Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego udane referendum w Krakowie może zapoczątkować lawinę podobnych inicjatyw w całej Polsce.
  • Jakie konkretne zarzuty stoją za próbami odwołania prezydentów Rzeszowa, Łodzi czy Gdańska.
  • Od czego zależy powodzenie akcji referendalnej i dlaczego oddolny ruch społeczny to nie wszystko.
  • Kto jest największym beneficjentem zmian i dlaczego odwołanie prezydenta nie gwarantuje zmiany układu sił.

Premier Donald Tusk poinformował dziś, że powoła Stanisława Kracika, byłego już wiceprezydenta Krakowa, na komisarza, po tym jak prezydent miasta Aleksander Miszalski został odwołany w niedzielnym referendum. Premier dodał, że wybory odbędą się późnym latem, ale jeszcze nie może podać dokładnej daty (zgodnie z przepisami w ciągu 90 dni).

Rzeszów na referendalnej fali

Czy krakowskie referendum wywoła efekt śnieżnej kuli i podobne inicjatywy będą także w innych miastach? Już w poniedziałek zapowiedź taką złożył Jacek Strojny, radny z Rzeszowa. – W związku z pogarszającym się stanem finansów miasta, bezprecedensową próbą przepchnięcia zamiany po zaniżonej wartości działek miejskich, utajnieniem planu ogólnego, licznymi kontrowersjami wokół kluczowych inwestycji miejskich oraz wieloma innymi grzechami wobec miasta i jego mieszkańców, nadszedł czas na odwołanie najgorszego po 1990 r. prezydenta – przekazał Strojny. I zapowiedział, że przedstawi rzeszowskim radnym wniosek o przeprowadzenie referendum ws. odwołania Konrada Fijołka, prezydenta Rzeszowa wraz z uzasadnieniem.

Czytaj więcej

Nie jest łatwo odwołać samorządowca. Frekwencja często zaporą nie do pokonania

Doszło do tego już na wtorkowej sesji Rady Miasta Rzeszowa. Ostatecznie złożono dwa wnioski o referendum w sprawie odwołania prezydenta. Jeden złożył radny Jacek Strojny, a drugi – radni PiS. Oba wnioski podpisało wymaganych siedmiu radnych. Teraz opozycja będzie jednak potrzebowała 15 głosów, dlatego liczy na rozłam w gronie stronników prezydenta.

Do zapowiedzi przeprowadzenia referendum odniósł się prezydent Rzeszowa. W jego ocenie „miasto rozwija się dobrze, przybywa nowych firm i miejsc pracy”, a mieszkańcy mogą cieszyć się „rekordowymi inwestycjami”. – Tu chodzi tylko i wyłącznie o ogromne ego pana Strojnego, który przegrał wybory i chce teraz koniecznie się zemścić – uważa Konrad Fijołek. – A teraz na zakładników swojego ego chce wziąć radnych Rady Miasta, bo zamiast pracować na rzecz rozwoju Rzeszowa woli stworzyć kolejny wydumany konflikt i szkodzić wizerunkowi miasta – podkreślił prezydent Rzeszowa w rozmowie z RMF FM.

Najpierw wotum zaufania, dopiero potem referendum?

A jak wygląda sytuacja w innych dużych miastach? Czy włodarze Warszawy, Łodzi, Wrocławia, Poznania czy Gdańska też powinni obawiać się referendum? – Zbliża się debata o stanie miasta. Będzie dyskusja, a także głosowanie nad wotum zaufania. Brak poparcia może być wstępem do procedury odwołania włodarza. To więc idealny moment, by ponadpartyjnie i ponadpolitycznie przyjrzeć się funkcjonowaniu miasta – przekazał Mateusz Rozmiarek, wiceprzewodniczący Rady Miasta Poznania (PiS).

Tomasz Herbich, wiceprzewodniczący klubu PiS w Radzie Warszawy mówi, że przykład Krakowa pokazuje, że odwołanie złej władzy jest możliwe, jeżeli równocześnie zafunkcjonuje kilka czynników. – W Warszawie mamy do czynienia ze złym stylem sprawowania władzy przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego, pod wieloma względami porównywalnym z tym, jak w Krakowie rządził Aleksander Miszalski. Aby odwołanie prezydenta było jednak możliwe, muszą zostać spełnione jeszcze przynajmniej dwa czynniki. Po pierwsze, musi pojawić się oddolny ruch społeczny, który do tego będzie dążył. Po drugie, wokół idei referendum muszą zjednoczyć się wszystkie siły krytyczne wobec rządów Rafała Trzaskowskiego w Warszawie od lewa do prawa – uważa radny Herbich.

Czytaj więcej

Po referendach lokalnych. Czy komisarz powinien być kandydatem na prezydenta miasta?

Z kolei Marcin Buchali, przewodniczący Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miejskiej Łodzi podkreśla, że samorządowcy z jego klubu zawsze słuchają, służą oraz „stoją po stronie mieszkańców”.

– Dlatego też jeśli Łodzianki i Łodzianie w formie oddolnej inicjatywy postanowią, że czas na referendum, to PiS oczywiście poprze takie działania. Przypomnijmy, że koalicja KO i NL sprawująca władzę w Łodzi doprowadziła miasto m.in. do 6 mld zł zadłużenia, kłopotów mieszkaniowych dla tysięcy Łodzianek i Łodzian czy wielu podwyżek: w tym biletów MPK, opłat za odbiór i zagospodarowanie odpadów czy za postój w strefie płatnego parkowania – wylicza radny Buchali.

Bez dobrego następcy nie będą próbować odwoływać Jacka Sutryka

Tomasz Rakowski, przewodniczący klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska nie ukrywa, że po niedzieli do lokalnych działaczy zwracają się przedstawiciele różnych środowisk. – Rozmawiamy. Analizujemy – mówi radny. – Wynik referendum w Krakowie to poważny sygnał, którego władze dużych miast nie mogą lekceważyć. Powodów do podobnej frustracji w Gdańsku nie brakuje – zamknięcie mostu Siennickiego, paraliż miasta podczas poważniejszych opadów śniegu, polityka kadrowa obsadzająca zarządy i rady nadzorcze spółek miejskich „kolesiami” z klucza partyjnego, konfrontacyjna polityka wobec kierowców czy kosztowny i psujący się system biletowy Fala – wylicza Tomasz Rakowski.

Jego zdaniem to, co wydarzyło się w Krakowie, to oczywiście cios dla Donalda Tuska, ale to nie jest równoznaczne ze zwycięstwem prawicy nad Platformą Obywatelską. – Wkurzeni ludzie odwołali nieudolnego i butnego prezydenta z PO Aleksandra Miszalskiego. Ale jego główny rywal, Łukasz Gibała – dziś faworyt przedterminowych wyborów – to były polityk PO, potem Ruchu Palikota. Wszystko zostaje w rodzinie – uważa Rakowski.

Podkreśla jednak, że referendum jest trudnym narzędziem politycznym. – Referendum wymaga zebrania w 60 dni z odpowiednim marginesem bezpieczeństwa wyraźnie ponad 34 tysięcy podpisów, przekroczenia progu blisko 107 tysięcy głosujących, oraz wystawienia kandydata, który będzie miał realne szanse w przedterminowych wyborach – mówi gdański radny PiS.

Czytaj więcej

Gorące prezydenckie krzesła. „Lawiny lokalnych referendów nie będzie”

Nie jest to proste zadanie. Na początku ub. roku doszło do próby odwołania Jacka Sutryka z fotela prezydenta Wrocławia. Jednak pomysłodawcom referendum nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów. – Przeprowadzenie referendum bez zaproponowania Wrocławianom realnej alternatywy, a więc kandydata łączącego środowiska centroprawicowe, ale również społeczne, działaczy osiedlowych itp. skończy się zapewne wymianą skompromitowanego Jacka Sutryka na innego działacza Koalicji Obywatelskiej, a w konsekwencji na petryfikację istniejącego układu we Wrocławiu – mówi Łukasz Kasztelowicz, przewodniczący Klubu PiS w Radzie Miejskiej Wrocławia.

I dodaje, że dopóki takiego kandydata nie uda się wyłonić, to przeprowadzanie kolejnej akcji referendalnej może znowu raz zmarnować potencjał angażujących się w nią wielu osób i ponownie zakończyć się niepowodzeniem, a w konsekwencji wzmocnieniem prezydenta Wrocławia.