Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak polskie miasta interpretują obowiązek segregacji tekstyliów i dlaczego te same przepisy są stosowane na skrajnie różne sposoby.
  • Na czym polega „problem dziurawej skarpety” i jak jedno z miast rozwiązało go, wprowadzając do prawa lokalnego progi matematyczne.
  • Jakie innowacyjne rozwiązania, takie jak mobilne punkty zbiórki, ułatwiają mieszkańcom pozbywanie się problematycznych odpadów.
  • Jaka rewolucja czeka gospodarkę odpadami bio od lipca 2026 roku i które samorządy są na nią w pełni gotowe.

1 stycznia 2025 roku tekstylia oficjalnie stały się osobną frakcją odpadów komunalnych. Przepisy miały zatrzymać zalew ubrań trafiających na wysypiska lub – co gorsza – do domowych pieców. Zgodnie z literą prawa, od tamtej pory zużyta odzież, obrusy czy firany nie powinny lądować w pojemnikach na odpady zmieszane.

Praktyka okazała się jednak bardziej skomplikowana niż ministerialne założenia. Polska, wdrażając unijne dyrektywy, zdecydowała się na wariant minimalistyczny: wprowadziła jedynie obowiązek przyjmowania tekstyliów i odzieży przez Punkty Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych (PSZOK). W zdecydowanej większości gmin dodatkowego, kolorowego worka czy dedykowanego kontenera pod blokiem nie ma i nie będzie. Powód jest prozaiczny: koszty.

W efekcie samorządy zostały zmuszone do kreatywności. Problemem nie stało zagospodarowanie odzieży, którą można założyć ponownie – tutaj z pomocą przychodzą np. organizacje charytatywne czy prywatne firmy stawiające kontenery. Problem pojawił się w przypadku tekstyliów zużytych, brudnych i bezpowrotnie zniszczonych.

Więcej szkody niż pożytku

Jak radzą sobie z nim samorządy? Okazuje się, że rygorystyczne trzymanie się zakazu wrzucania ubrań do odpadów zmieszanych mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku. Jeśli do kontenera z czystą odzieżą trafi zatłuszczona, brudna szmata, cały transport może zostać zdyskwalifikowany w sortowni. Z tego powodu niektóre gminy, jak choćby Kraków, w swoich materiałach promocyjnych otwarcie informują mieszkańców, że z pojedynczymi, zniszczonymi elementami garderoby nie trzeba organizować wyprawy na obrzeża miasta do PSZOK. Podobną, pragmatyczną strategię przyjęły inne miasta, powołując się na wytyczne rządu.

Czytaj więcej

Czy zasypią nas tekstylia? „Rynek recyklingu w naszym kraju dopiero raczkuje”

– Zasada postępowania z odpadami odzieży i tekstyliów jest taka sama jak w przypadku innych frakcji odpadów. Jeżeli odpad jest silnie zabrudzony i nie nadaje się do ponownego przetworzenia i recyklingu (np. zatłuszczony papier), to nie powinien trafić do pojemników na odpady segregowane, lecz do odpadów zmieszanych – tłumaczy Małgorzata Białek, p.o. zastępcy dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej Urzędu Miasta Poznania. I dodaje, że jest to stanowisko zgodne z informacjami udostępnionymi przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska.

Identyczną interpretację przyjęły Katowice i Warszawa. – Odnośnie do możliwości wyrzucania „dziurawych skarpet” do frakcji zmieszanej, Katowice przekazując informacje mieszkańcom sugerują się materiałami wydanymi przez Ministerstwo Środowiska – potwierdza Sandra Hajduk, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Katowicach. Także w stolicy, co potwierdza rzeczniczka warszawskiego magistratu Marzena Gawkowska, zgodnie z oficjalnym stanowiskiem resortu klimatu dopuszcza się takie rozwiązanie, by chronić czystość zbieranych surowców.

Matematyka w śmietniku

Innowacyjne rozwiązanie wdrożył Toruń. Rada Miasta zapisała w prawie lokalnym konkretne progi matematyczne, które legalizują obecność drobnych tekstyliów w czarnych pojemnikach.

– W regulaminie utrzymania czystości i porządku, rada miasta może wskazać, jakie warunki należy spełnić, aby uznano, że odpady są zbierane w sposób selektywny. Określono m.in. że za niewłaściwą segregację zostanie uznana sytuacja, kiedy w pojemniku na odpady zmieszane, zawartość odpadów, które winny być zbierane selektywnie, przekroczy 10 proc. masowo lub 15 proc. objętościowo. Tym samym, było i nadal jest dopuszczalne wyrzucenie tych „dziurawych skarpet” do odpadów zmieszanych – wyjaśnia Marcin Centkowski z toruńskiego magistratu.

Czytaj więcej

Gminy w trudnej sytuacji. Kontenery PCK znikają, a limit recyklingu rośnie

W podobnym tonie wypowiada się Gdańsk, który możliwość oddawania tekstyliów do PSZOK zapewnił mieszkańcom już w 2020 roku – na długo przed unijnym i krajowym przymusem. Tu urzędnicy stawiają sprawę jasno: system ma być dla ludzi, a nie odwrotnie.

– Komunikujemy, że mocno zniszczone lub zabrudzone tekstylia (np. zużyte szmaty, dziurawe skarpety) można wyrzucać do pojemnika na odpady resztkowe. Nie oczekujemy od mieszkańców, aby każdą pojedynczą, zużytą sztukę odzieży dostarczali do PSZOK. Z tego rozwiązania należy korzystać w sytuacjach, w których powstaje większa ilość odpadów, np. przy gruntownym sprzątaniu szafy, piwnicy czy mieszkania lub gdy objętość odzieży mogłaby utrudniać korzystanie z altany śmietnikowej – podkreśla Jędrzej Sieliwończyk z gdańskiego urzędu miasta.

Zero tolerancji dla skarpet

Nie wszystkie samorządy zgadzają się jednak z tak swobodną – ich zdaniem – interpretacją przepisów. Np. Wrocław i Olsztyn stawiają na absolutne przestrzeganie segregacji bez względu na stopień zniszczenia materiału.

– W przestrzeni publicznej pojawiają się bardziej liberalne interpretacje, ale nasze stanowisko pozostaje w tej kwestii niezmienne. Zgodnie z unijnymi i krajowymi regulacjami, odpady tekstylne i odzieżowe podlegają obowiązkowej zbiórce selektywnej. Tekstylia we Wrocławiu powinny trafiać do PSZOK lub do samochodów prowadzących miejską objazdową zbiórkę SZOT – ucina spekulacje Michał Guz z wrocławskiego magistratu.

Także urzędnicy w Olsztynie odrzucają jakąkolwiek taryfę ulgową dla zużytej garderoby. – Miasto nie łagodziło przepisów dotyczących odbioru tekstyliów. Takie działanie nie ma pokrycia w przepisach. Np. wspomniana skarpeta – niezależnie czy cała, czy dziurawa – jest odpadem tekstylnym. Jeśli jest cała, to raczej powinna trafić do odzieży używanej jeszcze do noszenia. Ale to wybór mieszkańca – komentuje Patryk Pulikowski, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Olsztyna.

Wrocław, Toruń i Olsztyn udowadniają przy tym, że rygorystyczny system może działać sprawnie, jeśli wyjdzie się naprzeciw potrzebom mieszkańców i rozbuduje infrastrukturę miejską. We Wrocławiu stworzono unikalny system mobilny. – Miesięcznie ludzie oddają do aut około 25 ton tekstyliów – niezależnie od tego, co odwożą bezpośrednio do trzech miejskich PSZOK-ów – wylicza Michał Guz. Na system mobilny postawił też Toruń. Marcin Centkowski informuje, że od 2026 roku jako uzupełnienie stacjonarnych punktów uruchomiono tam Mobilne PSZOK-i, które pojawiają się dwa razy w roku w 20 dedykowanych lokalizacjach dla poszczególnych osiedli.

Olsztyn postawił na zagęszczenie tradycyjnej sieci odbioru. – W tym roku ustawiliśmy 100 powszechnie dostępnych kontenerów na odpady tekstylne dla mieszkańców. Poza tym planujemy podpisać umowę z zewnętrzną firmą na pojemniki do zbiórki odzieży używanej – wylicza Patryk Pulikowski. Dodaje też, że odpady tekstylne można oddawać do olsztyńskiego mobilnego PSZOK-u, który realizuje objazdową zbiórkę sprzed domów trzy razy w roku po wcześniejszym umówieniu.

Mobilne zbieranie

Model zbiórek mobilnych doskonale sprawdza się w innych dużych ośrodkach. W Poznaniu obok trzech Gratowisk (PSZOK) od marca 2025 roku kursują tzw. Gratowozy, które zatrzymują się już w 99 lokalizacjach raz na kwartał. W samych poznańskich PSZOK-ach w 2025 roku zebrano ponad 355 ton tekstyliów, a od stycznia do kwietnia 2026 roku kolejne 142 tony. Mobilne punkty dorzuciły do tego wyniku 25 ton w roku ubiegłym i 13,5 tony w pierwszych czterech miesiącach br.

Czytaj więcej

Przyjadą po zużyte ubrania. Należy tylko zamówić specjalny transport

Oprócz stacjonarnych PSZOK, do punktów mobilnych PSZOK - w każdej dzielnicy raz w miesiącu w sobotę w określonych godzinach i lokalizacjach mogą oddawać zużyte tekstylia Opolanie. – Przede wszystkim zachęcamy mieszkańców do zapobiegania powstawaniu odpadów tekstylnych i nadawaniu im drugiego życia poprzez możliwość oddania/wymiany odzieży w dobrym stanie m.in. w: Punktach Wymiany Rzeczy zorganizowanych na trzech stacjonarnych PSZOK –ach czy ReButiku (miejscu wymiany dobrej odzieży, w którym cyklicznie również odbywają się zajęcia edukacyjne oraz warsztaty z upcyklingu) – mówi Adam Leszczyński z opolskiego magistratu.

We wschodniej Polsce dobrze radzi sobie Lublin. Tam, obok stacjonarnego punktu przy ul. Metalurgicznej, miasto uruchomiło autorski system wsparcia dla mieszkańców. – W każdą drugą sobotę miesiąca odbywa się mobilna zbiórka odzieży i tekstyliów. Zbiórka prowadzona jest przez Lubelskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej z wykorzystaniem specjalnie oznakowanych pojazdów i stanowi rozszerzenie obowiązku ustawowego – wyjaśnia Monika Głazik z biura prasowego w Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin.

Program okazał się strzałem w dziesiątkę. Podczas gdy lubelski PSZOK przyjął w 2025 roku prawie 212 ton odpadów tekstylnych, dedykowane zbiórki mobilne pozwoliły zabezpieczyć dodatkowe 45 ton ubrań bezpośrednio z lubelskich osiedli.

Koniec ery zwykłego worka bio

Nad samorządami wisi również kolejna rewolucja. Już 1 lipca 2026 roku wchodzi w życie bezwzględny zakaz zbierania odpadów biodegradowalnych w klasycznych, plastikowych foliowych workach. Część samorządów nie będzie mieć z tym problemów, ale dla wielu mniejszych gmin oznacza to konieczność natychmiastowej wymiany infrastruktury na sztywne pojemniki.

Na Dolnym Śląsku, w Poznaniu i Toruniu, odpady bio od dawna muszą trafiać do pojemników luzem. Zwykłe worki foliowe są kategorycznie zakazane. Toruń w swoich materiałach edukacyjnych kładzie ogromny nacisk na wyrzucanie odpadów bio luzem, a Gdańsk dopuszcza zbieranie w workach wyłącznie w odniesieniu do selektywnie zbieranych odpadów tzw. „zielonych”.

W uprzywilejowanej sytuacji są np. Kraków czy Katowice, które normy kontenerowe wprowadziły lata temu. – Nie musimy nic zmieniać – mówi krótko Piotr Odorczuk, rzecznik krakowskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania.

Warszawa opiera się z kolei na zapisach lokalnego prawa, które dopuszczają alternatywę dla pojemników. – Bioodpady są gromadzone w specjalnie do tego przystosowanych pojemnikach lub workach dostarczanych przez operatorów – wyjaśnia Marzena Gawkowska.