Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są finansowe skutki depopulacji dla samorządów i dlaczego koszty usług publicznych rosną w nich najszybciej.
- Z jakimi wyzwaniami dotyczącymi oświaty mierzą się gminy i jakie zmiany prawne postulują samorządowcy.
- Jak niedobory infrastruktury i odpływ kadr wpływają na atrakcyjność inwestycyjną wyludniających się regionów.
- W jaki sposób współpraca międzygminna i racjonalne inwestycje mogą pomóc w utrzymaniu jakości życia mieszkańców.
Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha, uważa, że gdyby James Carville wymyślał dziś hasło dla Billa Clintona, najprawdopodobniej nie byłoby to „ekonomia, głupcze”, tylko „demografia, głupcze”. – A na pewno taka myśl potrzebna jest w Polsce. Demografia jest jedną z niewielu dziedzin w prognozach statystycznych, które można realnie przewidzieć – podkreśla.
I przypomina, że samorządowcy i ich korporacje (między innymi Związek Miast Polskich, w którym działa) od lat postulują zmiany prawne, które uwzględniałyby zmiany ludnościowe. – Są w Polsce gminy, w których nie urodziło się w zeszłym roku żadne dziecko, ale wciąż istnieje zasada, iż w każdej gminie musi być szkoła. Prawo powinno pozwolić samorządom na większą autonomię decyzyjną w sposobie organizacji usług publicznych przy zachowaniu ich standardu – uważa.
W gminach, w których zmniejsza się liczba ludności, koszty usług rosną szybciej
GUS opublikował właśnie zestawienia dochodów i wydatków JST w ujęciu regionalnym w zeszłym roku. We wszystkich regionach oświata jest najpoważniejszą częścią wydatków samorządów. Stanowi przeciętnie 33 proc. wydatków gmin, dla miast na prawie powiatu jest to jeszcze więcej – do 40 proc.
Czytaj więcej
Choć z roku na rok liczba dzieci w przedszkolach spada, samorządy na razie raczej nie likwidują placówek, a przede wszystkim zmniejszają liczbę odd...
W raporcie „Znikająca Polska lokalna. Finansowe skutki depopulacji gmin” Polskiego Instytutu Ekonomicznego policzono, jak zmiany demograficzne, głównie jest to depopulacja, zmieniają finanse gmin. W co czwartej gminie dwa lata temu koszty podstawowych usług publicznych (administracji, oświaty i pomocy społecznej) przekraczały już wartość wszystkich dochodów własnych. A im większa depopulacja, tym koszty jednostkowe usług publicznych wyższe.
Dr Agata Mróz, autorka opracowania oszacowała, o ile zwiększyły się wydatki w przeliczeniu na mieszkańca w gminach, w których najbardziej zmniejszyła się liczba ludności w stosunku do tych, w których liczba mieszkańców jest stabilna lub wzrosła (analiza dotyczy lat 2015-2024). Dla administracji jest to 84 proc., w przypadku oświaty – 19 proc. Szybciej wzrosły również (o 99 proc.) wydatki na pomoc społeczną.
– Do niedawna, do 2024 r., samorządowcy, gdy rozmawiali o demografii, nie wskazywali na finansowe skutki depopulacji. W ostatnim czasie to się zmieniło. Wskazują oświatę jako tę część usług publicznych, która stwarza największe perturbacje finansowe – przyznaje dr Agata Mróz. – To, że najszybciej wynika z wielu przyczyn. Między innymi ze zmiany struktury mieszkańców oraz z tego, że część kosztów przeznaczonych na usługi opiekuńcze jest ustalana przez placówki stacjonarne i samorządy nie mają na nie wpływu, a muszą się do nich dostosować.
Autorka raportu PIE zwraca uwagę na to, jak procesy ludnościowe w regionach czy w samorządach są powiązane z procesami mikro i makrogospodarczymi. Mniejsza liczba osób w wieku produkcyjnym wpływa nie tylko na zmianę struktury mieszkańców, mniejsze dochody lokalne z podatku PIT, ale także zawirowania na lokalnym rynku pracy. Jeśli ten zaś nie jest atrakcyjny, to coraz mniej osób znajduje pracę, coraz więcej emigruje i to oznacza właśnie coraz mniej osób w wieku produkcyjnym.
Jak można obniżyć koszty usług publicznych?
Leon Małaszewski, wójt Dubicz Cerkiewnych w woj. podlaskim, szacuje, że samorząd dopłaca coraz więcej do prowadzenia szkoły od 12 lat. W tym roku w szkole uczy się 39 uczniów, z subwencji na oświatę może otrzymać na jej utrzymanie 1 mln zł, ale kosztuje to do 3 mln zł. Przyznaje, że dodatkowym wyzwaniem dla samorządu jest to, iż pracujący w pobliskiej Hajnówce rodzice wolą zawozić dziecko do przedszkola do miasteczka albo bliżej swojego miejsca pracy niż zostawić w Dubiczach Cerkiewnych. – Rozumiem rodziców, jednak tracimy dofinansowanie i mamy niewykorzystaną infrastrukturę – dodaje samorządowiec.
Mirosław Markiewicz, burmistrz także przygranicznych Kleszczeli, zwraca uwagę na inny problem. – Biznes nie chce inwestować w gminach przygranicznych. Walory przyrodnicze, pewna liczba opustoszałych domów i gospodarstw mogłaby skłonić do zamieszkania osoby pracujące zdalnie, lecz mamy coraz poważniejszy problem z siecią telefonii komórkowej i z internetem – samorządowiec tłumaczy, że kłopotem jest niewielkie wsparcie prywatnych firm telekomunikacyjnych, które mogłyby na terenach depopulacyjnych (przede wszystkim na wsiach) poprowadzić infrastrukturę dla szerokopasmowego internetu.
Czytaj więcej
Niedawne dane GUS o migracji rozpętały internetową burzę. My sprawdzamy, jak wygląda życie w gminach, gdzie nawet co trzeci-czwarty mieszkaniec to...
Część gmin próbuje ratować się tym, że przekształca szkoły publiczne w niepubliczne – prowadzone przez fundacje czy stowarzyszenia. Na Podlasiu, Mazowszu, Warmii i Mazurach, w woj. lubelskim i podkarpackim 30 placówek prowadzi Społeczno-Oświatowe Stowarzyszenie Pomocy Pokrzywdzonym i Niepełnosprawnym „Edukator” z Łomży. Budynki pozostają własnością samorządów, stowarzyszenie wynajmuje je i prowadzi szkoły, w których nie obowiązuje Karta Nauczyciela (np. pensum godzinowe wynosi 22 godziny tygodniowe).
– Nie zawsze jednak samorządy otrzymują zgodę na przekształcenie szkoły (gmina Kleszczele nie dostała), a poza tym nawet dla organizacji NGO istnieje granica liczby uczniów, przy której trudno jest utrzymać placówkę – przyznaje Stanisława Barbara Kuczałek, prezes Stowarzyszenia.
Jerzy Wasiluk, wójt gminy Czyże w woj. podlaskim przyznaje, że najbardziej niepokoi go migracja ludzi w wieku produkcyjnym. Wspólnie z pobliskimi samorządowcami działają w związkach gmin. Przyznaje jednak, że w ten sposób można poradzić sobie z niewielkimi wyzwaniami, do zmiany w tych najpoważniejszych potrzebne są zmiany ustawowe.
Depopulacja, choć najbardziej jest widoczna na wschodnich terenach Polski i terenach oddalonych od większych miast, to także zmienia miasta. Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha, tłumaczy: – Utrzymywanie placówek oświatowych, ochrony zdrowia musi być racjonalne, z uwzględnieniem potrzeb społecznych, ale też możliwości finansowych samorządów.
Dodaje, że ważna jest również odpowiedzialność samych samorządowców. Powstrzymanie się przed rozpoczynaniem inwestycji, których koszty za jakiś czas będą znacząco wyższe, a liczba użytkowników znacząco mniejsza. – Na część zmian demograficznych samorządy powinny były – i my to zrobiliśmy – się przygotować. W Wałbrzychu istnieją zespoły szkolno-przedszkolne zamiast osobnych szkół i przedszkoli – relacjonuje Roman Szełemej.
Niezbędne kroki milowe lokalnej zmiany demograficznej
Magdalena Czarzyńska-Jachim, prezydentka Sopotu uważa, że współpraca pomiędzy samorządami w tworzeniu wspólnych usług publicznych jest coraz bliższa, a także coraz bardziej potrzebna: – I my, i wiele innych samorządów, mamy w strategiach zapisane przeciwdziałanie trendom demograficznym. Ale to nie są tendencje czasowe, czy trendy, które można zmienić w ciągu kilku czy kilkunastu lat. Musimy zastanowić się, jak przy stałych zjawiskach demograficznych zapewnić obecną wysoką jakość życia.
Czytaj więcej
Tylko w co dwudziestej polskiej gminie dzieci jest tak dużo, jak osób 60+. Starzenie się społeczeństwa jest obecnie szybsze na zachodzie niż na wsc...
Wskazuje, że dla władz samorządowych oznacza to konkretne wyzwania i konieczność działań. – Wyczekuję przepisów o najmie krótkoterminowym, które nie tylko uregulują rynek, ale także będą narzędziem, które sprawi, że więcej mieszkań trafi na najem długoterminowy, czyli pojawią się nowi mieszkańcy. Sytuacja, z którą się mierzymy dotyczy zapewne wielu miejscowości turystycznych – podkreśla.
Mieszkańcy przenoszą się albo na obrzeża miasta, albo do pobliskich „obwarzankowych” gmin. Tam z kolei potrzebna jest nowa, kosztowna, infrastruktura, a to generuje potężne koszty inwestycyjne dla samorządów. Prezydentka Sopotu uważa, że jedna ze zmian będzie polegała na komplementarnym oferowaniu wspólnych usług kilku najbliższych gmin, a może nawet powiatów. – Jednak taka koncepcja musi być powiązana z zapewnieniem mieszkańcom sprawnego transportu publicznego – dodaje Magdalena Czarzyńska-Jachim.