Partie sypią miliardami

Walka ze smogiem to jedna z głównych obietnic partii przed wyborami samorządowymi
AdobeStock

Dotacje na ocieplenie domów, darmowe bilety dla uczniów, bezpłatne posiłki w szkołach, szybki internet i inwestycje w drogi – politycy obiecują Polakom coraz więcej. Problem w tym, że większość propozycji to programy skrojone pod potrzeby wyborów parlamentarnych, a nie samorządowych.

Wiadomo, że każda lokalna społeczność ma swoje lokalne problemy. W jednej gminie najpilniejszą potrzebą będzie budowa szkoły, bo mieszkańców wciąż przybywa, w innej – jak zorganizować edukację dla tej garstki dzieci, które we wsi pozostały. Dla jednej gminy kluczowa będzie droga łącząca ją z resztą świata, inna będzie narzekać na zbyt duży ruch i domagać się obwodnicy. To właśnie o takie lokalne sprawy powinni się spierać kandydaci na samorządowców.

A jednak w kampanii możemy obserwować polityczną bitwę na szeroko zakrojone programy, które bardziej pasowałyby do wyborów parlamentarnych niż samorządowych. Ich realizacja jest bowiem możliwa tylko i wyłącznie wówczas, gdy ktoś sprawuje władzę na szczeblu centralnym – tworzy rząd, ma większość w Sejmie, może zmieniać prawo i dysponuje dostępem do publicznego grosza. Samorządowcy sami z siebie nie mogą spełnić prawie żadnej z tych obietnic.

Walka o czyste powietrze

Co nie znaczy, że przedstawione przez partie polityczne propozycje są złe. Odwrotnie, zdaniem samorządowców, z którymi rozmawialiśmy, dosyć trafnie diagnozują najpoważniejsze problemy i odpowiadają na społeczne oczekiwania. – Zatrute powietrze to coś, co spędza mi sen z powiek już od kilku lat – mówi Marian Buras, burmistrz Morawicy, który zarządza gminą od 1990 r. – Wypłacamy z budżetu gminy dotacje na wymianę pieców do ogrzewania, ale to kropla w morzu potrzeb. Bo już na ocieplenie domów naszych skromnych środków nie wystarczy. Program termomodernizakcji, prowadzony na szeroką skalę w całej Polsce jest nam potrzebny jak tlen – wyjaśnia.

„Czyste powietrze” to jeden z filarów samorządowego programu Prawa i Sprawiedliwości, który promuje i premier Mateusz Morawicki, i jego ministrowie, w tym szef resortu środowiska Henryk Kowalczyk. Program zakłada dotacje (im mniej zamożne gospodarstwo domowe, tym mniejszy konieczny wkład własny) i pożyczki na wymianę pieców i kotłów na paliwo stałe oraz termomodernizację budynków jednorodzinnych. W efekcie zmniejszyć się ma emisja zanieczyszczeń, a Polacy mają mniej wydawać na ogrzewanie domów. Program, którego realizacja już ruszyła, jest imponujący pod względem finansów, bo Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska ma do wykorzystania 103 mld zł do 2029 r. (średnio 10 mld zł na rok).

Lokalne drogi do remontu

Koalicja Obywatelska (należą PO i Nowoczesna) także uważa, że dbanie o jakość powietrza to zadanie państwa i obiecuje przeznaczanie na ten cel 0,5 proc. PKB rocznie, czyli około 9 mld zł zł, które miałyby być przeznaczone m.in. na poprawę efektywności energetycznej domów. PSL proponuje m.in. dofinansowanie z publicznych pieniędzy zakupu pieców na poziomie 75 proc. (dla biedniejszych rodzin – 100 proc.), a SLD Lewica Razem – obowiązkowy, całoroczny monitoring jakości powietrza w każdej gminie, dofinansowanie wymiany urządzeń grzewczych i termomodernizacji budynków, choć nie wiadomo, z jakiś źródeł miałoby to być finansowane.

Dla polityków równie ważny jak czyste powietrze okazuje się stan lokalnych dróg. Rząd we wrześniu skonstruował nowy Fundusz Dróg Samorządowych (czytaj str. 16), dzięki któremu PiS w kampanii może się chwalić, że na zaniedbane gminne i powiatowe drogi przeznaczy do 6 mld zł rocznie. O wsparcie starać się będą mogli w pierwszej kolejności samorządowcy z tych regionów, w których problemy transportowe są największe.

Miód na serce

Koalicja Obywatelska deklaruje dokończenie „schetynówek”, czyli budowę dróg lokalnych przy wsparciu budżetu państwa. Jak podkreślał lider PO Grzegorz Schetyna, nieprawdą jest, że w czasach koalicji PO–PSL nie budowano dróg i mostów. Budowano, i to sporo, teraz trzeba do tego projektu, opartego na partnerstwie rządu i samorządów, jak najszybciej wrócić.

Także dla PSL uruchomienie specjalnego programu budżetowego wsparcia dla gmin i powiatów w budowie dróg lokalnych ma być jednym z priorytetów. I nic w tym dziwnego, bo dla wszystkim samorządów kwestie szeroko pojętego transportu (dróg, chodników, ścieżek rowerowych, organizacji ruchu w mieście, komunikacji miejskiej) są kluczowe.

– Jeśli chodzi o drogi, to jesteśmy gotowi przyjąć i rozsądnie, ale szybko, wydać każde pieniądze, nawet dziesięć razy większe niż obecnie – podkreśla Marek Wysocki, starosta piski. – Potrzeby są nieograniczone. Tylko żeby te wszystkie obietnice były realne… – dodaje.

– Drogi powiatowe są w fatalnym stanie, choć to głównie nimi jeżdżą mieszkańcy – podkreśla Józef Kurek, burmistrz Mszczonowa, jeden z najdłużej urzędujących samorządowców w Polsce. – Samorządom, także samorządom powiatowym, brakuje na to pieniędzy. Zresztą na inne rzeczy też. Badania resoru finansów pokazują, że jedna trzecia gmin w Polsce ma tak niskie dochody, że praktycznie nic nie może. Gdyby nie fundusze unijne, to w ich przypadku można by było mówić o wegetacji, a nie o rozwoju. Skoro politycy obiecują więcej pieniędzy na walkę o czyste powietrze, na lepsze drogi, to więcej miodu w nasze samorządowe serca nie mogliby wlać – uważa burmistrz Mszczonowa.

Dla uczniów wszystko za darmo

– I jeszcze na edukację! Przecież równie ważne jest wsparcie działań samorządowych w oświacie – uważa Jacek Lipiński, burmistrz Aleksandrowa Łódzkiego od 2002 r. – My co roku dokładamy 40 proc. do tego, co na edukację przeznacza państwo w postaci subwencji oświatowej. Nawet nie chcę myśleć, gdzie teraz byłyby nasze szkoły, gdyby nie nasz wysiłek finansowy – podkreśla Lipiński.

Jego zdaniem, patrząc z tego punktu widzenia, najlepszą ofertę dla samorządów ma Koalicja Obywatelska. To propozycja „złotówka do złotówki”, czyli programu dopłat z budżetu państwa do samorządowych wydatków na wyższe pensje dla nauczycieli, na posiłki i zajęcia dodatkowe dla uczniów, pomoce naukowe i nowe budynki szkolne. W grę wchodziłyby ogromne pieniądze, bo w 2017 r. samorządy dołożyły do oświaty z własnych budżetów ponad 20 mld zł.

W programach wyborczych innych partii trudno znaleźć aż tak hojne obietnice finansowe w zakresie edukacji, ale są inne ciekawe propozycje.

PSL postuluje, by każde dziecko, niezależnie od statusu materialnego, mogło zjeść w szkole ciepły darmowy posiłek.

W programie SLD Lewica Razem mowa m.in. o bezpłatnych, dostępnych dla wszystkich przedszkolach i żłobkach, darmowych biletach dla uczniów, opiece stomatologicznej w każdej szkole.

Polityczni pomazańcy czy lokalni działacze

Wspólnym elementem dla wszystkich ugrupowań są propozycje dotyczące wzmocnienia instytucjonalnej opieki nad osobami starszymi (np. budowa domów opieki dziennej dla seniorów) i samorządowych inwestycji w małą infrastrukturę sportowo-rekreacyjną (place zabaw, siłownie pod chmurką).

PiS mocno stawia na program doprowadzenia szybkiego, szerokopasmowego internetu do każdego domu w Polsce, co ma kosztować 4 mld zł (to program już realizowany i finansowany z funduszy UE), modernizację dworców kolejowych – to program realizowany przez PKP, o wartości 600 mln zł.

SLD Lewica Razem uważa, że dla zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych Polaków należy powrócić do koncepcji rozwoju budownictwa komunalnego, a samorząd powinien przeznaczać na to 10 proc. swoich dochodów. Z kolei PSL, zgodnie ze swoją tradycją, sporo obiecuje rolnikom – na przykład obniżenie wieku emerytalnego dla rolników, bo ci statystycznie żyją krócej.

Oczywiście różnych propozycji w programach i na wiecach wyborczych pada znacznie więcej i nie da się ich wszystkich tutaj opisać. Pytanie dziś jest takie: czy są one na tyle atrakcyjne dla mieszkańców miast i gmin, by zagłosowali na polityków partyjnych? Byłaby to zmiana tendencji, bo wielka polityka decydowała o wynikach wyborów w wielkich miastach, w mniejszych miejscowościach głównym punktem odniesienia były jednak sprawy lokalne. Około 80 proc. prezydentów, burmistrzów i wójtów reprezentuje własne komitety wyborcze, a nie partyjne szyldy.

– Czy coś się zmieni? – zastanawia się burmistrz Kurek. – Moim zdaniem na szczęście w wyborach samorządowych mieszkańcy nie głosują na osoby z politycznego nadania. Głosują na tych, których znają, wiedzą, kim są i jakie mają osiągnięcia. Plakietka przynależności partyjnej nie przeszkadza, ale też jakoś szczególnie nie pomaga – uważa Kurek. – Jako długoletni samorządowiec widziałem, że każda partia i każdy rząd próbowały obsadzić samorządy swoich ludźmi, ale jakoś dotychczas to się nie udawało – dodaje.

– Dobry program dla Polski jest też dobrym programem dla samorządu – zaznacza burmistrz Buras. – Dla części ludzi, w połączeniu z agresywną kampanią prowadzoną w mediach społecznościowych, może to okazać się przekonujące. W mniejszych gminach mieszkańcy wiedzą, co się dzieje tam na co dzień, widzą, czy gmina się rozwija czy nie, czy dotrzymywane są obietnice. Wszyscy znają kandydatów na burmistrza czy wójta i ich dokonania, a to powinno jednak przesądzać o wynikach wyborów – uważa Buras.

– Działam w samorządzie od prawie 30 lat, jako polityk PSL. I jestem przekonany, że ludzie nie głosują na piękne hasła i nazwy, ale na konkretnych ludzi, którzy się sprawdzają – wtóruje starosta Wysocki.

Gdzie ta samorządność

W tegorocznej kampanii uderzające jest to, że politycy opozycji niezwykle mocno podkreślają, że ich celem jest wzmocnienie samorządu terytorialnego. Program przygotowany przez PiS nie niesie takiej postawy. Najbardziej nośne propozycje (dopłaty do termomodernizacji, internet dla każdej rodziny) skierowane są bezpośrednio do mieszkańców Polski, a samorząd nie będzie nawet pośrednikiem w ich realizacji. Są też oczywiście programy skierowane do samorządu, np. dofinansowanie budowy dróg czy małej infrastruktury sportowej. Ale tu pieniądze mają być dzielone na szczeblu centralnym, „z Warszawy”, i jak oceniają niektórzy – wedle uznania rządzących. Zresztą sami politycy PiS nieraz sugerowali, że kasę dostaną tylko ci samorządowcy, którzy z rządem dobrze współpracują.

– Różnice pomiędzy poszczególnymi ugrupowaniami w samej filozofii podejścia do samorządu są bardzo widoczne – komentuje burmistrz Lipiński. – Program PiS wyraźnie zmierza do centralizacji państwa, co jest zaprzeczeniem samorządności. Zresztą już wcześniej były takie tendencje, bo rząd zabrał samorządom zarządzania funduszami ochrony środowiska, urzędami pracy, funduszem na infrastrukturę sportową – wylicza.

– Nikt nie zabroni rządowi przedstawiać rządowych programów wsparcia mieszkańców, choć moim zdaniem to bardziej pasuje do kampanii parlamentarnej niż samorządowej – zaznacza Marek Miros, były burmistrz gminy Gołdap. – Jeśli ma się to odbywać ponad głowami samorządu, omijać samorządy jako wykonawców, to trudno uznać, że jest to wspieranie samorządności – komentuje.

Zastrzega, że uwagi te nie dotyczą programu dla dróg lokalnych, bo to projekt bardzo potrzebny i długo oczekiwany przez gminy. – Samorządy są jednostkami administracji publicznej, mają świadczyć usługi i wykonywać zadania publiczne na poziomie lokalnym. Nie są żadnym wrogiem administracji centralnej, a odnoszę wrażenie, że bywają tak przez PiS traktowane – uważa Marek Miros.

Mogą Ci się również spodobać

Ranking Samorządów 2020: Ważny punkt odniesienia

Wiarygodny, ceniony, prestiżowy – tak nasze zestawienia oceniają sami samorządowcy. Już wkrótce, 29 października ...

Kiedy wirus sparaliżuje miasta

Lokalne władze odczują dotkliwie skutki pandemii także w swoich budżetach. Dlatego apelują o szybką ...

Dwór nie może być pusty

Warunkiem przyznania pomocy na usunięcie szkód spowodowanych klęską żywiołową jest zamieszkiwanie w chwili zdarzenia ...

Tarcza dla samorządów. Pomoc przez wzrost długu

Od mieszania w kubku herbata słodsza nie będzie - ostrzegają samorządowcy. I proszą rząd ...

Monitoring powietrza w Podkowie Leśnej

Monitorowanie jakości powietrza to jedno z priorytetowych działań podejmowanych przez władze Miasta Podkowa Leśna ...