. W każdym z postępowań spółki oferowały znacznie wyższe ceny niż przed rokiem – podwyżki sięgały od 40 do 75 proc. I tu też pojawiły się zarzuty samorządowców o nierówne traktowanie gmin.

Tymczasem spółki energetyczne tłumaczą, że to zróżnicowanie ofert wynika z daty zakupu energii. Te samorządy, które zakontraktowały energię w 2017 r. na dwa–trzy lata, korzystają z innych stawek niż te, które ogłosiły postępowania przetargowe na przyszły rok dopiero w drugiej połowie 2018 r., czyli wówczas, gdy ceny energii na rynku hurtowym były na bardzo wysokim poziomie.

Część sprzedawców energii próbuje wyjaśniać przedstawicielom samorządów, jak działa rynek, co kształtuje cenę, a także co się na nią składa. – Już ponad dwa lata temu spółka PGE Obrót powołała wyspecjalizowaną komórkę ds. kontaktów z samorządami. Jej pracownicy edukują przedstawicieli samorządów, jak działa instrument gwarancji ceny w długoterminowych kontraktach oraz jakie są prognozy i tendencje na rynku cen energii elektrycznej – podkreśla Maciej Szczepaniuk, rzecznik PGE.

Spółka ta zachęca także samorządy do korzystania z elektronicznego biura obsługi klienta, gdzie na bieżąco po zalogowaniu przy aktualnie obowiązującej umowie można monitorować zużycie energii, porównując je do okresu poprzedniego. – Jest to dobry mechanizm do samodyscypliny i racjonalnego zarządzania zużyciem energii – dodaje Szczepaniuk.

Samorządy biorą też sprawy w swoje ręce i coraz chętniej decydują się na montaż paneli słonecznych czy modernizację oświetlenia ulicznego poprzez instalację oszczędnych źródeł światła z nowoczesnymi systemami jego sterowania. Dynamiczna sytuacja na hurtowym rynku energii jest więc dla wielu bodźcem do angażowania się w efektywność energetyczną i audyty w tym zakresie.

Podwyżki uzasadnione, ale bez przesady

Analitycy przekonują, że podwyżki cen energii elektrycznej są jak najbardziej uzasadnione. Są one przede wszystkim konsekwencją dwóch zdarzeń: wzrostu cen węgla i kosztów emisji CO2. Polskę dotyka to w szczególny sposób, bo nasz kraj 80 proc. energii elektrycznej produkuje z węgla – kamiennego i brunatnego. W III kwartale cena czarnego paliwa dla energetyki zawodowej wyniosła niemal 244 zł/t i była o 19 proc. wyższa niż przed rokiem. Uprawnienia do emisji CO2 wzrosły jeszcze mocniej. Obecnie kosztują powyżej 20 euro/t, podczas gdy na początku tego roku nie przekraczały 8 euro.

W reakcji gwałtownie wzrosły hurtowe ceny energii – we wrześniu 1 megawatogodzina na Towarowej Giełdzie Energii z dostawą na przyszły rok kosztowała nawet powyżej 300 zł, czyli o około 80 proc. więcej niż rok wcześniej. Obecnie polskie ceny hurtowe prądu oscylują wokół 280 zł za MWh, ale wciąż są wyższe niż u naszych sąsiadów. W III kwartale Polska miała średnie ceny 1 MWh energii wyższe o 18–23 zł niż w Szwecji, Niemczech czy Czechach.

Inaczej wygląda kwestia cen dla gospodarstw domowych, które podlegają zatwierdzeniu przez Urząd Regulacji Energetyki (URE). Jak podaje Eurostat, ceny te w Polsce należą do jednych z najniższych w Europie. Natomiast w przypadku innych grup odbiorców Polska plasuje się w połowie europejskiej stawki.

Do dyskusji o cenach prądu włączył się ostatnio prezes URE. Przekonuje, że proponowanie na wolnym rynku wyższych cen energii niż 330 zł/MWh nie znajduje uzasadnienia w obecnej sytuacji rynkowej. Część firm proponuje ceny sięgające nawet 500 zł/MWh.

– Z naszych analiz wynika, że wzrost cen energii dla odbiorcy końcowego do poziomu ok. 330 zł/ MWh wydaje się uzasadniony. Jednak oferowanie odbiorcom cen dochodzących od 380 nawet do 500 zł za MWh jest w mojej ocenie nieuprawnionym wykorzystywaniem możliwości stwarzanych przez aktualny kształt rynku – podkreślał Maciej Bando, prezes URE. – W trudnych warunkach rynkowych oczekiwania spółek energetycznych co do zysku powinny zostać zrewidowane – dodał.

Zaznaczył, że jednym z głównych elementów mających wpływ na rachunek za prąd jest cena energii. Poza tym rachunek obejmuje także dodatkowe opłaty – m.in. akcyzę, VAT, koszty tzw. obowiązków kolorowych (tzw. białe, zielone i niebieskie certyfikaty) oraz koszty dostarczania energii sieciami elektroenergetycznymi. Podkreślił też, że średnia kontraktów terminowych na 2019 r. za 11 miesięcy tego roku na Towarowej Giełdzie Energii oscyluje wokół 240 zł netto za MWh. Także cena energii z przeprowadzonych przez URE w tym roku aukcji OZE wyniosła ok. 240 zł/ MWh. Prezes URE wyliczył, że jeżeli doliczymy do tej ceny koszty akcyzy, kolorowych certyfikatów, koszty własne oraz jednostkowy zysk, uzyskujemy cenę na poziomie ok. 330 zł/ MWh. Według niego taka cena powinna zapewniać wytwórcom i przedsiębiorstwom obrotu pokrycie ich kosztów uzasadnionych oraz uzyskanie zysku uwzględniającego sytuację rynkową.

Co więcej, regulatora zaniepokoiły skoki cen energii na giełdzie w pierwszej połowie tego roku i wszczął w tej sprawie postępowanie mające na celu ustalenie, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie manipulacji na rynku. – Dokumentację zgromadzoną w postępowaniu skierowałem do prokuratury – poinformował Bando. Regulator zarządził także kolejne postępowanie wyjaśniające. W jego ocenie obserwowany od września wzrost cen energii z dostawą na przyszły rok na TGE może nie być wyłącznie wynikiem wzrostu kosztów wytworzenia, takich jak ceny węgla kamiennego i uprawnień do emisji CO2.

Wiele pomysłów

W ostatnich tygodniach od przedstawicieli rządu wypływały na rynek przeróżne informacje dotyczące możliwej pomocy odbiorcom prądu, by nie odczuli oni podwyżek cen energii. Najwięcej deklaracji padło w kierunku gospodarstw domowych, a także małych i średnich firm. Znacznie mniej pomysłów rząd miał w przypadku samorządów, ale i tu pojawiły się pewne możliwości. Przede wszystkim jednak resort energii stoi na stanowisku, że samorządy powinny poradzić sobie same z podwyżkami, bo je na to stać. Podczas obrad jednej z sejmowych komisji minister energii Krzysztof Tchórzewski przekonywał, że do lokalnych budżetów wpływa coraz więcej pieniędzy z podatków. Wyliczył, że w ciągu zaledwie kilku lat łączne dochody samorządów z tego tytułu wzrosły aż o około 50 proc. W samym 2019 r. mają być one wyższe o niemal 5 mld zł niż w roku 2018. – Dlatego dla samorządów te podwyżki nie będą aż tak drastyczne, bo bez problemu mogą je pokryć z rosnących dochodów własnych – stwierdził Tchórzewski. Zapewnił jednak, że państwo może wspierać lokalne budżety w wydatkach na poprawę efektywności energetycznej, np. finansując wymianę oświetlenia, co doprowadzi do mniejszego zużycia energii elektrycznej. ?Później jednak pojawiły się głosy, że tam, gdzie ceny energii wzrosły najmocniej, możliwa będzie renegocjacja kontraktów między samorządami a sprzedawcami prądu. Ta informacja ucieszyła samorządowców, ale wprawiła w osłupienie przedstawicieli firm energetycznych, którzy nie przewidywali dotąd takiego scenariusza. Takie rozwiązanie wymagałoby jednak zmian w prawie.

Opinia

Bartłomiej Kubicki, analityk Societe Generale

Podwyżki cen energii w 2019 r. są jak najbardziej uzasadnione. Wynikają przede wszystkim ze wzrostu cen węgla i uprawnień do emisji CO2, które kreują ceny energii elektrycznej w Polsce. Silny wzrost kosztów produkcji w połączeniu ze wzrostem cen zielonych certyfikatów i obowiązku ich umorzeń w oczywisty sposób powoduje, że prąd powinien być droższy, i to dla każdej grupy odbiorców. Każdy inny scenariusz oznaczać będzie straty dla firm energetycznych. Podwyżki powinny ruszyć już od Nowego Roku. Tym bardziej że w styczniu i lutym popyt na energię jest wysoki. Pytanie – jak wysokie powinny być te podwyżki. W mojej ocenie szacunki podane przez URE, a więc wzrost cen energii do ok. 330 zł w 2019 r., są uzasadnione. Pamiętajmy jednak, że w drugiej połowie 2018 r. hurtowe ceny energii mocno wzrosły. Jeśli więc ktoś zdecydował się kontraktować energię na 2019 r. pod koniec tego roku, to musi się liczyć z wyższymi cenami.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Meldunki: Trzeba wskazać tych, którzy mają dostęp do danych

W sprawach o zameldowanie lub wymeldowanie odbiorcami danych są m.in. strony postępowań administracyjnych. Informację ...

Tablica z reklamą to nie jest problem

Podział nieruchomości zabudowanej na cele mieszkaniowe w celu wydzielenia usytuowanego na niej np. billboardu ...

E–urząd ma być przyjazny niepełnosprawnym

Strony internetowe urzędów oraz aplikacje mobilne są coraz częściej przygotowywane z myślą o niewidomych ...

Koniec wojny o darmowe parkowanie w sobotę

Sobota będzie traktowana jako dzień wolny od pracy. Pobieranie opłat za parkowanie tego dnia ...

Za elektrycznymi hulajnogami nie nadążają przepisy

Miały ułatwiać życie mieszkańcom dużych miast. Pomóc w szybkim i tanim przemieszczaniu się do ...

Więcej swobody i pieniędzy

Brak odpowiedniego finansowania zadań ogranicza możliwości rozwojowe samorządów – alarmują prezydenci miast.