Cień przywódców

Jacek Jaśkowiak minął półmetek – ma za sobą dwa lata w fotelu prezydenta Poznania. W ocenie tego okresu mieszkańcy są, co oczywiste, podzieleni.

Jedni wypominają Jaśkowiakowi udział w Marszu Równości i tęczowe flagi, które zdobiły wówczas miasto. Inni chwalą za głośne sprzeciwienie się wygłoszeniu apelu smoleńskiego podczas obchodów Czerwca’ 56.

Za jedno trzeba jednak Jaśkowiakowi podziękować bezwzględnie – za zwiększenie nakładów na transport publiczny. Codziennie na poznańskie ulice wyjeżdża ponad pół miliona samochodów i ta liczba lawinowo rośnie. Będzie rosła tym szybciej, im gorzej poznaniacy będą oceniali swoje tramwaje i autobusy. Tymczasem w mijającym roku na poprawę stanu torowisk wydano 22 mln zł (w poprzednim ledwie 3 mln), kupiono dwadzieścia nowoczesnych autobusów z logo słynnego Solarisa, finalizowany jest wart 350 mln zł przetarg na tramwaje.

Za jeszcze jedno warto Jaśkowiaka pochwalić – za zakończenie remontu Kaponiery. Remontu, który trwał 5 lat, jeden miesiąc i sześć dni. Dłużej niż I wojna światowa. Niewiele brakowało – ledwie 326 dni – aby „dogonić” II wojnę światową. Cały jeden rocznik studentów rozpoczął i ukończył studia na jednej z poznańskich uczelni pozbawiony możliwości przejścia kultowym podziemnym przejście. Czy aby ich dyplomy nie powinny zostać unieważnione?

Z oceną prezydentury Jacka Jaśkowiaka trzeba, oczywiście, poczekać jeszcze dwa lata. Na razie więc ogólniejsza refleksja. Prezydent należy do tzw. silnych przywódców, a z silnymi przywódcami mam kłopot. „Stał teraz jak opoka, na której bezpiecznie wspierała się Ojczyzna. Jaśniał nad rozległym polem, nad tłumem wpatrzonych w Niego oczami wierzącymi, oczami ufnych. Oto my wszyscy, dwadzieścia tysięcy widzów, byliśmy beztroscy. Nic nas nie kłopotało. Czuliśmy nad sobą potężną opiekę geniusza” – w ten sposób Mieczysław Lepecki, adiutant marszałka Józefa Piłsudskiego, opisywał stan umysłów zgromadzonych 11 listopada 1934 roku na obchodach odzyskania niepodległości, ostatnim święcie z udziałem marszałka. Co było później? Degrengolada obozu sanacyjnego, która stała się jedną z istotnych przyczyn końca II Rzeczpospolitej. Podobnych przykładów w historii jest bez liku.

Silni przywódcy „prywatyzują” swoje otoczenie, ale to mniej ważne. Istotniejsze, że zdejmują ciężar decydowania z ramion społeczeństwa, które zresztą z reguły przyjmuje to z wdzięcznością. Sami się prosimy, aby stanąć w tłumie i, jak w opowieści majora Lepeckiego poczuć, że „nic nas nie kłopocze”. Potem nagle się budzimy i zawsze to przebudzenie jest bolesne. Żeby pozostać przy Piłsudskim: „Swą renesansową bujnością i litewskim uporem, szerokością swojej koncepcji i małostkową mściwością, swą osobą i legendą przysłonił i przytłoczył cały okres dziejów Polski i wdarł się w życie każdego z nas. Wszyscy ci, co chcieli i nie chcieli, bardziej niż sobą samym byliśmy jego współczesnymi. A potem był Piłsudski stary i chory, a potem były walki diadochów”.

Ta refleksja nie dotyczy tylko Jacka Jaśkowiaka. Nawet nie przede wszystkim…

Autor jest niezależnym publicystą. W styczniu 2017 roku ukaże się jego biografa Wojciecha Jaruzelskiego pod tytułem „Czerwony Ślepowron”

Mogą Ci się również spodobać

Dwa wspaniałe dni w Szczecinie

48 godzin to stanowczo za mało, by poznać Szczecin, ale to dobry początek. Zanim ...

Więcej odpadów poza systemem

Nawet cztery razy więcej będą musieli płacić mieszkańcy za śmieci zmieszane niż osoby, które ...

Kulturalny Dzień Dziecka

Samorządowe instytucje kultury jak co roku przygotowały bogatą ofertę wydarzeń z okazji Dnia Dziecka. ...

Pamiętajmy o ogrodach

Miasta rosną. Prognozy ONZ mówią, że już w połowie następnej dekady 60 proc. mieszkańców ...

Z Baniewic do Bordeaux

Solaris, souviginier gris czy muscaris – to niektóre szczepy winogron uprawiane na Pomorzu Zachodnim. ...

Miliony kur dalej od domu

Przepisy określą, w jakiej odległości od domów będzie można budować fermy.