Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak atak na prezydenta Poznania wpłynął na debatę o bezpieczeństwie osób publicznych w Polsce.
  • Jakie środki ochrony stosują samorządowcy i dlaczego niektórzy świadomie z nich rezygnują.
  • Dlaczego agresja w internecie jest postrzegana jako bezpośrednie źródło fizycznych ataków.
  • Na czym polega kluczowy dylemat między potrzebą ochrony a zachowaniem bliskiego kontaktu z mieszkańcami.

Po wtorkowym ataku na Radzie Miasta Poznania powracają pytania o bezpieczeństwo samorządowców. Samorządowcom nie przysługuje ochrona z urzędu, tak jak prezydentowi RP, premierowi czy niektórym ministrom. Część z nich korzysta jednak ze wsparcia straży miejskich.

Analizowane ryzyka, bo priorytetem jest bezpieczeństwo

Tak jest m.in. w Białymstoku. Jak przekazała nam Anna Kowalska, p.o. dyrektora biura prasowego białostockiego ratusza, prezydent Tadeusz Truskolaski od wielu lat pojawia się w przestrzeni publicznej w asyście Straży Miejskiej. – Funkcjonariusze pełnią dyżury w Pałacyku Gościnnym, czyli siedzibie, w której urzęduje prezydent. W związku z tym działania zwiększające jego ochronę nie są obecnie planowane – mówi urzędniczka.

Patryk Pulikowski, rzecznik prezydenta Olsztyna mówi, że na pewno zdarzenie, do jakiego doszło w Poznaniu jest bulwersujące i nie powinno mieć miejsca. – Sprawowanie funkcji samorządowych musi się wiązać z częstym kontaktem z lokalną społecznością. Niemniej muszą być zachowane przynajmniej podstawowe zasady bezpieczeństwa, jak chociażby zapewnienie większego bezpieczeństwa choćby podczas obrad rad gmin – podkreśla rzecznik.

Dodaje, że tak jest także w Olsztynie, gdzie dbają o to strażnicy miejscy. Teraz będą oni zwracać jeszcze baczniejszą uwagę na osoby wchodzące do sali obrad.

Czytaj więcej

Więcej konsultacji i dialogu. Tego mieszkańcy oczekują od samorządowców

A Justyna Góźdź z lubelskiego ratusza przekazała nam, że urząd nie ujawnia szczegółów dotyczących stosowanych środków bezpieczeństwa. – Kwestie te są na bieżąco monitorowane i analizowane. Stosowane rozwiązania są dostosowywane do aktualnej oceny ryzyka oraz charakteru wykonywanych obowiązków służbowych. Priorytetem pozostaje zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom wydarzeń publicznych, przy jednoczesnym zachowaniu otwartego i bezpośredniego kontaktu władz miasta z mieszkankami i mieszkańcami Lublina – zapewnia urzędniczka.

Marcin Krupa, prezydent Katowic, podkreśla, że sytuacja, która miała miejsce w Poznaniu, jest skandaliczna i pokazuje, że osoby publiczne są narażone na różnego rodzaju zagrożenia.

– Tematu nie wolno lekceważyć. Jednocześnie jako samorządowcy jesteśmy zawsze blisko ludzi, bo bezpośredni kontakt jest istotą naszej działalności. Regularnie uczestniczę w wydarzeniach organizowanych w różnych częściach miasta, spotkaniach, piknikach czy wydarzeniach sportowych. Dzięki temu na bieżąco mam z pierwszej ręki informacje o potrzebach i wyzwaniach poszczególnych dzielnic – mówi prezydent Krupa. Przyznaje też, że mimo wielu gróźb kierowanych bezpośrednio do niego i jego bliskich nie korzysta z osobistej ochrony i nie planuje wprowadzać takich rozwiązań.

Nie można tolerować agresji

Wtorkowy atak na prezydenta Poznania potępiło wielu samorządowców. – Spór, różnice poglądów, krytyka – to w polityce sprawy absolutnie normalne. Poza jakimikolwiek normami jest natomiast agresja, a niezadowolenie z pracy polityka można wyrażać na mnóstwo sposobów: od protestu, przez krytyczny artykuł czy wpis, po głos wyborczy. Ale nigdy poprzez fizyczną agresję czy osaczanie – podkreślił Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy.

Arkadiusz Chęciński, prezydent Sosnowca, przyznał, że samorząd jest miejscem rozmowy, sporu i różnicy zdań, a każdy ma prawo krytykować prezydenta czy radnych. – Każdy ma prawo protestować, zadawać trudne pytania i domagać się odpowiedzi. Ale nikt nie ma prawa stosować przemocy, poniżać drugiego człowieka ani zamieniać debaty publicznej w spektakl agresji – podkreślił.

Czytaj więcej

Kraków uruchomi lawinę? W kolejnych miastach może dojść do prób odwołania prezydentów

Dodał, że coraz częściej zamiast argumentów pojawiają się wyzwiska, insynuacje, pogarda i nakręcanie emocji, a internetowa agresja nie zostaje w internecie. – Przenosi się do realnego życia. Najpierw są komentarze, potem przyzwolenie, a na końcu fizyczny atak. Jako osoby publiczne musimy godzić się z krytyką. To element naszej pracy. Ale nie możemy godzić się na nienawiść, odczłowieczanie i atmosferę, w której przemoc zaczyna być traktowana jako dopuszczalny sposób wyrażania sprzeciwu – podkreślił prezydent Chęciński.

Najpierw agresja w internecie, teraz atak bezpośredni

Do ataku na prezydenta Poznania doszło podczas wtorkowej sesji absolutoryjnej Rady Miasta Poznania. W pewnym momencie w stronę Jacka Jaśkowiaka ruszył jeden z mieszkańców i obrzucił go ciastem. Sprawca oświadczył, że jest to „wotum nieufności poznaniaków wobec prezydenta Jaśkowiaka”. Mężczyzna został zatrzymany.

To 40-letni Kamil S., który w mediach społecznościowych przedstawia się jako czterokrotny mistrz Polski w boksie tajskim oraz trener personalny. Drugi z zatrzymanych, Patryk Sz., to działacz lokatorski i związkowy. Jak przekazał insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, obaj usłyszeli zarzuty karne. Kamil S. usłyszał zarzut czynnej napaści, a Patryk Sz. – pomocnictwa.

Równolegle prowadzone będzie postępowanie w sprawie wykroczenia polegającego na zakłóceniu porządku i spokoju w miejscu publicznym. Obu mężczyznom grozi do trzech lat więzienia.

– Kilka tygodni temu rozmawiałem z moim zastępcą, że przy tak dużej skali hejtu i dezinformacji, a jednocześnie braku ograniczeń w dostępie do sali sesyjnej, prędzej czy później dojdzie tam do fizycznego ataku. I tak się właśnie stało. Jest to również konsekwencja braku reagowania na naruszanie prawa, mowę nienawiści w internecie czy bezpośrednie ataki słowne – napisał w mediach społecznościowych prezydent Jacek Jaśkowiak.