Inteligentne miasto: filozofia łączy się z informatyką

Tzw. norma smart city sprzyja miastom, które chcą metodycznie podejść do mierzenia postępów w swoim rozwoju – mówi Paweł Sokołowski, dyrektor ds. rozwoju w obszarze Smart City w Asseco Data Systems.

Miasto inteligentne to….

Takie, w którym dobrze się żyje, a oprócz tego jest miastem, które wciąż się rozwija. Smart city nie powinno być synonimem miasta naszpikowanego elektroniką, bo w istocie jest to pojęcie filozoficzne. Wizja miasta idealnego, które świadomie realizuje potrzeby swoich mieszkańców, pojawiła się już w starożytnej Grecji. W okresie renesansu o koncepcji citta ideale mówił m.in. Leonardo da Vinci. Nikt wtedy nie słyszał o informatyce, ale stworzona wówczas tzw. siatka oktagonalna kilkaset lat później stała się podstawą projektowania układu urbanistycznego większości amerykańskich miast. Oczywiście zmieniło się podejście co do tego, co to dokładnie oznacza i jak ten stan osiągnąć.

Dziś trudno jednak nie łączyć miejskiej inteligencji z IT?

Dziś powszechnie uznaje się, że inteligentne miasto to takie, które wykorzystuje nowoczesne technologie informacyjno-komunikacyjne. O ile jednak 20 lat temu myśleliśmy przede wszystkim o wydajności miejskiej infrastruktury (komunikacyjnej, parkingowej, energetycznej), tak w ostatnim czasie coraz częściej dostrzega się fakt, że na inteligencję miasta trzeba patrzeć w szerszym kontekście, dostrzegając także wymiar gospodarczy, środowiskowy, społeczny, edukacyjny. Tak podeszli do tej kwestii twórcy normy ISO 37120, zwanej normą smart city. Definiuje ona i określa aż 100 wskaźników, których łączne spełnienie na określonych poziomie uprawnia do nazywania miasta inteligentnym. W Polsce takiej weryfikacji podjęły się już Gdynia, Gdańsk, Kielce, Lublin. Informatyka z jednej strony ułatwia zmierzenie tego, co już w mieście jest, a tym samym uzyskać certyfikację, a z drugiej – pomaga podnieść jakość życia w mieście w większości z 17 opisanych obszarów tematycznych. Stworzona przez Asseco cyfrowa platforma Metropolis obejmuje aż 8 z nich.

Jaka jest korzyść z takiej certyfikacji?

Tzw. norma smart city sprzyja miastom, które chcą metodycznie podejść do mierzenia postępów w swoim rozwoju. Regularny monitoring określonych wskaźników pozwala porównywać zmiany zachodzące w danym mieście, np. w ciągu roku.

Czy podejście do tego, co jest miejską inteligencją, rozwija się równie dynamicznie jak rozwiązania IT dla miast?

Choć pojęcie smart cities w ujęciu technologicznym jest stosunkowo młode, ma już za sobą kilka rewolucji. Na początku XXI w. dominowało podejście, które dziś nazywamy smart city 1.0. Na rynku dostępne były jedynie gotowe produkty z półki, jak np. karta miejska, system do elektronicznego obiegu dokumentów, miejski monitoring, które się zwyczajnie kupowało. Te projekty niekoniecznie odpowiadały na realne potrzeby miast. Dopiero 10 lat później, na etapie smart city 2.0 miasta zaczęły definiować swoje oczekiwania, na które dostawcy rozwiązań informatycznych musieli odpowiedzieć. To podejście rozwija się cały czas. Smart city 3.0 to również dialog z mieszkańcami w formie m.in. budżetów obywatelskich. Przed nami faza smart city 4.0, czyli stan, w którym inteligentne miasto jest zrównoważonym, ale wciąż rozwijającym się ekosystemem, w którym rozwiązania informatyczne pomagają w dialogu z mieszkańcami i optymalizują miejską infrastrukturę.

Czy wraz z rozwojem podejścia do tematu smart cities zmienia się odpowiedź ze strony firm informatycznych?

Implementowane rozwiązania są zawsze rezultatem dialogu z miastem, który ewoluuje wraz z rozwojem potrzeb i możliwości. Patrząc na przykład karty miejskiej – na początku usprawniała ona tylko kontrolę płatności za transport, redukowała koszty sprzedaży biletów, uszczelniała system. W fazie smart city 2.0 jej funkcjonalność została rozszerzona o możliwość opłacania dowolnych usług miejskich, co umożliwiło np. redukcję obrotu gotówkowego w urzędach. Wciąż jednak karta miejska nie była wszechstronną kartą płatniczą. W kolejnym, aktualnym etapie wprowadzona została tzw. otwarta pętla pieniądza elektronicznego. Mamy wyjątkowe nasycenie terminali zbliżeniowych, zmniejszyły się też prowizje od tych transakcji. To sprzyja rozwijaniu funkcjonalności kart miejskich, rozwiązuje problem ich dystrybucji i personalizacji oraz zaspokaja potrzeby turystów.

Czy w kwestii płatności za miejską komunikację wciąż coś nas może zaskoczyć?

Musimy zacząć traktować system płatności za komunikację miejską jak element szerokiego pojęcia miejskiej inteligencji. Musi ona być zorientowana na wszystkie usługi miejskie, a sam sposób płatności jest sprawą wtórną i trzeba ją pozostawić do decyzji użytkownika. Wszystkie opisane przeze mnie wcześniej etapy ewolucji Asseco przeszło wraz z Metropolią Śląska. To jest bardzo świadomy samorząd, dzięki czemu już niedługo mieszkańcy będą tam mogli korzystać z kolejnej funkcjonalności karty ŚKUP (na razie tylko w Tychach), jaką jest płatność kartą EMV w standardzie MTT. Pozwoli to na połączenie funkcji karty płatniczej z funkcją biletową. System, który Asseco dostarczyło na Śląsk, jest uniwersalną platformą usług miejskich, którą można nieustannie rozwijać zgodnie z najnowszym trendami i potrzebami użytkowników. Czas pokaże, jakie jeszcze potrzeby przyniesie przyszłość.

– Materiał partnera

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Kraków idzie na wojnę z hulajnogami

W ciągu kilku miesięcy miasta zalała fala 6,5 tys. hulajnóg na minuty. Samorządy nie ...

Prezydent z pokolenia rozżarzonych głów

Nasz dom rodzinny, działalność w opozycji nauczyły Pawła niezwykłej determinacji w dążeniu do celu. ...

Wszyscy uczą się oszczędzać wodę w miastach

Samorządy, dbając o zieleń, muszą nauczyć się oszczędnie i z pomysłem gospodarować wodą. Deficyt ...

Rusza budowa Morskiego Centrum Nauki. W oczekiwaniu na przetargi

W 2021 roku ma być gotowe Morskie Centrum Nauki w Szczecinie, czyli nowoczesna placówka ...

Handlowe życie na niepewnym gruncie

Targowiska przyciągały kupujących w czasach PRL, przyciągają i dziś, w dobie hipermarketów i galerii handlowych. Samorządy zapewniają o wsparciu ...

Pielęgniarki zadbają o uczniów

Jeśli w szkole dentysta nie będzie miał gabinetu, gmina ma zapewnić np. dentobus.