Z tego artykułu dowiesz się:
- Gdzie w Polsce mieszka najwięcej cudzoziemców i w których gminach ich udział przekracza 25 proc. mieszkańców.
- Z czego wynika wysoka koncentracja obcokrajowców w niektórych gminach. j
- Jak wygląda codzienne życie w gminach, gdzie cudzoziemcy stanowią znaczną część społeczności,,
- Jakie wyzwania dla szkół i lokalnych usług publicznych przynosi napływ dzieci oraz rodzin z zagranicy,
- Jak obecność cudzoziemców realnie wpływa na lokalne budżety i gospodarkę.
Do obecności pracowników z zagranicy już jesteśmy przyzwyczajeni, ale ostatnio opublikowane, eksperymentalne badania GUS pokazują, jak silna jest koncentracja cudzoziemców w niektórych częściach kraju. Według analiz opartych na tzw. śladach życia, ogółem w Polsce przebywa ok. 2,3 mln cudzoziemców, co odpowiada około 6 proc. całej populacji.
W niemal 60 miastach i gminach odsetek ten jest jednak co najmniej dwa razy wyższy i przekracza 15 proc., a w sześciu przekracza 26 proc. Chodzi o Ustronie Morskie (woj. zachodniopomorskie), Mikstat (woj. wielkopolskie), Głowno (woj. łódzkie), Raszyn i Mławę (woj. mazowieckie) oraz Jelcz-Laskowice (woj. dolnośląskie).
Imigranci w Polsce – skrajne emocje w internecie
W reakcji na te dane media społecznościowe zalała fala skrajnych opinii. W negatywnych komentarzach internautów, w tym polityków, dominowała ksenofobia. Straszono tzw. „podmianą społeczną”, paraliżem usług publicznych, przeciążonymi szkołami i szpitalami, gdzie dla lokalnej społeczności ma brakować miejsca. Nagminnym problemem ma być wzrost przestępczości, powstawanie niebezpiecznych, odizolowanych „gett”, itp.
Czytaj więcej
Dla samorządów najpoważniejsze wyzwania demograficzne związane są z wydatkami. W perspektywie dwóch dekad dotyczyć będą też dochodów. Depopulacja,...
Z drugiej strony pojawiły się też głosy pełne pragmatyzmu, a nawet entuzjazmu dla gospodarczych efektów imigracji. Zwolennicy tej narracji wskazywali, że pracownicy z zagranicy są wybawieniem dla polskiej gospodarki i demografii, dostarczając firmom brakujących rąk do pracy. Poza tym, skoro cudzoziemcy płacą w Polsce podatki i składki ZUS, to korzystają na tym również lokalne budżety.
Skąd tylu cudzoziemców na lokalnych rynkach
A jak wysoki odsetek cudzoziemców naprawdę wpływa na życie lokalnych społeczności? Zapytaliśmy o to samorządowców. Z ich odpowiedzi wynika, że rzeczywistość jest zupełnie inna niż ta rysowana w wirtualnej przestrzeni. Nawet w gminach, gdzie co czwarty lub co trzeci mieszkaniec jest obcokrajowcem, samorządowcy nie mówią ani o głębokich konfliktach narodowościowych i poważnych problemach, ani o spektakularnych korzyściach ekonomicznych czy wielokulturowym eldorado. W większości przypadków codzienność okazuje się po prostu... zwyczajna.
Wysoka koncentracja cudzoziemców w poszczególnych gminach wynika przede wszystkim, jak wyjaśniają samorządowcy, ze specyfiki lokalnych rynków pracy i obecności dużych pracodawców od lat zmagających się z niedoborem rąk do pracy. Przykładowo w Jelczu-Laskowicach, gdzie na obszarze miejskim odsetek cudzoziemców sięga niemal 34 proc., decydującą rolę odegrał rozwój przemysłu motoryzacyjnego i produkcji AGD. W Mszczonowie (32 proc. obcokrajowców w samym mieście) magnesem są centra logistyczne oraz duże gospodarstwa rolne. Z kolei w gminie Pruszcz Gdański (18,5 proc.) pracowników z zagranicy przyciągają magazyny i centra logistyczne korzystające z położenia w pobliżu Trójmiasta i autostrady A1.
Ciekawe przy tym, że choć imigracja zarobkowa na większą skalę zaczęła rozwijać się w Polsce dopiero około 10–15 lat temu, w niektórych gminach cudzoziemcy są częścią lokalnej społeczności już od kilkudziesięciu lat. W gminie wiejskiej Raszyn, gdzie odsetek obcokrajowców sięga 28 proc., społeczność obcokrajowców – przede wszystkim wietnamska, ale także indyjska – jest obecna już od lat 70. i 80. XX wieku. Z kolei Piaseczno (17,5 proc. obcokrajowców na obszarze miejskim) od lat 90. było kojarzone z giełdą pracy, która z czasem stała się początkiem trwałego osiedlania się rodzin, przede wszystkim z Ukrainy i Białorusi.
Cudzoziemcy w szkołach. Więcej wyzwań, ale i szansa dla małych gmin
Wbrew internetowym obawom o powstawanie zamkniętych osiedli pracowniczych samorządy zgodnie podkreślają, że cudzoziemcy mieszkają rozproszeni. Osoby zatrudnione sezonowo częściej korzystają z kwater organizowanych przez agencje pracy. Natomiast ci, którzy planują zostać na dłużej, wynajmują lub kupują mieszkania i wiążą się z gminami na stałe.
Najlepiej widać to w szkołach. W jednej z podstawówek w Raszynie uczniowie z doświadczeniem migracji stanowią blisko 30 proc. całej społeczności – 415 spośród 1355 uczniów. W Mszczonowie jest to około 7 proc., a od 2022 r. do tamtejszych szkół trafiło dodatkowo około 120 dzieci z zagranicy, ostatnio m.in. z Kolumbii.
Czytaj więcej
Napływ imigrantów nie jest panaceum na depopulacje miast i miasteczek. Rząd najprawdopodobniej w najbliższych dniach przedstawi strategię migracyjną.
Taka sytuacja rodzi realne wyzwania organizacyjne. Urzędnicy nie ukrywają, że konieczność organizacji dodatkowych lekcji języka polskiego, zwłaszcza dla dzieci z bardziej egzotycznych krajów, zatrudnianie asystentów międzykulturowych czy radzenie sobie z przepełnieniem klas to spore obciążenie dla budżetów i kadry nauczycielskiej. Pojawiają się jednak istotne korzyści. Jak zauważają np. władze Mszczonowa, w mniejszych miejscowościach obecność dzieci obcokrajowców pozwala utrzymać minimalną liczebność grup, co ratuje placówki przed zamykaniem, a nauczycieli – przed redukcją etatów.
Czy rośnie przestępczość? Samorządy nie potwierdzają tych obaw
A co z mitycznym zagrożeniem bezpieczeństwa? Samorządowcy zwykle nie posługują się policyjnymi statystykami, ale dane lokalnych służb przeczą internetowej narracji. Przykładowo Straż Miejska w Pruszczu Gdańskim od początku 2026 r. podjęła 63 interwencje wobec obcokrajowców – w zdecydowanej większości (49 przypadków) dotyczyły one jednak zwykłych wykroczeń w ruchu drogowym, a reszta to drobne incydenty naruszenia porządku publicznego.
W Piasecznie, Raszynie czy Jelczu-Laskowicach nie odnotowano systematycznych napięć ani konfliktów na tle narodowościowym. Zdarzają się pojedyncze zakłócenia ciszy nocnej czy sąsiedzkie spory, jednak – jak podkreślają samorządy – są one traktowane przez służby dokładnie tak samo jak w przypadku polskich mieszkańców.
Cudzoziemcy wzmacniają lokalne budżety
Wpływ migracji na lokalną gospodarkę również okazuje się bardziej złożony niż proste oczekiwanie wzrostu lokalnych dochodów. Część samorządów przyznaje, że większa liczba mieszkańców napędza handel, gastronomię i rynek najmu nieruchomości, co w miastach takich jak Jelcz-Laskowice czy Piaseczno przekłada się nawet na okresowy wzrost czynszów.
Czytaj więcej
Na każdym kilometrze kwadratowym powierzchni kraju mieszka przeciętnie 119 osób. Są jednak regiony, w których jest to nawet dwa razy mniej. Gęstość...
Jednocześnie w swoich odpowiedziach włodarze gmin nie deklarują, że cudzoziemcy „ratują” lokalne budżety. Znacznie częściej wskazują na pośredni efekt – rozwój przedsiębiorstw, większą aktywność gospodarczą i nowe inwestycje, które zwiększają wpływy z podatków i opłat lokalnych. Równocześnie rosną jednak wydatki na edukację, transport publiczny, pomoc społeczną oraz infrastrukturę komunalną.
Część samorządowców zwraca uwagę na metodologię eksperymentalnych badań GUS. Dane oparte na tzw. śladach życia nie oznaczają liczby osób zameldowanych, lecz obejmują wszystkich cudzoziemców aktywnych w administracyjnych bazach danych, np. ZUS. Część z nich przebywa w Polsce jedynie czasowo lub wykonuje pracę sezonową.
Przykładowo według analiz GUS, w gminie Ustronie Morskie aż 30 proc. populacji to obcokrajowcy. Według oficjalnego rejestru meldunkowego odsetek ten wynosi jednak zaledwie 3,3 proc. Spore różnice widać też w miasteczku Mikstat. Według eksperymentalnych danych GUS ponad połowę tamtejszej populacji (53 proc.), czyli blisko 1,85 tys. osób – stanowią cudzoziemcy. Władze gminy podkreślają jednak, że liczba zameldowanych cudzoziemców to 979 osób.