Rząd wiele rzeczy robi wbrew samorządom

Jacek Krywult w Bielsku-Białej mieszka od 1945 roku. Prezydentem miasta jest nieprzerwanie od 2002 r. Wcześniej, przez 35 lat, związany z bielską Fabryką Aparatów Elektrycznych Apena. Absolwent miejscowego Technikum Mechaniczno-Elektrycznego oraz Wydziału Elektrycznego Politechniki Śląskiej w Gliwicach
Urząd Miasta Bielsko-Biała

Hasło walki ze smogiem stało się ostatnio bardzo nośne. Wciąż jednak 90 proc. społeczeństwa nie wie, czym jest smog i niska emisja – mówi Jacek Krywult, prezydent Bielska-Białej, laureat II miejsca w Rankingu Samorządów „Rzeczpospolitej”.

Rz: Będzie pan startował w tegorocznych wyborach samorządowych?

Jacek Krywult: Jeszcze nie podjąłem decyzji.

Jakie argumenty na „tak”, a jakie na „nie” pan rozważa?

Na razie wolałbym ich nie ujawniać. Gdy już ogłoszę swoją decyzję, to podzielę się wszystkim z opinią publiczną.

A może uważa pan, że wszystko, co można było zrobić dla miasta, zostało zrobione i pana misja się zakończyła?

Nie, skądże znowu. Rzeczywiście udało się zrealizować bardzo wiele projektów i planów, ale w mieście jest zawsze coś do zrobienia, by mogło rozwijać się w sposób zrównoważony. Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej, a dodatkowo społeczeństwo ma coraz większe wymagania i oczekiwania, którym niełatwo sprostać. Takim wyzwaniem dla samorządów jest chociażby zapewnienie wszystkim sześciolatkom miejsc w przedszkolach i dokończenie reformy oświatowej. A przechodząc na lokalne podwórko, jednym z najważniejszych zadań, jakie stoją przed naszym miastem, jest rozbudowa Beskidzkiego Centrum Onkologii – Szpitala Miejskiego. Inwestycja ta szacowana jest na ok. 200 mln zł. Liczymy tu na dotację ze środków unijnych. Tymczasem cały czas inwestujemy w nowoczesny sprzęt i aparaturę medyczną. W 2017 r. wydatki na ten cel pochłonęły 30 mln zł.

A jakie działania i inwestycje uważa pan za swoje największe sukcesy?

Jest się czym pochwalić. Przede wszystkim mamy jeden z najlepszych układów drogowych w kraju z dwoma obwodnicami i wieloma zmodernizowanymi ulicami. Szczególnie dumny jestem z naszego programu zapewnienia dzieciom i młodzieży różnych możliwości spędzania wolnego czasu. Mam tu na myśli liczne przedsięwzięcia w zakresie sportu oraz kultury. Co roku budujemy po pięć nowoczesnych, przyszkolnych boisk ze sztuczną nawierzchnią. Mamy kilkukilometrową ścieżkę rowerową wokół bielskiego lotniska i nowoczesne rolkowisko – jedno z nielicznych tego typu w Polsce. Dla tych, którzy lubią łączyć jazdę na rowerze z podziwianiem górzystych krajobrazów, przygotowaliśmy kompleks górskich ścieżek rowerowych, który cieszy się ogromną popularnością nie tylko wśród bielszczan, ale również wśród turystów.

Bielsko-Biała to także ważny punkt na kulturalnej mapie Polski. Działają tu dwa znakomite teatry – Teatr Polski oraz Teatr Lalek „Banialuka”, mamy docenianą w Polsce i za granicą Galerię Bielską BWA, mamy dziesięć fantastycznie działających domów kultury oraz instytucję będącą animatorem i kreatorem wielu wydarzeń artystycznych najwyższej rangi – Bielskie Centrum Kultury. W mieście odbywa się wiele festiwali cieszących się uznaniem i renomą. Są wśród nich: Festiwal Kompozytorów Polskich im. Profesora Henryka Mikołaja Góreckiego, Międzynarodowy Festiwal Sztuki Lalkarskiej czy dwa festiwale jazzowe – jeden kierowany przez Tomasza Stańkę, a drugi odbywający się pod okiem Jana Ptaszyna Wróblewskiego.

To brzmi bardzo interesująco, ale… Bielsko-Biała – serce Beskidu, a jednocześnie 27. najbardziej zanieczyszczone miasto w UE.

Bez przesady. Po pierwsze, to są dane z 2016 roku. I choć wciąż daleko nam do miana miasta czystego, na pewno nie jesteśmy już w najgorszej trzydziestce pod tym względem.

To my jako jedni z pierwszych w Polsce dostrzegliśmy konieczność walki z zanieczyszczeniem powietrza i zainaugurowaliśmy program ograniczenia niskiej emisji. W ramach tego programu dofinansowujemy wymianę starych pieców na nowoczesne i ekologiczne urządzenia. Wymieniliśmy już ponad 2000 kotłowni, ale na tym, oczywiście, nie koniec. Nasz program jest kontynuowany. W tym roku wymienionych zostanie kolejnych 250 pieców. Prowadzimy też termomodernizację obiektów publicznych i wprowadzamy w nich zasady energooszczędności. Warto też dodać, że wymieniliśmy praktycznie cały tabor Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. Stare autobusy zostały zastąpione nowoczesnymi pojazdami ekologicznymi.

Czy to wystarczy, by poprawić stan środowiska?

Przede wszystkim trzeba pamiętać o tym, że zanieczyszczenie środowiska nie jest lokalnym problemem jednego miasta. Dla przykładu: w Bielsku-Białej około połowy wszystkich zanieczyszczeń to tak zwane tło, czyli skażenie pochodzące z okolicznych obszarów. Nie wystarczą tu więc nasze działania. Bo co z tego, że my uporamy się z problemem, skoro będzie nas truł ktoś inny? Dlatego uważam, że należy stworzyć porządny program centralny z jasno określonym celem, metodami rozwiązań, zapewnionym finansowaniem i silnym komponentem edukacyjnym dla ludzi. Jeśli włączy się w taki program wszystkich – i samorządy, i mieszkańców, to są szanse na sukces. Jeśli każdy będzie walczył na własną rękę, to niewiele z tego wyjdzie.

Rząd już przygotował program redukcji ubóstwa energetycznego i walki ze smogiem.

To dobry ruch, ale niewystarczający. Hasło walki ze smogiem stało się ostatnio bardzo nośne, mamy nawet pełnomocnika rządu do tej sprawy. Tymczasem 90 proc. społeczeństwa w ogóle nie wie, czym jest smog i niska emisja. Moim zdaniem – oprócz programu rządowego – przydałoby się kilka prostych zmian w prawie: przede wszystkim zakaz używania pieców poniżej V klasy oraz zakaz sprzedaży paliw niskiej jakości ze wskazaniem na muły i floty. Powinno się też rozważyć jakieś finansowe zachęty dla tych wszystkich, którzy zdecydują się na ogrzewanie gazem.

Rząd słucha rad samorządowców?

Różnie z tym bywa. Zdarza się, że nasze sugestie są brane pod uwagę. Częściej jednak jest tak, że głos samorządowych korporacji nie jest słyszalny. A może jest, ale zbyt rzadko jest brany pod uwagę… Mamy co prawda Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego, gdzie opiniujemy sporo projektów ustaw, ale często nasze opinie są po prostu ignorowane. Skutek tego jest taki, że samorządy są zmuszane działać w oparciu o chore, bardzo kulawe i często nieprecyzyjne prawo. Wiele rzeczy robi się, niestety, bez samorządów, a nawet wbrew ich woli. Posłużę się prostym przykładem – według rządowego rozporządzenia już w tym roku trzeba będzie mieszkańcom dostarczyć pięć, czy nawet w niektórych przypadkach sześć, pojemników do segregacji śmieci. Wszystkie polskie organizacje samorządowe protestowały przeciwko temu rozwiązaniu. Bezskutecznie. Na przykład w Bielsku-Białej funkcjonuje Zakład Gospodarki Odpadami, który dysponuje nowoczesną sortownią. Jest ona tak technologicznie zaawansowana, że jest w stanie sortować plastikowe butelki, czyli tzw. pety, według kolorów. Po co zatem mają tym sortowaniem zajmować się mieszkańcy? Albo inny przykład. Niebawem wchodzi w życie dyrektywa RODO o ochronie danych osobowych. Jednocześnie obowiązuje ustawa o dostępie do informacji publicznej. Sądy interpretują ją w ten sposób, że wszystko, co jest wytworzone w jednostkach samorządu terytorialnego, jest jawne. Pogodzenie ze sobą tych dwóch aktów prawnych jest w praktyce bardzo trudne, a wręcz niemożliwe. I trzeci przykład. Niedawno został uruchomiony CEPIK – Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców. Miał on usprawnić działalność wydziałów komunikacji, a w praktyce je sparaliżował. Ludzie mają pretensje do nas, że stoją w długich kolejkach, a w rzeczywistości wina samorządów jest tu żadna. Te kolejki można by było skrócić, gdyby – tak jak to miało miejsce do 2004 r. – dowody rejestracyjne drukowane były bezpośrednio w urzędach. Wtedy wystarczyłaby jedna wizyta w wydziale komunikacji. Teraz trzeba tam się pojawić dwukrotnie – raz po dowód tymczasowy, drugi raz po ten właściwy.

Za reformę edukacyjną też mogą mieć do was pretensje?

Robimy wszystko, by nie mieli. Czy nam się ta reforma podoba czy nie, realizujemy jej wytyczne w sposób optymalny dla mieszkańców. Tyle że nie wszystkich problemów da się uniknąć. Już w roku szkolnym 2019/2020 nastąpi kumulacja roczników i co za tym idzie, spiętrzenie uczniów aplikujących do szkół ponadpodstawowych. Sporo kandydatów nie dostanie się więc do swoich wymarzonych liceów czy techników. I znów pewnie o taki stan rzeczy obwinione zostaną samorządy.

Jak się panu podoba program dla Śląska? Pułapka regulacyjna czy prawdziwe wsparcie?

W społeczeństwie wciąż pokutuje dawna opinia o bogatym Śląsku. Ale tak naprawdę to już tylko wspomnienie. Dziś odwiedzającym śląskie miasta rzucają się w oczy zdegradowane tereny i nieczynne fabryki. Zniknął stąd dawny przemysł, który stanowił o sile regionu. Mało jest kopalń, praktycznie nie ma już hut. Śląsk jest bardzo zniszczony i zaniedbany. I, niestety, coraz bardziej odstaje na niekorzyść od innych regionów kraju.

Wracając do pytania – program dla Śląska jest potrzebny. Mówię to także jako przewodniczący Śląskiego Związku Gmin i Powiatów. Ważne, żeby był on programem centralnym i niósł ze sobą konkretne środki, bo potrzeby są ogromne. Na Śląsku przydałoby się coś na kształt konsekwentnie realizowanego już od wielu lat programu dla Polski Wschodniej. Bo dzięki niemu Rzeszów, Lublin czy Białystok naprawdę rozkwitły. Wymienione miasta miały też szczęście do swoich włodarzy, którzy potrafili tę szansę znakomicie wykorzystać. Teraz te miejscowości to prawdziwe perełki. Aż zazdrość bierze…

No ale Bielsko-Biała nie jest zdegradowana. Czy skorzystałaby więc z programu?

Historia naszego miasta potoczyła się inaczej – my nigdy nie mieliśmy nic wspólnego z węglem i stalą. Za to byliśmy jednym z najlepszych na świecie ośrodków włókienniczych. Bielskie wyroby włókiennicze miały swoich odbiorców m.in. w  USA, RFN czy Wielkiej Brytanii. W okresie transformacji ustrojowej ta gałąź przemysłu całkowicie w naszym mieście upadła. Nieco później zakończyła się także w Bielsku-Białej produkcja fiata 126p, czyli popularnego malucha. W efekcie w pewnym momencie około 35 tys. osób straciło u nas pracę. I nikt wtedy nie zaproponował żadnego programu dla Bielska-Białej i naszego regionu.

Na szczęście – m.in. dzięki ogromnej przedsiębiorczości bielszczan – udało nam się odbudować gospodarkę. Dziś mamy w mieście ponad 23 tys. podmiotów gospodarczych, w tym kilkanaście prężnie działających koncernów międzynarodowych. I choć nie sądziłem, że doczekam takiej sytuacji, to powiem, że dziś największym problemem naszego rynku pracy jest… niskie bezrobocie, wahające się na poziomie 2,3 proc. Wiele bielskich firm ma poważne trudności ze znalezieniem pracowników. Jako samorząd staramy się na to reagować. Dlatego stawiamy od dłuższego czasu na kształcenie zawodowe, a ponadto prowadzimy szerokie działania, w tym ogólnopolskie kampanie promocyjne, mające zachęcić młodych ludzi, zwłaszcza absolwentów uczelni technicznych, do związania swojej kariery zawodowej z naszym miastem.

W mieście bardzo silny jest przemysł motoryzacyjny. Nie obawiacie się uzależnienia od tej branży, która właśnie przechodzi rewolucję elektromobilności?

Wydaje mi się, że ta rewolucja to ciągle pieśń przyszłości. Obecnie, co prawda, panuje moda na elektryczne samochody i autobusy, a ten trend jest wspierany przez rząd. Proszę jednak pamiętać, że rachunek ekonomiczny jest nieubłagany. Na razie e-autobusy są dwa razy droższe niż te tradycyjne, a dodatkowo co trzy–cztery lata trzeba wymieniać w nich baterie, co generuje kolejne koszty. W naszym mieście każdy miejski autobus pokonuje dziennie od 350 do 400 km, tymczasem autobus elektryczny może przejechać na jednym ładowaniu około 250 km. Nie mam wątpliwości, że przyszłość będzie należała do elektromobliności, ale to jeszcze nie jest ten czas.

Ale w sąsiednich Gliwicach Opel zmniejsza produkcję i zatrudnienie. Nie boi się pan, że podobne decyzje podejmie jedno z waszych największych przedsiębiorstw – Fiat-GM Powertrain Polska, producent silników wysokoprężnych?

Nie docierają do mnie takie sygnały. Jak rozumiem, FCA (Fiat) bada rynek, ma dobre rozeznanie i nie produkuje silników po to, by je produkować, tylko odpowiada na konkretne zapotrzebowanie. Gdyby groziło im jakieś ryzyko wynikające ze spadku popytu na silniki spalinowe, to z pewnością ograniczaliby produkcję. Dziś jednak nic takiego się nie dzieje.

Bielsko-Biała to jedno z najbardziej rozwiniętych gospodarczo miast w Polsce i 19. pod względem liczby ludności. A jednak, jak oceniają pana oponenci, nie udało się panu przebić do I ligi silnych ośrodków miejskich.

Zupełnie się z tym nie zgodzę. Zresztą trzeba by zapytać, co to jest ta I liga? Bielsko-Biała bardzo szybko się rozwija, a pod względem gospodarczym radzimy sobie świetnie, co potwierdzają wysokie pozycje miasta w różnego rodzaju rankingach. Ostatnio zostaliśmy sklasyfikowani na II miejscu w Rankingu Samorządów „Rzeczpospolitej”, a tam bada się rozwój miasta w kilku kluczowych obszarach. W zestawieniu przygotowanym przez Fundacje Schumana i Adenauera, gdzie branych było pod uwagę aż 71 różnych aspektów dotyczących jakości życia, zajęliśmy trzecie miejsce, zaraz za Warszawą i Sopotem. No i jesteśmy w pierwszej trójce najmniej zadłużonych polskich miast.

Ale nikt nie podważa, że miasto się rozwija, tylko jakoś brakuje siły przebicia.

Może rzeczywiście za mało wydajemy na PR i za mało się promujemy. Ale ja wolę działać, niż opowiadać i chwalić się, że coś robię. Zresztą najlepszym potwierdzeniem tego, że nie jest u nas tak źle, jest to, że inne, podobne do nas miasta, tracą mieszkańców, a nam nic praktycznie nie ubywa. Miasto się nie wyludnia. Co więcej, cały czas osiedlają się u nas nowi mieszkańcy. Proszę zapytać deweloperów – im się wszystko sprzedaje na pniu.

Jest pan prezydentem od 16 lat. Który moment nazwałby pan przełomowym dla miasta?

Chyba wejście Polski do Unii Europejskiej i możliwość skorzystania z unijnych środków pomocowych. To spowodowało, że w połączeniu z własnymi funduszami i zewnętrznym finansowaniem mogliśmy pozwolić sobie na wspaniałe inwestycje. Bez tej szansy pewnie też w końcu zrealizowalibyśmy projekty drogowe, dokonalibyśmy rewitalizacji miasta, uporalibyśmy się z budową ważnych obiektów sportowych czy remontami placówek kultury. Ale wszystko byłoby rozłożone w czasie i nie przyniosłoby tak silnego zdynamizowania rozwoju miasta.

Po raz pierwszy byłem prezydentem Bielska-Białej w latach 1981–1982. Wówczas, po ogłoszeniu stanu wojennego sam zrezygnowałem. Pamiętam jednak doskonale, jak to miasto wyglądało prawie 40 lat temu. Dziś nie ma żadnego porównania, to zupełnie inny świat. Przeżyliśmy prawdziwy skok cywilizacyjny. Ludzie, którzy przyjeżdżają do nas po wielu latach, nie mogą się nadziwić, jak Bielsko-Biała się zmieniła, jak wypiękniała. Wie pani, ja kocham to miasto, tak samo jak wszyscy bielszczanie. I mam nadzieję, że te 16 lat moich rządów i różne szanse, jakie się w tym okresie pojawiły, udało się dobrze wykorzystać.

Mogą Ci się również spodobać

Wojciech Szczurek: Oczekujemy od rządu rozpoczęcia dialogu

Samorządy nie powinny być zaskakiwane decyzjami do wprowadzenia natychmiast, bez przygotowania. Ostatni przykład dotyczący ...

Miejskie pszczoły dają coraz więcej miodu

Katolicki Uniwersytet Lubelski rozwija swoją miejską pasiekę. Na stawianie uli decydują się też samorządy. ...

Spadają dochody samorządów. Będzie rekompensata?

Tylko w styczniu dochody z PIT w lokalnych budżetach spadły o prawie 2 proc. ...

Samorządy wycofują linie cmentarne

W ten weekend nie będzie specjalnych autobusów czy tramwajów, które miały dowozić mieszkańców na ...

Budżety małych miejscowości świecą pustkami

Mniejsze gminy nie mają wątpliwości: idą chude lata. I już teraz zaciskają pasa, by ...

Unia Metropolii Polskich i Związek Miast Polskich: rząd zapomina o wsparciu finansowym samorządu

Rządowy pakiet przepisów antykryzysowych powinien zawierać również rozwiązania dotyczące rekompensaty ubytków w dochodach gmin. ...