Trzeba być elastycznym

Fotorzepa, Guzik Piotr Piotr Piotr

Reforma szkolnictwa i nowe zasady wykorzystania funduszy UE – z tym samorządy muszą się zmierzyć w tym roku.

Jednym z największych wyzwań, przed jakimi stoją teraz samorządy, są zmiany w systemie edukacji. Tak zgodnie uważają samorządowcy.

Zmian rzeczywiście jest sporo. Z jednej strony to nowy wiek szkolny; od września obowiązkowo naukę rozpoczną siedmiolatki, a nie jak rok temu – sześciolatki. Wywołało to chaos w szkołach i przedszkolach. Część rodziców postanowiła, że ich pociechy zostaną w przedszkolu jeszcze rok, w efekcie w placówkach brakuje miejsc dla młodszych dzieci. Z kolei szkoły podstawowe były przygotowane na większą liczbę uczniów i teraz nie bardzo wiadomo, jak zagospodarować przestrzeń oraz nauczycieli.

– Ponieśliśmy duże koszty przystosowania szkół do potrzeb dzieci sześcioletnich. Obawiam się, że i tym razem z kosztami samorządy pozostaną same – zauważa Janusz Gromek, prezydent Kołobrzegu.

Gimnazja do wygaszenia

Ważna jest też zapowiedziana przez Ministerstwo Edukacji Narodowej reforma oświaty (dłuższa, ośmioletnia szkoła podstawowa, stopniowe wygaszanie etapu gimnazjalnego i wydłużenie edukacji ponadpodstawowej, np. w liceach, do czterech lat).

– Nie chcę oceniać zasadności tych ruchów. Istotne jest to, że ich konsekwencje będą mocno odczuwalne przez samorządy. I to w sytuacji, gdy coraz bardziej odbiera nam się wpływ na to, co dzieje się w szkołach, a więcej władzy przekazuje się kuratorom mianowanym przez administrację rządową – podkreśla Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic i prezes Związku Miast Polskich.

W kraju mamy ok. 7,5 tys. gimnazjów, w które – jak wyliczył Związek Miast Polskich – od 1999 r. samorządy zainwestowały (budowa i prowadzenie) ok. 130 mld zł. Co teraz stanie się z gimnazjalnymi budynkami? Minister edukacji proponuje, by dalej uczyły się tam dzieci starsze, bo podstawówka ma być podzielona na dwa etapy: klasy I–IV i klasy V–VIII. Samorządowcy podkreślają, że dadzą sobie radę z organizacją szkół, ale będzie to ogromne wyzwanie logistyczne. Do tego bardzo kosztowne.

Spory niepokój budzą także perspektywy rozwojowe miast i gmin.

– Rozwój gmin z pewnością zależy od środków pomocowych. To one w dużej mierze kształtują politykę lokalną – mówi Tadeusz Tkaczyk, wójt gminy Strawczyn. – Istnieje jednak realne niebezpieczeństwo osłabienia możliwości absorpcyjnych zarówno ze względu na pogarszającą się kondycję finansową gmin, jak i zmianę priorytetów oraz kierunków przeznaczenia funduszy, które nie zawsze są spójne z potrzebami samorządów.

W 2015 r. w sumie na inwestycje samorządy (wszystkich szczebli) wydały ok. 38,6 mld zł. Plany na ten rok są jednak mniejsze – ok. 35 mld zł.

– Faktyczne wykonanie może być jeszcze mniejsze, bo zwykle samorządy realizują ok. 70–80 proc. swoich planów – zauważa Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK. – Nie wynika to z faktu, że wszystkie potrzeby inwestycyjne zostały zaspokojone, lecz raczej z tego, że nowe fundusze unijne startują z opóźnieniem. A do tego samorządy mają mniejszą swobodę w wykorzystywaniu tych funduszy. W poprzednim rozdaniu mogły czerpać z dotacji garściami na wszystkie swoje potrzeby. Teraz muszą bardziej dopasować się do wyznaczanych w Brukseli kierunków tego wsparcia.

– Dotychczas za unijne pieniądze powstawały drogi, piękniały miasta. Chciałoby się kontynuować tego typu inwestycje, gdyż potrzeb jest ciągle wiele. Ale fundusze unijne w nowej perspektywie niestety nie będą tak szeroko dostępne dla małych miast – potwierdza Janusz Rosłan, burmistrz gminy Biłgoraj.

Problemy z zadaniami

Samorządowcy wymieniają też wiele problemów, z którymi zmagają się od lat. To m.in. brak wystarczającego finansowania zadań zleconych przez rząd, ubytki w dochodach spowodowane reformami podatkowymi czy zapaść w systemie zdrowia.

– Próby coraz głębszych ingerencji w samorządność lokalną, nakładanie kolejnych zadań bez adekwatnego wsparcia to wspólne, realne zagrożenia dla wszystkich polskich samorządów lokalnych – mówi Adam Jaskulski, wójt gminy Świdnica.

Jak podkreśla, szczególnie zagrożony jest rozwój samorządów wiejskich, bo metropolie, większe samorządy „wysysają” z rynku zbyt dużo środków pomocowych, zarówno unijnych, jak i krajowych.

Z kolei Jacek Szydło, wójt gminy Dywity, zwraca uwagę na sprawę planowania przestrzennego. – Dziś luki w tym zakresie prowadzą często do rozpraszania zabudowy, a tym samym do wzrostu kosztów wykonywania zadań gminy; chodzi o drogi, infrastrukturę wodno-kanalizacyjną, dowóz dzieci do placówek edukacji itp. Tu trzeba szybkich działań – podkreśla wójt.

Mogą Ci się również spodobać

Budujemy w Warszawie modę na siatkówkę

Piotr Gacek, prezes ONICO Warszawa, o miłości do siatkówki, Bartoszu Kurku, rozstaniu z trenerem, ...

Bez profilu bezrobotnemu łatwiej będzie znaleźć pracę

Urzędy mają być bardziej elastyczne w poszukiwaniu zatrudnienia dla tych, którzy nie mają pracy.

Konferencje nad morzem

Dolina Charlotty to nie tylko komfortowy hotel między Ustką a Słupskiem oraz miejsce Festiwalu Legend ...

Wigilijny stół dla 50 tysięcy ubogich

Tradycyjne wigilijne potrawy, świąteczne paczki i darmowa opieka medyczna – to wszystko czeka na ...

W miastach więcej liści i śniegu. W imię jeża

Opadłe liście to nie śmieci, zostawmy chociaż część z nich – przekonują biolodzy. Do ...

Ostatnia chwila na skuszenie podatników

Tańsze bilety na komunikację, więcej punktów podczas rekrutacji dzieci do żłobków, przedszkoli czy szkół ...