Lokalnych inwestycji można dotknąć

Fotorzepa/Marta Bogacz

Polskie samorządy nie odbiegają od najlepszych europejskich wzorców i wydają na rozwój w relacji do PKB tyle, ile samorządy francuskie czy norweskie. Gorzej może być, gdy fundusze UE przestaną płynąć tak szerokim strumieniem.

Około 8,6 mld euro rocznie wynosiły inwestycje sektora samorządowego w Polsce przez ostatnich siedem lat – wynika z analizy danych europejskiego urzędu statystycznego Eurostat przeprowadzonej przez „Życie Regionów”. W porównaniu z wydatkami tego sektora w Niemczech, które sięgnęły 43 mld euro, czy we Francji – 44 mld euro, nie jest to może imponująca kwota, ale trzeba wziąć pod uwagę różnice w wielkości gospodarek.

Równamy do najlepszych

W takim ujęciu wypadamy znacznie lepiej, a wręcz doskonale. W latach 2011–2017 wydatki naszych samorządów sięgały przeciętnie 2,1 proc. PKB, co oznacza, że znaleźliśmy się w grupie największych europejskich lokalnych inwestorów. Podobnie wysokim poziomem pochwalić się może kilka krajów postkomunistycznych (np. Rumunia, Bułgaria czy Czechy), ale przede wszystkim takie kraje jak Szwecja, Finlandia czy Szwajcaria, gdzie samorządy odgrywają dużą rolę w społeczeństwie.

– Takie wyniki bardzo dobrze świadczą o polskich samorządach – komentuje Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miasta Polskich. – Poziom lokalnych inwestycji zależy między innymi od tego, jak w ogóle zorganizowane jest państwo. To znaczy, jaką rolę odgrywają samorządy, jaką część zadań publicznych realizują, jakie mają obowiązki i za co odpowiadają. Im władza bardziej zdecentralizowana, tym lokalne i regionalne instytucje mają więcej do powiedzenia także pod względem polityki rozwoju – zaznacza Porawski.

Jakie zadania, takie wydatki

Jednym z prostszych wskaźników decentralizacji jest wartość wydatków samorządów w relacji do PKB czy też w relacji do wydatków publicznych ogółem. W takim ujęciu najbardziej zdecentralizowana jest Dania. Samorządowe wydatki sięgają tam aż 34 proc. PKB i 65 proc. wydatków państwa ogółem, ponieważ obejmują m.in. wypłatę emerytur i służbę zdrowia. W Szwecji, Belgii, Szwajcarii, Hiszpanii, Niemczech czy Finlandii lokalne budżety (wszystkich szczebli razem z landami w Niemczech czy kantonami w Szwajcarii) to 20–26 proc. PKB (40–60 proc. wydatków publicznych ogółem).

W Polsce poziom decentralizacji jest niższy – wydatki samorządów to ok. 13,5 proc. PKB i ponad 30 proc. wydatków państwa ogółem (dane za 2017 r.). – Tym bardziej może cieszyć, że pod względem inwestycji zajmujemy w Europie wysokie pozycje – podkreśla Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku.

Na wyciągnięcie ręki

– Pomogły w tym zapewne także fundusze unijne, które zdynamizowały nasz rozwój – przyznaje prezydent. – Ale ogólnie rzecz biorąc, Polska musi bardzo dużo przeznaczać na inwestycje, bo mieliśmy ogromną lukę infrastrukturalną, którą w większości łatały samorządy – zaznacza Truskolaski. I dodaje, że jeszcze kilkanaście lat temu nawet drogi w miastach były w opłakanym stanie, budynki szkół czy bibliotek wymagały pilnych remontów, a tabor komunikacji miejskiej – natychmiastowej wymiany. – Presja i oczekiwania ze strony mieszkańców, by to wszystko naprawiać, była bardzo duża. Na szczęście udaje się nam sprostać tym zadaniom – uważa Truskolaski.

– Rzeczywiście, ogromną zmianę w przestrzeni publicznej, którą obserwujemy na ciągu ostatnich lat, zawdzięczamy przede wszystkim samorządom – przyznaje Tomasz Kaczor z instytutu Prevision.pl. – To wynika z charakteru ich zadań, które zwykle dotyczą naszego codziennego życia. Bo gdy odkręcamy wodę w kranie, warto pamiętać, że to samorządy budują i zarządzają wodociągami, to samo dotyczy sieci kanalizacyjnej. Zadaniem samorządu jest dbałość o lokalne drogi i chodniki, parki i skwery. Do tego dochodzi oczywiście transport publiczny czy system edukacji, w tym szkoły, a od kilku lat także przedszkola, kultura, ochrona zabytków, sport czy rekreacja. To dlatego samorządowe inwestycje są praktycznie na wyciągnięcie ręki dla każdego z nas – opisuje Kaczor.

Bez nich zmiany niemożliwe

– To, że ustrój kraju oparty został o wolne samorządy trzech szczebli, jest największym sukcesem transformacji ustrojowej po 1989 r. – mówi Piotr Całbecki, marszałek woj. kujawsko-pomorskiego. – Wymaga to dalszego wzmacniania roli samorządów, co będzie miało wyraźny wpływ na podniesienie standardu życia mieszkańców Polski.

Marszałek także przyznaje, że samorządowym inwestycjom, i jednocześnie rozwojowi Polski, pomogły unijne środki pomocowe, które współfinansują ok. 50-60 proc. wszystkich nakładów w sektorze publicznym.

– W przypadku samorządów, w tym naszego województwa, niewiele projektów powstaje bez ich udziału. Tym samym to samorządy stały się głównym narzędziem implementacji w Polsce unijnej polityki spójności. A co za tym idzie, takie zmiany na lepsze, jakie obserwujemy w życiu społeczno-gospodarczym, byłyby bez udziału samorządów niemożliwe – analizuje Całbecki.

Efektywnie i skutecznie

– Tu pełna zgoda, rola samorządów w skutecznym wykorzystaniu funduszy unijnych jest fundamentalna – mówi prof. Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Może różnie bywa z efektywnością, bo wydaje się, że część pieniędzy została wyrzucona w błoto, tak jak w przypadku osławionych aquaparków, które jeśli nie będą potrafiły na siebie zarobić, będą ogromnym obciążeniem dla lokalnych finansów. W większości jednak obszarów dokonano znakomitej pracy, jeśli chodzi o identyfikację potrzeb – dodaje Orłowski.

Z różnych opracowań wynika, że inwestycje współfinansowane z funduszy UE, dokładają do tempa wzrostu PKB 1–2 pkt proc. W kryzysowych latach 2009–2010 uchroniło to polską gospodarkę przed recesją.

I tu rodzi się pytanie, co będzie, gdy unijne źródełko jako systemowe wsparcie samorządowych inwestycji zacznie wysychać? To wbrew pozorom nie jest tak bardzo odległa perspektywa, bo już na lata 2021–2027 Polska dostanie o ok. 20 proc. mniej niż na lata 2014–2020.

W końcu będziemy zamożni

– Nie będzie katastrofy, bo przecież samorządy mają też własne środki na inwestycje. Ale ich poziom na pewno będzie mniejszy niż obecnie – przyznaje Andrzej Porawski. I wylicza, że nie dość, iż unijne fundusze będą ograniczone, to jeszcze spłacać trzeba kredyty zaciągnięte pod realizację projektów w ciągu ostatnich 10 lat.

– Polska miała szczęście, bo jako biedny kraj byliśmy wspierani przez innych członków Unii. Inne kraje, takie jak Meksyk czy Turcja, takiego szczęścia nie miały. Ale teraz musimy się zastanowić, co dalej. Powoli zbliżamy się do umownej granicy, po której przekroczeniu zaczniemy być krajem stosunkowo zamożnym, i głupotą byłoby myślenie, że ktoś nam wówczas jeszcze coś podsypie. Będziemy musieli sami finansować swój rozwój – zaznacza prof. Orłowski.

– Gdy nie będzie pieniędzy unijnych, to nie znaczy, że znikną samorządowe zadania i potrzeby. Zadaniem państwa będzie takie zorganizowanie systemu finansów publicznych, by starczyło na rozwój – uważa Kaczor.

Mogą Ci się również spodobać

Kwadratowy stół dla oświaty

Powrót organizacji sieci szkół do samorządów i określenie standardów edukacyjnych – tego m.in. oczekują ...

Łódź będzie wolna od smogu i plastiku

W ciągu 10 lat w mieście ma przybyć kilkadziesiąt tysięcy nowych drzew i sprawnie ...

Dawid Podsiadło i Taco Hemingway na Narodowym

To pierwszy koncert polskich artystów na stołecznym stadionie. Zagrają dla tysięcy fanów. 27 września, ...

Jak na nowo wymyślić regiony

Bieżąca sytuacja i zadania oraz propozycje dróg rozwoju samorządu regionalnego były tematem debaty ekspertów ...

Łatwiej będzie ocieplić zabytkowe budynki

Wsparcie w formie premii remontowej będzie udzielane gminom na przedsięwzięcia remontowe połączone z termomodernizacją.

Apele nie pomogą: wszyscy czekają na nowe prawo

Jest niebezpiecznie, panuje chaos – tak o korzystaniu z elektrycznych hulajnóg mówią włodarze miast. ...