Jak mądrze i skutecznie zarządzać deszczem

Lublin mocno stawia na zwiększenie powierzchni zieleni.
shutterstock

Największą przeszkodą w adaptacji polskich miast do ocieplenia klimatu będzie źle funkcjonujący system planowania przestrzennego.

Malowanie trawy na zielono uchodziło zawsze za przykład bezsensownego przedsięwzięcia obliczonego na pokaz i zyskanie uznania zwierzchności. Okazuje się, że nie jest to aż tak głupi pomysł. Malowanie chłodnymi, jasnymi kolorami – nie trawy wprawdzie, lecz dachów i elewacji budynków – pomaga bowiem ograniczyć wzrost letniej temperatury w miastach. To jeden z ważnych celów w planach przystosowania ośrodków miejskich do postępującego ocieplenia klimatu. Do końca roku, dzięki pomocy Ministerstwa Środowiska oraz wsparciu UE, wszystkie większe miasta w Polsce sporządzą takie plany, przygotowane według standardowej metodologii – ujednoliconej, ale na tyle elastycznej, by mogła uwzględniać lokalne potrzeby i uwarunkowania.

Na półmetku

Zainicjowany przez pięcioma laty i koordynowany przez Ministerstwo Środowiska projekt „Opracowanie planów adaptacji do zmian klimatu w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców” (tzw. MPA) to z uwagi na skalę i wszechstronność pomocy dla władz miejskich inicjatywa w Europie unikalna. Jego koszty – współfinansowane z unijnego Funduszu Spójności – wyniosą 30 mln zł. Wykonawcą jest konsorcjum zatrudniające najlepszych polskich specjalistów zajmujących się ekologią, klimatem i planowaniem przestrzennym zawiązane przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, Instytut Ekologii Terenów Uprzemysłowionych w Katowicach oraz firmę konsultingowo-inżynierską Arcadis.

Realizacja projektu przewidziana na lata 2017–2018 przekroczyła półmetek. W maju zakończy się cykl warsztatów i spotkań konsultacyjnych dla miejskich urzędników i ekspertów, podczas których analizuje się dostępne opcje działań adaptacyjnych i wybiera najlepsze rozwiązania.

Dla instytucji i osób zaangażowanych w ochronę środowiska plany dostosowywania zabudowy mieszkalnej, infrastruktury i gospodarki do nowych warunków klimatycznych jeszcze kilka lat temu były dowodem oportunizmu, a nawet swego rodzaju zdradą ideałów ekologicznych. Uważano, że ludzie mają zarówno możliwość, jak i obowiązek ocieplanie klimatu po prostu powstrzymać. Jeden z najbardziej wpływowych i znanych obrońców środowiska, były wiceprezydent i kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych, noblista Al Gore twierdził niegdyś np., że zamiary przystosowywania się do zmian klimatycznych to „przejaw lenistwa”.

Obecnie adaptacja – wynikająca z prostej myśli, że aby zmniejszyć szkody spowodowane ociepleniem klimatu lub nawet z niego skorzystać, trzeba się do niego dostosować – jest jednym z dwóch filarów polityki klimatycznej UE, traktowanym na równi z „mitygacją”, czyli ograniczaniem negatywnego wpływu ludzkiej aktywności na klimat.

– W szczególnych sytuacjach pogodowych miasto nie funkcjonuje sprawnie. Nie radzi sobie z zagrożeniem powodziami, wichurami, suszą, a zwłaszcza, co wynika z prowadzonych przez nas analiz w większości z 44 miast, intensywnymi opadami i falami upałów – wyjaśnia kierownik projektu MPA Barbara Rajkowska z Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Projekty zielone i błękitne

Następstwem ocieplania się klimatu jest i będzie w naszym regionie Europy właśnie nasilanie się owych ekstremalnych zjawisk pogodowych. Polscy specjaliści szacują, że niepodjęcie inwestycji służących adaptacji do tych zjawisk oznacza wzrost strat nimi powodowanych z 54 mld zł w 2001–2010 r. do 86 mld w latach 2011-2020 i 120 mld zł w dekadzie 2021–2030 r. Bierze się przy tym pod uwagę tylko koszty usuwania szkód i przywracania stanu poprzedniego, takich jak np. odbudowa dróg i mostów zniszczonych przez powódź.

Trzeba do nich doliczyć straty pośrednie – ocenia się, że ich wysokość odpowiada 60 proc. strat bezpośrednich – wynikające m.in. z przerw w pracy przedsiębiorstw czy unieruchomienia transportu. Lwią część tego bilansu stanowią i będą stanowić straty ponoszone w dużych ośrodkach miejskich, co wynika z ogromnej wartości zgromadzonego w nich majątku. W programie MŚ uczestniczy 37 miast ponadstutysięcznych, trzy miasta liczące przeszło 90 tys. mieszkańców i cztery nieco mniejsze – łącznie to ok. 30 proc. ludności kraju. Mimo że nie ma wśród nich Warszawy, realizującej od 2014 r. swój własny plan „Adaptcity”, generują one ponad połowę polskiego PKB.

W okresie 1951–2010 średnia temperatura powietrza w Polsce wzrosła o 1,2 stopnia Celsjusza. Z porównania danych zebranych przez satelity meteorologiczne w latach 80. ubiegłego wieku i obecnie wynika, że w miastach wzrost ten był szybszy i silniejszy – aż o 3 stopnie w ciągu ok. 30 lat.

Nie zanotowano dotychczas istotnych zmian sumy rocznych opadów. Meteorolodzy zauważają jednak niepokojącą tendencję – coraz częściej zdarzają się, przeplatane dla równowagi okresami dokuczliwej suszy, długotrwałe intensywne deszcze, gdy w ciągu doby spada ponad 50 mm wody, oraz katastrofalne ulewy podczas burz (tzw. deszcze nawalne) z opadem przekraczającym 5 mm w ciągu 1 minuty.

Wobec takich zjawisk dzisiejsze miasta są bezbronne. Sieć kanalizacyjna nie jest w stanie odprowadzić wody gromadzącej się na zasklepionej betonem lub asfaltem nawierzchni placów, ulic, podwórek i parkingów. Dlatego coraz częściej dochodzi do „powodzi błyskawicznej” – po kilkunastu minutach rzęsistej ulewy zalane są arterie komunikacyjne, infrastruktura techniczna, nisko położone budynki, woda wdziera się do piwnic. Zmieniająca się struktura i dynamika opadów zwiększa także odwieczne ryzyko zwykłej „rzecznej” powodzi.

Co dalej z wodą

Już w niedalekiej przyszłości kluczową kwestią stanie się w miastach „zarządzanie wodą deszczową”. Wymaga to rozbudowy i poprawienia systemów kanalizacji burzowej oraz inwestycji w rozwój i odtworzenie nowych we współczesnych miastach – choć znanych od starożytności – rodzajów infrastruktury, „błękitnej” i „zielonej”.

Błękitna infrastruktura to sztuczne zbiorniki retencyjne, stawy, oczka wodne, kanały, rowy i podmokłe zagłębienia gruntu umożliwiające zatrzymanie wody w miejscach opadów. Infrastruktura zielona, ściśle z błękitną związana, to powierzchnie, na których zachowane zostały lub odtworzone – po uwolnieniu ich spod betonu czy asfaltu – naturalne funkcje hydrologiczne, dzięki czemu deszczówka będzie wsiąkać w ziemię, a nie spływać ulicami. Chodzi tu np. o parkingi o nawierzchni żwirowej lub umocnionej elementami ażurowymi, trawniki, parki i ogrody, w tym cieszące się coraz większym powodzeniem wśród architektów, inwestorów i użytkowników budynków ogrody na dachach i tarasach oraz zieleń okrywającą elewacje.

We Francji od trzech lat nowe obiekty usługowe, np. centra handlowe czy hotele, muszą mieć zielone dachy. Do 2020 r. łączna powierzchnia podniebnych ogrodów ma w Paryżu osiągnąć 100 ha. Taki sam cel wyznaczono sobie w Hamburgu. Czesi otrzymują od ubiegłego roku 18,5 euro dotacji za każdy 1 mkw. zielonego dachu. W Polsce środki unijne z NFOŚiGW przeznaczone w programie operacyjnym „Infrastruktura i środowisko” w latach 2014–2020 na systemy gospodarowania wodami opadowymi – 573 mln zł w dwóch pierwszych naborach konkursu – pójdą niemal w całości na sfinansowanie 19 projektów rozbudowy kanalizacji deszczowej. Obecnie trwa nabór trzeci. Być może tym razem – do podziału jest 200 mln zł, przeznaczonych głównie dla miast przygotowujących MPA – znajdą się środki także np. na przewidziane w POIiŚ „odsklepianie” miejskich gruntów.

– Rozbudowę kanalizacji trudno właściwie nazwać adaptacją: prędzej czy później spadnie deszcz, z którym system kanalizacyjny sobie nie poradzi – podkreśla Barbara Rajkowska. – Jedynie odpowiednio zaprojektowana błękitno-zielona infrastruktura może zapewnić wystarczające retencjonowanie wody przy nadmiernym opadzie. A podczas suszy dostarczy wody roślinom.

Fontanna na upały

Jednym z miast, w których kanalizacja deszczowa nie budzi większych zastrzeżeń, jest Lublin. Podczas gwałtownych ulew w ostatnich latach nawet ten wydolny dotąd system zaczyna jednak zawodzić – w lipcu 2016 r. woda zalała m.in. ulice Nadbystrzycką i Głęboką, położone niemal w centrum miasta.

– System ma już swoje lata i będzie wymagał co najmniej gruntownego przeglądu. Największy jednak potencjał, gdy idzie o zwiększenie retencji, widzimy w zieleni miejskiej, w tym w zielonych dachach. Mamy już takie m.in. na reprezentacyjnym gmachu Centrum Spotkania Kultur. Niestety, brak nam podstaw, by inwestorom, którzy mogliby urządzić zielone dachy, coś konkretnego zalecić czy nakazać – przyznaje dyrektor Wydziału Planowania lubelskiego UM Mirosław Hagemejer.

W 2015 r. Rada Miejska Wrocławia podjęła uchwałę zwalniającą właścicieli budynków z ogrodami na dachach lub ścianach od podatku od nieruchomości. Jest to – niestety – w Polsce jedyny taki przykład. Chyba zatem dopiero kolejne „błyskawiczne powodzie” skłonią radnych do wsparcia inwestycji w zieloną infrastrukturę, zwłaszcza że ma ona pełnić również ważną funkcję powstrzymywania wzrostu letnich temperatur.

Wielodniowe fale upałów – na Sądecczyźnie i Śląsku Opolskim odnotowano już ponad 17-dniowe okresy z temperaturą przekraczającą 30 stopni – to ekstremalne zjawisko powodujące m.in. wzrost liczby zgonów w miastach o ok. 20 proc. W przypadku osób powyżej 65 lat ryzyko śmierci podczas fali upałów w lipcu 1994 r. z temperaturą przekraczającą niekiedy 36°C zwiększyło się w Warszawie o 33 proc., w Poznaniu o 49 proc., a w Łodzi aż o 63 proc.

To m.in. efekt pojawienia się tzw. miejskich wysp ciepła – obszarów z temperaturą wyższą niż poza miastem. Różnica ta może wynieść od 1–2 stopni do nawet ponad 10 stopni w milionowych, bardzo intensywnie zabudowanych metropoliach. Dzisiejsze miasta z betonu, kamienia, cegły i asfaltu – nieprzyjazne, martwe i przegrzane – potrzebują zieleni i otwartych wód, w tym także np. fontann. Chodzi m.in. o zwiększenie współczynnika albedo, czyli wyrażonego w procentach stosunku promieniowania słonecznego odbitego do padającego na podłoże – niekorzystnie niskiego w przypadku materiałów, z których buduje się ściany i nawierzchnie ulic.

– Charakterystyczne, że z ekstremalnymi opadami czy upałami lepiej niż nowe radzą sobie starsze osiedla mieszkaniowe, takie jak LSM czy Czuby. Budowano je często z tandetnych materiałów, ale w czasach, gdy zostały zaprojektowane, liczono się jeszcze z zasadami urbanistyki i głosem urbanistów – zauważa Mirosław Hagemejer.

– Polskie miasta nie są narażone na zmiany klimatu bardziej niż inne europejskie ośrodki miejskie. Pomimo to ich przystosowanie do skutków globalnego ocieplenia nie będzie łatwe.

– Specyficzne dla Polski problemy z  wdrażaniem adaptacji nie wiążą się z klimatem, ale z otoczeniem prawnym – przede wszystkim źle funkcjonującym systemem planowania przestrzennego czy brakiem narzędzi do zarządzania obszarami metropolitalnymi. Bez tego systemu i narzędzi nie jesteśmy w stanie odpowiedzialnie planować rozwoju miast i zapewnić mieszkańcom wysokiej jakości życia – podkreśla Barbara Rajkowska.

Mogą Ci się również spodobać

Walka o uczciwą informację

Mowa nienawiści, fake newsy to jedno z większych zagrożeń współczesnego świata, dlatego każdy z ...

Zapłata na raty lub umorzona

Gminy będą mogły swobodnie ustalać zasady wnoszenia opłat z tytułu wzrostu wartości nieruchomości.

Religia nie musi być pierwsza ani ostatnia

Jedna z uchwał rady gminy dotycząca organizacji planu zajęć szkolnych wywołała rekcję przedstawicieli Kościoła. ...

Strajk szkolny ogarnął prawie całą Polskę

Chociaż nastroje wśród nauczycieli są coraz gorsze, ZNP zdecydował, że strajk będzie kontynuowany nawet ...

Miasta mają problem z modernizacją targowisk

Bazar musi być tani, ale też powinien pokazywać kupującym, że taki jest. Wszelkie modernizacje ...

Biznes i nauka muszą się polubić

Bez dobrej współpracy przedsiębiorców z uczelniami nie da się budować nowoczesnej gospodarki. Na szczęście ...