Śnięte ryby w Odrze, były w Oławie, we Wrocławiu i dalej w dole rzeki. W Opolu ich nie było?

W Opolu ich nie było, chociaż w przekazach prasowych pojawiały się informacje, że martwe ryby pojawiły się w kanale gliwickim, czyli przed Opolem.

Żadnego zanieczyszczenia Odry w Opolu też nie stwierdzono?

Od służb wojewody nie słyszeliśmy, by coś takiego miało miejsce.

Czyli jak rozumiem, nie było też żadnego zakazu wchodzenia do rzeki i przebywania nad nią ani w Opolu, ani w całym regionie?

Nie.

Czym jest Odra dla Opola? Miejscem rekreacji i wypoczynku, transportu czy czymś więcej?

Dzisiaj jest przede wszystkim miejscem rekreacji, którego centralnym punktem jest wyspa Bolko na Odrze, w samym środku Opola, będąca ponad 60-ha parkiem pełnym starodrzewia. Z transportu niestety nic nie wyszło, choć rząd zapowiadał poprawę żeglowności Odry, ale nie podjął w tym kierunku konkretnych kroków. A szkoda, bo w Opolu jest trzecia największa elektrownia w Polsce. Węgiel jest do niej wożony koleją, a mógłby np. rzeką.

Dla opolan Odra ma jeszcze jeden bardzo ważny wymiar – powodzi z 1997 r. To była powódź tysiąclecia, która zniszczyła sporą część miasta i zmarnowała dobytek wielu rodzin. Pamięć o niej jest wciąż żywa wśród mieszkańców miasta. Co roku przy większych opadach spoglądamy nerwowo w stronę rzeki.

Czytaj więcej

Prezydent Wałbrzycha: Nielegalnie węgiel wydobywa kilka osób

Samorząd Opola będzie wspierał inne nadodrzańskie samorządy w odradzaniu rzeki, czy zostawi to Wodom Polskim i GIOŚ?

Jesteśmy otwarci na takie wsparcie. Już współpracujemy z Wodami Polskimi, finansując z budżetu miasta budowę Polderu Przeciwpowodziowego, który będzie chronił głównie miejscowości położone na północ od Opola. Dokładamy do tych prac ok. 30 mln zł. Reszta, ponad 100 mln zł budżetu, pochodzi z pieniędzy unijnych. Realizatorem zadania są Wody Polskie. Pierwotnie o tej inwestycji rozmawialiśmy z samorządem województwa, ale po drodze rząd zmienił przepisy i inwestycja z samorządowej stała się rządową. Opóźniło to inwestycję o co najmniej dwa lata. Bez naszego wkładu Wody Polskie nie chciały realizować tych prac.

Ale czy Opole jako miasto nadodrzańskie włączy się w obecny proces odradzania rzeki, czy nie ma możliwości?

Jesteśmy otwarci na rozmowy i działania.

W czwartek rozpoczął się nowy rok szkolny. W Opolu też brakuje nauczycieli jak w innych dużych miastach, czy raczej nie ma problemu?

W Opolu brakuje przede wszystkim pieniędzy na oświatę, i to nie jest wina miasta, które nie chce dać. System oświaty w naszym kraju jest tak skonstruowany, że pieniędzy w oświacie nie przybywa. Przeciwnie, co roku zaangażowanie państwa w oświatę się zmniejsza. Rośnie za to ingerencja w to, czego w szkole się uczy. W tej chwili walczymy z pomysłem wprowadzenia podręcznika do historii i teraźniejszości autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego. Wystosowałem nawet apel do dyrektorów i nauczycieli opolskich szkół, aby nie korzystali z tego szkodliwego podręcznika.

Dodatkowo samorządy z Opolskiego straciły kilkadziesiąt milionów złotych subwencji oświatowej. Z inicjatywy posła Kowalskiego urodzonego w Opolu. To pogrąża finansowo szczególnie mniejsze samorządy. Zaatakował on funkcjonujący od wielu lat program nauki języka ojczystego w szkołach. W naszym regionie to język niemiecki. Przez posła kilkadziesiąt tysięcy dzieci z Opola i okolic straciło dodatkowe zajęcia z języka niemieckiego. Chodziły na nie dzieci nie tylko z pochodzeniem niemieckim. Takie było założenie, żeby w procesie edukacji nikogo nie wykluczać, i to się udawało. Były to wspólne zajęcia, a rodzice decydowali, czy zapisują dzieci, czy nie. No i w wyniku głupoty – bo inaczej nazwać tego nie można – tych lekcji już nie ma. Pieniędzy na nie także. I etatów dla nauczycieli…

To jest działanie typowo wykluczające, ponieważ inne mniejszości w Polsce takie zajęcia mają. Nie wiem, co PiS chce takimi działaniami osiągnąć, ale wiem jedno – cierpią na tym tylko dzieci. A to jest skandaliczne.

Czytaj więcej

Elżbieta Anna Polak: Nad Odrą panuje cisza. Życia nad rzeką nie ma

Fakt, choćby Białorusini czy Ukraińcy.

Oczywiście. Więc jest to ksenofobiczne zachowanie, firmowane przez ministra edukacji i nauki. Fakt, że poseł Kowalski takie rzeczy robi, nikogo nie zaskakuje. Poseł Kowalski ma wyrobioną opinię w całym kraju, ale to, co robi minister, osoba odpowiedzialna za naukę, a posłowie temu przyklaskują, to już budzi moje ogromne zdziwienie i smutek.

Kilka dni temu obchodziliśmy w Opolu rocznicę powołania Związku Polaków w Niemczech. To byli głównie powstańcy śląscy i ich rodziny. Co roku przypominamy, jak źle Niemcy postępowali wobec nich, bo zabraniali im uczyć się języka polskiego. To przerażające, że takie same praktyki stosowane są obecnie przez polski rząd wobec własnych obywateli! Przecież to sięganie do metod, które w latach 20. i 30. ubiegłego wieku praktykowano w Opolu. A pamiętamy przecież, kto wtedy tutaj rządził i w jakim kraju Opole, a właściwie Oppeln, się znajdowało. Trudno więc bez emocji o tym mówić. Poseł Kowalski uprawia politykę na dzieciach. To obrzydliwe.

Autorzy pomysłu powołują się na to, że władze Niemiec nie chcą płacić za lekcje polskiego naszej mniejszości w tym kraju.

To, że niemiecki rząd postępuje niewłaściwie, nie powinno oznaczać, że nasz rząd musi posuwać się do tego samego. Żeby było jasne, nie chwalę niemieckiego rządu w tym aspekcie. Przeciwnie, uważam, że postępuje źle, ale to nie znaczy, że nasz rząd musi zniżać się do tego samego poziomu. Tym bardziej że ci Niemcy – według obecnie rządzących – są bardzo źli. Więc dlaczego się na nich wzorują?

W Opolu brakuje nauczycieli czy jednak nie?

U nas nie ma problemu z nauczycielami, ale to nie znaczy, że system działa dobrze. Wolne etaty obejmują nauczyciele, którzy sobie dorabiają. Pracują w kilku szkołach. W ten sposób wszystko w systemie się uzupełnia, a sami nauczyciele, którzy mało zarabiają, w końcu dostają większe pieniądze. Ale to nie jest normalna sytuacja. To też odbija się na jakości nauczania.

Czy dużo dzieci uchodźców trafi do opolskich szkół? Trzeba było zwiększać liczebność klas i oddziałów?

Trzeba było zwiększać. My z taką inicjatywą wychodziliśmy w kwietniu jako jeden z pierwszych samorządów w Polsce. Mamy 1,3 tys. ukraińskich dzieci, a ich liczba będzie się jeszcze zwiększać. Nas to cieszy. Wspólnie z nauczycielami staramy się stworzyć dobre warunki do przyjęcia tych dzieci w naszych szkołach.

Czytaj więcej

Prezydent Białegostoku: Od siedmiu lat samorządowe budżety są coraz niższe

Inflacja za sierpień to już 16,1 proc. Gdzie miasto szuka oszczędności, a gdzie muszą być podwyżki dla mieszkańców, by jakoś spinać budżet?

Oczywiście, że musimy szukać oszczędności, a to oznacza mniej inwestycji i mniej remontów.

Wiadomo, co pójdzie pod nóż w pierwszej kolejności?

Jeszcze nie, bo dopiero będziemy się przymierzać do budżetu na kolejny rok. Inwestycji nie planuje się z dnia na dzień. To długi proces.

A my, i inne samorządy, mamy z każdym miesiącem coraz większą zapaść i coraz większe problemy. Umów rozwiązać nie możemy, bo to mogłoby się wiązać z karami, do tego mamy sporo inwestycji finansowanych, np. z pieniędzy unijnych, więc tym bardziej jesteśmy pod ścianą. Łatwo się jednak nie poddamy. Będziemy szukać oszczędności, możliwości dodatkowych źródeł dochodów, choć niestety nie wygląda to obiecująco. Polskim Ładem rząd wsypał piach w tryby dobrze działającej samorządowej machiny, czego efekty teraz odczuwamy. Zmiany podatkowe weszły w życie w najgorszym możliwym momencie, zabierając samorządom w Polsce dochody na wydatki bieżące: rosnące ceny węgla, prądu czy na wyższe wynagrodzenia.

Nie widzę przyszłości tak kolorowo, jak próbuje nam wmawiać rząd.

W zeszłym roku powstał Ruch Samorządowy „Tak dla Polski”, a kilka dni temu odbyło się walne zgromadzenie jego członków. Samorządowcy mają pomysł na poprawę swojej działalności, czy wszystko, co w nich złe, to wina rządu Zjednoczonej Prawicy?

Samorządy są ważne. To duża część codziennej aktywności obywateli, usług komunalnych, które mieszkańcy otrzymują, czasami nie będąc tego świadomi.

Dlatego nam, samorządowcom, zależy na jak najwyższej jakości tych usług i możliwości ich realizowania w sposób trwały i ciągły. Wspólnie dyskutujemy, co zrobić, abyśmy lepiej i sprawniej służyli mieszkańcom.

Uważamy, że bez zmian politycznych w Polsce, sposobu rządzenia, nie poprawi się sytuacja samorządów. Stąd po latach „neutralności” politycznej samorządowcy coraz bardziej chcą mieć realny wpływ na to, jak te zmiany polityczne czy społeczne mają przebiegać. Bez tego nie będziemy w stanie zadbać o naszych mieszkańców, a przecież po to oni nas wybierają, abyśmy ich miasta i gminy zmieniali na lepsze.

Tydzień temu zmarł Tadeusz Ferenc, były wieloletni prezydent Rzeszowa, który był inicjatorem zmian granic Rzeszowa, ale i w pewnym sensie pana nauczycielem, jeśli chodzi o rozwój miasta, o „wchłanianie” okolicznych miejscowości. To jedyny sposób na rozwój miast?

Nie powinniśmy się tego bać. Oczywiście jest pytanie: jak to wszystko ułożyć? Miejscowości położone tuż przy granicach miast zmieniają się z wiosek w obszary podmiejskie. To proces bardzo spontaniczny i niekontrolowany. A to doprowadza do wielu napięć i problemów, które trzeba rozwiązywać wspólnie albo nimi zarządzać. Czasami jedynym dobrym pomysłem jest zmiana granic. W Rzeszowie przez lata się udawało, udało się też w Opolu i przyniosło efekty. Dziś Opole i sąsiednie gminy są dla siebie partnerami. Co ciekawe, wójtowie, którzy przed laty protestowali przeciwko zmianom granic, za chwilę przegrali wybory samorządowe, więc lokalne społeczności mają takie poczucie jedności, że ich życie, chociaż wiejskie, to jednak w dużej części odbywa się w miastach, wokół których mieszkają. Tam są szkoły i miejsca pracy, handel i sfera rozrywki czy wypoczynku.

Cieszę się, że przez lata śp. prezydent Ferenc, ale i Związek Miast Polskich mówili, że proces powiększania się miast jest czymś naturalnym. Proszę zwrócić uwagę, Warszawa też kiedyś była mniejszym miastem, a przez lata się rozwijała, dołączając kolejne dzielnice. Podobnie się działo w Krakowie, Poznaniu czy Wrocławiu, ale także Opolu, choćby w okresie PRL-owskim. Miasta rozrastały się przez wieki. To proces naturalny i tak stary, jak polskie miasta.