Spalarnie lekiem na drastyczne podwyżki opłat za śmieci? Niekoniecznie.

W Europie działa ponad 400 spalarni odpadów. W Polsce jest ich dziewięć.
fot. Piotr Guzik

Samorządy widzą w spalarniach odpadów szansę na zredukowanie rosnących stert śmieci. Jednak nie umożliwią one osiągnięcia celów wyznaczonych przez Brukselę.

W Polsce funkcjonuje dziewięć spalarni odpadów, zwanych również zakładami termicznej utylizacji odpadów. W Europie działa ich łącznie ponad 400. Głośną inwestycją w ostatnich latach była spalarnia w Krakowie, która powstała w 2016 roku, a jej budowa pochłonęła 666 mln zł, z czego ponad połowę sfinansowano z unijnej kasy. Zakład jest gotowy do przetworzenia 220 tys. ton odpadów komunalnych rocznie, dodatkowo produkując energię elektryczną oraz cieplną.

Energia zamiast śmieci

Pewne jest, że w spalarnie będą inwestować kolejne jednostki samorządu terytorialnego. Urzędy marszałkowskie do końca lutego przygotują listy spalarni (propozycje uprzednio zgłaszają inwestorzy), by następnie zgłosić je marszałkom i po weryfikacji uzyskać niezbędne decyzje i pozwolenia na realizację projektów. Szacuje się, że propozycji do urzędów marszałkowskich może wpłynąć łącznie kilkadziesiąt.

W lutym zapadła decyzja o dofinansowaniu przez UE spalarni odpadów w Olsztynie. Prace mają ruszyć na przełomie marca i kwietnia. Potrwają około trzech lat. Ku uciesze lokalnych samorządowców, bowiem po likwidacji ciepłowni węglowej Michelin, która ogrzewała część Olsztyna, miastu potrzebne jest dodatkowe źródło ciepła. Ale dostarczenie energii cieplnej nie jest jedynym powodem, dla którego JST postrzegają spalarnie jako dobrą i konieczną inwestycję.

CZYTAJ TAKŻE: Spalarnie bez śmieci

– Żeby zamknął się cały cykl gospodarowania odpadami, konieczne jest poradzenie sobie z ogromną ilością odpadów, których nie można składować – mówi Rafał Szkaradziński, wójt gminy Szaflary i zwolennik wybudowania zakładu termicznej utylizacji na terenie swojej gminy.

Wprowadzone na początku 2016 roku prawo zakazuje składowania tak zwanych odpadów palnych – mogą być jedynie magazynowane, czego koszty rosną wraz z zaostrzaniem wymogów dotyczących magazynowania (chodzi m.in. o zwiększenie bezpieczeństwa i tym samym zredukowanie częstotliwości pożarów).

To jeden z powodów, dla których w ostatnim czasie drastycznie wzrosły ceny odbioru śmieci. Spalarnie mają powodować, że rachunki dla mieszkańców będą mniejsze. – Tam, gdzie są instalacje tego typu, np. w Poznaniu, opłaty wzrosły z 12 na 14 złotych na mieszkańca – mówił na antenie Radia Olsztyn Łukasz Łukaszewski, radny Olsztyna. Jako kontrprzykład podał Giżycko, gdzie spalarni nie ma. Tam ceny wzrosły z 10 na 28 złotych.

Strumienie pieniędzy

Takie argumenty nie są jednak wystarczające z punktu widzenia organizacji sprzeciwiających się budowie spalarni. – W 2019 roku wytworzyliśmy 12,5 miliona ton odpadów komunalnych. Rosnąca góra śmieci i zakaz składowania odpadów palnych oraz wprowadzone restrykcje dotyczące ich magazynowania powodują, że samorządy są przyciśnięte do muru. Ale nadal popełniają błąd u samej podstawy: działania skoncentrowane są na tym, jak zagospodarować czy „pozbyć się” odpadów zmieszanych, a nie jak zmniejszyć ich ilość poprzez usprawnienie segregacji i selektywnej zbiórki. Budowa spalarni to złe ukierunkowanie ogromnych strumieni pieniędzy – mówi Paweł Głuszyński z Towarzystwa na Rzecz Ziemi.

CZYTAJ TAKŻE: Gminy chcą inaczej wywozić odpady. Jakie zmiany proponują?

Ekspert przekonuje, że głównym problemem dotyczącym gospodarowania odpadami, z jakim mierzą się samorządy, jest jakość i poziom selektywnej zbiórki odpadów. – Około 67 proc. odpadów zbieranych jest w formie zmieszanej. Z tej masy odzyskuje się maksymalnie 10 proc. surowców nadających się do recyklingu. Z powodu złej jakości segregacji, też z odpadów posegregowanych, odzyskuje się do recyklingu jedynie nieco ponad ich połowę. Pozostała część to dla samorządów problem, na który spalarnie nie są rozwiązaniem. I tak formalnie musimy zwiększyć poziom recyklingu – przekonuje.

Wśród alternatywnych rozwiązań wymienia między innymi wprowadzenie systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta, systemu kaucyjnego, zwiększenie środków na edukację i kontrolę mieszkańców w zakresie segregacji odpadów, wprowadzenie „inteligentnych” pojemników i altan śmietnikowych oraz miniPSZOKów w zabudowie wielorodzinnej, a także docelowo innego systemu opłat w formie „płacisz za tyle, ile wytwarzasz” (ang. PAYT).

Cele recyklingowe

Faktem jest, że spalarnie odpadów pozwalają pozbyć się stert śmieci, których nie wolno składować, a dodatkowo wytwarzają energię cieplną. Nijak jednak mają się do realizacji narzuconych przez UE celów dotyczących recyklingu. W 2020 roku gminy będą musiały osiągnąć 50-proc. poziom recyklingu odpadów komunalnych, a w 2035 roku wymóg zostanie zaostrzony do 65 proc. Aby zrealizować roczne cele i tym samym uniknąć wielomilionowych kar, potrzebna byłaby poprawa poziomu selektywnej zbiórki, odwrócenie obecnej proporcji odpadów zmieszanych i segregowanych, jakie są generowane w gminach. Tyle teoria. W praktyce cele recyklingowe mogą okazać się poza zasięgiem nie tylko Polski, ale i innych krajów UE.

CZYTAJ TAKŻE: Fala podwyżek zalewa Polskę

– Dotychczas na przykład Niemcy pakowali nadmiar odpadów na kontenery i wywozili do Chin, osiągając w ten sposób wysokie poziomy recyklingu, przynajmniej na papierze. Obecna sytuacja jest taka, że teraz Chiny nie będą już tych materiałów przyjmować, ponieważ stawiają na elektrownie atomowe. Tak oto problem z niesegregowanymi odpadami dotknie również naszych sąsiadów. Zaczną je albo wysyłać do Afryki, albo starać się zaniżać te poziomy, które sami wcześniej wyśrubowali, jednocześnie licząc na oparcie w rynku chińskim – komentuje wójt Szaflar Rafał Szkaradziński.

Podkreśla jednocześnie, że budowanie spalarni nie jest wymysłem polskich samorządowców, a opiera się na rozwiązaniach stosowanych na całym świecie: od Francji, Szwecji czy Niemiec, po Stany Zjednoczone i Kanadę. – Z nadmiarem śmieci trzeba coś zrobić. I najkorzystniejszym sposobem jest przetworzenie ich w sposób kontrolowany. W przeciwnym razie co chwilę będą docierały do nas informacje, że znów gdzieś płonie sterta odpadów, albo że ktoś wykopał ogromny dół, który zapełnił workami śmieci. To błędne koło – przekonuje samorządowiec.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Trzeba odpartyjnić samorząd

Po 17 latach prezydentury zdecydowałem, że będę startował do Senatu – mówi Wadim Tyszkiewicz, ...

Religia nie musi być pierwsza ani ostatnia

Jedna z uchwał rady gminy dotycząca organizacji planu zajęć szkolnych wywołała rekcję przedstawicieli Kościoła. ...

Biurowce: lokalne rynki ścigają Warszawę

W głównych ośrodkach regionalnych jest już prawie tyle biur, ile w Warszawie. A do ...

Ukraińcy wspierają rynki pracy w całej Polsce

We wszystkich województwach ten rok przyniósł wzrost liczby pracowników z zagranicy. Imigranci zarobkowi, głównie ...

Wizytówka miasta na ratuszowej wieży

Mają kilkaset, a czasem zaledwie kilka lat. Zegary na miejskich ratuszach. Nie tylko odmierzają ...

Opłaty za śmieci nadal będą rosły

Przez Polskę przetoczyła się fala podwyżek opłat za odbiór odpadów. Rekordy padły w podwarszawskich ...